z2006
18.10.09, 08:14
mateusz.pl/czytania/2009/20091018.htm
"Zdumiewający tupet okazali dwaj synowie Zebedeusza, umiłowany uczeń
Jezusa Jan i jego brat Jakub, gdy przedstawili prośbę, by w chwale
Mistrza jeden z nich siedział po prawej stronie a drugi po lewej.
Szokuje sama prośba świadcząca o nieopanowanej ambicji braci i
szokuje sposób, w jaki proszą. Chcąc mieć pewność, że zostaną
wysłuchani, wpierw stawiają żądanie: „Chcemy, żebyś nam uczynił to,
o co Cię poprosimy”. Przygotowują grunt. Słowo „chcemy” świadczy
wyraźnie o próbie „wymuszenia” na Jezusie realizacji prośby. To już
nie jest prośba, to jest żądanie.
Ta historia często się powtarza. Wielu podchodzi do Boga nie z
prośbą, lecz z żądaniem. Rzecz się ma podobnie jak w kawiarni, gdzie
gość przy stoliku prosi kelnera, ale jego prośba jest żądaniem.
Kelner ma obowiązek spełnić tę prośbę, a gość ma prawo stawiać
żądania. Przeniesienie tej postawy na Boga to poważne
nieporozumienie. Jest bowiem wręcz odwrotnie, to Bóg mógłby
potraktować człowieka jak kelnera, jak pełniącego Jego polecenia,
nigdy odwrotnie. Z Ewangelii dowiadujemy się, że nawet Bóg nie
traktuje człowieka jak chłopca na posyłki, choć ma do tego prawo,
lecz traktuje go jak przyjaciela. Tymczasem człowiek ma tendencje do
sprowadzania Boga do roli swego sługi. Rodzi się więc ta tendencja w
sercu nadętym pychą. Człowiekowi się wydaje, że im częściej wydaje
rozkazy, tym jest ważniejszy. Im więcej ludzi jest do jego
dyspozycji, tym większa jest jego wartość. Sny o wielkości łączą się
z reguły z rzeszą wielbicieli, dumą sukcesu, rozgłosem i podziwem.
Człowiek jednak nigdy nie będzie sobą, jeśli stara się realizować
życie w garniturze o dwa numery dla niego za dużym. Prawdziwa
wielkość umie zająć właściwe miejsce. Każdy z nas ma przygotowane
miejsce przez Boga zarówno tu na ziemi, jak i w niebie. To drugie
jest ściśle uzależnione od postawy, jaką zajmiemy wobec miejsca
przygotowanego na ziemi. Jeśli potrafimy je przyjąć z radością i
zrealizować życie tak, jak zaplanował Bóg, to i w przyszłym życiu
odnajdziemy się w pełni. Ten, komu nie odpowiada, jako zbyt niskie
lub zbyt wysokie miejsce wyznaczone na ziemi, nie będzie szczęśliwy
ani tu, ani tam. Jakże często Jezus musiałby nam powiedzieć: „Nie
wiecie, o co prosicie”. Nasze modlitwy przypominają żądanie synów
Zebedeusza. Chcemy, by Bóg spełnił naszą wolę. Chcemy wymusić na
Nim, by swoją wolę dostosował do naszej. Śmieszny jest człowiek,
który podchodzi do Boga z żądaniem. Zdradza w tym swoją głupotę.
Gdyby pamiętał, kim jest Bóg, nigdy nie uczyniłby takiego nietaktu.
Bóg jest mądrością pochyloną nad nami z miłością. Czy dziecko
świadome miłości swego ojca odważy się żądać spełnienia swoich
zachcianek? Czy nie jest ono przekonane, iż ojciec doskonale wie, co
dla niego dobre, i uczyni wszystko, by je przy każdej nadarzającej
się okazji ubogacić?
Kobieta licząca blisko pięćdziesiąt lat odkryła, iż wszystkie
nieszczęścia w jej życiu, a było ich sporo, wynikały z tego, że
zmuszała Boga, by spełniał jej życzenia. Gdy się to nie stało, miała
do Niego wielkie pretensje, a gdy się stało, okazywało się, że
wychodziło to na jej niekorzyść. Stracone dziecko, rozbite
małżeństwo, nieudane związki, konflikt z rodzicami, ciągłe
poszukiwanie innej pracy, choroby... Zmęczona swym życiem odkryła,
że najmądrzejszym rozwiązaniem jest zgoda na to, co daje Bóg. Dziś
prosi Go o wiele rzeczy, lecz dodaje: „nie moja, lecz Twoja wola
niech się stanie”. Dostrzegła mądrość Boga i korzyści, jakie daje
zgoda na Jego wolę. Tysiąc razy lepiej poprosić Boga o coś do
zjedzenia, niż stawiać żądania co do swojego menu. Ile razy człowiek
coś „wymusi” na Bogu, tyle razy mu to zaszkodzi. Nie jest to jednak
wina Boga, lecz człowieka. Trzeba sporo czasu i doświadczenia, by to
dostrzec.
Pokora polega na dobrowolnym zajęciu tego miejsca, jakie Bóg nam
wyznaczył. Św. Augustyn napisał trafnie: „gdzie pokora, tam
majestat”. Miejsce wyznaczone nam przez Boga jest zawsze otoczone
majestatem Jego autorytetu. Ten, kto je dobrowolnie zajmie, odkrywa
na nim swoją prawdziwą wielkość.
Wspominamy dziś rocznicę wyboru Polaka na biskupa Rzymu. Ktokolwiek
bliżej zna Karola Wojtyłę jako kapłana, biskupa, kardynała, papieża,
ten stosunkowo łatwo odkryje, że jest on konkretnym
urzeczywistnieniem słów św. Augustyna: „gdzie pokora, tam majestat”.
Nie co innego, lecz umiejętność zajęcia, na każdym etapie życia,
tego miejsca, które wyznaczył mu Bóg, decyduje o jego wielkości. Po
latach jego pontyfikatu warto i z tego punktu widzenia spojrzeć na
jego świadectwo."
Ks. Edward Staniek