Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - proszę

30.10.09, 09:46
Pytałam o to w innym wątku, ale nikt z uzywających tego okreslenia
na małzenstwo nie pokwapił się wyjaśnić cóż ono w praktyce oznacza.

a ja, ze robię materialik w temacie :) bardzom opinii uzywających
tego okreslenia ciekawa.
Gadalam juz z kilkunastoma małzeństwami i takąż liczbą par
niemałzeńskich i nikt jakos nie umie wyjasnic na czym to polega,
nawet jesli okreslenie używa.
Z tego co sie dowiaduje bez zaskoczenia, przyznaje, niespecjalnie
rózni się takie codzienne zycie w wolnym zwiazku od takego w
małzeństwie. Te same kłopoty, radosci, triski, takie same
owazniejsze kryzysy
: zdrada, znudzenie itp.

Moze wiec Wy wyjasnicie - czym tak na co dzień malzeństwo rózni sie
o wolnego zwiazku, bo jest dwoje w jednym"?
    • a000000 Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 30.10.09, 10:42
      mateusz.pl/ksiazki/es-uwk/es-uwk_ii_06.htm
      po co gadasz z ludźmi którzy tak samo jak i ty pojęcia nie mają? Zajrzyj do
      materiałów źródłowych...

      jeśli szukasz różnic w codziennych czynnościach, to ich nie znajdziesz... takie
      same troski i kłopoty... tylko PODEJŚCIE do nich inne... jedni drugich brzemiona
      noście... małżonkowie sakramentalni są wzajem za siebie odpowiedzialni..
      wspierają się w zdrowiu i w chorobie, na dobre i na złe... i nie pakują manatków
      przy pierwszej sprzeczce... a wszystko jest wspólne - kasa, znajomi,
      zmartwienia, radości...już na zawsze ... nie istnieje możliwość rozwiązania
      związku, bo powstały jakieś kontrowersje... kłopotów się nie omija, tylko
      rozwiązuje - wspólnie.
      I nie istnieje alternatywa rozstania, jak w wolnych związkach...które to dla
      mnie nie są związkami tylko układem dwóch singli...
      Zadzierzgnięte więzi są nierozerwalne, na zawsze... na wszystko patrzę z tej
      perspektywy.... tak jak nie wiem co by się działo - moje dziecko zawsze
      pozostanie moim dzieckiem... matka - matką, siostra siostrą... tak mąż NIGDY nie
      stanie się osobą obcą... bo więzi między nami są trwałe i od chciejstwa niezależne.

      Koro, jeśli Ty, absolwentka wyższej uczelni technicznej, nie rozumiesz sensu
      sakramentu małżeństwa, to nikt z ulicy Cię nie oświeci... udaj się do źródeł.
      Oczywiście, jeśli Ci zależy na zrozumieniu... a nie na napisaniu artykułu o tym,
      co inni sądzą...
      • kora3 o jest Azerka , superrrrr:) 30.10.09, 11:02
        a000000 napisała:

        > po co gadasz z ludźmi którzy tak samo jak i ty pojęcia nie mają?
        Zajrzyj do
        > materiałów źródłowych...

        Azerko miła moja :) po to gadam z ludźmi, ze ja piszę O LUDZIACH I
        DLA LUDZI, a nie w celu nabiia sobie publikacji do doktoratu, no. :)
        Przeto interesuja mnie KONKRETY zycia ludzi, a nie gladka teoria
        nijak mająca się do zycia.
        ŹRÓDLEM sa dla mnie LUDZIE: ich przezycia, przemyslenia,
        doswiadczenia. na tym z grubsza polega moja praca:)

        >
        > jeśli szukasz różnic w codziennych czynnościach, to ich nie
        znajdziesz... takie
        > same troski i kłopoty... tylko PODEJŚCIE do nich inne...

        O to jest ludzke i interesujące - jak inne - proszę o przyklady
        ZYCIOWE:)


        jedni drugich brzemion
        > a
        > noście... małżonkowie sakramentalni są wzajem za siebie
        odpowiedzialni..
        > wspierają się w zdrowiu i w chorobie, na dobre i na złe... i nie
        pakują manatkó
        > w
        > przy pierwszej sprzeczce...


        teoria, teoria, teoria - to są Azerko załozenia, mnie interesi
        PRAKTYKA. A ta pokazuje, ze w praktyce nie zawsze jest tak, jak
        załozenie głosi, nieprawdaż?

        Pakowanie manatek po pierwszej sprzeczce to stereotyp :) - myslisz,
        ze ja sie nigdy nie posprzeczałam z moim facetem? A i owszem - choc
        przyznaje, ze w zadnym z dwóch konkubinatów w jakich byłam i jestem
        nie przezyłam takiego cyrku, jak w małzeństwie. Ale owszem,
        sprzeczki się zdarzaja. No i jakos manatki pakujemy tylko , gdy
        wyjezdzamy czy to razem, czuy osobno:)


        a wszystko jest wspólne - kasa, znajomi

        zaskakujące Azerko. Byc moze ja nie jestem w temacie, ale nie
        słyszałam, by spisanie intercyzy, alno posiadanie osobnych kont
        bankowych skutkowało niewaznoscią sakramentu małzeństwa. W zeszłym
        miesiacu znajoma wychodziła za maz, konkordatowo, mają intercyze.
        W pakttce widze,ze w małzeństwach z kasą bywa róznie.

        A o do znajomych - jak sie razem mieszka siła faktu zna sie
        znajomych, nawet współlokatora, a co dopoiero partnera życiowego:)

        > zmartwienia, radości...już na zawsze ... nie istnieje możliwość
        rozwiązania
        > związku, bo powstały jakieś kontrowersje...

        Skąd zatem rozwody Azerko?:)

        kłopotów się nie omija, tylko
        > rozwiązuje - wspólnie.

        A skad wiesz, ze w konkubinacie się tak nie robi? Hmm?


        > I nie istnieje alternatywa rozstania, jak w wolnych związkach..

        Ależ ISTNIEJE Azerko, sa bowiem ROZWODY. Naprawdę :)
        Potazrasz slogany i stereotypy, całkiem do zycia nie przystajace:)
        Jak nie ma alternatywy? Rozejrzyj się dookoła proponuję:)

        Wiekszosc ludzi tworzac zwiazek formalny, czy nie nie zaklada
        rozstania, ale jeśli przychodzi co do czego wiekszosc sie rozstaje
        jesli im źle.

        .które to dla
        > mnie nie są związkami tylko układem dwóch singli...

        bo?

        > Zadzierzgnięte więzi są nierozerwalne, na zawsze... na wszystko
        patrzę z tej
        > perspektywy.... tak jak nie wiem co by się działo - moje dziecko
        zawsze
        > pozostanie moim dzieckiem... matka - matką, siostra siostrą... tak
        mąż NIGDY ni
        > e
        > stanie się osobą obcą... bo więzi między nami są trwałe i od
        chciejstwa niezale
        > żne.

        O Azerko, tak ci sie mowi bo masz udane małzeństwo. Ciekawe jakbys
        spiewała, gdyby było nieudane.

        >
        > Koro, jeśli Ty, absolwentka wyższej uczelni technicznej, nie
        rozumiesz sensu
        > sakramentu małżeństwa, to nikt z ulicy Cię nie oświeci...

        NIE PYTAŁAM O SAKRAMENT :) sama sie w to wkrecilas - pytałam CZYM
        SIĘ realnie rózni w codzinnym zyciu , poza pewnymi pranymi
        sprawami, wolny zwiaek od małzeństwa, a ty mi z teoria jak zawsze
        wyjezdżasz :) PRAKTYKA:) CO ZAWSZE JEST INACZEJ W MAŁZEŃSTWIE NIŻ W
        WOLNYM ZWIAZKU?


        udaj się do źródeł.

        Udaje - udaję się do LUDZI bo to oni mogą mi coś o praktyce
        powiedzieć. teoria mnie nie interesi, bo to tylko slowa, słowa,
        slowa ...

        > Oczywiście, jeśli Ci zależy na zrozumieniu... a nie na napisaniu
        artykułu o tym
        > ,
        > co inni sądzą...
        >
        Zależy mi na napisaniu dla ludzi i o ludziach, a nie kilometrów
        przedruku Azerko. Na prawdziwych ludzkich doswiadczeniach, na tym
        jak jest, a nie na tym, co ktoś sądzi, ze powinno być.
        Jak widzę dla ciebie dziennikarstwo to przepisywanie z internetu :) -
        nie dla mnie takie pisanie - ja pisze oludziach i życiu, a nie
        cotrol c, control v :)
        • chickenshorts Re: o jest Azerka , superrrrr:) 30.10.09, 16:30
          kora3 napisała:

          > Zależy mi na napisaniu dla ludzi i o ludziach, a nie kilometrów
          > przedruku Azerko. Na prawdziwych ludzkich doswiadczeniach, na tym
          > jak jest, a nie na tym, co ktoś sądzi, ze powinno być.

          Brzmi bardzo interesująco. Mam nadzieję, że dasz przeczytać, kiedy
          już napiszesz.
          • kora3 Re: o jest Azerka , superrrrr:) 31.10.09, 08:41
            pewnie :)
            interesujaco brzmi powiadasz?:) No takie jest to moje pisanie -
            ludzkie dla ludzi, o ludziach, problemach, radosciach, smutkach i
            rozwiazywaniu problemów. Przepisywanie z netu kilometrowych
            filozoficznych wynurzeń to zwyczajny plagiat byłby, a nudne i nic
            nie wnoszace to przy tym :)
        • maria421 Re: o jest Azerka , superrrrr:) 30.10.09, 17:57
          kora3 napisała:

          > Azerko miła moja :) po to gadam z ludźmi, ze ja piszę O LUDZIACH I
          > DLA LUDZI, a nie w celu nabiia sobie publikacji do doktoratu, no. :)
          > Przeto interesuja mnie KONKRETY zycia ludzi, a nie gladka teoria
          > nijak mająca się do zycia.
          > ŹRÓDLEM sa dla mnie LUDZIE: ich przezycia, przemyslenia,
          > doswiadczenia. na tym z grubsza polega moja praca:)

          Kora, Ty sie lepiej za ten temat wcale nie bierz jezeli raz pytasz o wyjasnienie
          misterium sakramentu a raz mowisz ze interesuja cie konkrety z zycia ludzi:)
          • karafka_do_wina Re: o jest Azerka , superrrrr:) 30.10.09, 22:07
            maria421 napisała:

            >
            > Kora, Ty sie lepiej za ten temat wcale nie bierz jezeli raz pytasz o wyjasnieni
            > e
            > misterium sakramentu a raz mowisz ze interesuja cie konkrety z zycia ludzi:)

            nie dostrzegam sprzecznosci. nie udala ci sie zlosliwosc ;)
            • maria421 Re: o jest Azerka , superrrrr:) 31.10.09, 09:13
              karafka_do_wina napisała:

              > nie dostrzegam sprzecznosci.

              To jeszcze nie znaczy ze sprzecznosci nie ma:)

              > nie udala ci sie zlosliwosc ;)

              To byla tylko moja opinia:)
              • karafka_do_wina Re: o jest Azerka , superrrrr:) 31.10.09, 15:17

                > To jeszcze nie znaczy ze sprzecznosci nie ma:)

                oczywiscie, ze nie ma.
                • kora3 Kobitki drogie :) 31.10.09, 15:24
                  Najpierw prywata do Karafki :)
                  wejdz na poral wiadomu i obczaj nowe dziecko mojego eskfaceta. Ale
                  jazda była z nim wczoraj. Ja z ta noga zawinięta ganialam po
                  mieszkaniu za nim :)
                  Nie moge prowadzic :( jestem uziemiona :) mój R w stanach - tylko
                  eks mi zostal o inni przyjaciele, ale mam teraz soczkow i innych
                  takich :)

                  Dziewczyny ...,wcale nie ma mowy o rozwazaniu sakramentu, tylko o
                  praktyce!!! Gdyby sakramet chronil przed kryzysami, zdradami ,
                  rozwodami otp. nie byłoby watku :)
                  • karafka_do_wina Re: Kobitki drogie :) 31.10.09, 16:18
                    kora3 napisała:

                    > Najpierw prywata do Karafki :)
                    > wejdz na poral wiadomu i obczaj nowe dziecko mojego eskfaceta. Ale
                    > jazda była z nim wczoraj. Ja z ta noga zawinięta ganialam po
                    > mieszkaniu za nim :)

                    ok, ide tam :)

                    > Dziewczyny ...,wcale nie ma mowy o rozwazaniu sakramentu, tylko o
                    > praktyce!!! Gdyby sakramet chronil przed kryzysami, zdradami ,
                    > rozwodami otp. nie byłoby watku :)

                    jasne, ale niektorzy chyba uwazaja, ze teoria i praktyka to jest jedno i to samo ;)
                    • kora3 Re: Kobitki drogie :) 31.10.09, 20:09
                      karafka_do_wina napisała:
                      >
                      > ok, ide tam :)

                      :) napisz o wrazeniach wzrokowych. :)
                      >
                      >
                      > jasne, ale niektorzy chyba uwazaja, ze teoria i praktyka to jest
                      jedno i to sam
                      > o ;)

                      no własnie mnie ta praktyka interesi :)
                      • karafka_do_wina Re: Kobitki drogie :) 01.11.09, 01:02
                        >
                        > :) napisz o wrazeniach wzrokowych. :)

                        dzieci sa przeurocze i do twarzy ci z nimi :)
                  • maria421 Re: Kobitki drogie :) 31.10.09, 16:35
                    kora3 napisała:

                    > Dziewczyny ...,wcale nie ma mowy o rozwazaniu sakramentu, tylko o
                    > praktyce!!! Gdyby sakramet chronil przed kryzysami, zdradami ,
                    > rozwodami otp. nie byłoby watku :)

                    To po co pytasz zeby Ci wyjasnic "dwoje w jednym", czyli o misterium sakramentu
                    malzenstwa skoro potem piszesz ze chodzi Ci o rozwazenie praktycznych roznic
                    miedzy wolnymi zwiazkami a malzenstwami i skoro wiesz ze nie kazde malzenstwo
                    jest sakramentalne?
                    • kora3 Re: Kobitki drogie :) 31.10.09, 20:18
                      maria421 napisała:

                      > kora3 napisała:
                      >

                      >
                      > To po co pytasz zeby Ci wyjasnic "dwoje w jednym", czyli o
                      misterium sakramentu
                      > malzenstwa skoro potem piszesz ze chodzi Ci o rozwazenie
                      praktycznych roznic
                      > miedzy wolnymi zwiazkami a malzenstwami i skoro wiesz ze nie kazde
                      malzenstwo
                      > jest sakramentalne?

                      Mario, bo jesli ktos w temacie nieteologicznym np. zaznaczania, czy
                      wpisywania w formularzy urzedowym partnerka zamiast zona (nic tu
                      sakrament do rzeczy nie ma ) uzywa stwierdzenia, ze nie mozna tak,
                      bo malzeństwo to "dwoje w jednym" to logika nakzuje mi uznawać, ze
                      uzywa tego stwierdzenia w sensie życiowym, a nie mistyczno-
                      teologicznym.
                      Obrazujac moze. Jesli ktos pyta prawnika, czy moze sprzedac
                      samichód. To prawnik mu odpowie, ze tak, jesli stanowi on jego
                      wlasnosc. Jeśli samochód ma współwłaściciela musi byc takze jego
                      zgoda. Jesli jest nabyty w małżeństwie to bez wzgledu na wpis w
                      owodzie rejestracynym stanowi on współwłasnosc małzonka, o ile nie
                      jest udokumentowane, że wlasciciel nabył go ze srodków
                      niepodlegających współwłasnosci mazłeńxkiej. Teoretycznie wiec moze
                      go sam sprzedac, ale współmałzeonek moze dochodzic swoich praw do
                      pieniedzy ze sprzedaży.
                      Tak stanowi prawo. prawnik nie uzywa wówczas okreslenia, ze nie moze
                      sam zdecydowac, bo małzeństwo to "dwoke w jedny,m" - trzyma się
                      litery prawa i tylko jej. Jesli uzywa, to znaczy, ze musi po
                      prawniczemyu wytłumaczyc , co wowo okreslenie dla prawa znaczy. Jak
                      na nie wpływa.
                      Podobnie rozumuje ja. Jesli ktos uzywa tego okreslenia w stosunku do
                      ogółu i codziennegoi zycia powinien móc wskazac jego przełozenie na
                      to zycie codzienne ogółu.
          • kora3 ????? 31.10.09, 08:43
            maria421 napisała:
            >
            > Kora, Ty sie lepiej za ten temat wcale nie bierz jezeli raz pytasz
            o wyjasnieni
            > e
            > misterium sakramentu a raz mowisz ze interesuja cie konkrety z
            zycia ludzi:)

            Za co ja się mam brać, albo nie - decyduje ja , na tym polega
            wolnosc Marysiu - dla niektórych anstrakcja :)
            Gdzie pytam o misterium sakramentu?:)
            Teorie to ja znam - interesuje mnie PRAKTYKA.
            • maria421 Re: ????? 31.10.09, 09:17
              kora3 napisała:

              > Za co ja się mam brać, albo nie - decyduje ja , na tym polega
              > wolnosc Marysiu - dla niektórych anstrakcja :)

              Dobrze byloby jeszcze zebys potrafila odroznic rade od polecenia czy zakazu. Ja
              Ci tylko radze zebys lepiej sie za ten temat nie zabierala jezeli go w ten
              sposob ustawiasz.

              > Gdzie pytam o misterium sakramentu?:)

              W tytule watku.

              > Teorie to ja znam - interesuje mnie PRAKTYKA.

              Jezeli chcesz badac misterium sakramentu w praktyce to znaczy ze naprawde nie
              wiesz o czym mowa.
              >
              >
              • kora3 Re: ????? 31.10.09, 13:03
                maria421 napisała:
                >
                > Dobrze byloby jeszcze zebys potrafila odroznic rade od polecenia
                czy zakazu. Ja
                > Ci tylko radze zebys lepiej sie za ten temat nie zabierala jezeli
                go w ten
                > sposob ustawiasz.

