Žižek: Symbole faszystowskie, symbole...

19.10.09, 21:14
...komunistyczne.

Czyli pan Żiżek w temacie aktualnych wariacji polsko-parlamenarnych.

******************
Žižek: Symbole faszystowskie, symbole komunistyczne
16.10.2009

7 lutego br. [2005 - red.] w większości naszych gazet pojawiła się mała notka,
z pewnością niewarta pierwszych stron. Oto w odpowiedzi na propozycję zakazu
publicznego pokazywania w Europie swastyki i innych symboli nazistowskich,
grupa konserwatywnych członków Parlamentu Europejskiego – w większości z
byłych krajów komunistycznych – zażądała, by tę samą zasadę stosować wobec
symboli komunistycznych. Nie tylko sierpa i młota, ale i czerwonej gwiazdy.
Propozycji tej nie należy zbyt pochopnie odrzucać: jest ona bowiem oznaką
głębokiej zmiany w samych fundamentach europejskiej tożsamości ideologicznej.

Mówiąc jasno i prosto: jak dotąd stalinizm nie był zakazany w ten sam sposób,
co nazizm. Nawet jeśli w pełni zdajemy sobie sprawę z jego potwornych
aspektów, Ostalgie wydaje się nam jakoś akceptowalna. Tolerujemy Goodbye
Lenin, ale nie Goodbye Hitler. Dlaczego? Weźmy inny przykład: w dzisiejszych
Niemczech można kupić wiele płyt CD ze starymi pieśniami rewolucyjnymi i
partyjnymi z czasów NRD – od tytułów Stalin, Freund, Genosse do Die Partei hat
immer Recht, lecz na próżno szukać kompaktów z pieśniami nazistowskimi.
Ponownie: dlaczego?

Już na poziomie anegdotycznym różnica między faszystowskim i stalinowskim
universum jest oczywista. W stalinowskich procesach pokazowych oskarżony
musiał publicznie wyznać swe winy i opowiedzieć, co popchnęło go na drogę
występku, w drastycznym przeciwieństwie do nazizmu, w którym czymś całkowicie
bezsensownym byłoby domagać się od Żyda wyznania, że uczestniczył w żydowskim
spisku przeciw narodowi niemieckiemu.

Ten kontrast wskazuje na różnicę w stosunku tych formacji do oświecenia:
stalinizm powstał jako część tradycji oświeceniowej, wedle której prawda jest
dostępna każdemu racjonalnemu człowiekowi, bez względu na stopień jego
zdeprawowania i dlatego jest on subiektywnie odpowiedzialny za swoje występki.
Dla nazistów – przeciwnie – wina Żydów wynika bezpośrednio z ich konstytucji
biologicznej. Nie trzeba udowadniać, że są winni, ponieważ ich wina wprost
wiąże się z byciem Żydami.

W stalinowskiej symbolice ideologicznej uniwersalny Rozum obiektywizuje się w
postaci nieubłaganych praw rozwoju historycznego i wszyscy jesteśmy jego
sługami – nawet przywódca narodu. Dlatego gdy nazistowski wódz wygłosi mowę, a
publiczność bije brawo, on tylko stoi i w milczeniu akceptuje aplauz, uważając
się za jego adresata. Z kolei w stalinizmie, gdy już wybuchnie obowiązkowy
entuzjazm, przywódca wstaje i klaszcze wraz z innymi. Warto przypomnieć
zabawny epizod z początku filmu Być albo nie być Lubitscha: gdy Hitler wchodzi
do pokoju, wszyscy oficerowie podnoszą ręce w nazistowskim pozdrowieniu i
krzyczą swoje „Heil Hitler”. W odpowiedzi Hitler również podnosi rękę i mówi
„Heil ja sam”. W tym przypadku to czysty humor, rzecz nie do pomyślenia w
rzeczywistości. Natomiast Stalin z pewnością mógł (i robił to) „heilować
samego siebie”, gdy dołączał do oklaskujących go słuchaczy.

