diabollo
19.10.09, 21:14
...komunistyczne.
Czyli pan Żiżek w temacie aktualnych wariacji polsko-parlamenarnych.
******************
Žižek: Symbole faszystowskie, symbole komunistyczne
16.10.2009
7 lutego br. [2005 - red.] w większości naszych gazet pojawiła się mała notka,
z pewnością niewarta pierwszych stron. Oto w odpowiedzi na propozycję zakazu
publicznego pokazywania w Europie swastyki i innych symboli nazistowskich,
grupa konserwatywnych członków Parlamentu Europejskiego – w większości z
byłych krajów komunistycznych – zażądała, by tę samą zasadę stosować wobec
symboli komunistycznych. Nie tylko sierpa i młota, ale i czerwonej gwiazdy.
Propozycji tej nie należy zbyt pochopnie odrzucać: jest ona bowiem oznaką
głębokiej zmiany w samych fundamentach europejskiej tożsamości ideologicznej.
Mówiąc jasno i prosto: jak dotąd stalinizm nie był zakazany w ten sam sposób,
co nazizm. Nawet jeśli w pełni zdajemy sobie sprawę z jego potwornych
aspektów, Ostalgie wydaje się nam jakoś akceptowalna. Tolerujemy Goodbye
Lenin, ale nie Goodbye Hitler. Dlaczego? Weźmy inny przykład: w dzisiejszych
Niemczech można kupić wiele płyt CD ze starymi pieśniami rewolucyjnymi i
partyjnymi z czasów NRD – od tytułów Stalin, Freund, Genosse do Die Partei hat
immer Recht, lecz na próżno szukać kompaktów z pieśniami nazistowskimi.
Ponownie: dlaczego?
Już na poziomie anegdotycznym różnica między faszystowskim i stalinowskim
universum jest oczywista. W stalinowskich procesach pokazowych oskarżony
musiał publicznie wyznać swe winy i opowiedzieć, co popchnęło go na drogę
występku, w drastycznym przeciwieństwie do nazizmu, w którym czymś całkowicie
bezsensownym byłoby domagać się od Żyda wyznania, że uczestniczył w żydowskim
spisku przeciw narodowi niemieckiemu.
Ten kontrast wskazuje na różnicę w stosunku tych formacji do oświecenia:
stalinizm powstał jako część tradycji oświeceniowej, wedle której prawda jest
dostępna każdemu racjonalnemu człowiekowi, bez względu na stopień jego
zdeprawowania i dlatego jest on subiektywnie odpowiedzialny za swoje występki.
Dla nazistów – przeciwnie – wina Żydów wynika bezpośrednio z ich konstytucji
biologicznej. Nie trzeba udowadniać, że są winni, ponieważ ich wina wprost
wiąże się z byciem Żydami.
W stalinowskiej symbolice ideologicznej uniwersalny Rozum obiektywizuje się w
postaci nieubłaganych praw rozwoju historycznego i wszyscy jesteśmy jego
sługami – nawet przywódca narodu. Dlatego gdy nazistowski wódz wygłosi mowę, a
publiczność bije brawo, on tylko stoi i w milczeniu akceptuje aplauz, uważając
się za jego adresata. Z kolei w stalinizmie, gdy już wybuchnie obowiązkowy
entuzjazm, przywódca wstaje i klaszcze wraz z innymi. Warto przypomnieć
zabawny epizod z początku filmu Być albo nie być Lubitscha: gdy Hitler wchodzi
do pokoju, wszyscy oficerowie podnoszą ręce w nazistowskim pozdrowieniu i
krzyczą swoje „Heil Hitler”. W odpowiedzi Hitler również podnosi rękę i mówi
„Heil ja sam”. W tym przypadku to czysty humor, rzecz nie do pomyślenia w
rzeczywistości. Natomiast Stalin z pewnością mógł (i robił to) „heilować
samego siebie”, gdy dołączał do oklaskujących go słuchaczy.
Z tego samego powodu w dniu urodzin Stalina więźniowie przysyłali mu telegramy
z życzeniami „wszystkiego najlepszego i sukcesu socjalizmu” – nawet z
najmroczniejszych gułagów jak Norylsk czy Workuta, podczas gdy nie jesteśmy w
stanie sobie wyobrazić Żydów z Auschwitz wysyłających podobne telegramy
Hitlerowi. Jakkolwiek brzmi to szaleńczo i niesmacznie, ta ostatnia dystynkcja
świadczy o tym, że opozycja między stalinizmem i nazizmem była opozycją między
cywilizacją i barbarzyństwem. Stalin nie odciął ostatniej nici wiążącej go z
cywilizacją. Z tego powodu właśnie w największej wojnie XX wieku, II wojnie
światowej, stalinowscy komuniści walczyli przeciwko faszyzmowi WSPÓLNIE z
kapitalistycznymi demokratami.
John Berger zwrócił niedawno uwagę na interesujący aspekt francuskiego plakatu
reklamującego internetowy fundusz inwestycyjny Selftrade: pod obrazem sierpa i
młota, szczerozłotych i wysadzanych diamentami, widnieje napis „A jeśli rynek
papierów wartościowych da zarobić każdemu?”. Strategia tego plakatu jest
oczywista: dziś rynek ten spełnia egalitarne wymogi komunizmu, każdy może w
nim uczestniczyć. Berger proponuje prosty eksperyment myślowy. „Wyobraźmy
sobie kampanię reklamową z użyciem szczerozłotej i wysadzanej diamentami
swastyki. Oczywiście nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Dlaczego?
Swastyka była skierowana do potencjalnych zwycięzców, a nie pokonanych,
odwoływała się do dominacji, a nie sprawiedliwości”. Sierp i młot, wręcz
przeciwnie, „głosiły nadzieję, że historia z pewnością będzie po stronie
walczących o braterską sprawiedliwości”. Ironia polega tu na tym, że tym samym
momencie, gdy hegemoniczna ideologia „końca ideologii” oficjalnie uznała tę
nadzieję za martwą, paradygmatyczne „postindustrialne” przedsiębiorstwo (czy
jest coś bardziej „postindustrialnego” niż handel akcjami w Internecie?) musi
mobilizować tę uśpioną nadzieję, by przebić się ze swoim przekazem.
Jakkolwiek gdy idzie o ich pozytywną treść, komunistyczne reżimy okazały
żałosną porażką, generującą terror i nieszczęście, otworzyły zarazem pewną
przestrzeń – przestrzeń utopijnych oczekiwań, która pozwoliła nam między
innymi właściwie ocenić porażkę realnego socjalizmu. Antykomunistyczni
dysydenci przeoczają zazwyczaj fakt, że sama ta przestrzeń, z punktu widzenia
której krytykowali i demaskowali codzienny terror i nieszczęście, została
otwarta i utrzymywana dzięki komunistycznemu przełomowi i dzięki jego próbie
ucieczki od logiki Kapitału.
CDN...