                Mario dwie sprawy:
                1. rada bez proszenia o nia to raczej nachalstwo i wtracanie sie -
                ja tak takowe odbieram
                2. W zadebn sposób nie "ustawiam" ematu, zbieram informacje:)

                >
                > > Gdzie pytam o misterium sakramentu?:)
                >
                > W tytule watku.

                aaaaa to ty wnioskujesz o tesci po samym tytule?:)
                nie pytam o sakrament poza tym, pytam co to znaczy życiowo. Ludzie
                powołujacy się na ten slogan nie pisza go w kontekscie samkarmetu,
                nie zawsze w kazdym razie, a np. w kontekscie wypełniania urzedowych
                formularzy:)
                W dodatku w tych formularzach nie chodziło o małzeństwo
                sakramentalne, a o małzeństwo w sensie cywilnoprawnym:)

                >
                > Jezeli chcesz badac misterium sakramentu w praktyce to znaczy ze
                naprawde nie
                > wiesz o czym mowa.
                > >
                Mario, naprawde nic nie wskórasz tak. Spróbuj normalnie. Żadnego
                misteroum nie mam zamiaru badac - chce wiedziec co w życiu
                codziennym odróznia malzeństwo od niemałzeństwa poza urzedowymi
                znanymi sprawami. Jakie konkretnie problemy zawsze rozwiazkuje ono
                inaczej, jakie kryzysy zawsze inaczej sie dlań kończą niż dla
                niemałzeństwa itd. Moje pytanie jest jasne, proste i klarowne.
                • maria421 Re: ????? 31.10.09, 13:21
                  Kora, niedawno sama pisalas ze na forum kazdy sie moze wtracac, wiec ja tez
                  moge, prawda?

                  Ja Ci dalam szczera rade, a Ty zrob z nia co chcesz.
                  • kora3 Re: ????? 31.10.09, 13:31
                    maria421 napisała:

                    > Kora, niedawno sama pisalas ze na forum kazdy sie moze wtracac,
                    wiec ja tez
                    > moge, prawda?

                    ne wykrecaj kota ogonem, to niehumanitarne wobec kota :)

                    W ROZMOWE dwóch osób na forum - publiczna rozmowe czyli wymiane
                    psotów kazdy moze się "wtrącac" - to znaczy wyrazać swoje zdanie w
                    temacie. Od tego jest forum.

                    Natomiast dawanie rad dotyczących zycia nieproszonym to wg mnie
                    niezbyt kulturalne. Jasne?

                    >
                    > Ja Ci dalam szczera rade, a Ty zrob z nia co chcesz.

                    czyli olac :) bo co to za rada? że nie pzyjmuje a priori, iz
                    malzeństwo to "dwa w jednym" w codziennym życiu to mam niewłasciwe
                    podejscie?:)
                    Mam własciwe: PYTAM o KONKRETY. Nie o sakramenty, nie o załozenia
                    koscielne, a o KONKRETY ZYCIOWE. Pozaprawne, bo te znam i nie muszę
                    pytać.
                    Gdybym uznawała tylko wlasne doswiadczenia w temacie to wszystko
                    byłoby banalnie proste: małzestwo to tortura, konkubinat - normalne
                    życie. Takie jest moje doswiadczenia. Ale biore pd uwage,ze inni
                    mają inne doswiadczenia. Wiec chce się dowiedziec co KONKRETNIE
                    ZAWSZE JEST INACZEJ W MAŁZEŃSTWIE NIŻ W WOLNYM ZWIAZKU: PODEJSCIE DO
                    WSPÓŁPARTNERA, KASA, PRZYJACIELE I ZNAJOMI, PASJE, SPEDZANIE WOLNEGO
                    ZCASU, STOSUNEK DO OBOWIAZKÓW DOMOWYCH, WIERNOSCI itp.

                    Nikt nie chce na to odpowiedziec, za to wszyscy posługują się
                    slohganami oraz tekstami o misteium sakramentu. A ja NIE O TO
                    PYTAM! Pytam o zycie i oczekuje odpowiedzi o codziennym życiu, a
                    nie teologicznych.
                    • maria421 Re: ????? 31.10.09, 16:30
                      kora3 napisała:

                      > W ROZMOWE dwóch osób na forum - publiczna rozmowe czyli wymiane
                      > psotów kazdy moze się "wtrącac" - to znaczy wyrazać swoje zdanie w
                      > temacie. Od tego jest forum.

                      Wiec wychodzi na to, ze wcale sie nie wtracilam tylko zabralam glos:)

                      > Natomiast dawanie rad dotyczących zycia nieproszonym to wg mnie
                      > niezbyt kulturalne. Jasne?
                      >
                      Nie wiedzialam ze rady nalezy dawac tylko na wyrazne osobiste zyczenie:)
                      Wiedzialam natomiast ze za kazda szczera rade, nawet jezeli sie z niej nie
                      skorzysta, nalezy podziekowac:)
                      >
                      > czyli olac :) bo co to za rada? że nie pzyjmuje a priori, iz
                      > malzeństwo to "dwa w jednym" w codziennym życiu to mam niewłasciwe
                      > podejscie?:)
                      > Mam własciwe: PYTAM o KONKRETY. Nie o sakramenty, nie o załozenia
                      > koscielne, a o KONKRETY ZYCIOWE. Pozaprawne, bo te znam i nie muszę
                      > pytać.
                      > Gdybym uznawała tylko wlasne doswiadczenia w temacie to wszystko
                      > byłoby banalnie proste: małzestwo to tortura, konkubinat - normalne
                      > życie. Takie jest moje doswiadczenia. Ale biore pd uwage,ze inni
                      > mają inne doswiadczenia. Wiec chce się dowiedziec co KONKRETNIE
                      > ZAWSZE JEST INACZEJ W MAŁZEŃSTWIE NIŻ W WOLNYM ZWIAZKU: PODEJSCIE DO
                      > WSPÓŁPARTNERA, KASA, PRZYJACIELE I ZNAJOMI, PASJE, SPEDZANIE WOLNEGO
                      > ZCASU, STOSUNEK DO OBOWIAZKÓW DOMOWYCH, WIERNOSCI itp.
                      >
                      > Nikt nie chce na to odpowiedziec, za to wszyscy posługują się
                      > slohganami oraz tekstami o misteium sakramentu. A ja NIE O TO
                      > PYTAM! Pytam o zycie i oczekuje odpowiedzi o codziennym życiu, a
                      > nie teologicznych.

                      Kora, a nie przyszlo Ci do glowy ze po prostu zle pytasz? Co ja wlasnie chce Ci
                      wytlumaczyc, a przed czym Ty sie bronisz?
                      • kora3 Re: ????? 31.10.09, 20:38
                        maria421 napisała:

                        >
                        > Wiec wychodzi na to, ze wcale sie nie wtracilam tylko zabralam
                        glos:)

                        owszem w emacie wątku, tak. jak najbardziej. Ale w temacie
                        tendecyjnej rady - wtrącilas sie w moje życie, bo ja nie pytalam o
                        rade czy o tym pisac, tylko o co innego. Nie przeszadza mi ów wtet,
                        zeby byla jasnosc, tyle,ze poza nieudana złosliwościa i
                        tendecyjnoscią nic nie wnosi.

                        >
                        > >
                        > Nie wiedzialam ze rady nalezy dawac tylko na wyrazne osobiste
                        zyczenie:)

                        to zależy od kultury człowieka ...

                        > Wiedzialam natomiast ze za kazda szczera rade, nawet jezeli sie z
                        niej nie
                        > skorzysta, nalezy podziekowac:)

                        nawet jeśli jest jest głupia?:).
                        >
                        > Kora, a nie przyszlo Ci do glowy ze po prostu zle pytasz? Co ja
                        wlasnie chce Ci
                        > wytlumaczyc, a przed czym Ty sie bronisz?

                        Mrio, jesli chcesz mi wyjasnic to wyjasnij - czelam na to. Ale nie
                        wyjasniaj mi jakie sa załzenia sakramentalnego mazłeństwa, bo ja to
                        wiem. Załozenie to załozenie. Mnie interesuje praktyka. Matko Boska
                        140 raz to pisze.
                        Pytam wprost i nie wiem doprawdy jak miałoby brzmiec dobre pytanie.
                        Moze podaj takie, zeby było DOBRE:)
                        Pytam jak w zyciu codziennym rzni się malzeństwo, czyli "dwoje w
                        jednym" od niemałzestwa. Czym konkretnie, poza cywilnoprawnymi
                        sprawami i poza sprawami czy statusem teologicznokanonicznym. O moze
                        juz tak doprecyzuje. Co robi jakos tam niemazłeństwo zawsze, albo
                        nie robi nigdy, a robi albo nie małżeństwo, a robi albo nie
                        sakramantalne mazłenstwo?
                        • maria421 Re: ????? 01.11.09, 09:05
                          Jeszcze raz- Kora, jezeli wiesz jakie sa zalozenia sakramentalnego malzenstwa,
                          to po co pytasz w watku o wyjasnienie a dalej rozciagasz to na praktyke we
                          wszystkich malzenstwach, wiec rowniez niesakramentalnych?

                          Zastanow sie nad tym co wlasciwie chcesz wiedziec zamiast sie oburzac na to ze
                          osmielilam sie dac Ci rade.
                          • kora3 Spróbuję jeszcze raz ... 01.11.09, 10:40
                            maria421 napisała:

                            > Jeszcze raz- Kora, jezeli wiesz jakie sa zalozenia sakramentalnego
                            malzenstwa,
                            > to po co pytasz w watku o wyjasnienie a dalej rozciagasz to na
                            praktyke we
                            > wszystkich malzenstwach, wiec rowniez niesakramentalnych?

                            Na tym forum juz mario istnieje watek o nazywaniu zony partnerka w
                            urzedowych pismach. Wypowiedział się jakis sedzia twierdząc, ze to
                            niescisłe i to jest prawda z punktu widzenia cywilnoprawnego, a
                            takze obraźliwe, co jest bzdurą.

                            W formularzach urzedowych liczy się na ogół status prawny, a nie
                            kanoniczny. Słowem: religijny slub nie ma nic do rzeczy. Liczy się
                            stan cywilnoprawny. Mimo tej oczywistosci dyskutanci powoływali sie
                            na owo "dwoje w jednym" w wypisywaniu formularza, choć wcale nie
                            mieli i nie mogli miec pewnosci co do religijnego, czyli
                            kanonicznego statusu małzonków firmularz wypełniających.
                            Stąd logicznie wniesc mzna, że jako "dwoje w jednym" traktuja kazde
                            małzeństwo bez wzgledu na jego status teliginy.
                            >
                            > Zastanow sie nad tym co wlasciwie chcesz wiedziec zamiast sie
                            oburzac na to ze
                            > osmielilam sie dac Ci rade.

                            Wcale się nie oburzam przecież :)
                            Nie musze sie zastanawiać cO chce wiedziec, bo jasno i klarownie to
                            napisałam CO. To raczej Ty, skoro chcesz dyskutowac, moglabyś sie
                            zastanowic CO na to odpowiedzieć, poza sloganami, załozeniami i
                            tzw,. radami. Pytam o PRAKTYKĘ.
                            w tejze w sferze cywilnoprawnej małzeństwo odróznia od niemalzeństwa
                            pre rzeczy. Chcialabym wiedzieć zatem, co Waszym zdaniem konkretnie,
                            w zyciu codziennym odróznia małzeństwo od niemalzeństwa. tylko tyle.
                            Jesli cos takiego w ogóle jest, bo na razie NIKT nic takiego nie
                            przedstawił.
                            • maria421 Re: Spróbuję jeszcze raz ... 01.11.09, 11:31
                              Kora, jeszcze raz najklarowniej jak moge- nie mozesz pytac ogolnie wszystkich,
                              tych dla ktorych slub sakramentalny ma wartosc jak i tych dla ktorych nie ma
                              wartosci o znaczenie "dwoje w jednym" w praktyce.

                              Sama tyle razy mowilas ze nie mozna i nie powinno sie przykladac katolickich
                              kryteriow do nie-katolikow czy tez narzucac im te kryteria, a teraz sama robisz
                              dokladnie to samo.

                              Poza tym, samo pytanie o to jak wyglada sakrament w praktyce jest bardzo
                              nieprecyzyjne. W praktyce np. chrzest wyglada przez polanie woda. Mozesz zapytac
                              jakie znaczenie sakrament ma dla tych ktorzy go przyjeli, jak staraja sie zyc w
                              zgodzie z misterium sakramentu, czym dla nich taki sakrament jest jezeli
                              decyduja sie do niego przystapic.
                              • kora3 Re: Spróbuję jeszcze raz ... 01.11.09, 18:48
                                maria421 napisała:

                                > Kora, jeszcze raz najklarowniej jak moge- nie mozesz pytac ogolnie
                                wszystkich,
                                > tych dla ktorych slub sakramentalny ma wartosc jak i tych dla
                                ktorych nie ma
                                > wartosci o znaczenie "dwoje w jednym" w praktyce.

                                Mario, alez ja pytam wszystkich co o tym sądzą - a nie robię sondy
                                wśród okreslonej grupy.

                                >
                                > Sama tyle razy mowilas ze nie mozna i nie powinno sie przykladac
                                katolickich
                                > kryteriow do nie-katolikow czy tez narzucac im te kryteria, a
                                teraz sama robisz
                                > dokladnie to samo.

                                Mario, ależ Ty krecisz teraz. Kolega Kann ponizej pisze, ze KAZDE
                                mazłeństwo jest nierozerwalne, wiec znaczenia nie ma czy gadasz
                                zkatolikiem, czy nie. Ale dobra - Ty jesteś katoliczką, z Tobą
                                gadam, dla Ciebie to ma znaczenie takie jak powinno:) Ty też nie
                                udzielasz idp.

                                >
                                > Poza tym, samo pytanie o to jak wyglada sakrament w praktyce jest
                                bardzo
                                > nieprecyzyjne. W praktyce np. chrzest wyglada przez polanie woda.

                                Na litośc boską Mario, ja nie pytam jak wyglada ten sakrament :) BO
                                TO wiem, na czym polega, jakie sa załozenia, a nawet kto go
                                udziela :)


                                Mozesz zapyta
                                > c
                                > jakie znaczenie sakrament ma dla tych ktorzy go przyjeli, jak
                                staraja sie zyc w
                                > zgodzie z misterium sakramentu, czym dla nich taki sakrament jest
                                jezeli
                                > decyduja sie do niego przystapic.

                                Ale ja pytam o ŻYCIE Mario. Jesli potrafisz napisz mi coś
                                konkretnego. Np. wg mnie malzenstwo sakramentalne zawsze ma wspólną
                                kase, a konkubinat nigdy. Przykladowo oczywiscie. To wiec odróznia
                                malzeństwo sakramentalne od konkubinatu tak w codziennym życiu. O -
                                na przykład.
                                • maria421 Re: Spróbuję jeszcze raz ... 01.11.09, 19:37
                                  kora3 napisała:

                                  > Mario, alez ja pytam wszystkich co o tym sądzą - a nie robię sondy
                                  > wśród okreslonej grupy.

                                  I wlasnie dlatego powtarzam ze zle ustawilas sprawe.
                                  Nie mozesz pytac o "dwoje w jednym" w praktyce kogos dla kogo sakrament nic nie
                                  znaczy, kogos dla kogo malzenstwo jest tylko umowa cywilna, na przyklad.
                                  >
                                  > Mario, ależ Ty krecisz teraz. Kolega Kann ponizej pisze, ze KAZDE
                                  > mazłeństwo jest nierozerwalne, wiec znaczenia nie ma czy gadasz
                                  > zkatolikiem, czy nie. Ale dobra - Ty jesteś katoliczką, z Tobą
                                  > gadam, dla Ciebie to ma znaczenie takie jak powinno:) Ty też nie
                                  > udzielasz idp.

                                  Kora, kazde malzenstwo sakramentalne jest nierozerwalne. I to chyba Kann mial na
                                  mysli.

                                  > Na litośc boską Mario, ja nie pytam jak wyglada ten sakrament :) BO
                                  > TO wiem, na czym polega, jakie sa załozenia, a nawet kto go
                                  > udziela :)

                                  Domyslam sie, jednakze zwaracam uwage na nieprecyzyjne podejscie do tematu.

                                  > Ale ja pytam o ŻYCIE Mario. Jesli potrafisz napisz mi coś
                                  > konkretnego. Np. wg mnie malzenstwo sakramentalne zawsze ma wspólną
                                  > kase, a konkubinat nigdy. Przykladowo oczywiscie. To wiec odróznia
                                  > malzeństwo sakramentalne od konkubinatu tak w codziennym życiu. O -
                                  > na przykład.
                                  >

                                  Kora, Ty nie porownujesz malzenstwa sakramentalnego z konkubinatem lecz zwiazek
                                  formalny (niekoniecznie sakramentalny) z wolnym zwiazkiem.
                                  I dlatego to "dwoje w jednym" jest tu ni przypial ni przylatal.
                                  • kora3 Re: Spróbuję jeszcze raz ... 01.11.09, 20:12
                                    maria421 napisała:

                                    > kora3 napisała:
                                    >
                                    > I wlasnie dlatego powtarzam ze zle ustawilas sprawe.
                                    > Nie mozesz pytac o "dwoje w jednym" w praktyce kogos dla kogo
                                    sakrament nic nie
                                    > znaczy, kogos dla kogo malzenstwo jest tylko umowa cywilna, na
                                    przyklad.

                                    mario, pytac moge o co chce. taka osoba moze mi powiedzieć wówczs,
                                    ze dla niej takiego pojecia nie ma i inic się pod nim nie kryje, nie?

                                    > >
                                    >
                                    > Kora, kazde malzenstwo sakramentalne jest nierozerwalne. I to
                                    chyba Kann mial n
                                    > a
                                    > mysli.

                                    wszystko jedno co mial. Skoro Ty jesteś katoliczka i dla CIEBIE
                                    sakrament ma znaczenie, to mozesz odpowiadac z pozycji katoliczki.
                                    Dlaczego nie? Nawet dobrze, byle KONKRETNIE.
                                    >
                                    >
                                    > Domyslam sie, jednakze zwaracam uwage na nieprecyzyjne podejscie
                                    do tematu.