Z tego samego powodu w dniu urodzin Stalina więźniowie przysyłali mu telegramy
z życzeniami „wszystkiego najlepszego i sukcesu socjalizmu” – nawet z
najmroczniejszych gułagów jak Norylsk czy Workuta, podczas gdy nie jesteśmy w
stanie sobie wyobrazić Żydów z Auschwitz wysyłających podobne telegramy
Hitlerowi. Jakkolwiek brzmi to szaleńczo i niesmacznie, ta ostatnia dystynkcja
świadczy o tym, że opozycja między stalinizmem i nazizmem była opozycją między
cywilizacją i barbarzyństwem. Stalin nie odciął ostatniej nici wiążącej go z
cywilizacją. Z tego powodu właśnie w największej wojnie XX wieku, II wojnie
światowej, stalinowscy komuniści walczyli przeciwko faszyzmowi WSPÓLNIE z
kapitalistycznymi demokratami.

John Berger zwrócił niedawno uwagę na interesujący aspekt francuskiego plakatu
reklamującego internetowy fundusz inwestycyjny Selftrade: pod obrazem sierpa i
młota, szczerozłotych i wysadzanych diamentami, widnieje napis „A jeśli rynek
papierów wartościowych da zarobić każdemu?”. Strategia tego plakatu jest
oczywista: dziś rynek ten spełnia egalitarne wymogi komunizmu, każdy może w
nim uczestniczyć. Berger proponuje prosty eksperyment myślowy. „Wyobraźmy
sobie kampanię reklamową z użyciem szczerozłotej i wysadzanej diamentami
swastyki. Oczywiście nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Dlaczego?
Swastyka była skierowana do potencjalnych zwycięzców, a nie pokonanych,
odwoływała się do dominacji, a nie sprawiedliwości”. Sierp i młot, wręcz
przeciwnie, „głosiły nadzieję, że historia z pewnością będzie po stronie
walczących o braterską sprawiedliwości”. Ironia polega tu na tym, że tym samym
momencie, gdy hegemoniczna ideologia „końca ideologii” oficjalnie uznała tę
nadzieję za martwą, paradygmatyczne „postindustrialne” przedsiębiorstwo (czy
jest coś bardziej „postindustrialnego” niż handel akcjami w Internecie?) musi
mobilizować tę uśpioną nadzieję, by przebić się ze swoim przekazem.

Jakkolwiek gdy idzie o ich pozytywną treść, komunistyczne reżimy okazały
żałosną porażką, generującą terror i nieszczęście, otworzyły zarazem pewną
przestrzeń – przestrzeń utopijnych oczekiwań, która pozwoliła nam między
innymi właściwie ocenić porażkę realnego socjalizmu. Antykomunistyczni
dysydenci przeoczają zazwyczaj fakt, że sama ta przestrzeń, z punktu widzenia
której krytykowali i demaskowali codzienny terror i nieszczęście, została
otwarta i utrzymywana dzięki komunistycznemu przełomowi i dzięki jego próbie
ucieczki od logiki Kapitału.

CDN...
    • diabollo Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 19.10.09, 21:15
      Krótko mówiąc: gdy dysydenci tacy jak Havel demaskowali istniejący reżim
      komunistyczny w imię autentycznej solidarności międzyludzkiej, przemawiali
      (przeważnie bezwiednie) z miejsca utworzonego przez samych komunistów – dlatego
      bywają tak bardzo rozczarowani, gdy „realny kapitalizm” nie spełnia wielkich
      oczekiwań z czasów ich antykomunistycznych zmagań[1]. Być może więc Vaclav
      Klaus, pragmatyczny sobowtór Havla, miał rację określając go lekceważąco mianem
      „socjalisty”?

      Posunę się tu do samego końca: uważam, że w ideologii stalinowskiej, nawet
      najbardziej totalitarnej, wciąż tkwi pewien potencjał emancypacyjny. Pamiętam z
      młodości słynną scenę z sowieckiego filmu o wojnie domowej z 1919 roku.
      Bolszewicy zorganizowali publiczny proces kobiety, matki chorego syna, która
      okazała się szpiegiem kontrrewolucyjnych sił Białych. Na samym początku procesu
      stary bolszewik gładzi swe długie wąsy i mówi: „Wyrok musi być surowy, lecz
      sprawiedliwy!”. Sąd rewolucyjny (kolektyw bojowników bolszewickich) uznaje, że
      przyczyną wrogiej działalności oskarżonej były ciężkie warunki życiowe. Wyrok:
      kobieta ma się w pełni zintegrować z socjalistycznym kolektywem, nauczyć pisać i
      czytać, zdobyć odpowiednie wykształcenie, a jej syna należy leczyć. Gdy
      zaskoczona matka wybucha płaczem, zupełnie nie rozumiejąc wielkoduszności sądu,
      stary bolszewik ponownie gładzi wąsy i kiwa przyzwalająco głową: „Tak, to
      surowy, lecz sprawiedliwy wyrok!”.

