diabollo
23.10.09, 19:33
Zdrowie reprodukcyjne w Polsce
Wanda Nowicka w rozmowie z Janem Smoleńskim
20.10.2009
Jan Smoleński, Krytyka Polityczna: Guttmacher Institute niedawno opublikował
raport o stanie praw reprodukcyjnych na świecie. Polska jest jednym z trzech
krajów na świecie, obok Salwadoru i Nikaragui, które w ostatnim czasie
zaostrzyły ustawę antyaborcyjną. Raport pokazuje, że delegalizacja aborcji nie
wpływa na ilość wykonywanych zabiegów, aborcja schodzi po prostu do podziemia.
Skala podziemia aborcyjnego w Polsce to między 100 a 200 tys. rocznie. Kto
zyskuje na takiej absurdalnej sytuacji, przecież nie kobiety?
Wanda Nowicka, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: Ciężko mówić w
tym przypadku o czyimkolwiek zysku. Oczywiście na podziemiu aborcyjnym
zarabiają lekarze, którzy przeprowadzają zabiegi. Wydaje mi się, że na takich
rozwiązaniach prawnych, jakie mamy w Polsce, tracą wszyscy. Kobiety w sposób
najbardziej oczywisty, bo w przypadku niechcianej (z różnych powodów) ciąży są
zmuszone do popełnienia przestępstwa. Obecny stan prawny ma niekorzystny wpływ
na środowisko medyczne – pogłębia się obłuda, deklaracje są sprzeczne z
działaniem, a lekarze, którzy decydują się na zrobienie zabiegu stają się
również przestępcami i ryzykują karą więzienia.
Według raportu aż 70 tys. kobiet rocznie umiera z powodu źle przeprowadzonych
nielegalnych aborcji, a 5 milionów ma powikłania. Wiadomo, jak wygląda to w
Polsce?
Ciężko o rzetelne szacunki. W Polsce, w przeciwieństwie do krajów
rozwijających się, nie mamy zjawiska śmiertelności matek, związanego z brakiem
dostępu do bezpiecznej aborcji. U nas zabiegi przeprowadzane są zazwyczaj w
dobrych warunkach. Zależy na tym w końcu i pacjentce i lekarzowi. Jednak w
sytuacjach, gdy już zdarzają się jakieś komplikacje, czasami lekarze zbyt
długo zwlekają z zawiezieniem do szpitala. Znamy kilka przypadków śmierci
kobiet z tego powodu.
Jest też druga strona medalu, jaką są zgony z powodu nieprzeprowadzenia
aborcji. Obecna ustawa zawiera tzw. klauzulę sumienia, na podstawie której
lekarz może odmówić przeprowadzenia zabiegu, nawet jeśli ciąża zagraża życiu
matki. W takich wypadkach oficjalnie powodem śmierci nie jest odmowa aborcji,
lecz jakieś schorzenie, np. guz mózgu. Tego w statystykach medycznych nie ma.
Raport wskazuje na zależność między dostępnością do środków antykoncepcyjnych,
a ilością wykonywanych zabiegów. Wiemy, że w Polsce jest poważny problem z
edukacją seksualną. A jak jest z dostępnością środków antykoncepcyjnych?
Środki antykoncepcyjne są na półkach w aptekach, ale istnieje bardzo wiele
barier, które powodują, że ich dostępność jest ograniczona. Pierwszą jest
wspomniana fatalny poziom edukacji seksualnej i wiedzy na temat antykoncepcji,
głównie na prowincji. Drugą jest postawa lekarzy. Wielu z nich nie przepisuje
środków antykoncepcyjnych, często z powodów światopoglądowych. Niestety
pojawiło się kolejne niepokojące zjawisko, Stowarzyszenie Farmaceutów
Katolickich, które wzywa aptekarzy do odmowy sprzedawania środków
antykoncepcyjnych.
Trzecią jest cena: w Polsce środki antykoncepcyjne są pełnopłatne, co
powoduje, że nie stać na nią ubogich. Dodatkowo u nas potrzebujemy recepty np.
na pigułki antykoncepcyjne, a to wiąże się koniecznością wizyty u lekarza.
Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że publiczna ochrona zdrowia nie prowadzi
poradnictwa antykoncepcyjnego, to będą to głównie wizyty u lekarzy prywatnych,
dodatkowo jeszcze podnoszące koszta antykoncepcji.
www.krytykapolityczna.pl/Wydarzenie-dnia/Zdrowie-reprodukcyjne-w-Polsce/menu-id-241.html