                                    Mario, to nie ejst zadne nieprecyzyjne podejscie. Ty teraz wykrcasz
                                    jak mozesz. pytanie było do wszystkich. Bez wzgledu na śluby, jakie
                                    mają czy mieli. takze TY mozesz się wypowiedzieć konkretnie, ale nie
                                    chcesz najwyraźniej bo zamiast tego stale wywodzisz, ze źle, ze nie
                                    tak :)

                                    >
                                    > Kora, Ty nie porownujesz malzenstwa sakramentalnego z konkubinatem
                                    lecz zwiazek
                                    > formalny (niekoniecznie sakramentalny) z wolnym zwiazkiem.

                                    ale skad ty wiesz, CO ja mam zamiar porównywac, alboze w ogóle
                                    porównywac. Pytam konkretnie Ciebie - co wg ciebie w codziennym
                                    zyciu ZAWSZE jest inne w malzeństwie sakramentalnym, bo takie Ciebie
                                    dotyczy, niż w wolnym zwiazku. Zycie codzienne: podział obowiązków,
                                    finanse, praca obojga, seks, znajomi, mieszkanie, albo dom, zakupy,
                                    rozrywki, stosunki z rodziną itp.
                                    Nie jakie sa załzenia małzeństwa sakramentalnego, nie co powinni
                                    sakramentalni malzonkowie, a co faktycznie z punktu odróznia zycie
                                    codzienne takowego mazłeństwa od zycia małzeństwa formalnego skoro
                                    chcez takiego rozgraniczenia, albo wolnego zwiazku. Jakie elementy
                                    praktyczne?

                                    > I dlatego to "dwoje w jednym" jest tu ni przypial ni przylatal.
                                    • kora3 a tu cytat z Kanna , tak gwoli ścisłosci 01.11.09, 20:20
                                      kann napisał:
                                      > Nie założenia małżeństwa sakramentalnego, ale każdego małżeństwa.
                                      > Przecież nie odnoszę się do treści religijnych.

                                      na moja uwage,ze to co pisze to załozenia małzeństwa sakramentalnego
                                      a nie praktyka.

                                      czyli jednak miał chyba na mysli kazzde małżeństwo, a nie tylko
                                      religijne. ale to Kann. ty mozesz miec podejscie, ze "dwoje w
                                      jednym" dotyczy małzeństwa sakramentalnego, a Kann, ze każdego -
                                      komu to przeszkadza. Nadal o jednak nie pokazuje istotnych róznic w
                                      zyciu codziennym par róznych.

                                      Jesli wiec już to wyjasniłyśmy to proszę o odp. z Twojej pozycji z
                                      pozycji osoby uznajacej za "dwoje w jednym" tylko sakramentalne
                                      małzeństwo: CO w życiu codziennym (co rozumiem przez codzienne życie
                                      wyjasnilam powyzej) odróznia taki zwiazek od formalnego, a vo od
                                      wolnego.
        • karafka_do_wina Re: o jest Azerka , superrrrr:) 30.10.09, 22:27
          a ja mysle, ze rozumiem o czym pisze Azerka. twierdzi ona, ze nie ma roznic w
          codziennym zyciu tylko w podejsciu. ja bym to nazwala stanem umyslu :) Azerka ma
          swoja wizje malzenstwa, ktora udalo sie jej zrealizowac, jest w szczesliwym
          zwiazku i to z duzym stazem. napewno gdyby jej malzenstwo nie bylo zbyt udane to
          i stan umyslu bylby inny i podalaby ci troche inny opis malzenstwa. krotko
          mowiac roznica wynika z faktu bycia w szczesliwym lub nieszczesliwym zwiazku. to
          czy jest to zwiazek sakramentalny, malzenstwo cywilne czy nieformalne jest
          rzecza drugorzedna. takie sa moje wnioski, byc moze ty dojdziesz do podobnych.
          jakby nie bylo podziel sie z nami swoim juz napisanym tekstem :)
          • kora3 Re: o jest Azerka , superrrrr:) 31.10.09, 08:46
            dokladnie to Azerce napisałam - wcale sie jej nie dziwie:) Mówi tak,
            bo ma udane małzeństwo, dyby było inaczej inaczej pewnie myslałaby.
            Sama zresztą przyznała, że gdyby miała meza sadyste, pijaka,
            nieroba, zdradzacza itp. to zasadziła by mu kopa:) tyle,ze przyznała
            to w innym watku :)
    • wkkr Jeśli wyjaśnisz mi tajemnicę Trójcy Świętej 30.10.09, 17:06
      to ja odpowiem na twoje pytanie.
      • fnoll dorzucę "serce pełne miłości" vs "nieczułe serce" 31.10.09, 02:02
        to sformułowania równie tajemnicze, co "dwoje staje się jednym" czy "jedność trójcy"

        no bo jak serce (dla przypomnienia: mięsień pompujący krew) może być "pełne
        miłości" lub "nieczułe" (poza przypadkiem, że martwe)?

        czy transplantolog jest w stanie rozróżnić takie serca?

        nie :)

        bo to poezja :)

        nie twierdzę, że nie ma różnicy między ludźmi preferującymi różne rozdaje
        poetycznych skrótów/etykiet swych doświadczeń/poglądów

        jednak mogą być one (te różnice) gdzie indziej, niż w sferze, na którą wskazuje
        dany preferowany poetyczny zwrot

        więc badania należałoby poszerzyć

        w odniesieniu do zwrotu "dwoje staje się jednym" istotną różnicą może być np.
        stopień religijnego zaangażowania babki, a nie specyfika związku miłosnego, w
        którym dana osoba jest - to tylko bardzo hipotetyczny przykład
        • kora3 Fnollu miły :) 31.10.09, 09:00
          fnoll napisał:

          > to sformułowania równie tajemnicze, co "dwoje staje się jednym"
          czy "jedność tr
          > ójcy"

          wiesz, ja nic nie mam do tychze tekstów w kontekscie religijnym. O
          ile jednak w życiu, normalnie tak mało kto powoluje się na troistosc
          i jednoczesną jednosc Boga, o tyle jak pokazuje praktyka:) na to,
          ze małzeństwo jest lepsze, niż niemałzeństwo, bo jest "dwoje w
          jednym" powołują się ludzie, nie umiejący potem wytłumaczyc co to
          znaczy, jak sie przejawia i najwazniejsze dlaczego rózni się od
          niemazeństwa.

          Całkowicie zrozumiałe byłoby dla mnie takie powołanie się człowieka,
          który uznawałby, ze dla niego samego byci w zw. sakamentalnym jest
          b. wazne i w zwiazku z tym uznaje dla sie tylko oeo bycie"dwoje w
          jednym" w oczach Bga i Koscioła. To akurat zrozumałe.
          Rzecz w tym, że ci ludzie nie mówią o sobie, a ogólnie. Małzeństwo
          jest lepsze, bo jest "dwoje w jednym". Ale nikt nie umie pokazavc o
          co w praktyce chodzi. Nie w sakramenatlnym znaczeniu, tylko
          życiowym. Co takiego robi małzeństo zwsze, albo zego nie robi nigdy
          co odróznia od wolnego zwiazku. Nie ma nic takiego - jak widac.

          >
          >
          >
          > w odniesieniu do zwrotu "dwoje staje się jednym" istotną różnicą
          może być np.
          > stopień religijnego zaangażowania babki, a nie specyfika związku
          miłosnego, w
          > którym dana osoba jest - to tylko bardzo hipotetyczny przykład
          >
          dokladnie :)
          >
          • fnoll Re: Fnollu miły :) 31.10.09, 12:51
            kora3 napisała:

            > Rzecz w tym, że ci ludzie nie mówią o sobie, a ogólnie.
            > Małzeństwo jest lepsze, bo jest "dwoje w jednym". Ale nikt nie
            > umie pokazavc o co w praktyce chodzi.

            chodzić właśnie może o to, że tego poetycznego zwrotu w stosunku do małżeństwa
            używała również matka, babcia i prababcia, czyli to tylko kwestia uznania, że
            winniśmy postępować jak przodkowie nasi, bo inaczej - to gorzej
            • kora3 Re: Fnollu miły :) 31.10.09, 13:13
              fnoll napisał:
              >
              > chodzić właśnie może o to, że tego poetycznego zwrotu w stosunku
              do małżeństwa
              > używała również matka, babcia i prababcia, czyli to tylko kwestia
              uznania, że
              > winniśmy postępować jak przodkowie nasi, bo inaczej - to gorzej


              ok rozumiem tradycje, religijne przekonania, ale nadal idzie mi o
              praktyke.
              Nie wiem jak to wyjaśnic, bo mam wrazenie, ze czesc ludzie nie chce
              zrozumiec, albo udaje. Np. :
              w małzeństwie obligatoryjnie dziecko jest uznawane za dziecko meza
              matki ( do roku od uprawomocnienia sie rozwodu chyba - byłego meza
              matki, o ile nie wstapiła w nowy zw. małżeński)
              w wolnym zwiazku partner musi dziecko uznac. Moze uznac za swoje
              przyszłe dziecko takze, ale musi to fizycznie zrobić. TO odróznia
              cywilnoprawnie małzeństwo od niemałzeństwa.
              Albo: majątek zgromadzony w trakcie trwania małżeństwa poza prawami
              autorskimi i spadkami oraz nagrodami (chyba) jest uznawany prawnie
              za majątek współny małzonków chyba, ze mieli rodzielnosc majątkową.
              Majątek niemałzonków nie jest tak obligatiryjnie uznawany chyba, ze
              niemałzonkowie udokumentowac mogą,ze nabyli go spónie (umowa kupna
              sprzedaży, akt notarialny, wpsólny kredyt) bądź dokoanja spisania
              stosownych dokumentów.
              PRWANIE to sa RÓZNICE. Nikt temu nie zaprzeczy.

              Ja chce takie róznice poznac, jakie funkcjonują w życiu codziennym.
              Zawsze. Np. w małzeństwie zawsze małzonek zmywa gary, a zona pierze,
              a w konkubinacie odwrotnie, nikt nie zmywa i nikt nie pierze, kazde
              zmywa swoje - cokolwiek. Albo nie wiem .. małzeństwo ma zawsze
              wspólne konto i dowolnie korzysta ze współnej kasy, albo odwrotnie -
              wszystko ustala sie ze wspłmałzonkiem, a w konkubinacie kazdy ma
              swoje konto i ze srodów drugiego korzystac nie moze. W małżeństwie
              zawsze mąż, czy zona opekuje sie chorym współmałzonkiem, a w
              konkubinacie sie wyprowadza od chorego. W mażłeśńtwie zawsze sie
              jest wiernym małzonkowi, a w konkubinacie codziennie ma się kogoś
              nowego do łozka. Na przyklad
      • kora3 a niby dlazcego miałabym? :) 31.10.09, 08:54
        wkkr napisał:

        > to ja odpowiem na twoje pytanie.

        to nie ja powołuję sie na troistosc Boga w swoich wypowiedziach i
        nie do mnie nalezy wywiedzenia na to dowodu, czy przedstawienie
        przykladu:)

        Spójrzmy prawdzie w oczy: nikt z uzywajacych spotu reklamowego "dwa
        w jedbym" po lydzku, normalnie nie umie wskazac NICZEGO co tak
        naprawde odrózniałoby zwiazki. Wszyscy powołują się na sakrament, na
        cos mistycznego, na załozenia malzenstwa sakramentalnego, ale wiemy
        tez wszyscy, jak w praktyce to wyglada. Tak samo, jak w związku
        wolnym, czy cywilnym.
        Azerka próbowala fakt. Mowila o kasie, o znajomych wspólntch. Tylko,
        że ja oczekje czegos co ODROZNIA wyraznie zwiazki.
        To co wymienila Azerka wcale nie jest kryterium, bo róznie z tym
        bywa w zwiazkach niezaleznie od statusu tychze. Są małzeństwa,
        zwłaszcza z młodszego pokolenia "intercyzowe", sa takie, w który
        zawsze po równo płaci sie rachunki i wydatki, są takie ze wspólnym
        kontem i z oddzielnymi - róznie.
        Znajomi? Pewnie,ze sie zna znajomych człowieka, z którym sie żyje,
        rodzine. iby tylko małzeństwa sakramentalne znają?:)
        A już z lubieniem bywa róznie. Moi Rodzice sa prawie 30 lat po
        slubie:) i mój ojciec nadal ma alergię na kolezanke mamy, z którą
        zna sie Ona od kołyski :).
        • karafka_do_wina Re: a niby dlazcego miałabym? :) 31.10.09, 15:25
          Wszyscy powołują się na sakrament, na
          > cos mistycznego, na załozenia malzenstwa sakramentalnego, ale wiemy
          > tez wszyscy, jak w praktyce to wyglada. Tak samo, jak w związku
          > wolnym, czy cywilnym.

          bo tak wlasnie jest - tak samo. ale osoby wierzace twierdza, ze malzenstwo
          sakramentalne jest lepsze od cywilnego. dlatego pewnie stworzono ten termin
          "dwoje w jednym" aby uzasadnic dlaczego jest lepsze. tylko, ze gdy czlowiek pyta
          o wyjasnienie, o szczegoly, przyklady - to wyjasnic nikt nie potrafi... bo
          roznic nie ma.

          podobnie jest z nauka o antykoncepcji - stosowanie jej jest zle i grzeszne.
          jednak gdy zacznie sie rozmawiac o szczegolach, to nikt nie umie wyjasnic
          dlaczego. sami wierzacy przynaja, ze tego nie rozumieja.
          • kora3 ale w watku o nazywaniu zony partnerka 31.10.09, 20:41
            w formularzu urzedowym nie szło o sakramentalbosc , bo dla państwa
            sakramentalnosc zwiazku nie zmienia jego statusu cywilnoprawnego i
            wajemnej relacji małzonków.
            NIE MA ZNACZENIA. A mimo to owo stw. padło, wiec logicznie odnosilo
            sie do mazłestwa w ogóle, niekoniecznie sakramentalnego:)
        • wkkr Re: a niby dlazcego miałabym? :) 31.10.09, 16:42
          zebyś wreszcie wykazała się inteligencją i wiedzą.
          • kora3 Twije nieudolne próby 31.10.09, 20:20
            wkkr napisał:

            > zebyś wreszcie wykazała się inteligencją i wiedzą.

            obrazenia mnie nic ne dazda, swiadcza tylko o rozpaczliwym barku
            oargumentów z Twej strony Hipie :)
            • wkkr Re: Twije nieudolne próby 01.11.09, 09:27
              kora3 napisała:

              > wkkr napisał:
              >
              > > zebyś wreszcie wykazała się inteligencją i wiedzą.
              >
              > obrazenia mnie nic ne dazda, swiadcza tylko o rozpaczliwym barku
              > oargumentów z Twej strony Hipie :)
              ========================================
              Zachęta do myślenia i wykazania się wiedzą uznajesz za obrazę?
              Tylko głupiec mógłby się w takiej sytuacji obrazić...
              • kora3 Re: Twije nieudolne próby 01.11.09, 10:41
                wkkr napisał:


                > Zachęta do myślenia i wykazania się wiedzą uznajesz za obrazę?
                > Tylko głupiec mógłby się w takiej sytuacji obrazić...

                Ty wiec zatem na pewno sie nie obrazisz, jesli poproszę Cię o
                wykazanie sie wiedza i zachece do myslenia nad odp. na moje pytanie,
                bo na razie odp. sa slogany i ...zachecamie mnie do myslenia. :)
              • maitresse.d.un.francais Wkkr będziesz miał maila nt 01.11.09, 19:48
    • mamalgosia Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 31.10.09, 15:49
      Dla mnie to jest tak:
      Wierzę, że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. I jakoś
      tak sobie umyślił, że będzie związek tych dwojga, w którym będą się
      dopełniać i razem żyć w Bogu.
      Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją
      i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
      Wierzę, że najbliższym spełnienia tego pierwotnego zamysłu Bożego
      jest związek małżeński chrześcijan. Bo o ile dopełniać się można
      chcieć i w związku osób niewierzących, o tyle nie ma tam dążenia do
      tego bycia w Bożej obecności.
      Czy możesz rozdzielić ciało? Możesz, ale rozdzielone części nie będą
      żyły oddzielnie. Tzn Ty jakoś bez nogi pozyjesz, ale noga bez Ciebie
      już nie. I dlatego związek małżeński - bo nierozerwalny. Wolny
      związek nie zakłada nierozerwalności, trwania do śmierci itp. Trudno
      więc powiedzieć, że sa jednym ciałem, skoro w każdej chwili mogą od
      siebie odejść
      • kora3 Dzięki Mamalgosiu za głos:) 31.10.09, 20:31
        Mło, ze napisałas o swoich odczuciach, ale niestety NADAL to
        niczego konkretnego nie pokazuje.
        To sa TWOJE załozenie co do małżeństwa, przemyślenia. W praktyce, vo
        widac naokoło : małzonke /nka TEZ moze odejsc. W kazdej chwili, to
        jest kwestia jego woli, a nie odgórny nakaz.
        Życ bez drugiego człowieka kazdy moze, jakoś do slubu żylas bez
        swego meza, a gdyby odszedł, albo zmarl CZEGO CI NIE ŻYCZE tylko
        przedstawiam istniejącą mozliwosc - nadal zylabyc prawdopodobie.

        mam wrazenie, ze nie chcesz zrozumiec pytania. Nie pytam o załozenia
        malzeństwa sakramentalnego, a o praktyke. Nie jesteś nawiedzona i
        nie masz occory klamac, wiec widzisz, ze niezaleznie od
        sakramentalnisci czy jej braku zdarza się, wcale nierzadko, ze
        małzeństwa sie rozpadają. Nie w sensie kanoniczntm, bo jesli w
        kanoniczntm to są niebyle. W sesie zyciowym. Są zdrady, kryzysy,
        rozwody. W tym momencie nie chodzi o stan kanoniczny pary, a o stan
        faktyczny. No sa po slubie, sakramentalnym, ale sie rozstaną. Moga
        miec rzoówd , mgą nie meić, ale nie zyja razem. Mozliwe? Mozliwe.
        Moze kanonicznie nadal sa dwa w jednym, ale zyciowo nie. I o to mi
        chodzi. Po slubie mzona się rozstać, jest to wyknalne, zcasem
        knieczne i bez wzgledu na wczesniejszy status, albo obecny
        kaniniczny czy prawny przestaje sie razem zyć.