      Łatwo uznać w powierzchowny, pseudomarksistowski sposób, że takie sceny były po
      prostu ideologiczną legitymizacją najbrutalniejszego terroru. Bez względu na to
      jednak, jak bardzo scena ta stanowi manipulację, i jak bardzo stała w
      sprzeczności z arbitralną surowością „sprawiedliwości rewolucyjnej”, z całą
      pewnością dostarczała ona widzom nowych standardów etycznych do oceniania
      rzeczywistości. Szokujący wynik tego ćwiczenia ze sprawiedliwości rewolucyjnej,
      nieoczekiwane odwrócenie „surowości” w surowość wobec sytuacji życiowej i we
      wspaniałomyślność wobec ludzi, nie może nie wzbudzać wzniosłego efektu. To
      odwrócenie całkowicie zmienia współrzędne w samym polu znaczenia: zamiast błagać
      o wielkoduszną tolerancję, stary bolszewik redefiniuje znaczenie „surowej
      sprawiedliwości” w sensie przesadnego pobłażania i hojności. Nawet jeśli to
      zwodniczy przekaz, to w pewnym sensie zawiera się w nim większa prawda moralna
      niż w brutalnej rzeczywistości społecznej, która go wygenerowała.

      Z tych powodów nie znajdujemy w nazizmie nic, co przypominałoby
      „humanistycznych” dysydentów komunistycznych, którzy posuwali się nawet do
      ryzykowania swojej fizycznej egzystencji w walce z tym, co odbierali jako
      „biurokratyczną deformację” socjalizmu w ZSRR i jego imperium. W nazistowskich
      Niemczech nie było postaci, które domagałyby się „nazizmu z ludzką twarzą”. Na
      tym polega defekt (i ukryte uprzedzenie) wszystkich prób à la [Ernst] Nolte[2],
      których celem jest zajęcie neutralnej pozycji obiektywnego porównania faszyzmu i
      stalinizmu, czyli takiej argumentacji: „Jeśli potępiamy nazistów za bezprawne
      zabicie milionów, dlaczego nie stosujemy tych standardów w odniesieniu do
      komunizmu? Jeśli nie wybaczamy Heideggerowi krótkiego flirtu z nazizmem, to
      czemu wybaczyliśmy o wiele dłuższe zaangażowanie w komunizm Lukascowi, Brechtowi
      i innym?”. W dzisiejszej rzeczywistości dążenie do zajęcia takiej pozycji
      automatycznie oznacza faworyzowanie faszyzmu na rzecz komunizmu, czyli – 
      bardziej konkretnie – redukowanie nazizmu do powtórek i reakcji na praktyki już
      obecne w bolszewizmie (śmierć przeciwników politycznych, terror i obozy
      koncentracyjne) w taki sposób, że „grzech pierworodny” tkwi w komunizmie.

      Według Noltego zatem, jakkolwiek nazizm był czymś wstrętnym, to nie tylko
      pojawił się po komunizmie, ale stanowił również, zważywszy na jego treść,
      przesadną reakcję na zagrożenie komunistyczne. Co więcej, wszystkie okropności
      nazizmu są jedynie kopią okropności sowieckiego komunizmu: rządy tajnej policji,
      obozy koncentracyjne, ludobójczy terror. Czy mówimy tutaj o Formie? Czy chodzi
      tu o to, że komunizm i nazizm łączy ta sama totalitarna Forma, a różnica dotyczy
      jedynie czynników empirycznych, które wypełniają te same struktury („Żydzi”
      zamiast „wróg klasowy”, etc.)? Klasyczna liberalna reakcja na twierdzenia
      Noltego to moralistyczne larum: Nolte relatywizuje nazizm, redukując go do
      drugorzędnego echa komunistycznego Zła; jak jednak można porównywać komunizm, tę
      nieudaną próbę wyzwolenia, z radykalnym Złem nazizmu?

