Nieprzekupni u władzy, czyli...

27.10.09, 19:30
...z bloga pana Orlińskiego.

***********
Nieprzekupni u władzy

Mój redaktor naczelny napisał fascynujący esej o rewolucji francuskiej - więc
zgodnie z najlepszymi tradycjami michnikowszczyzny uzupełnię go blogonotką.
Esej kończy się przywołaniem postaci Marie Jean Antoine Nicolasa de Caritat,
markiza Condorcet. Przypadkiem niedawno pojawił się niedawno na tym blogu, nie
w notce tylko w dyskusji pod notką, w której jeden z dyskutantów odwołał się
do bardzo naiwnego rozumienia demokracji jako władzy większości.

Od roku 1785 - w którym Condorcet opublikował „Esej o zastosowaniu rachunku
prawdopodobieństwa do analizy decyzji podejmowanych większością głosów” -
wiemy, że wola większości to jedno, a wynik głosowania to drugie. I nawet
niekoniecznie tu musi chodzić o oszustwo czy manipulację, tylko o zwykłą
matematykę.
Problem nazywany do dzisiaj paradoksem Condorceta wyraźnie obserwujemy w
kolejnych wyborach prezydenckich: zawsze pojawia się kandydat, który
prawdopodobnie wygrałby z dowolnym kontrkandydatem, gdyby tylko dostał się do
drugiej tury. Ale się do niej nie dostaje, bo...

Och, różnie bywa. Bo na przykład pułkownik Miodowicz w kabaretowej speckomisji
sprytnie zamacha jakąś śmierdziuchą i ludzie na chwilę uwierzą, że kandydat
zamieszany w tak straszne afery, jak zainwestowanie pieniędzy córki na swoim
rachunku maklerskim nie ma moralnego prawa kandydować. Albo ludzie nie będą
głosować na kandydata zwycięskiego w sensie Condorceta, ulegając
samosprawdzającej się przepowiedni, że nie przejdzie on do drugiej tury (tak
bardzo będzie ich przerażała wizja Tymińskiego w drugiej turze, że w końcu
wprowadzą go do drugiej tury). I tak dalej.

Żal po Cimoszewiczu osładza mi przynajmniej Schadenfreude, z jaką patrzę na
prawicowych zwycięzców w sensie Condorceta. W drugiej turze ewidentnie duże
szanse mieliby Ziobro lub Kamiński - no ale już w tym głowa prezesa
Kaczyńskiego, żeby zamiast nich kandydował jego brat, o którym ostatnio z
sympatią myślę jako o cementowym obuwiu, które zatopi polską prawicę na
ładnych parę kadencji. Miłego bulgotania, chłopaki.

Intelektualna uczciwość zabiła markiza. Jako matematyk wiedział, że jakobiński
projekt konstytucji przewiduje ustrój tak szaleńczo demokratyczny, że nie
mogący funkcjonować w praktyce (jakobini w końcu ją przeforsowali, ale z
zastrzeżeniem, że jej funkcjonowanie będzie zawieszone aż do zaprowadzenia
pokoju - nigdy nie weszła w życie, po dwóch latach zastąpiona przez
autorytarną konstytucję termidorian).

Condorcet nie ukrywał swoich zastrzeżeń do jakobińskiego projektu, w związku z
czym aresztowano go za zdradę. Zmarł około 29 marca 1794 w areszcie - nie
wiadomo, czy przyczyną była choroba, samobójstwo czy morderstwo. Nie wiadomo
też co się stało ze zwłokami myśliciela, trumna złożona w Panteonie jest pusta.
Tak to bywa, gdy do władzy dorwą się ci bezkompromisowi i nieprzekupni.

wo.blox.pl/html
****************

Jeszcze rzeczony esej pana Michnika, może już czytaliście?

wyborcza.pl/1,76498,7180381,Rewolucja_i_skandal_zla.html
Omawiane zagadnienia, oprócz tego że aktualne politycznie, to strasznie
przypominają mi dylematy naszych forumowych katolickich "nieprzekupnych" i
bezkompromisowych moralistów.

Choćby problem legalizacji przerywania ciąży - w imię taniego moralizatorstwa
łatwiej opowiadać się za "piekłem kobiet", podziemiem aborcyjnym i hipokryzją,
wszystko w celu zapewniania dobrego "moralnego" samopoczucia katolików
(przynajmniej bezkompromisowej ich części).

Kłaniam się nisko.
Pełna wersja