        A zyjac razem ustala się wspólnie, alb mnie wspólnie pewne zasady. i
        wcale nie sa jakies inne dla malzeństwa, a inne dla niemałzeństwa.
        Są rózne zaleznie od osób zwiazek twozrących. Mało małzeństw
        sakramentalnych z interczą? Nie. Mało konkubinatów ze wspólna kasą?
        Nie.

        W codziennym życiu takim zwyczajnym NIC praktycznie z tego co widze
        i tu czytam nie odróznia malzeństwa od niemałzeństwa.
        • sunday Re: Dzięki Mamalgosiu za głos:) 01.11.09, 22:45
          > W codziennym życiu takim zwyczajnym NIC praktycznie z tego co widze
          > i tu czytam nie odróznia malzeństwa od niemałzeństwa.

          No cóż. Odróżnia właśnie to, o czym napisałaś na początku. Małżeństwo do jedno
          ciało. Konkubinat to dwa ciała. Nawet jeśli, w "życiu takim zwyczajnym", jedni i
          drudzy jedzą tę samą kiełbasę na śniadanie.
        • mamalgosia Re: Dzięki Mamalgosiu za głos:) 02.11.09, 11:42
          kora3 napisała:

          > W praktyce, vo
          > widac naokoło : małzonke /nka TEZ moze odejsc. W kazdej chwili, to
          > jest kwestia jego woli, a nie odgórny nakaz.
          Tak, ale wtedy coś traci. Nigdy już nie będzie w pełni tą osobą,
          jaką powinna być w zamyśle Bożym i w odniesieniu do własnego wyboru.
          Bo małżeństwo to wybór, a nei przymus. Jeśli zdecydowała się na
          małżeństwo - czyli właśnie na to bycie "jednym ciałem", to jest to
          nieodwołalne. Oczywiście, można żyć kulejąc duchową, co więcej -
          można całkiem nieźle żyć. Ale dobre i ciekawe życie nie sprawi, że
          nogi staną się na powrót tej samej długości


          > Życ bez drugiego człowieka kazdy moze, jakoś do slubu żylas bez
          > swego meza, a gdyby odszedł, albo zmarl CZEGO CI NIE ŻYCZE tylko
          > przedstawiam istniejącą mozliwosc - nadal zylabyc prawdopodobie.
          Przed ślubem nie ma znaczenia - ta jedność powstaje dopiero w
          momencie przyrzeczeń małżeńskich. Tak samo nie na temat jest
          sytuacja po śmierci jednego ze współmałzonków - śmierć rozwiązuje
          węzeł małżeński.


          >
          > mam wrazenie, ze nie chcesz zrozumiec pytania.
          :)) )) Toż już ustaliłyśmy nie raz, że jestem tępa i że nie nadążam
          za Twoim tokiem myślenia:)



    • kann2 Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 31.10.09, 23:04
      Bo jak mąż żonie przysięga (i żona mężowi), czyniąc to w sposób
      publiczny, uroczysty, kierując się miłością, że będzie ją do śmierci
      kochał, że nie opuści jej aż do śmierci, że będzie jej zawsze
      wierny, że chce przeżyć z nią całe życie, to jest to coś pięknego,
      czego żaden konkubent nie zazna.

      Bo po ślubie stają się jednym ciałem. Życie mają wspólne. Wszystko
      mają wspólne, wspólne plany i nadzieje, wspólne radości, wspólnie
      przeżywają swoje szczęście. Cierpią też wspólnie - we dwoje, a wtedy
      cierpienie jest lżejsze. Tego żaden konkubent zaznać nie potrafi.

      Bo gdy człowiek zobowiązuje się w małżeństwie szczerze i z miłości
      do tego, że będzie swą żonę (a ona męża) kochał do śmierci, to wtedy
      jest wielki i kochany. A konkubent nie. Bo nie stac go na taką
      wspaniałą obietnicę. Na pewno nie kocha szczerze swej nałożnicy (ani
      ona jego), skoro nie stać ich na takie wzniosłe zobowiązanie.

      Bo po ślubie zmienia się istotnie rzeczywistość. Całe życie mąż i
      żona dzielą między siebie. A konkubenci tylko mieszkanie i łóżko.

      Bo konkubent w każdej chwili może powiedzieć "żegnaj, laleczko". A
      mąż swojej żonie tego powiedzieć nie może. Nie wolno mu. A nawet
      jeśli by tak powiedział, wzgardziwszy miłością, publiczną obietnicą
      i wspólnym szczęściem, to każdy może przynajmniej nim wzgardzić i
      powiedzieć o nim, że jest świnią. A konkubentowi tak powiedzieć nikt
      nie może, bo konkubinat zakłada możliwość rozstania w każdej chwili.
      • isma Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 31.10.09, 23:09
        Amen, Kannie, amen.
      • kora3 Kannie jaką utopię napisałeś 01.11.09, 08:39
        KONKRETY plizzzz
        • kann2 Re: Kannie jaką utopię napisałeś 01.11.09, 09:23
          To są konkrety. Jak najabrdziej konkrety.

          Ale jeszcze jedno - jak możesz pisać, że w parach konkubenckich
          istnieje problem "zdrady"? Zdrada i jej naganna ocena jest możliwa
          tylko tam, gdzie doszło do złamania zobowiązania do wierności.
          Konkubenci nie mają zobowiązania do wzajemnej wierności i o zdradzie
          nie ma mowy. Konkobent od konkubenta nie może się domagać wierności.
          Nie ma bowiem żadnego tytułu prawnego, by tego się domagać.
          • kora3 Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 10:28
            kann2 napisał:

            > To są konkrety. Jak najabrdziej konkrety.

            nie Kannie - to sa załozenia małzeństwa sakramentalnego.

            >
            > Ale jeszcze jedno - jak możesz pisać, że w parach konkubenckich
            > istnieje problem "zdrady"? Zdrada i jej naganna ocena jest możliwa
            > tylko tam, gdzie doszło do złamania zobowiązania do wierności.

            > Konkubenci nie mają zobowiązania do wzajemnej wierności i o
            zdradzie
            > nie ma mowy. Konkobent od konkubenta nie może się domagać
            wierności.
            > Nie ma bowiem żadnego tytułu prawnego, by tego się domagać.

            no wiesz Kannie, albo mówimy tylko o prawie , albo normalnie o
            zyciu.
            ale ok chcesz o tym rozmawiać - niechze bedzie:)

            nie mam co prawda zbyt humoru na gadanie i jestem zdenerwowana z
            oczywistych przyczyn, ale moze to mi sie pozwoli oderwać od tragedii
            jaka się stała i niepokoju o znajomych, bo wśród zabitych mogą byc:(

            Otóż moim zdaniem opierasz swe błedne wg mnie załozenie na tym, ze
            stosunkami miedzyludzkimi zrądzi jedynie litera prawa. Czy tez
            raczej, ze tak powinno być, czego zresztą dalej sie nie trzymasz,
            ale o tym później.

            Tymczasem Kannie to co sobie deklarują ludzie takze pozapublicznie
            jest dal nich na tyle wiązace i na tyle powazne na ile sami to tak
            traktuja.
            Nie wiem , jak Ty, bo moze nie amsz takich doswiadczeń, a to Ci
            wolno, ale ja nigdy z zadnym moim przyjacielem nie spisywałam umowy,
            ani nigdzie publucznie nie ogłaszalismy, ze oto z dniem takim a
            takim stajemy się przyjaciółmi i tearz mozemy od siebie oczekiwac
            lojalnosci, wsparcia, szczerosci, pomocy itp.
            To się po prostu DZIEJE, choć nie ma umów i publicznych deklaracji,
            które się dla Ciebie jedynie liczą. :)

            Okazanie braku lojalnosc pzyjacielowi to wg mnie swiństwo, ba wg
            każdego uczciwego człowieka z honorem. No, ale załozmy Ty powiesz,
            ze nie ma sprawy przecież: nikt nikomu nic publicznie nie obiecał,
            umowy stosownej nie spisał, wiec nic sie nie stało i nikt
            wiarołomnego rzyjaciela swinią nazwać nie moze, bo nie ma podstaw
            prawnych:)

            Tyle Kannie, ze moze i nazywa, bo to jak mozralnie oceniamy jakis
            czyn wcale nie musi byc zwiazany z prawem.
            No, ale jak to jest wg Ciebie z przyjaciółmi? Nie ma czegos takiego,
            bo taka osobowosc prawna, ze się tak wyraze nie istneije przecież?
            Nie ma prawnego statusu przyjaciela, w odróznieniu od współmałzonka,
            a nawet konkubenta:)
            Przyjaźń nie podlega spisywaniu umów i publicznym dekklaracjom. Nie
            istniueje zatem? Nie ma podstaw dochowywać lojalnosci i wiernosci
            przyjaciołom?:)
            Moim zdaniem - są.

            Nastepnym przykladem są np. narzeczeni. Narzeczeństwo nie jest
            prawnie usankcjonowane. Ot ludzie sie umawiają,ze sie pobiorą -
            czasemw w obecnosci innych, a czsem w zcrery oczy a innym to tylko
            oznajmiają, albo i nie. Czy zdrada wobec narzeczonej to nie ejst
            zdrada? To w porządku umówić się z kimś,ze się bedzie wiernym i nie
            dorzymac? Prawnych żadnych konsekswencji z tego tytułu nie ma
            przecież, a jednak wg mnie to w porządku niee jest.


            I tak Cie nie przekonam:) Ty wiesz swoje i wiedz sobie, ale daruj,
            takiego przyjaciela nie chciałabym miec, który uwaza, ze skoro ze
            mną umowy nie spisał i publiznego zawiera przyjaźni nie było, to
            moze sobie byc nielojalny np. i nikt mu prawa nie ma tego wytknąć.

            Chroń mnie Boze w realu przed ludxmi tak myślącymi. Widać dobry Bóg
            wie jednak co to przyjaźń, bo teraz kiedy porzebuję ludzkiej pomocy,
            w takich codziennych sprawach jak zakupy, wyjscie z psem, podwózka -
            mogę na przyjaciół liczyć. Nikt z nich się na mnie nie wypiał
            mówiąc,ze nie mamy publicznej umowy:)

            Wracając do prawa kannie. Ja tam prawnikiem nie ejstem, to i sie za
            takowego nie podaję. Ale pierwsze słyszę o tym, że istnieje jakis
            zapis prawny nakazujący, czy dopuszczajacy nazywanie w sposób
            obelzywy, badz oraźliwy kogoś kto złamał jakiekolwiek przyrzezcenie
            publiczne, a nawet popełnił przestepstwo.
            Nie ma zatem prawnie tego, o czym wczesniej piszesz: że małzonka,
            który opuscił zone np. MOZNA nazywac jakoś tam. MOZNa na własne
            ryzyko, bo moze Cię pozwac. jeśli zechce i wygrać sprawe. Tak samo
            zreszta, jak kazda inna osoba, którą z dowolnej przyzyny obgadasz,
            albo znieważysz. tak mi się zdaje w każdym razie.

            Aodatkowo jeszcze. Skoro piszesz, ze nie ma zdrady w konkubinacie,bo
            podstaw prawnych nie ma:) To nie ma równiez czegoś takiego jak
            rzekome cudzołóswtwo po rozwodzie. Po rozwodzie małzonkowie bez
            wzgledu na religijne śluby przestają w swietle prawa byc małzeństwem
            i nie ma zadnych podstaw pranych, by mówic o zdradzaniu
            współmałzonka z kims innym. Nieprawdaż?:)

            Bedziesz się nadal wykrecał, udawał Greka i powtarzał swoje, a
            prawda jest jaka jest :)
            • kann2 Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 10:47
              Nie założenia małżeństwa sakramentalnego, ale każdego małżeństwa.
              Przecież nie odnoszę się do treści religijnych.

              Małżeństwo ma charakter prawny. Zawsze. Dlatego generuje prawa i
              obowiązki. relacja przyjaźni nie jest relacją prawną. Gdy przyjaciel
              skrzywdzi, może być nam przykro, ale nie mamy prawa do domagania się
              określonego zachowania z jego strony. Od małżonka mamy prawo domagać
              się tego. Także wtedy, gdy on sam tego poważnie (już) nie chce
              traktować. Tym właśnie różni się małżeństwo od konkubinatu - od
              konkubenta nie masz żadengo prawa domagania się czegoś, on ci nic
              nie jest winien, w każdej chwili, bez najmniejszych konsekwencji
              może obrócić się tyłem i sobie pójść. Małżonek nie.

              Narzeczeństwo - to jest publiczna obietnica zawarcia małżeństwa w
              nieodleglym czasie, a więc rodzi zobowiązania.

              Cudzołóstwo - małżeństwo jest nierozerwalne. Każde małżeństwo. Także
              po rozwodzie.
              • kora3 Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 11:16
                kann2 napisał:

                > Nie założenia małżeństwa sakramentalnego, ale każdego małżeństwa.
                > Przecież nie odnoszę się do treści religijnych.

                A weic jednak - czyli pomiedzy katolikami jest tu sprzcznosc. Np.
                Maria zarzuca mi, ze rozciagam zapytanie na małzeństwa wszelkie, a
                nie powinam w kntekscie "dwojga w jednym". Ty uwazasz, ze nic w tym
                rozciaganiu złego. No ciekawe, ale idxmy dalej:)

                >
                > Małżeństwo ma charakter prawny. Zawsze. Dlatego generuje prawa i
                > obowiązki. relacja przyjaźni nie jest relacją prawną. Gdy
                przyjaciel
                > skrzywdzi, może być nam przykro, ale nie mamy prawa do domagania
                się
                > określonego zachowania z jego strony.

                Alez Kannie, masz sto proc. racji. :) Czyli MOZE nam byc przykro
                jednak? Mozemy uznac,ze nas skrzywdził okazujac brak lojalnosci?:)


                Od małżonka mamy prawo domagać
                > się tego. Także wtedy, gdy on sam tego poważnie (już) nie chce
                > traktować. Tym właśnie różni się małżeństwo od konkubinatu - od
                > konkubenta nie masz żadengo prawa domagania się czegoś, on ci nic
                > nie jest winien, w każdej chwili, bez najmniejszych konsekwencji
                > może obrócić się tyłem i sobie pójść. Małżonek nie.

                Mylisz się Kannie. Rozmawialismy już o tym. skupiasz się raz na
                stronie duchowej, raz prawnej jak Ci wygodnie i stąd się
                zaplarujesz.
                Małzonek MOZE w kazdej chwili opuscic współmałzonka/nke. Jedyne
                konsekwencje jakie za to grozą to w praktyce konsekencje finansowe.
                Mówimy caly czas o stronie prawnej. Małzonek/nka ma prawo domagac
                się od drugiego w zasadzie jedyniue wsparcia w sferze finansowej.
                Nie złosc się , wprzódy przeczytaj.

                Nie ma prawa, które nakazuje Ci z kims życ, jesli tego nie chcesz,
                nie ma prawa nakazującego Ci mieszkanie z tym kims. Nawet jeśli
                jedna ze stron nie zgadza sie na rozwód, albo nie moze on zsotać
                orzeczony z powodu sprzecznosci z norma spoleczna (rzadkie raczej
                przypadki, ale chyba są) zaden sąd nie ma mozliwosci zmuszenia
                chcącego sie rozstac faktycznie do podjecia dalszego współzycia w
                szerokim tego słowa znaczeniu ze współmałonkiem.
                Cywilnoprawnie sad moze i na ogół to czyni nakazać z urzedu takiemu
                współmałzonkowi wypełnienie obowiazków zwiazanych z finansami. tylko
                tyle.

                Sad w zaden inny sposób nie moze zmusić współmałzonka do wypełniania
                obowiązków. Zgadzasz się?

                W drugą strone w konkubinacie - nie ma takich zobowiązań odgórnie i
                to prawda. Mozna sobie je stworzyć. Na co np. my jestemsmy jakims
                tam przykladem.
                Mozna bowiem przekazac drugiej osobie pełnomocnictwa do kont
                bankowych, ustanowic ja współwlacicielem nieruchomsci, albo
                ruchomosci, zameldowac w swoim domu, czy mieszkaniu itd. To, czy
                ludzie tego chcą w konkubinacie i dlaczego chcą albo nie chca - to
                juz ich sparwa. Podobnie jak sprawą małoznków jest obecnie nierzadka
                intercyza przedslubna, albo ustanowienie w rakcie rwania juz
                małeństw rozdzielnosci majatkowej.
                >
                > Narzeczeństwo - to jest publiczna obietnica zawarcia małżeństwa w
                > nieodleglym czasie, a więc rodzi zobowiązania.

                Kannie chyba teraz naciagasz nieco. Narzeczeństwo nie jest statusem
                prawnym. Nie ma przepisów dotyczących publicznosci (jak w przypadku
                małzeństwa) obietnicy. Wskaz przepis, w którym mowa w obecnosci ilu
                swiadków, gdzie, jak i w jakim wieku musi się taka obietnica odbyć.
                Nie ma takiego przepisu prawnego. Mogą ludzie w gazecie ogłosic :),
                ze sa zareczeni, albo na zabawie sylwestrowej na 100 par, a moze się
                gosc oświadczyć w cztery oczy i zostac przyjety. :)
                >
                > Cudzołóstwo - małżeństwo jest nierozerwalne. Każde małżeństwo.
                Także
                > po rozwodzie.

                To trzymamy się prawa? Chyba już nie?:)
                Prawnie małzeństwo rozwiązane przez rozówd po uprawomocnieniu się
                orzeczenia przesaje istnieć.
                Ekszona i eksmąż nie mają zadnego prawa domagac sie wiernosci od
                eksmałzonka/nki, bo na jakiej podstawie?

                W małzoeństwie zresztą niby moga domagac się iwej wiernosci, ale za
                jej brak nie grozi bezposrednia sankcja prawna. Jedyne co moze
                uzyskac na drodze prawnej zdradzany współmałzonek to orzeczenie o
                rozwodzie z wyłacznej winy zdradzajacego, albo orzeczenie o
                separacji, jesli tamten tego chce takze, albo sąd uzna, ze sa
                podstawy do nieorzekania rozwodu. TYLE. Małzonek w żaden sposób nie
                moze administracyjnie wymusic wiernosci na drugim.