      Uważam, że jest przeciwnie. Powinniśmy w pełni zgodzić się z centralnym punktem
      tezy Noltego: tak, nazizm faktycznie był reakcją na zagrożenie komunistyczne;
      faktycznie jedynie zmienił walkę klasową na walkę między Aryjczykami i Żydami – 
      problem jednak leży w owym „jedynie”, które w żadnym wypadku nie jest tak
      niewinne, na jakie wygląda. Mamy tu do czynienia z transferencją (Verschiebung)
      we Freudowskim znaczeniu tego terminu: nazizm dokonuje transferencji walki klas
      w walkę ras, zaciemniając w ten sposób jej prawdziwe umiejscowienie. Tym, co
      ulega zmianie w przejściu od komunizmu do nazizmu, jest Forma. I to w tej
      zmianie Formy tkwi ideologiczna mistyfikacja nazizmu: walka polityczna jest
      przeobrażana w konflikt rasowy, zaś antagonizm (klasowy) tkwiący w strukturze
      społecznej, ulega zredukowaniu do inwazji obcego (żydowskiego) ciała, które
      narusza harmonię aryjskiej społeczności. Różnica między faszyzmem i komunizmem
      jest więc “formalno-ontologiczna”: nie jest tak (jak twierdzi Nolte), że w obu
      przypadkach mamy tę samą formalną strukturę antagonistyczną, w której jedynie
      miejsce Wroga zostaje wypełnione innym składnikiem pozytywnym (klasa, rasa). W
      przypadku rasy mamy do czynienia z pozytywnym, znaturalizowanym elementem
      (zakładana organiczna jedność Społeczeństwa jest zaburzona wskutek wtargnięcia
      obcego ciała), podczas gdy antagonizm klasowy konstytuuje pole społeczne i tkwi
      w nim – stąd faszyzm zamazuje antagonizm, przekształcając w konflikt
      pozytywnych, sprzecznych elementów.

      Właściwym zadaniem jest więc myślenie o tragedii Rewolucji Październikowej:
      dostrzeżenie jej wielkości, jej niedościgłego potencjału emancypacyjnego, a
      zarazem historycznej konieczności jej stalinowskiego skutku. Powinniśmy się
      zdobyć na uczciwość i przyznać, że czystki stalinowskie były o wiele bardziej
      „irracjonalne” niż przemoc faszystowska. Paradoksalnie, sam ten „nadmiar” to
      bezbłędny znak, że w przeciwieństwie do faszyzmu stalinizm to przypadek
      wypaczenia autentycznej rewolucji. W faszyzmie, nawet w nazistowskich Niemczech,
      można było przetrwać, zachowując pozory „normalnego” życia codziennego, jeśli
      tylko nie angażowało się w jakąkolwiek działalność opozycyjną (i, oczywiście,
      nie było się Żydem z pochodzenia). Tymczasem w stalinizmie późnych lat 30. nikt
      nie był bezpieczny, każdego można było niespodziewanie zadenuncjować, aresztować
      i rozstrzelać jako zdrajcę. Innymi słowy, „irracjonalność” nazizmu skondensowała
      się w antysemityzmie, wierze w żydowski spisek, podczas gdy „irracjonalnością”
      stalinizmu przesiąknięte było całe ciało społeczne. Z tego powodu nazistowscy
      śledczy szukali dowodów i śladów faktycznej działalności przeciwko reżimowi,
      podczas gdy stalinowscy angażowali się w oczywistą i niedwuznaczną fabrykację
      dowodów (wymyślone spiski, sabotaże, etc.).

      CDN...
      • diabollo Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 19.10.09, 21:16
        Co więcej, powinniśmy również uczciwie przyznać, że wciąż brakuje nam prawdziwej
        teorii stalinowskiego fenomenu. Symptomatyczny jest ów absolutny skandal  – brak
        systematycznej i dogłębnej konfrontacji z fenomenem stalinizmu w Szkole
        Frankfurckiej. (Jedyne wyjątki od tej reguły to osobna historia: Behemot Franza
        Neumanna, studium narodowego socjalizmu, które w typowym modnym stylu późnych
        lat 30. i 40. sugeruje, że istniejące trzy wielkie systemy światowe – powstający
        właśnie kapitalizmu Nowego Dealu, faszyzm i komunizm – podążają w stronę tego
        samego biurokratycznego, globalnie zorganizowanego i „administrowanego”
        społeczeństwa; Sowiecki Marksizm Herberta Marcusego, jego najmniej pasjonująca i
        zapewne najgorsza książka, dziwnie neutralna analiza sowieckiej ideologii bez
        jasnego zaangażowania; na koniec wreszcie próby niektórych zwolenników Jürgena
        Habermasa z lat 80., którzy, odnosząc się do rodzącego się fenomenu dysydentów,
        usiłowali wypracować pojęcie społeczeństwa obywatelskiego jako miejsca oporu
        wobec reżimu komunistycznego – przemyślenia interesujące politycznie, lecz
        dalekie od satysfakcjonującej, globalnej teorii specyfiki stalinowskiego
        „totalitaryzmu”).

