diabollo
28.10.09, 17:45
Jerzy Urban
Złość świętości szkodzi
Istnieje niesłychana dysproporcja pomiędzy wspaniałością katedr, wielością
kościołów i klasztorów, mnogością kleru i kościelnych urzędów, rozległością
nieruchomości, które Kościół zawłaszcza, cennością kruszców, z jakich
sporządza religijne instrumenty, osobliwością kostiumów noszonych na scenie
przez biskupów i ich podwładnych – a małością pola zainteresowań całej tej
maszynerii. Katolicyzm realnie pasjonuje się „osobą ludzką” na obszarze
położonym ok. 30 cm powyżej kolan i 15 cm poniżej pępka.
Kościół ów twierdzi, że reprezentuje cywilizację życia w opozycji do
cywilizacji śmierci, której hołdują ludzie niepobożni, m.in. lewicowcy,
feministki, liberałowie. Jest to zdumiewająca doktryna. Kościół
katolicko-ginekologiczny zajmuje się bowiem uprzykrzaniem życia, szczególnie
płciowego. Obiecuje za to nagrodę w cywilizacji pośmiertnej właśnie. Dzieci
zapewnia się na lekcjach katechizmu, że po zarządzeniu końca świata dusze
zmarłych odzyskają swą cielesną postać. W konsekwencji tego można sobie
wyobrazić np., że zbawiony Jan Paweł II wkłada pod mikroskop preparat – dwie
albo cztery komórki zarodka, czyli niewiniątka zabitego przez dziewczynę,
która zażyła pigułkę poronną. A ponieważ zarodek jest człowiekiem, Wojtyła
obcuje sobie z preparatem, np. gawędzi z nim jak przyjaciel z przyjacielem.
Jesienny sezon religijny zapoczątkowało plenum biskupów Kościoła
katolickio-ginekologicznego. Potępiło ono wyrok sądu nakazujący archidiecezji
katowickiej i czasopismu tej kurii przeproszenie Alicji Tysiąc za lżenie jej.
Pani tej dewoci uniemożliwili 10 lat temu usunięcie ciąży, gdy poród groził
jej ślepotą. A więc w sytuacji, gdy na aborcję zezwala prawo państwowe
uchwalone za zgodą politycznej reprezentacji tegoż Kościoła. Nazwano to
wówczas kompromisem, ale kler stał się bezkompromisowy. Niewygodnej dla siebie
pamięci nie posiada.
Plenum ogłosiło przy tej okazji różne bzdury i kłamstwa. Np. że wyrok sądu
praktycznie zdelegalizował wyznawanie religii katolickiej. Albo że biskupi
stają w obronie wolności słowa. To mówi organizacja, która inspiruje procesy o
urażanie uczuć religijnych, m.in. przez wystawianie dzieł sztuki rażących
dewotów ślepych na współczesne wyroby artystów. I o tym umiłowaniu przez kler
wolności słowa czytam na własne oczy ja, facet skazany z oskarżenia
prokuratorskiego za napisanie felietonu mówiącego, że Jan Paweł II, będąc
ledwo żywym, dygocącym starcem, powinien był zaprzestać występowania jako
gwiazda publicznych widowisk, bo żal patrzeć.
Przykościelny poseł PiS Girzyński mówił w TVN 24 do prychającej z obrzydzenia
wobec rozmówcy Kazimiery Szczuki, że najważniejsze jest to, iż wyznawcy
katolicyzmu uratowali życie córce Alicji Tysiąc. Publiczna walka jej matki o
swoje zdrowie i przeciw bezprawiu jest zaś, zdaniem pisowca, nikczemnością,
gdyż ta debata uświadamia dziecku, że własna rodzicielka chciała je zamordować
w zarodku. Biskupi tę myśl szeroko uogólniają, twierdząc, że nie wolno karać
ks. Marka Gancarczyka, redaktora „Gościa Niedzielnego”, za przypomnienie
prawdy, że nikt nie ma władzy nad życiem drugiego człowieka. Co jest
nieprawdą, gdyż władzę tę mają m.in. lekarze i NFZ, generałowie i rządy, które
wypowiadają wojny lub tolerują wydobycie węgla w należących do nich
niebezpiecznych kopalniach, gdzie nieprzypadkowo giną ludzie.
Władzę nad ludzkim życiem mają też wszystkie kobiety i mężczyźni w okresie
płodności. Uniemożliwiają oni nagminnie powstawanie potencjalnych ludzi, nie
tylko skrobiąc zarodki, ale i przed kopulacją. Np. ślubując w kościele
dziewictwo czy prawiczkość albo też idąc do kina zamiast na rozbieraną randkę.
Lenistwo, wybredność, dewocja, ból głowy, przypadek, podobnie jak aborcja,
tylko wcześniej zapobiegają porodom. Sprawiają więc, że żyjącego dziś
człowieka mogło w ogóle nie być.
Zawiadamiam moją jakże żwawo żyjącą córkę, że gdybym nie spocił się niegdyś na
Targach Poznańskich, więc nie uciekł stamtąd nad Jezioro Kierskie, i gdybym
się tam nie uchlał, w wyniku czego byłem niewybredny i przenocowałem w domku
kempingowym przypominającym psią budę, nie byłoby jej na świecie. Skuteczne
zapłodnienie nastąpiłoby w innych czasie, miejscu i okolicznościach, jego
efektem byłby więc już inny człowiek niż moja konkretna córka żyjąca ku
zadowoleniu własnemu i otoczenia. Może urodziłby się chłopiec, może potworek,
może idiotka, może para garbatych bliźniaków albo przyszły biskup katolicki?
Angielski pisarz Themerson dowodził, że on istnieje dzięki łańcuchowi
przypadków, który zapoczątkowały dinozaury, obsrywając pewien eukaliptus.
Nie ma poczucia śmieszności Kościół, twierdząc, że sąd państwowy dokonuje
strasznego zamachu na jego wolność słowa, skazując księdza za nazwanie pani
Tysiąc niedoszłą morderczynią i za przyrównanie jej do hitlerowskich
ludobójców. Chociaż to przecież Kościół zapoczątkował w Europie cenzurę. Ongiś
kontrolą słowa parała się inkwizycja stosująca tortury fizyczne zakazane
cenzorom w PRL.
Kościół ginekologiczny w ogóle wyzbyty jest poczucia własnej śmieszności.
Przywykł, że cokolwiek komicznego mówi lub robi, partie, państwo, parlament,
prawie cała ludność traktują go z ustawiczną powagą. Ale w końcu pewnego dnia
śmiech wybuchnie. A wówczas Kościół będzie bezbronny niczym abstynent, który
pada już po połówce litra. Biada nieprzyzwyczajonym!
www.nie.com.pl/art21576.htm