                W PRAKTYCE ZATEM o która mi chodzi cały czas zdradzana osoba moze:
                rozstać się ze zdradzającym firmalnie z jego winy, co owocuje
                sancjami finansowymi, mniejszymi albo wiekszymi
                odseparowac się od niego
                próbowac sie dogadać, wybaczyc jeśli druga strona o to prosi
                pogodzic się z sytuacją.
                • kann2 Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 22:06
                  kora3 napisała:

                  >
                  > Alez Kannie, masz sto proc. racji.

                  Wreszcie! Wreszcie zrozumiałaś.
                  • kora3 hihi 02.11.09, 07:29
                    kann2 napisał:

                    > kora3 napisała:
                    >
                    > >
                    > > Alez Kannie, masz sto proc. racji.
                    >
                    > Wreszcie! Wreszcie zrozumiałaś.

                    nie próbuj takiej sztuczki na porum :) to TY zrozumiałeś, ze
                    stosunkami medzyludzkimi nie rzadzi tylko prawo:) vide: przyjaźń :)
              • karafka_do_wina Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 22:24
                kann2 napisał:

                Gdy przyjaciel
                > skrzywdzi, może być nam przykro, ale nie mamy prawa do domagania się
                > określonego zachowania z jego strony.

                skad w takim razie wzial sie zwrot: "zdrada przyjaciela" skoro zdrada moze byc
                tylko w malzenstwie?


                > Narzeczeństwo - to jest publiczna obietnica zawarcia małżeństwa w
                > nieodleglym czasie, a więc rodzi zobowiązania.

                a jezeli nie jest to obietnica publiczna? to wtedy rodzi zobowiazania czy nie?

                a jesli dwie osoby publicznie obiecaja sobie: "od dzis do smierci razem
                mieszkamy i dzielimy zycie" to rodzi ta obietnica zobowiazania czy nie?

                a jesli para nie jest po zareczynach, nie zyje w konkubinacie, po prostu chlopak
                i dziewczyna spotykaja sie, sa para, to chlopakowi wolno umawiac sie na randki
                jednoczesnie z inna dziewczyna, bo przeciez z ta pierwsza jeszcze sie nie
                zareczyl, ani nie ozenil? czy to jest zdrada czy nie?
                • kann2 Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 23:34
                  karafka_do_wina napisała:

                  > kann2 napisał:
                  >
                  > Gdy przyjaciel
                  > > skrzywdzi, może być nam przykro, ale nie mamy prawa do domagania
                  się
                  > > określonego zachowania z jego strony.
                  >
                  > skad w takim razie wzial sie zwrot: "zdrada przyjaciela" skoro
                  zdrada moze byc
                  > tylko w malzenstwie?

                  Zdrada przyjaciela nie w tym sensie, jak zdrada małżonka oczywiście.


                  >
                  > a jezeli nie jest to obietnica publiczna? to wtedy rodzi
                  zobowiazania czy nie?

                  Prawne nie.



                  >
                  > a jesli dwie osoby publicznie obiecaja sobie: "od dzis do smierci
                  razem
                  > mieszkamy i dzielimy zycie" to rodzi ta obietnica zobowiazania czy
                  nie?

                  Prawne nie. Bo dzielić życie do śmierci to małżeństwo, a ono wymaga
                  określonej formy zawarcia.



                  >
                  > a jesli para nie jest po zareczynach, nie zyje w konkubinacie, po
                  prostu chlopa
                  > k
                  > i dziewczyna spotykaja sie, sa para, to chlopakowi wolno umawiac
                  sie na randki
                  > jednoczesnie z inna dziewczyna, bo przeciez z ta pierwsza jeszcze
                  sie nie
                  > zareczyl, ani nie ozenil? czy to jest zdrada czy nie?

                  Prawnie nie.
                  • karafka_do_wina Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 02.11.09, 00:18
                    czyli rozumiem, ze uwazasz tak jak pisales na poczatku: malzonkowie maja prawo
                    oczekiwac od siebie wiernosci, bo podpisali umowe prawna. natomiat narzeczeni,
                    konkubenci, osoby w zwiazku nieformalnym - nie maja takiego prawa.

                    a wiec jednak to prawda, ze mezczyzna powinien wyszumiec sie przed slubem :)
                    • kora3 Niejasne to "uwazanie" Kanna 02.11.09, 08:16
                      karafka_do_wina napisała:

                      > czyli rozumiem, ze uwazasz tak jak pisales na poczatku:
                      malzonkowie maja prawo
                      > oczekiwac od siebie wiernosci, bo podpisali umowe prawna. natomiat
                      narzeczeni,
                      > konkubenci, osoby w zwiazku nieformalnym - nie maja takiego prawa.

                      no własnie Kann na mój gust się troszke pogubił w tym swoim
                      uwazaniu.
                      Z jednej strony bowiem tylko prawo i publiczna deklaracja w jego
                      majestacie, z drugiej przyznaje ze mozna się czuć skrzywdzonym przez
                      przyjaciela nielojalnego, czy narzeczoną :) - choc to nie sa byty
                      prawne, ani strony zadnych formalnych umów:)

                      A jak to mówią hihi, z trzecuej strony Kann jakby nie dostrzega, ze
                      w polskim prawie, póki co w kazdym razie, brak jakichkolwiek
                      narzedzi pozwalajacych małzonkowi DOMAGAC SIĘ wiernosci
                      współmałzonka, ba nawet zadoscuczynienia bezpośrednio za zdrade:)

                      W praktyce DOMAGANIE się:) nijak ma sie do prawa. Mozesz sobie się
                      domagac :) i figa z tego, jesli druga strona bedzie miała na co
                      innego ochote i gdzieś Twoje gadki. jedyne czego mzoesz skutecznie
                      próbowac domagac sie w sądzie to rozwód z wyłącznej winy
                      zdradzającego, albo takaz seoaracja, co o ile zostanie orzeczone,
                      może trzasnąc mniej lub bardziej zdradzajacego po kieszeni:)
                      żadnej kary prawo z zdradę nie pzrewiduje, ani też zadnego srodka
                      przymusu, zeby przestał i wracał do współmałzonka.
                      O i tyle sie mzna "domagac" w praktyce.

                      Natomiast ocena moralna ludzi co do rozstania sie małzonków i nie
                      tylko ich zależy wcale nie od litery prawa, a od sytuacji i jej
                      oceny. Głowę dam, ze gorzej moralnie normalni ludzie ocenią faceta,
                      który porzuci swą dziewczynę w ciaży, albo takąz żonę bo mu
                      sieodwidziało, niż goscia, który zechce rozstac sie wrezcie z zona,
                      która np. 10 lat mieszka za granicą i wcale się z nim kontaktować
                      nie chce, nawet jesli gosc sobie kogoś znalazł i to go zmotywowało
                      do formalnego zakończenia małzeństwa. Na przyklad.
                      >
                      > a wiec jednak to prawda, ze mezczyzna powinien wyszumiec sie przed
                      slubem :)

                      No wiesz, moze i po slubie - mozesz wszak, o ile bardzo głupia
                      byłabyś "wybaczyć" małzonkowi zdrady, czemu nie?:) Prawo tego nie
                      zabrania.
            • sunday Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 01.11.09, 22:48
              > > To są konkrety. Jak najabrdziej konkrety.

              > nie Kannie - to sa załozenia małzeństwa sakramentalnego.

              Nie, to nie tylko założenia. To rzeczywistość.
              • kora3 Re: Najlepszy przyklad to przyjaźń 02.11.09, 07:35
                sunday napisał:

                > > > To są konkrety. Jak najabrdziej konkrety.
                >
                > > nie Kannie - to sa załozenia małzeństwa sakramentalnego.
                >
                > Nie, to nie tylko założenia. To rzeczywistość.

                Sundayu miły - rzezcywistosc wg mnie to jest z grubasza to, co się
                dokooła mnie dzieje. A nie to, co powinno się np. dziac.
                A zdieje się tak, ze małzeństwa takze sakramentalne i wolne związki
                takze wygladają zgoła odmiennie od tego co jest tam napisane.
                A wiec nie ejst to rzeczywistosc tylko załozenia.
                • sunday mylisz się 03.11.09, 00:24
                  > A wiec nie ejst to rzeczywistosc tylko załozenia.

                  Mylisz się. Zmiana statusu ontologicznego jest rzeczywistością dużo bardziej
                  fundamentalną, niż to, kto "zmywa gary" albo to, czy ma się "wspólną kasę".
                  • kora3 Nie mylę Sundayu 03.11.09, 09:17
                    sunday napisał:

                    > > A wiec nie ejst to rzeczywistosc tylko załozenia.
                    >
                    > Mylisz się. Zmiana statusu ontologicznego jest rzeczywistością
                    dużo bardziej
                    > fundamentalną, niż to, kto "zmywa gary" albo to, czy ma
                    się "wspólną kasę".

                    albowiem to co faktycznie ma znaczenie naprawde w zwiazku jest
                    ścisle ziazane z tym, jaki do tego czegos mają stosunek ludzie go
                    tworzący wzajemnie i kazde z osobna. I nie pisz mi, ze w mazłeństwie
                    nie ma czegos takiego jak "kazde z osobna" :) bo to nieprawda.
                    W mazłeństwie ludzie nadal pozostają sobą ze swoimi marzeniami,
                    wadam, dązeniemi i pragnieniami.

                    Jesli wiec dla kogos wazne jest by nie zmywać garów i miec wspólną
                    kase to bedzie tegi chciał w zwuazku nielzexnie od statusu
                    ontologicznego tegoż.:)

                    To sa oczywiscie bardzo prozaiczne przykłady, ale sprawa dotyczy
                    wielu innych rzeczy.
                    Ok - skoro jednak Twoim zdaniem sie myle to proszę napisz mi w
                    jakich to innych sparwach zmiana statusu tak znacząco zmienia życie,
                    albo na nie wpływa. Poza sfera prawna, bo ta jest oczywista.

                    Zrozum mnie Sundayu dobrze. Nie odrzucam wcale tego, co pisza osoby
                    przekonane na odmiennosc w sferze codziennej życia w malzeństwie
                    sakramentalnym, a cywilnym, a w wolnym zwiazku.
                    Oczekiwałam raczej konkretnych przykladów odmiennosci.

                    Tymczasem wszsrko to, o czym czytam w wypowiedziach to nadal
                    załozenia. Np. konkubent moze sobie w kazej chwili isc, małzonek
                    nie. To załozenie, bo KAZDY mze sobie w kazdj chwili iść.
                    To FAKT. Nieprawdaż?

                    Mozes napisac, ze kto traktuje małzeństwo powaznie itd itp nie
                    pójdzie sobie. I owszem. Tylko kto traktuje w ogóle zwiazek powaznie
                    nie pójdzie sobie po pirwszej sprzeczce, wiec nie dotyczy to tylko
                    małzeństw, ale wszystkich zwiazków.
                    Czy Wy sobie naprawde wyobrazacie, ze dowje dojrzałych ludzi w
                    konkubinacie rozstaje się zaraz po pierwszej sprzeczce, bo przecież
                    moga?:)
                    No chyba nie:) - bo skoro sa konkubinaty trwające dłuzej niż 3
                    miesiace np. :) to znaczy, ze ci ludzie nigdy się nie posprzeczali,
                    albo co bardziej prawdopodobne raczej przyznasz:) - nie chca się
                    wcale rozstawać mimo róznic, choc jak twierdzicie jest to łatwe jak
                    strzelenie palcami :)

                    Nie mogę traktowac owego małzeonek nie moze sobie pójśc" inaczej niz
                    załozenie teoretyczno-teologiczne (kaninicznie czy pójdzie czy nie,
                    czy się rowiedzie czy nie i tak pozostaje małzonkiem), albo wlasne
                    indywidulane przekonanie jakiegos małoznka/nki nie mające odbicia w
                    całosci grupy pt. małzonkowie sakramentalni.
                    Nie ze złosliwosci - po prostu na logike i z obserwacji. Gdyby sobie
                    nie mógl technicznie pójsc to skąd u licha byłoby tyle rozstań i
                    rozwodów wsród tych małzeństw?
                    I to z pwodow, jak mozna zobaczyc dalece barziej banalnych, czy
                    codziennych niż np. mój rozwód. Znudzenie, zdrada, rozczarownaie
                    zwiekiem czy współmałzonkiem - to jest na porządku dziennym. jak w
                    tej sytuacji mozna mówic, że w małzenstwie sakramentalnym jest
                    inaczej, skoro widac jak jest.
                    Tak jest jak zwiazek traktuja ludzie, jak traktuja siebie wzajemnie
                    i na ile da się i chce w ogóle z kims nadal być.

                    Nawet jeśli ktos traktuje przysięge małzenską bardzo dosłownie,
                    nawet jeśli jest uzalezniony emocjonalnie od współmałzonka nic nie
                    zrobi, jesli ten nie zechce z nim juz być. Magia czy mistycyzm
                    żadnego slubu nie sparwi, zeby go nadal kochał, jesli juz nie kocha.

                    Taki współmałzonek moze nie godzić sie złosliwe, albo z przekonania
                    na rozwód, moze próbowac obciązyc drugiego fnansowo, nawet zcasem z
                    niezłym skukiem - to znaczy powaznie, ale nie zmusi go do miłosci i
                    powrotu. Nieprawdaż?

                    DLATEGO mówie o załozeniach, a nie o praktycznym standardzie.
                    całkowicie rozumiem ludzi, którzy widzą sie tylko w sakramenatlnym,
                    czy innym religijnym małzeństwie. o jest kwestia swiatopogladu po
                    prostu. Jesli ktoś wierzy, ze zycie poza takim zwiazkiem z kims jest
                    grzechem, to naturalne, ze bedzie chciał zyc tylko w takim zwiazku i
                    dązył doń. Nie ma w tym NIC dziwnego, serio.

                    Jedyne co jest niebezpieczne u niektórych takich ludzi wg mnie, a
                    jest to ich sparwa poniekad, to przekonanie, ze śluby dają jakieś
                    gwarancje pozafinansowe na trwałosc i dobrą jakość zwiazku. Nie
                    dają. A takie naiwne przekonanie jest zwyczajnie niedobre dla
                    naiwnego, coc jak podkreslam to jest jego sprawa. Sam za siebie nie
                    mozesz gwarantowac co bedzie za 5 zcy 10 lat, a cóz dopiero za druga
                    osobe, nawet jesli uwazasz, zeście "dwoje w jednym". Para
                    jest "dwoje w jednym" w kazdym zwiazku dopóy, dopóki się sama tak
                    czuje i tak uwaza. Jeśli jedno przestanie chciec byc dwojgiem z tym
                    drugim - żaden slub nie ma tu nic do rzeczy, ani jego brak.
                    • maitresse.d.un.francais Kora, i ty tak piszesz??? 03.11.09, 23:14
                      "przekonane na odmiennosc"

                      Ja lepiej posługuję się niemiecką rekcją niż ty ojczystą, a nie jestem
                      bynajmniej dziennikarką niemieckich mediów...

                      • kora3 Re: Kora, i ty tak piszesz??? 04.11.09, 08:42
                        maitresse.d.un.francais napisała:

                        > "przekonane na odmiennosc"
                        >
                        > Ja lepiej posługuję się niemiecką rekcją niż ty ojczystą, a nie
                        jestem
                        > bynajmniej dziennikarką niemieckich mediów...

                        ja tez nie , zykle przejęzycznie Kohanico, ale dzięki za
                        czujnosc..:)
                        >
      • marcinlet Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 04.11.09, 12:13
        kann2 napisał
        > Bo po ślubie stają się jednym ciałem. Życie mają wspólne. Wszystko
        > mają wspólne

        Żona do męża: Dlaczego ty ciągle mówisz: "Mój samochód, mój komputer, mój
        telefon. Czy nie rozumiesz, że będąc małżeństwem wszystko mamy wspólne??? Zaraz,
        zaraz... Czego tam szukasz w tej szafie?

        -Naszych gaci!
    • maitresse.d.un.francais Ja się cały czas zastanawiam 01.11.09, 23:12
      czy Kora pyta w dobrej wierze, czy to prowokacja mająca na celu dowiedzenie, że
      troski i kwestie związane z codziennością są w małżeństwach i konkubinatach
      takie same.

      I wtedy Kora tryumfalnie zatupie nóżkami "Oooo, ja z moim chłopem jesteśmy OK,
      bo sr...y tak samo jak ślubni***, a kwestie ideolo nas nie interesują!"

      *** Przepraszam za BARDZO dosadny przykład, ale korcił mnie on od dawna.
      • kora3 Re: Ja się cały czas zastanawiam 02.11.09, 07:30
        maitresse.d.un.francais napisała:

        > czy Kora pyta w dobrej wierze, czy to prowokacja mająca na celu
        dowiedzenie, ż
        > e
        > troski i kwestie związane z codziennością są w małżeństwach i
        konkubinatach
        > takie same.
        >
        > I wtedy Kora tryumfalnie zatupie nóżkami "Oooo, ja z moim chłopem
        jesteśmy OK,
        > bo sr...y tak samo jak ślubni***, a kwestie ideolo nas nie
        interesują!"
        >
        > *** Przepraszam za BARDZO dosadny przykład, ale korcił mnie on od
        dawna.

        :) sKORO ci ulzyło :) to na zdrowie :)
        • maitresse.d.un.francais Re: Ja się cały czas zastanawiam 02.11.09, 22:01

          > :) sKORO ci ulzyło :) to na zdrowie :)
          >
          A gdzie argumenty merytoryczne?
          • kora3 ????? 03.11.09, 08:36
            maitresse.d.un.francais napisała:

            >
            > > :) sKORO ci ulzyło :) to na zdrowie :)
            > >
            > A gdzie argumenty merytoryczne?

            A przepraszam jakie argumenty Kochanico?
            za zadałam pytanie i sama sobie mam na nie odpowiadać? Chyba cosik
            nie tak ...