        Jak mogło dojść do tego, że myśl marksistowska, która twierdziła, iż skupia się
        na aspektach upadku marksistowskiego projektu emancypacyjnego, może unikać
        analizy koszmaru „realnie istniejącego socjalizmu”? Czyż jej skupienie się na
        faszyzmie również nie było przeniesieniem, cichym przyznaniem się, że nie
        potrafi stawić czoła prawdziwej traumie? Upraszczając nieco: nazizm stworzyła
        grupa ludzi, która chciała robić bardzo złe rzeczy – i robiła je. Stalinizm,
        przeciwnie, powstał jako wynik radykalnej próby emancypacyjnej.

        W tym miejscu należy dokonać wyboru: „czysto” liberalne stanowisko polegające na
        zajęciu równego dystansu wobec lewicowego i prawicowego „totalitaryzmu” (oba są
        złe, bazują na nietolerancji odmienności politycznej i innych, odrzuceniu
        demokratycznych humanistycznych wartości, etc.) jest a priori fałszywe. Musimy
        wziąć stronę któregoś z nich i ogłosić, że jeden jest fundamentalnie „gorszy” od
        drugiego. Z tego powodu postępująca „relatywizacja” faszyzmu, twierdzenie, że
        należy dokonać racjonalnego porównania obu totalitaryzmów, etc., zawsze zawiera 
        – jawną bądź ukrytą – tezę, że faszyzm był „lepszy” niż komunizm, że był
        zrozumiałą reakcją na zagrożenie komunistyczne.

        Latem 2003 roku Silvio Berlusconi sprowokował gwałtowną reakcję swoją tezą, że
        choć Mussolini był dyktatorem, to nie był przestępcą politycznym i mordercą jak
        Hitler, Stalin czy Saddam. Należy pamiętać, o jaką stawkę naprawdę chodzi w tym
        skandalu: opinii Berlusconiego w żadnym razie nie wolno uznawać na jego prywatne
        idiosynkrazje, jego opinie to część większego ideologiczno-politycznego projektu
        zmiany powojennych pojęć europejskiej tożsamości, opartej na antyfaszystowskiej
        jedności.

        Neokonserwatyści lubią paplać o głębokim „kryzysie moralnym”, w który popadły
        nasze permisywne, narcystyczne, etc. społeczeństwa. W rzeczy samej: nic tak nie
        świadczy o tym, że tkwimy w samym środku głębokiego kryzysu etyczno-polityczego,
        jak właśnie propozycje zakazania komunistycznych symboli.

        Przełożył Artur Chodziński. Tekst ukazał się w miesięczniku „Odra” nr 6/2005.
        Dziękujemy redakcji za zgodę na przedruk.

        - -
        [1] Warto zwrócić uwagę, że inny dysydent, Adam Michnik, zdradza większą
        samoświadomość stwierdzając o sobie, że tak naprawdę jest socjalistą, który nie
        może wybaczyć socjalizmowi, że nie funkcjonuje – przyp. „Odra”.

        [2] Por. Ernst Nolte, Deutschland und der Kalte Krieg, Monachium 1974 – przyp.
        „Odra“.

        www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Zizek-Symbole-faszystowskie-symbole-komunistyczne/menu-id-197.html
        • gumpel Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 19.10.09, 22:52
          Z podlinkowanego tekstu:
          "W tym miejscu należy dokonać wyboru: „czysto” liberalne stanowisko polegające
          na zajęciu równego dystansu wobec lewicowego i prawicowego „totalitaryzmu” (oba
          są złe, bazują na nietolerancji odmienności politycznej i innych, odrzuceniu
          demokratycznych humanistycznych wartości, etc.) jest a priori fałszywe. Musimy
          wziąć stronę któregoś z nich i ogłosić, że jeden jest fundamentalnie „gorszy” od
          drugiego. Z tego powodu postępująca „relatywizacja” faszyzmu, twierdzenie, że
          należy dokonać racjonalnego porównania obu totalitaryzmów, etc., zawsze zawiera 
          – jawną bądź ukrytą – tezę, że faszyzm był „lepszy” niż komunizm, że był
          zrozumiałą reakcją na zagrożenie komunistyczne".