            To raczej Ciebie mogłabym poprosic o merytoryczne argumenty, czy
            tezy w temacie watku, bo jakos ich nie dostrzegłam w twej
            wypowoedzi :)
            • maitresse.d.un.francais Re: ????? 03.11.09, 23:10

              >
              > A przepraszam jakie argumenty Kochanico?

              Normalne. Jeśli nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi, wiem dlaczego. Jeśli
              zrozumiałaś i migasz się od odpowiedzi, też wiem dlaczego. Haha.
              • kora3 Re: ????? 04.11.09, 08:43
                maitresse.d.un.francais napisała:
                >
                > Normalne. Jeśli nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi, wiem dlaczego.
                Jeśli
                > zrozumiałaś i migasz się od odpowiedzi, też wiem dlaczego. Haha.

                nie rozumiem :) ja mam ci przedstawiac argumenty dlaczego o cos
                pytam?:)
                No żartujesz - przecież w pierwszym poscie przedstawione
      • maria421 Re: Ja się cały czas zastanawiam 02.11.09, 12:58
        Kochanico, z pewnoscia chodzi o prowokacje Kory, ale tez o sugestie ze nasza
        Korcia na lamach swego regionalnego dziennika podnosi tematy za jakie nawet
        Passent czy Stomma sie nie biora a przy tym sama robi badania srodowiskowe
        jakich nawet socjolodzy sie nie podejmuja:)
        • maitresse.d.un.francais Re: Ja się cały czas zastanawiam 02.11.09, 22:03
          maria421 napisała:

          > Kochanico, z pewnoscia chodzi o prowokacje Kory, ale tez o sugestie ze nasza
          > Korcia na lamach swego regionalnego dziennika podnosi tematy za jakie nawet
          > Passent czy Stomma sie nie biora

          Może u Kory w regionie takie tematy to kij w mrowisko. Passent i Stomma piszą w
          prasie ogólnopolskiej. ;-)))))
          • kora3 :) 03.11.09, 09:26
            maitresse.d.un.francais napisała:
            >
            > Może u Kory w regionie takie tematy to kij w mrowisko. Passent i
            Stomma piszą w
            > prasie ogólnopolskiej. ;-)))))

            taka tematyka intereuje ludzi w każdym regionie Kochanico:)
            dziwę się, ze tego nie dostrzegasz, no, ale róznie bywa u ludzie z
            ogladem rzeczywistosci ....

            Ludzi wzykle interesuje tematyka zwiazana z codziennym zyciem,
            dalece bardziej niż roważania teologicze. Dlategi na poprzednim i
            tym forum takim powodzeniem ciesza się watki o aborcji,
            antykoncepcji, konkubinatach, homo itp. duzo wieksze mają wziecie
            niż rozważania w tematach teologicznych najeżone linkami i
            przemysleniami w tej mierze forumowiczów.

            Zapewne o czyms to swaidczy, nie uwazasz?:)
            • maitresse.d.un.francais Re: :) 03.11.09, 23:11

              >
              > taka tematyka intereuje ludzi w każdym regionie Kochanico:)

              Ale mnie mało interesuje co ludzi interesuje. ;-) Między innymi dlatego nie
              jestem dziennikarką. ;-)
              • kora3 Re: :) 04.11.09, 08:44
                maitresse.d.un.francais napisała:

                >
                > >
                > > taka tematyka intereuje ludzi w każdym regionie Kochanico:)
                >
                > Ale mnie mało interesuje co ludzi interesuje. ;-) Między innymi
                dlatego nie
                > jestem dziennikarką. ;-)

                to w zasadzie dobrze faktycznie :)
        • kora3 Oj Maryś, wiecej czadu :) 03.11.09, 09:22
          maria421 napisała:

          > Kochanico, z pewnoscia chodzi o prowokacje Kory, ale tez o
          sugestie ze nasza
          > Korcia na lamach swego regionalnego dziennika podnosi tematy za
          jakie nawet
          > Passent czy Stomma sie nie biora a przy tym sama robi badania
          srodowiskowe
          > jakich nawet socjolodzy sie nie podejmuja:)


          To byla taka nedzna próba - próbuj dalej :)
          • maitresse.d.un.francais Daj jej spokój 03.11.09, 23:12
            uprzedzam, że będę bronić Marii.

            Nie wiąże się to z poglądami, a z sympatiami osobistymi. Hehe.
            • kora3 wiesz co to zasada wzajemnosci?:) 04.11.09, 08:45
              maitresse.d.un.francais napisała:

              > uprzedzam, że będę bronić Marii.

              broń, zwłaszcza, jesliby ja ktos napadał czego nie życzę

              >
              > Nie wiąże się to z poglądami, a z sympatiami osobistymi. Hehe.

              no i ? :)
              • maitresse.d.un.francais Re: wiesz co to zasada wzajemnosci?:) 04.11.09, 17:05

                >
                > no i ? :)

                Nic, skończyłam myśl.
                >
                >
                • kora3 aaaaaa no to spoko :) nt 05.11.09, 07:26
                  maitresse.d.un.francais napisała:

                  >
                  > >
                  > > no i ? :)
                  >
                  > Nic, skończyłam myśl.
                  > >
                  > >
    • kora3 takie spostrzeżenie - luźne :) 04.11.09, 10:07
      Mianowicie - po tych wszystkich dyskusjach na tym forum zauwazylam
      pewną dziwną rzecz :)
      Moze to bedzie w stanie ktoś wyjaśnic. Otóż zagorzali zwlenicy
      małzeństwa sakramentalnego, których zagorzałosc wynika zapewne z
      religijnosci, a takze, jak sadze, z własnych pozytywnych doświadczeń
      ze swoimi zwiazkami tego typu, zdają się wcale nie dostrzegać, że
      ci, którzy wola konkubibat wcale nie starają sie przekonac ich, ze
      jest lepszy dla kazdego.
      Z zagorzałymi "sakramentalnymi" jest odwrotnie:) Cały zcas
      przekonuja o "lepszosci" owego małzeństwa nad kazdym inym zwiazkiem.
      Nie,ze lepszy dla nich, co oczywiste, ale w ogóle dla kazdego.
      Zastanawia mnie dlaczego tak jest. Jakolwiek ja z oczywistych
      przyczn do końca zycia bede się trzymac od sakramentalnych ślubów z
      dala - doskonale ROZUMIEM tych, dla których takie zwizek jest
      jedynym mozliwym ze wzgledów religijnych. I mysle,ze każdy to
      rozumie.
      Wcale bym ich nie naklaniala zeby zmienili zdanie, bo i po co? Tak
      uwazaja,ze jest dobrze dla nich, wiec jest tak dobrze dla nich -
      proste.
      Tymczasem oni na sile chcą wszystkich przekonac, ze lepiej im bezdie
      jesli zrobią tak, jak oni chcą i uwazają za dobre. Stąd chyba próby
      deprecjonowania małzeńst cywilnych i wolnych zwiazków, czasem na
      granicy obrazania albo absurdu w stylu "konkubina -lafirynda"
      albo "rozstają sie po pierwszej sprzeczce".
      Skąd sie to u was bierze ludzie? Dlaczego tego potrzebujecie?
      • karafka_do_wina Re: takie spostrzeżenie - luźne :) 04.11.09, 10:28
        > Skąd sie to u was bierze ludzie? Dlaczego tego potrzebujecie?


        brak szacunku dla bliznich
        dowartosciowywanie sie
        klapki na oczach
        brak umiejetnosci zaakceptowania zachodzacych zmian (kiedys byla lepsza
        mlodziez, bardziej moralni ludzie i prawdziwe mrozne zimy ;))
      • mamalgosia Re: takie spostrzeżenie - luźne :) 04.11.09, 11:11
        Czymkolwiek jest "kombubibad", możesz sobie w nim trwać. Nie
        zauważyłam, by ktoś Cię namawiał do małżeństwa sakramentalnego:) Ale
        nie wszystko czytam, więc poproszę cytat
        • kora3 Re: takie spostrzeżenie - luźne :) 04.11.09, 12:29
          mamalgosia napisała:

          > Czymkolwiek jest "kombubibad", możesz sobie w nim trwać. Nie
          > zauważyłam, by ktoś Cię namawiał do małżeństwa sakramentalnego:)
          Ale
          > nie wszystko czytam, więc poproszę cytat

          nie chodzi o namawianie, a o deprecjonowanie Małgosiu :) cytatu
          z "konkubiny - lafiryndy" nie zapodam, bo to było na nieistniejącym
          forum, auror: Kann, moze sie nie wyprze :)
          natomiast tu mozesz sama łatwo znaleźć tekst, ze konkubenci od
          siebie odchodzą, bo mogą (małzonkowie nie odchodzą oczywiscie
          dlatego ,ze nie mogą :) wyłączając tych co odchodzą, bo
          jednak ...mogą )
        • kora3 A co do namawiania :) 04.11.09, 12:33
          to owszem były próby, całkiem życzliwe - namówienia do małzeństwa
          cywilnego (inne nie jest na razie mozliwe w moim wykonaniu):),
          których nie odebrałam wcale źle, bo były to próby jak piszę -
          życzliwe.
          Na szczescie wszelako nieudane, co zrozumiałe zreszta. A do
          sakramentalnego małżeństwa nikt w życiu nigdy mnie już nie
          namówiłby, bo raz sie namówić dałam i był to najgorszy i
          najkoszmarniejszy okres w moim życiu!
        • maitresse.d.un.francais Re: takie spostrzeżenie - luźne :) 04.11.09, 19:13


          mamalgosia napisała:

          > Czymkolwiek jest "kombubibad", możesz sobie w nim trwać.

          :-))))))
      • sunday jak na razie 04.11.09, 13:57
        > ci, którzy wola konkubibat wcale nie starają sie przekonac
        > ich, ze jest lepszy dla kazdego.

        No cóż, jak na razie to Ty usiłujesz nas przekonać w tym wątku, że małżeństwo
        sakramentalne niczym się nie różni od konkubinatu. No, najwyżej "magią i
        mistycyzmem".
        • kora3 Sundayu , na razie to :) 04.11.09, 14:22
          sunday napisał:

          >
          > No cóż, jak na razie to Ty usiłujesz nas przekonać w tym wątku, że
          małżeństwo
          > sakramentalne niczym się nie różni od konkubinatu. No,
          najwyżej "magią i
          > mistycyzmem".

          ja pytałam czym się rózni w praktyce, ale jak sam widzisz, nie
          uzyskałam żadnej konkretnej odpowiedzi. W zwiazku z tym na razie
          przyjmuję poglad, ze niczym sie w praktyce nie rózni, poza stroną
          kanoniczną, duchową czy jak wolisz mistyczną :) - no tak wynika z
          odpowiedzi zainteresowanych oraz obserwacji świata.
          • sunday Re: Sundayu , na razie to :) 04.11.09, 14:58
            > - no tak wynika z odpowiedzi zainteresowanych
            > oraz obserwacji świata.

            No nie, tak wynika tylko z Twoich założeń nakazujących Ci nie dostrzegać
            znacznego kawałka rzeczywistości. No, ale można i tak, nie będę się kłócił.
            Pozdrawiam.
            • lis-a zagadka 04.11.09, 15:56
              opiszę wam 2 związki, celowo nie piszę ani małżeństwo ani
              konkubinat, sami napiszcie, na co to wyglada:
              1. akurat o moim związku:
              przysięgliśmy sobie wierność, staranie się o nasze relacje aż po
              grób, mamy wspólne dzieci, wspólną tzw własność; jakoś tak się
              udaje, że się nie kłócimy (jedno z moich dzieci kilkuletnie
              przekonywało mnie ostatnio, że owszem, dzieci się kłócą, bo on i
              brat często się kłócą, ale dorośli to nigdy, bo mama i tata przecież
              sie nie kłócą), minęło już 8 lat od stworzenia wspólnoty rodzinnej;

              2. znajomi
              przysięgli sobie wiernośc itp, sama słyszałam :)
              przetali mieszkać razem ok 4 lata po wspólnym zamieszkaniu, 3
              dzieci, z tego 2 z ojcem, 1 najmłodsze z matką, wspólne własnosci,
              konta - ale juz wszystko dzielą jak mogą, ojciec nie zgadza sie na
              wizyty matki i 3-ciego syna w domu, gdzie został z 2 dzieci -
              kłótnie, kłótnie...

              oczywiście nie ma sensu zgadywać, choć kto chce moze sie pobawić,
              ale kazda opcja pasuje do każdej. Moim zdaniem nie ma żadnej
              różnicy, czy małżeństwo jest formalne czy nieformalne; celowo używam
              określenie nieformalne małżeństwo, ponieważ to dwoje ludzi nawzajem
              sobie "slubuje", ze będą razem, wierni, uczciwi, będą sie wspierać
              będa razem do końca, nawet gdy czynią to w Kościele katolickim -
              slubu nie udziela ksiądz, ale ludzie sami sobie, ksiadz ogłasza
              małżeństow i je błogosławi
              • kann2 Re: zagadka 04.11.09, 16:04
                Nie ma nieformalnego małżeństwo. Małżeństwo z definicji jest
                formalne.
                • lis-a Re: zagadka 04.11.09, 16:22
                  kann2 napisał:

                  > Nie ma nieformalnego małżeństwo. Małżeństwo z definicji jest
                  > formalne.


                  tak jak napisałam - celowo użyłam tego określenia, aby pokazać, że
                  różnice w praktyce nie istnieją, te same problemy i te same radości;
                  w pewnym sensie próbuje "promować" nowe nazewnictwo, bo uważam, ze
                  konkubinat jest zbyt mocno negatywnie nacechowany z powodu
                  kontekstu, w jakim w mediach sie pojawia, ze instytucja związku
                  nieformalnego funkcjonującego jak formalne małżeństwo wymaga nowej
                  nazwy - czemy by nie "nieformalne małżeństwo"?
                  • maria421 Re: zagadka 04.11.09, 16:26
                    Zamiast "konkubinat" mozesz uzywac okreslenia "zwiazek nieformalny", malzenstwo
                    z definicji jest zwiazkiem formalnym, jak juz Kann powiedzial.

                    Jednakze- jezeli nie ma roznicy miedzy zwiazkiem nieformalnym a malzenstwem, to
                    co swiadczy na korzysc zwiazku nieformalnego a przeciw malzenstwu?
                    • kora3 Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 07:53
                      maria421 napisała:
                      >
                      > Jednakze- jezeli nie ma roznicy miedzy zwiazkiem nieformalnym a
                      malzenstwem, to
                      > co swiadczy na korzysc zwiazku nieformalnego a przeciw malzenstwu?

                      małzeństwu?
                      Bo nie rozumiem ...

                      Dlaczego oczekujesz, ze w takiej rozmowei musi nast,apuc
                      wartosciowanie czy też przepychanka co lepsze?
                      Czyżby to takie załozenie?
                      Pomdory sa lepsze od ogórków? Nie:) Są INNE i jednym pasują w danym
                      momencie, albo w ogóle bardziej pomidory, a innym ogórki.

                      Nie umiesz przyjąc,ze nie musisz wartosciować, deprecjonowac? Bo nie
                      musisz - nie ma uniwersalnego pojecia co jest dla kazdego dobre w
                      życiu. To jest dobre i wazne co za takie uwazasz. Jeśli ktoś uwaza,
                      ze porzeba mu zwiazku sakramentalnego, czy formalnego - to mu
                      potrzeba. Chyba sam wie lepiej co dla niego wazne?

                      Nie mozna własnych przekonań przekonić na wszystkich o koniecznie
                      wartosciwac kto robi zgodnie z nimi to dobrze, a kto niezgodnie to
                      żle.

                      NIC nie swiadczy wg mnie przeciw małzeństwu, czy to religijnemu, czy
                      formalnemu - a już na pewno nie to, ze ja wole być w konkubinacie.
                      To ja sobie wole, a kazdy inny człowiek moze sobie wolec co uwaza w
                      tejj mierze.
                      Najwazniejsze, zeby był przekonany, że żyjąc jakkolwiek zyje zgodnie
                      z sobą i nie uwazał, ze należy narzucać swe zdanie innym, albo
                      oceniac ich zycie.

                      Jedyne co mnie osobiscie razi w NIEKTÓRYCH zwolennikach małzeństwa,
                      o przekonanie, ze daje ono jakieś gwarancje na trwałosc, czy dobrą
                      jakosc zwiazku. tak nie jest i warto miec te swiadomosc. Oczywiscie
                      jeslu ktoś jej miec nie chce, to i tak nie bedzie miał, ale warto.
                      Bo kazdy zwiazek moze sie rozpasć, co widać naokoło

                      To, jak sobie reguluje życie swe codzienne para jest całkowicie
                      niezalezne od statusu zwiazku - to tak z doswiadczenia i obserwacji.
                      To zalezy ylko od ludzi w tym zwiazku, ich wzajemnej relacji itd.
                      • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 10:27
                        Kora, wyluzuj.
                        Wychodze z Twojego zalozenia ze nie ma roznicy miedzy formalnym i nieformalnym
                        zwiazkiem, a Ty ni z gruszki ni z pietruszki wyskakujesz z tym ze chce
                        wartosciowac. Bez sensu.

                        Przeczytaj jeszcze raz i - jezeli chcesz- odpowiedz.
                        "Jezeli nie ma roznicy miedzy zwiazkiem nieformalnym a
                        malzenstwem, to co swiadczy na korzysc zwiazku nieformalnego a przeciw malzenstwu?"

                        Czyli -jezeli nie ma roznicy to np. Tobie tez nie powinno sprawiac roznicy czy
                        bedziesz dalej w zwiazku nieformalnym czy ten zwiazek zalegalizujesz.

                        • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 12:16
                          > Przeczytaj jeszcze raz i - jezeli chcesz- odpowiedz.
                          > "Jezeli nie ma roznicy miedzy zwiazkiem nieformalnym a
                          > malzenstwem, to co swiadczy na korzysc zwiazku nieformalnego a przeciw malzens
                          > twu?"

                          twoje pytaniw brzmi tak, jakbys uwazala, ze ktos twierdzi iz zwiazki nieformalne
                          sa lepsze. tymczasem nikt tak nie twierdzi. twierdzimy jedynie, ze nie ma miedzy
                          nimi roznicy, wiec zadnego z nich nie powinno sie deprecjonowac, bo nie ma ku
                          temu zadnych powodow.