          To się nazywa dialektyka !


          G.
          • diabollo Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 20.10.09, 20:30
            gumpel napisał:

            > Z podlinkowanego tekstu:
            > "W tym miejscu należy dokonać wyboru: „czysto” liberalne stanowisko
            > polegające
            > na zajęciu równego dystansu wobec lewicowego i prawicowego „totalitaryzmu
            > ” (oba
            > są złe, bazują na nietolerancji odmienności politycznej i innych, odrzuceniu
            > demokratycznych humanistycznych wartości, etc.) jest a priori fałszywe. Musimy
            > wziąć stronę któregoś z nich i ogłosić, że jeden jest fundamentalnie „gor
            > szy” od
            > drugiego. Z tego powodu postępująca „relatywizacja” faszyzmu, twier
            > dzenie, że
            > należy dokonać racjonalnego porównania obu totalitaryzmów, etc., zawsze zawiera
            >  
            > – jawną bądź ukrytą – tezę, że faszyzm był „
            > ;lepszy” niż komunizm, że był
            > zrozumiałą reakcją na zagrożenie komunistyczne".
            >
            > To się nazywa dialektyka !
            >
            >
            > G.

            Czcigodny Gumpelu, niewyrwane z kontekstu (mam nadzieję, ze przeczytałeś cały
            tekst ze zrozumieniem) ma to "ręce i nogi". Jeżeli przyjmniemy za prawdziwe
            twierdzenie, że nazizm był "przesadną" reakcją na komunizm.

            Kłaniam się nisko.
            • stephen_s Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 20.10.09, 21:52
              Heh, Czcigodny - a mi nie odpowiesz? :)
              • diabollo Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 23.10.09, 19:09
                stephen_s napisał:

                > Heh, Czcigodny - a mi nie odpowiesz? :)
                >

                Czcigodny Stephenie, cóż mam Ci odpisać? Wszak nad gustami się nie dyskutuje.

                Kłaniam się nisko.
                • stephen_s Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 24.10.09, 15:25
                  Jakimi gustami? Podałem argument merytoryczny, dla którego ten tekst jest wadliwy...
            • gumpel Re: Žižek: Symbole faszystowskie, symbole... 20.10.09, 22:28
              > Czcigodny Gumpelu, niewyrwane z kontekstu (mam nadzieję, ze przeczytałeś cały
              tekst ze zrozumieniem) ma to "ręce i nogi". Jeżeli przyjmniemy za prawdziwe
              twierdzenie, że nazizm był "przesadną" reakcją na komunizm.

              1. przeczytałem całość i ... zmilczę, bo nie odczuwam przyjemności w pastwieniu
              się nad ludźmi. Pan profesor wyraźnie miał gorszy dzień.

              2. co do tego, że teza, iż uznanie, że komunizmu i faszyzmu za równie
              zbrodniczych oznacza, że tak naprawdę traktuje się faszyzm za bardziej
              usprawiedliwiony jak najbardziej ma "ręce i nogi". Wprawdzie na gruncie
              dialektyki marksistowskiej jedynie, ale zawsze.

              Będąc uczniem liceum w latach 80-tych uczęszczałem na lekcje propedeutyki
              marksistowskiej i całkiem nieźle poznałem sposób dialektycznego rozumowania. Mój
              ulubiony wywód dotyczył porównania sytuacji klasy robotniczej na Zachodzie i w
              krajach demokracji ludowej. Otóż, robotnik w państwie kapitalistycznym
              subiektywnie ma się lepiej, gdyż jego poziom życia jest bez wątpienia wyższy.
              Ale jednak należy pamiętać, że klasowo jest wyzyskiwany, gdyż pracuje w fabryce,
              która nie należy do niego tylko do kapitalisty i ten kapitalista wykorzystuje
              owoce jego pracy. Tymczasem robotnik w państwie socjalistycznym pracuje w
              fabryce, która należy do ludu pracującego miast i wsi, a zatem także do niego.
              Jego poziom życia jest subiektywnie niższy niż robotnika na Zachodzie, ale owa
              ocena nie uwzględnia faktu, że środki produkcji które używa do pracy nalezą do
              niego, a zatem nie podlega wyzyskowi klasowemu i całość jego pracy pozostaje w
              jego kieszeni bezpośrednio (jako płaca) lub pośrednio (jako zysk państwa,
              którego jest suwerenem). Ergo: wprawdzie subiektywie wygląda na to, że robotnik
              na Zachodzie ma się lepiej, ale obiektywnie to robotnik w kraju demokracji ludowej
              jest w lepszej sytuacji. Czy ma to "ręce i nogi" ? No jak najbardziej.