                          > Czyli -jezeli nie ma roznicy to np. Tobie tez nie powinno sprawiac roznicy czy
                          > bedziesz dalej w zwiazku nieformalnym czy ten zwiazek zalegalizujesz.


                          no i wlasnie tak jest: z tego co wiem Korze nie sprawia to roznicy i dlatego
                          trwa, i chce trwac w zwiazku nieformalnym.
                          • maitresse.d.un.francais Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 16:44

                            >
                            > twoje pytaniw brzmi tak, jakbys uwazala, ze ktos twierdzi iz zwiazki nieformaln
                            > e
                            > sa lepsze.

                            Nie. Jest to logiczne pytanie typu:

                            Jeśli A nie jest gorsze od B i mamy sytuację, kiedy A jest równe B, zatem oba są
                            równorzędne.

                            Zatem czemu preferować A, nie B, skoro to i tak wszystko jedno?
                            • kora3 Kochanico - wiesz moze co to warunki brzegowe 07.11.09, 09:45
                              ?
                              To poprawne logicznie zdanie wcale nie wyjasnia tego, o co Maria
                              pyta. Dlaczego bowiem preferowac mazłeństwo, a nie konkubinat,
                              przyjawszy ze są takie same, jak w tym zdaniu.

                              OTóż dlatego ludzie cosik preferuja,ze istnieje goś takiego, jak
                              warunki brzegowe. Indywidualne dla danej osoby, sytuacji itp. i to
                              na ogół one decydują, ze coś konkretnego sie preferuje
                          • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 17:01
                            karafka_do_wina napisała:

                            > twoje pytaniw brzmi tak, jakbys uwazala, ze ktos twierdzi iz zwiazki nieformaln
                            > e
                            > sa lepsze. tymczasem nikt tak nie twierdzi. twierdzimy jedynie, ze nie ma miedz
                            > y
                            > nimi roznicy, wiec zadnego z nich nie powinno sie deprecjonowac, bo nie ma ku
                            > temu zadnych powodow.
                            > no i wlasnie tak jest: z tego co wiem Korze nie sprawia to roznicy i dlatego
                            > trwa, i chce trwac w zwiazku nieformalnym.

                            Jezeli koniecznie sie upierasz zeby nie rozumiec mojego prostego pytania to
                            odsylam Cie do postu Kochanicy ktora moje pytanie dobrze zrozumiala.
                            • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 17:27
                              zrozumialam doskonale twoje pytanie. po co kora ma brac slub, skoro bedzie to
                              nadal taki sam zwiazek? teraz rozumiesz?
                              • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 05.11.09, 17:33
                                karafka_do_wina napisała:

                                > zrozumialam doskonale twoje pytanie. po co kora ma brac slub, skoro bedzie to
                                > nadal taki sam zwiazek? teraz rozumiesz?

                                Po co ma nie brac skoro to wszystko jedno?
                                • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 10:30

                                  > Po co ma nie brac skoro to wszystko jedno?

                                  bo za duzo roboty? po co sie wysilac skoro nic to zmieni?


                                  teraz ty odpowiedz na moje pytanie:

                                  po co kora ma brac slub, skoro bedzi
                                  > e to
                                  > > nadal taki sam zwiazek?
                                  • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 11:20
                                    karafka_do_wina napisała:


                                    > bo za duzo roboty? po co sie wysilac skoro nic to zmieni?

                                    Jak to nic nie zmieni? Zmieni stan cywilny a tym samym da automatycznie prawa
                                    jakich zwiazek nieformalny nie ma i jezeli niektore z nich che miec to tez musi
                                    zalatwic rozne formalnosci i to wiecej niz jeden slub.

                                    > teraz ty odpowiedz na moje pytanie:
                                    >
                                    > po co kora ma brac slub, skoro bedzi
                                    > > e to
                                    > > > nadal taki sam zwiazek?

                                    Ja nie twierdze ze bedzie to taki sam zwiazek.
                                    • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 20:43
                                      >
                                      > Jak to nic nie zmieni? Zmieni stan cywilny a tym samym da automatycznie prawa
                                      > jakich zwiazek nieformalny nie ma i jezeli niektore z nich che miec to tez musi
                                      > zalatwic rozne formalnosci i to wiecej niz jeden slub.

                                      widze, ze nie wiesz na jaki temat dyskutujesz. w tym watku nie rozmawiamy o
                                      roznicach prawnych miedzy malzenstwem, a konkubinatem tylko o roznicach w zyciu
                                      codziennym. nikt nie twierdzil, ze w konkubinacie przysluguja ludziom identyczne
                                      prawa jak w malzenstwie i nie o tym jest mowa w tym watku. chyba nie zalapalas
                                      tematu ;)
                                      • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 20:51
                                        karafka_do_wina napisała:

                                        > widze, ze nie wiesz na jaki temat dyskutujesz. w tym watku nie rozmawiamy o
                                        > roznicach prawnych miedzy malzenstwem, a konkubinatem tylko o roznicach w zyciu
                                        > codziennym. nikt nie twierdzil, ze w konkubinacie przysluguja ludziom identyczn
                                        > e
                                        > prawa jak w malzenstwie i nie o tym jest mowa w tym watku. chyba nie zalapalas
                                        > tematu ;)

                                        Karfka, pomysl zanim napiszesz.
                                        Te roznice prawne przeciez jak najbardziej przekladaja sie na roznice w zyciu
                                        codziennym. Poczawszy od wspolnego nazwiska (w ogromnej wiekszosci przypadkow),
                                        mowienia o kims "moj maz" a nie "moj facet", po wspolne rozliczenie podatkowe.
                                        • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 21:34
                                          > Karfka, pomysl zanim napiszesz.
                                          > Te roznice prawne przeciez jak najbardziej przekladaja sie na roznice w zyciu
                                          > codziennym. Poczawszy od wspolnego nazwiska (w ogromnej wiekszosci przypadkow),
                                          > mowienia o kims "moj maz" a nie "moj facet", po wspolne rozliczenie podatkowe.


                                          no coz, pomyslec to ty powinnas. zmiana nazwiska, ani wspolne rozliczanie nie sa
                                          obowiazkowe w malzenstwie i sa malzenstwa (sakramentalne tez ;)) ktore z tych
                                          praw nie korzystaja. zatem zycie codzienne takich malzenstw nie rozni sie od
                                          zycia codziennego konkubinatow.

                                          o mezu mowi sie rowniez "moj facet", "moj chlop", "moj stary", itd. co kto lubi,
                                          ludzie maja rozne potrzeby. rozwniez konkubenci nazywaja sie czasem mezem i
                                          zona, bo zyja jak malzenstwo i tak sie czuja.

                                          swoim postem potwierdzilas, ze trudno znalezc roznice w zyciu codziennym miedzy
                                          w/w zwiazkami.
                                          • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 06.11.09, 22:35
                                            Karfka, czytaj ze zrozumieniem. Napisalam "Poczawszy od wspolnego nazwiska (w
                                            ogromnej wiekszosci przypadkow)", wiec nie pouczaj mnie ze zmiana nazwiska nie
                                            jest obowiazkowa.

                                            Moze w srodowisku w ktorym Ty sie obracasz mowi sie o mezu "moj chlop", "moj
                                            stary", ale nawet jezeli tak jest, to przeciez przy poznawaniu nowych ludzi
                                            przedstawisz meza jako meza nie jako "chlopa"?

                                            Natomiast przedstawienie konkubenta jako meza jest klamstwem.
                                            • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 00:20
                                              > Natomiast przedstawienie konkubenta jako meza jest klamstwem.

                                              i co z tego, skoro ludzie tak robia?

                                              tyle postow napisalas, a wciaz nic na temat tego watku - roznice w zyciu
                                              codziennym miedzy zwiazkami formalnymi i nieformalnymi. na czym polega "dwoje w
                                              jednym"? potrafilas czepiac sie Kory, a jak przychodzi co do czego to nie masz
                                              nic do powiedzenia na temat.

                                              od razu napisze, zebys nie pisala po raz kolejny o roznicach prawnych, bo to nie
                                              na temat.
                                              • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 09:38
                                                karafka_do_wina napisała:
                                                > tyle postow napisalas, a wciaz nic na temat tego watku - roznice w zyciu
                                                > codziennym miedzy zwiazkami formalnymi i nieformalnymi. na czym polega "dwoje w
                                                > jednym"? potrafilas czepiac sie Kory, a jak przychodzi co do czego to nie masz
                                                > nic do powiedzenia na temat.
                                                >
                                                > od razu napisze, zebys nie pisala po raz kolejny o roznicach prawnych, bo to ni
                                                > e
                                                > na temat.

                                                Karafka, zachowujesz sie jak belfer ktory domaga sie tylko jednej slusznej
                                                odpowiedzi na temat zgodnej z jego wlasna odpowiedzia. Zreszta celem watku mialo
                                                byc udowodnienie ze praktycznych roznic miedzy malzenstwem a konkubinatem nie ma
                                                i tylko taka odpowiedz jest przez autorke watku i przez Ciebie uznawana za sluszna.

                                                Trzeba bylo jednak bardziej przemyslec watek (o czym pisze juz od poczatku), i
                                                samemu wpasc na to ze roznice prawne (nie tylko sakramentalne) przekladaja sie
                                                rowniez na codzienne zycie.
                                                • kora3 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 10:03
                                                  maria421 napisała:
                                                  .
                                                  >
                                                  Zreszta celem watku mial
                                                  > o
                                                  > byc udowodnienie ze praktycznych roznic miedzy malzenstwem a
                                                  konkubinatem nie m
                                                  > a
                                                  > i tylko taka odpowiedz jest przez autorke watku i przez Ciebie
                                                  uznawana za slus
                                                  > zna.

                                                  Ależ skad - po prostu inne na razie nie padły w tym wątku :)

                                                  >
                                                  > Trzeba bylo jednak bardziej przemyslec watek (o czym pisze juz od
                                                  poczatku), i
                                                  > samemu wpasc na to ze roznice prawne (nie tylko sakramentalne)
                                                  przekladaja sie
                                                  > rowniez na codzienne zycie.

                                                  trzeba było czytać od początku - napisalam wyraźnie, ze mówimy o
                                                  sprawach pozaprawnych. Jak ludzie ida razem na zakupy np. do ma
                                                  jakies znaczenie prawny uklad miedzy nimi? Nie:) ma znaczenie za to,
                                                  jak sie dzielą pieniedzmi w zwiazku. A tu bywa róznie i w
                                                  konkubinatach i w małzeństwach.
                                                • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 15:47
                                                  > Karafka, zachowujesz sie jak belfer ktory domaga sie tylko jednej slusznej
                                                  > odpowiedzi na temat zgodnej z jego wlasna odpowiedzia.


                                                  no cos ty, przeciez to twoja domena. gdzie bym smiala robic ci konkurencje :)



                                                  Zreszta celem watku mial
                                                  > o
                                                  > byc udowodnienie ze praktycznych roznic miedzy malzenstwem a konkubinatem nie m
                                                  > a
                                                  > i tylko taka odpowiedz jest przez autorke watku i przez Ciebie uznawana za slus
                                                  > zna.

                                                  bdury, jestes jakas podejrzliwa. ja bardzo chetnie dowiedzialabym sie na czym
                                                  takie roznice polegaja, ale nikt nie chce (nie potrafi?) odpowiedziec.


                                                  >
                                                  > Trzeba bylo jednak bardziej przemyslec watek (o czym pisze juz od poczatku)

                                                  no widzisz, sama zachowujesz sie jak belfer i to na dodatek niezle upierdliwy ;)


                                                  , i
                                                  > samemu wpasc na to ze roznice prawne (nie tylko sakramentalne) przekladaja sie
                                                  > rowniez na codzienne zycie.


                                                  skoro to takie proste to dlaczego nie potrafisz wyjasnic? i dlaczego zapominasz,
                                                  ze roznice prawne mozna zniwelowac? konkubenci moga przejsc sie do prawnika i
                                                  podpisac takie i inne umowy. malzenkowie moga miec rozdzielnosc majatkowa.
                                                  potrafisz sie do tego odniesc, czy nadal bedziesz sie wymadrzac, ze roznice sa,
                                                  ale nie powiesz jakie i nadal bedziesz znuc swoje podejzliwe teorie o niecnych
                                                  zamiarach autorki watku? skoro tak latwo udowodnic, ze nie ma ona racji to
                                                  dlaczego tego nie zrobisz? nie potrafisz? :)
                                                  • maria421 Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 16:11
                                                    Karafka, zaczynam uwazac Cie za mego osobistego stalkera:)
                                                    Zauwazylam ze Ty prawie z nikim innym na tym forum nie rozmawiasz, tylko mnie
                                                    sie uczepilas jak rzep welonu:)

                                                    Chcialas (wlasciwie to Kora chciala) przykladow na roznice miedzy konkubinatem a
                                                    malzenstwem, to pare przykladow Ci podalam.

                                                    Nie podobaja Ci sie, to Twoja sprawa.

                                                    A teraz popatrz ile innych ciekawych dyskusji na forum sie toczy, moze bys w
                                                    nich tez glos zabrala zamiast robic za echo Kory?

                                                    Pa, skarbie, juz za duzo czasu Ci poswiecilam.
                                                  • kora3 zenada :) 07.11.09, 16:43
                                                    serio Karafko- ale mogłas się tego spodziewac :)
                                                  • karafka_do_wina Re: zenada :) 07.11.09, 17:53
                                                    spodziewalam sie :)
                                                  • kora3 Re: zenada :) 07.11.09, 18:27
                                                    karafka_do_wina napisała:

                                                    > spodziewalam sie :)

                                                    pewniejsze niż menstruacja :)
                                                  • karafka_do_wina Re: zenada :) 07.11.09, 21:44

                                                    >
                                                    > pewniejsze niż menstruacja :)


                                                    dokladnie, hahaha :))))))))
                                                  • karafka_do_wina Re: Mario, a dlaczego coś ma świadczyc przeciw ? 07.11.09, 17:52
                                                    maria421 napisała:

                                                    > Karafka, zaczynam uwazac Cie za mego osobistego stalkera:)
                                                    > Zauwazylam ze Ty prawie z nikim innym na tym forum nie rozmawiasz, tylko mnie
                                                    > sie uczepilas jak rzep welonu:)
                                                    >
                                                    > Chcialas (wlasciwie to Kora chciala) przykladow na roznice miedzy konkubinatem
                                                    > a
                                                    > malzenstwem, to pare przykladow Ci podalam.
                                                    >
                                                    > Nie podobaja Ci sie, to Twoja sprawa.
                                                    >
                                                    > A teraz popatrz ile innych ciekawych dyskusji na forum sie toczy, moze bys w
                                                    > nich tez glos zabrala zamiast robic za echo Kory?
                                                    >
                                                    > Pa, skarbie, juz za duzo czasu Ci poswiecilam.



                                                    wiedzialam, ze nie odpowiesz. nie potrafisz :) jak zwykle dowodow brak,
                                                    argumentow brak, wiec Maria ratuje sie wykretem i ucieczka :)

                                                    ps. juz ci pisalam, ze nie jestesm dla ciebie skarbem, swin z toba nie paslam.
                                                  • kora3 Maria pisze Skarbe 07.11.09, 18:31
                                                    bo pewnie w glebi duszy L( pragnełaby Cię zakopać :)jak to skarb :)

                                                    niełatwo zapewne scieprpiec kogoś takiego jak Ty komus dla kogo
                                                    czyjs zawód jest aż taka bolaczką, jak mój dla Marii :)
                                                    A Ty - piekna, wyksztalcona, nieuganiajaca sie za groszem na
                                                    nieprzumusowej emoracji w pieknym kraju, do tego tajemnicza - no nic
                                                    tylko zakopywać i to gleboko:)
                                                  • karafka_do_wina Re: Maria pisze Skarbe 07.11.09, 21:52
                                                    kora3 napisała:

                                                    > bo pewnie w glebi duszy L( pragnełaby Cię zakopać :)jak to skarb :)
                                                    >
                                                    > niełatwo zapewne scieprpiec kogoś takiego jak Ty komus dla kogo
                                                    > czyjs zawód jest aż taka bolaczką, jak mój dla Marii :)
                                                    > A Ty - piekna, wyksztalcona, nieuganiajaca sie za groszem na
                                                    > nieprzumusowej emoracji w pieknym kraju, do tego tajemnicza - no nic
                                                    > tylko zakopywać i to gleboko:)


                                                    ale mi teraz pokadzilas ;) ale masz racje, Maria nie moze przezyc tej
                                                    tajemniczosci, hihi ;)
                                            • kora3 hmmm Mario, a to nie TY czasem 07.11.09, 09:59
                                              maria421 napisała:
                                              >
                                              > Moze w srodowisku w ktorym Ty sie obracasz mowi sie o mezu "moj
                                              chlop", "moj
                                              > stary", ale nawet jezeli tak jest, to przeciez przy poznawaniu
                                              nowych ludzi
                                              > przedstawisz meza jako meza nie jako "chlopa"?

                                              napisalas ,ze "nie ztuka znaleźć nowego CHŁOPA, sztuka go
                                              utrzymać"? :)

                                              >
                                              > Natomiast przedstawienie konkubenta jako meza jest klamstwem.

                                              sama kieduś powiedzialaś, ze jesli tylko konkubenci sa kobietą i
                                              mezczyzna to w zasadzie nie ma znaczenia jak sie wzajemnie
                                              nazywają :)
                                              • karafka_do_wina Re: hmmm Mario, a to nie TY czasem 07.11.09, 15:49
                                                kora3 napisała:

                                                > maria421 napisała:
                                                > >
                                                > > Moze w srodowisku w ktorym Ty sie obracasz mowi sie o mezu "moj
                                                > chlop", "moj
                                                > > stary", ale nawet jezeli tak jest, to przeciez przy poznawaniu
                                                > nowych ludzi
                                                > > przedstawisz meza jako meza nie jako "chlopa"?
                                                >
                                                > napisalas ,ze "nie ztuka znaleźć nowego CHŁOPA, sztuka go
                                                > utrzymać"? :)
                                                >

                                                no prosze, wiec w srodowisku Marii tak sie mowi :)))


                                                > >
                                                > > Natomiast przedstawienie konkubenta jako meza jest klamstwem.
                                                >
                                                > sama kieduś powiedzialaś, ze jesli tylko konkubenci sa kobietą i
                                                > mezczyzna to w zasadzie nie ma znaczenia jak sie wzajemnie
                                                > nazywają :)


                                                sluszna uwaga, sama pamietam te slowa Marii.
                                                • kora3 Re: hmmm Mario, a to nie TY czasem 07.11.09, 16:52
                                                  karafka_do_wina napisała:
                                                  > >
                                                  >
                                                  > no prosze, wiec w srodowisku Marii tak sie mowi :)))

                                                  wszystko jedno jak się mówi, najciekawsza jest owa mentalnosc o
                                                  utrzymywaniu :)
                                                  Widac to trudne do zriuzmienia, ze nie kazda akobieta kurczowo
                                                  trzyma się goscia, którego "udało się jej": złowić":) i zmienic
                                                  nazwisko, co jest podstawa :)
                                                  Tudzież nie kazda chciałaby takowego utrzymywac, jesli jej nie
                                                  pasuje .. przy sobie i tak w ogóle :)
                                                  >
                                                  >
                                                  >
                                                  > sluszna uwaga, sama pamietam te slowa Marii.
                                                  :)
                                        • kora3 :) 07.11.09, 09:56
                                          maria421 napisała:
                                          >
                                          Poczawszy od wspolnego nazwiska (w ogromnej wiekszosci przypadkow)

                                          nie musisz nosic wspólnego naziwska z mezem - odpada. Mnie się moje
                                          akytualne podoba:) poza tym w pracy i tak sensowniej byłoby
                                          podpisywac się nim i przedstawiać. Zauiste bardzo pomocne:)

                                          ,
                                          > mowienia o kims "moj maz" a nie "moj facet"

                                          ale mnie nie sprawia przyjemnosci mówienie "mój mąż"- naprawde.
                                          Pewnie sa kobiety dowartoswiowujące się faktem, iz są mezatkami, ale
                                          ja do nich na pewno nie naleze, mnie się dobrze mówi, tak jak
                                          mówie :)

                                          , po wspolne rozliczenie podatkowe.

                                          na pewno to wazne dla niektórych, dobry powod, zeby sie wydac, albo
                                          zenic :) ale nam żadnej korzysci by to nie przyniosło

                                          w sumie podsumowalaś co jest podstawa małzeństwa w zyciu
                                          codziennym:zmiana nazwiska, mozliwosc pokaania goscia i
                                          mówienia "mój maz" i podatki - niexle, niexle
                                    • kora3 Mario o moim zwiazku tez wiesz lepiej niz ja ?:) 07.11.09, 09:51
                                      maria421 napisała:
                                      i jezeli niektore z nich che miec to tez musi
                                      > zalatwic rozne formalnosci i to wiecej niz jeden slub.

                                      no to co? MNIE barzdiej odpowiada załatwianie tychze (prosta sprawa
                                      w sumie - przychodzi się podpisać dokumenty, wszystko inne załatwia
                                      prawnik) a slubu nie chce zwyczajnie - mama takie przekonanie od
                                      dziecka i złe ze slbami doswiadczenia. To chyba wystarczy w tak
                                      indywidualnej i osobistej sprawie?:)

                                      >
                                      > Ja nie twierdze ze bedzie to taki sam zwiazek.

                                      tak? a jaki byłby?:) CO konkretnie u nas, skoro tak już osobiscie
                                      chcesz rozmawiac uległoby zmianie? Ach tak - bylabym spowinowacona z
                                      siostrą mojego facta i jej rodziną - zaiste bardzo wazny powód, żeby
                                      aż slub brać:) Zważywszy, ze moge sobie do niej w kazdej chwili
                                      zadzwonic:) albo pojechac. No, ale poza ty - co by u nas konketnie
                                      ślub zmienił?
                                      :)
                        • kora3 brrrr 07.11.09, 09:37
                          maria421 napisała:

                          >
                          > Przeczytaj jeszcze raz i - jezeli chcesz- odpowiedz.
                          > "Jezeli nie ma roznicy miedzy zwiazkiem nieformalnym a
                          > malzenstwem, to co swiadczy na korzysc zwiazku nieformalnego a
                          przeciw malzens
                          > twu?"

                          ale dlaczego COś ma w ogóle swiadczyć?
                          >
                          > Czyli -jezeli nie ma roznicy to np. Tobie tez nie powinno sprawiac
                          roznicy czy
                          > bedziesz dalej w zwiazku nieformalnym czy ten zwiazek
                          zalegalizujesz.

                          a na tej zasadzie :)
                          No to się nie zrozumiałyśmy Mario. Dla mnie róznica jest
                          zasadnicza:) ale sadziłam, ze mówimy ogólnie.
                          Argument, który przedstawiasz przyprawia mnie o dreszcze - calkiem
                          serio.
                          Albowiem bardzo ppdobnej argumentacji uzywał kiedyś mój eksmaz zeby
                          mnie skłonić do małzeństwa. Skoro ja nie chce, ale nie mam powodów
                          konkretnych, a on chce i ma powody (religijne) to cóż stoi na
                          przeszkodzie, skoro mi na nim zalezy. Ta argumentacja wydała mi sie
                          logiczna. Dlatego złamałam swoja własną zasadę i wyszłam za niego.
                          Resztę z grubsza znasz.
                          Teraz już wiem,ze kazde złamanie własnych zasad jest dla człowieka
                          złe. To raz. Dwa - dziś jestem mądrzejsza takze o to doświadczenie,
                          że jesli komuś bardziej zależy na jakichkolwiek formalnosciach, czy
                          papierach niż na mnie to trzeba wiać jak najdalej. Kazdy człowiek
                          wie, czuje co jest dla niego dobre i instynktownie to wybiera.

                          Na Twoje pytanie krótko moge powiedzieć osoboscie - dla mnie lepszy
                          jest konkubinat, bo ja mam od dzieciństwa awersję do formalizowania.

                          Moja uwaga, ze w zyciu codziennym podkrelsma codziennym małzeństwo
                          niczym poza sprawami formalnynoprawnymi z urzedu od konkubinatu się
                          nie rózni była uwagą ogólną. Po prostu nie ma czynnosci, które
                          małzonkowie z załozenia zawsze i wszyscy wykonuja inaczej niż
                          partnerzy w zwiazku.
                          Gdybym chciala mówic tylko o SWOIM przykładzie to musiałabym
                          wykazac,ze BARDZO, zasadniczo się zycie w mazłeństwie rózni od
                          konkubinatu.
                          W konkubinacie nie ma przemocy psychicznej, ani fizycznej. Konkubrnt
                          nie bedzie cię zmuszał do czegos, czego nie chcesz, nie bedzie
                          roscił sobie do ciebie praw, jak pan do niewolnika, konkubent nie
                          woła o żarcie tylko sam robi, konkubent sprząta i dba o dom,
                          konkubent jest czuły i wykazuje zrozumienie, konkubent nie żada,
                          zebys przejęła jego tok mylsenia - małżonek wszystko odwrotnie.
                          takie są MOJE osobiste doswiadczenia z jednego małzeństwa
                          sakramentalnego, które ponoc jescze trwa :) i dwóch konkubinatów.

                          Ale to moje doswiadczenie w zaden sposób nie ukazuje calokształtu
                          ani konkubinatów, ani małzeństw:)
                          >
                          • maria421 Kora, co tak nerwowo? 07.11.09, 10:53
                            Nie mozesz napisac wszystkiego w jednym poscie?

                            Roznic prawnych przekladajacych sie na codzienne zycie nie mozesz wylaczyc z
                            dyskusji nad roznicami miedzy konkubinatem a malzenstwem.

                            • kora3 a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 10:56
                              maria421 napisała:

                              > Nie mozesz napisac wszystkiego w jednym poscie?

                              odnosze sie do poszczególnych wypowiedzi, zeby było wiadomo
                              wszystkim do czego sie odnoszę. To jest objaw bycia nerwowym?:)
                              >
                              > Roznic prawnych przekladajacych sie na codzienne zycie nie mozesz
                              wylaczyc z
                              > dyskusji nad roznicami miedzy konkubinatem a malzenstwem.

                              nie rozumiem o co ci chodzi Mario.Nie ma kiniecznosci noszenia
                              takiego samego nazwiska, posiadania wspólnoty majatkowej i wspólnego
                              rozliwczania podatków - to sa mozliwosci, ale nie sa obligatoryjne.
                              • maria421 Re: a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 12:09
                                kora3 napisała:
                                >
                                > nie rozumiem o co ci chodzi Mario.Nie ma kiniecznosci noszenia
                                > takiego samego nazwiska, posiadania wspólnoty majatkowej i wspólnego
                                > rozliwczania podatków - to sa mozliwosci, ale nie sa obligatoryjne.
                                >

                                Mowisz ze chodzi Ci o praktyke?
                                No wiec w praktyce pomimo ze nie jest to obowiazkowe przewazajaca wiekszosc
                                malzenstw ma wspolne nazwisko i wspolnote majatkowa.
                                • karafka_do_wina Re: a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 15:58
                                  maria421 napisała:

                                  > No wiec w praktyce pomimo ze nie jest to obowiazkowe przewazajaca wiekszosc
                                  > malzenstw ma wspolne nazwisko i wspolnote majatkowa.


                                  i na tym polega "dwoje w jednym"?

                                  a wiec u malzenstw, ktore maja rozdzielnosc majatkowa, a kobieta pozostala przy
                                  swoim nazwisku nie wystepuje "dwoje w jednym"?

                                  no zobacz, do tej pory myslalam, ze wystarczy wziac slub (najlepiej w kosciele)
                                  aby byc "dwojgiem w jednym", a teraz sie okazuje ze potrzebna jest jeszcze
                                  wspolnota majatkowa i zmiana nazwiska :) hmm... coraz ciekawiej sie robi ;)
                                  • maria421 Re: a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 16:03
                                    karafka_do_wina napisała:

                                    > i na tym polega "dwoje w jednym"?

                                    Nie.

                                    > a wiec u malzenstw, ktore maja rozdzielnosc majatkowa, a kobieta pozostala przy
                                    > swoim nazwisku nie wystepuje "dwoje w jednym"?
                                    >
                                    > no zobacz, do tej pory myslalam, ze wystarczy wziac slub (najlepiej w kosciele)
                                    > aby byc "dwojgiem w jednym", a teraz sie okazuje ze potrzebna jest jeszcze
                                    > wspolnota majatkowa i zmiana nazwiska :) hmm... coraz ciekawiej sie robi ;)

                                    Znow wyciagasz glupie wnioski.
                                    • kora3 głupie wnioski? :) 07.11.09, 16:42
                                      przeciwnie - skoro wskazujesz na to, to widać to ma kluczowe
                                      znaczenie:)
                                    • karafka_do_wina Re: a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 21:51
                                      maria421 napisała:

                                      >
                                      > > i na tym polega "dwoje w jednym"?
                                      >
                                      > Nie.


                                      to na czym?


                                      >
                                      > Znow wyciagasz glupie wnioski.

                                      no wiesz Mario, trudno zeby wyciagac madre wnioski z glupich postow. postaraj
                                      sie bardziej, a nie bedziesz musiala narzekac na wnioski ;)))))
                                • kora3 Re: a skad taka mysl ?:) 07.11.09, 16:38
                                  maria421 napisała:

                                  >
                                  > Mowisz ze chodzi Ci o praktyke?
                                  > No wiec w praktyce pomimo ze nie jest to obowiazkowe przewazajaca
                                  wiekszosc
                                  > malzenstw ma wspolne nazwisko i wspolnote majatkowa.

                                  nazwisko tak, wspólnote i podatki zwaszcza podatki - nie
            • kora3 Re: Sundayu , na razie to :) 05.11.09, 07:25
              sunday napisał:
              >
              > No nie, tak wynika tylko z Twoich założeń nakazujących Ci nie
              dostrzegać
              > znacznego kawałka rzeczywistości. No, ale można i tak, nie będę
              się kłócił.

              Sundayu nikt nie chce sie kłocić - ja na pewno . POKAZ mi ten znaczy
              kawałek rzeczywistosci, skoro nie dostrzegam :) NAPISZ mi o nim -
              ale o rzeczywistosci serio. O to m własnie CHODZI.

              Najfajniej jest napisać: nie dostrzegasz - POKAZ :)
    • kann2 Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 04.11.09, 16:58
      kora3 napisała:


      > Moze wiec Wy wyjasnicie - czym tak na co dzień malzeństwo rózni
      sie
      > o wolnego zwiazku, bo jest dwoje w jednym"?


      Tak na co dzień? A taki dzień, gdy jedno z konkubentów umiera? Kto
      jest spadkobiercą?

      Czy konkubent ma prawo do majątku współkonkubenta? Czy jest
      wspólność majątkowa w konkubinacie?

      A gdy konkubenci się rozstają (co jest niebywale łatwiejsze aniżeli
      w przypadku małżonków, których jednak coś wiąże), jak
      dzielony jest majątek?

      Pytałaś o takie konkrety?
      • kora3 Kannie nie o tym mowimy:) 05.11.09, 08:01
        kann2 napisał:
        >
        >
        > Tak na co dzień? A taki dzień, gdy jedno z konkubentów umiera? Kto
        > jest spadkobiercą?

        spadkobiercami są dziedziczący z ustawy oraz ci, których spadkodawca
        ustanowił nimi w testamencie.
        Myle się?:)

        Kannie, nie czytasz uwaznie - już rozmawialiśmy o tym, ze mówimy o
        sparwach pozaprawnych, bo te sa oczywiste.
        Czyjaś smerc nie jest codziennym wydazeniem, chyba ze w hospicjum.

        >
        > Czy konkubent ma prawo do majątku współkonkubenta? Czy jest
        > wspólność majątkowa w konkubinacie?

        na tyle ma prawo i jest wspólnosc, na ile sobie to konkubenci
        zalatwią:)

        Jesli jestes wspłwłascicielem czyjegoś domu, czy mieskzania,
        samochodów domowych, nieruchomosci, masz dostep do kont bankowych to
        jestes wspówlascicielem, czy nie?:)

        >
        > A gdy konkubenci się rozstają (co jest niebywale łatwiejsze
        aniżeli
        > w przypadku małżonków, których jednak coś wiąże), jak
        > dzielony jest majątek?

        Łatwe jest dokladnie tak samo, wstajesz, pakujesz sie i wychodzisz -
        to jest z grubsza rozstanie. W kwestii prawnej - małzonkowie muszą
        wziąc rozwód, ale rostac się mogą i bez niego, znam 2 takie pary :)

        Majątek dzielony jest tak, jak sobie ustalili wczesniej ludzie o ile
        sa kulturalni i nie są bezczelni, jak np. mój eksmałzonek, który
        chciał sobie roscic prawa doo MOJEGO mieszkania:)

        >
        > Pytałaś o takie konkrety?

        nie, bo o tych mówilismy już wczesniej, a ja pytalam co podkreslilam
        wczesniej o pozaprawne oczywistosci:)
    • lis-a Re: Wyjaśnijcie wreszcie to "dwoje w jednym" - pr 05.11.09, 09:51
      w spraiw podziału majątku, dziedziczenia itp.

      Wcale nie jest tak, że w małżeństwie ma sie prawo do calego majątku
      współmałożonka, jeśli żona przed ślubem miała własne mieszkanie, to
      po rozwodzie nie dzieli się tego majątku, nadal pozostaje ono
      własnością byłej już zony; podziałowi podlega majątek wspólnie
      zdobyty; w związku nieformalnym jest wiele prawnym możliwości, aby
      mieć wszystko wspólne, kupując dom, działkę, samochód itp, można od
      razu zostać współwłaścicielami; korzystniej jest dla związków
      nieformalnych nie mieć wspólnoty majątkowej, jeśli jednemu z
      partnerów zdarzą się problemy typu zajęcie majątku z racji jakiś
      dajmy na to długów (niekoniecznie człowiek jest wredny i ma długi,
      ale może się wżyciu różnie dziać, znam sytację gdy ZUS naliczył
      składki i odsetki sprzed 10 lat, bo dopatrzył się błędów w
      oświadczeniach), w tak trudnej sytuacji wierzytelnościa/egzekucją
      jest obciżony tylko majątek/wynagrodzenie partnera, teoretycznie
      rodzina ma z czego żyć - bo chyba nikt się nie łudzi, ze ZUS będzie
      patrzył na to, że nagle pozbawia prawie wszystkich środków do życia
      rodzinę; w małżeństwie tez można mieć rozdzielność majątkową;

      chaotycznie piszę, ale to z pośpiechu

      wnioski:
      podział majątku, odpowiedzialność finansowa magą się tak samo
      rozkłaać i w małżeństwie i w związku nieformalnym, są prawne
      rozwiązania na to pozwalające, ja to różnic nie widzę; co do
      dziedziczenia - to w przyadku małżeństwa dzieje sie to
      automatycznie, w przypadku związku nieformalnego - wystraczy
      testament. i znowu - różnic nie ma, i tu i tu trzebadkonać jakiś
      formalności
      • kora3 Naturalnie, ze nie jest tak 07.11.09, 10:11
        iż całosc majątku którym de facto jakos tam dysponują malżonkowie
        jest ich wspólną wlanoscią podlegającą odziałowi majątku
        dorobkowego.
        Wszelkie dobra nabyte, odziedziczone, czy otrzymane PRZED zawarciem
        małzeństwa są stanowia odrebną własnosc kazdego z małzonków.
        Naturalnie mozna uczynic współwłaścicielem drugiego, ale wymaga to
        formalnosci. Poza tym kazde małzeństwo moze zostac zawarte z
        rodzielnoscia majatkowa od początku, albo moze ona zostać
        ustanowiona w trakcie mazłeństwa.

        Współmałzonka, jak kazdego zresztą innego urzedowego spadkobierce
        mozna skutecznie wydziedziczyć o ile istnieja ku temu powody.
        tak wiec te osoby, które widza w mazłeństwie po prostu obry
        interes:) moga się przejechać i to zdrowo.:)
Pełna wersja