              G.
              • grzespelc Dobre! :) 21.10.09, 17:51
                A tak na temat, to też myslę, że pan Żiżek się trochę pogubuł, ale troche prawdy
                w części opisującej różnice m. faszyzmem a komunizmem jest.
    • diabollo Czy Che był komunistą? 19.10.09, 21:18
      Adam Szostkiewicz
      19 października 2009
      Czy Che był komunistą?
      Może się okazać, że nosząc koszulkę z Che Guevarą albo symbolami ZSRR
      podpadniesz pod kodeks karny.

      Wraca na wokandę zakaz „symboli komunistycznych" w sferze publicznej. Tym razem
      tę walkę z wiatrakami podjął jeden z posłów PiS, Stanisław Pięta. Jak informuje
      Dziennik.pl proponowana przezeń poprawka do kodeksu karnego już przeszła w
      Sejmie, teraz musi w Senacie. Kontratakuje poseł SLD Tadeusz Iwiński, który
      namawia Senat, by inicjatywę odrzucił i chce, by Trybunał Konstytucyjny zbadał,
      czy jest ona zgodna z konstytucją.

      Nastroje jednak są w nowym sezonie politycznym, rozpoczętym wojną aferalną, że
      Pięta może dopiąć swego. W Senacie nie ma nikogo z SLD, Platforma może nie
      chcieć bronić lewicy, pisowski prezydent zmianę podpisze. Wielu Polaków,
      zwłaszcza elektorat prawicowy, zakazowi przyklaśnie. Mamy zakaz symboli
      faszystowskich, to czemu nie komunistycznych?

      Spór o to, kto był gorszy - naziści czy komuniści - jest absurdalny. Oba systemy
      to najczarniejsza karta w historii nowożytnej. Ale co to wszystko ma wspólnego z
      rzeczywistością, w jakiej żyjemy? Symbole faszyzmu i komunizmu ekscytują drobny
      margines. Administracyjne zakazy - i tak zresztą rzadko egzekwowane - nic tu nie
      poprawią. Spory definicyjno-konstytucyjne tak samo: na przykład czy i w jakim
      sensie Guevara był komunistą?

      Koszulki z Che noszone przez dorodną młodzież wychowaną w systemie będącym
      zaprzeczeniem Kuby są raczej żartem, prowokacją, a często po prostu wyrazem
      sympatii do „ikony" popkultury, całkowicie wypranym z jakiejś konkretnej
      politycznej treści. Taki wykastrowany Che jest dowodem zwycięstwa globalnego
      kapitalizmu.

      Innych symboli na ulicach Polski raczej nie widuję: sierpów, młotów, Leninów,
      Dzierżyńskich itp. (za to, znów na zasadzie komercji i przekory, widuję je na
      ulicach Zachodu). Niech poseł Pięta zajmie się czymś bardziej społecznie
      pożytecznym.

      www.polityka.pl/czy-che-byl-komunista/Lead121,1335,305120,18/
    • stephen_s Matko, jakie brednie... 19.10.09, 23:05
      Wybacz, Czcigodny, ja nie mogę. W połowie pierwszej części tekstu miałem ochotę
      uciec z krzykiem. To są takie brednie, że normalnie chce mi się wyć.

      Ja wiem, że zaraz powiesz, że to Zizek i w ogóle... a ja na to odpowiem: co z
      tego, że Zizek, skoro chrzani jak potłuczony!!!
      • stephen_s A ponieważ zaraz zapytasz, czemu tak uważam... 19.10.09, 23:08
        ... to od razu powiem:

        Jak mam traktować poważnie tekst, w którym autor nie jest w stanie zauważyć, że
        faszyzm i nazizm nie są synominami???
Pełna wersja