"zasada świętości życia"

30.10.09, 22:34
Nawet najmniejsze odstępstwo od "zasady świętości życia" prowadzi cywilizację
na równię pochyłą: na jej końcu jest Auschwitz i selekcja do gazu - o książce
Tomasza Terlikowskiego "Nowa kultura życia"

jeden z lepszych fragmentow:

"Aborcji należy zatem zakazać w każdej sytuacji, także wtedy, gdy zagrożone
jest życie matki: "Konsekwentnie bowiem rzecz ujmując, w sytuacji zagrożenia
życia matki mamy do czynienia z dwoma osobami ludzkimi. Obie są tak samo
wartościowe, tak samo odmienne i tak samo ważne; obie też mają prawo do życia.
(...) Matka pozostaje podmiotem moralnym, dziecko zaś takiej możliwości nie
ma. W takiej zaś sytuacji do podjęcia moralnej odpowiedzialności wezwana może
być tylko jedna strona, a jest nią matka, przed którą staje wielkie wyzwanie
męczeństwa, ofiary z życia dla macierzyństwa. Tragiczność takiego wyboru nie
zmienia faktu, że jest jedyną moralnie dopuszczalną decyzją"."

https://wyborcza.pl/1,75515,7192918,Eutanazistom_stanowcze_nie.html


po prostu NIE WIERZE, ze tacy ludzie istnieja :-O
    • karafka_do_wina dzialajacy link 30.10.09, 22:35
      Tekst
      linka
    • grgkh Triage 30.10.09, 23:30
      pl.wikipedia.org/wiki/Triage
      Podczas tej segregacji podejmowane są decyzje. Tych, których
      rokowania są najgorsze, pozostawia się by umarli. Świadomie. To jest
      systemowe podejmowanie decyzji o skazywaniu na śmierć.

      Tak musi być. A religia mówi nam, że zaniechanie jest lepsze niż
      działanie, chocby jego wynikiem było przyłożenie się do czyjejś
      śmierci. Mówi, że zaniechanie jest zawsze lepsze. Gdy to
      czytam, to wydaje mie się, że po drugiej stronie stoją ludzkie
      manekiny, bezmyślne, bezmózgie. Bo takich marionetek potrzebuje ten
      system. Broń boże jakiejś kalkulacji, bo ta została już dawno
      przeprowadzona i nie podlega dyskusji - ocaleć ma system, który z
      ludzi czyni posłusznych mu.

      W rzeczywistości taka religia to jest pozbawienie ludzkości, czyli
      nas wszystkich, tego, czym powinniśmy się szczycić, zdolnosci do
      myślenia. Jeśli połączymy ją ze zdolnością do empatii, to stajemy
      się ludźmi w najlepszym znaczeniu tego banału.
      • chickenshorts Re: Terlikowski 31.10.09, 01:00
        karafka_do_wina napisała:

        > po prostu NIE WIERZE, ze tacy ludzie istnieja :-O

        Tacy ludzie nie tylkoe istnieją, tacy ludzie mają coraz bardziej
        'decydujący' głos w kraju zwanym Polska...

        Moja osobista opowieść o pomarańczach, czyli o
        odpowiedzialności odpowiedzialnych Polaków za Europę:

        Słyszałem kilka ładnych lat temu, podczas jakiegoś retreat, czyli
        sesji medytacyjno-szkoleniowych (tak, było to w czasach mojej
        przygody z buddyzmem) przypowieść o…hmm, sile nawyku, chyba . W
        tej historii – o tym jak trudno jest zmienić zachowania ugruntowane
        przez wieki powtarzania, w tej historii o muchach, obawiam się -
        jest pewna głęboko pesymistyczna prawda o… muchach rzecz jasna.
        No więc ta chmara much, o których mowa, siedzi sobie, aktywnie,
        jak to muchy (a i bryluje w niektórych przypadkach) na – co tu
        ukrywać, w końcu much natura invironmenta – gównie, gdy nagle
        obok przejeżdża wózek z ładunkiem pomarańczy, od których aromat
        bijący w niebiosa bije i w much, dajmy na to, nozdrza… Ha,
        chmara, wręcz tłum, wszystkie beż mała, jakie tam ‘bez mała’ –
        wszystkie gówniane muchy z muszym bzykiem przenoszą się na
        pomarańcze. Och, pomyślałem sobie w duchu, technika marketingu
        przekazu Buddy jako pomarańczy to trochę obraźliwa opinia o nas,
        ambitnych adeptach zmierzających (nie przyznam się za ile sesja)
        do buddhahood czyli, po naszemu, oświecenia. Ale dostojny sensei,
        czyli nauczyciel, przerwał moje ego-refleksje, dźwięcznym głosem
        podejmując historię - po kilku metrach przejażdżki na
        pomarańczach, muchy chmarą wróciły do gówna, najpewniej w
        obawie, że zbyt się oddaliwszy za pośrednictwem pomarańczowego
        wózka, stracą kontakt z… ze swoim domem, ze swoją ‘naturą’ po
        prostu.


        Wtedy coś chyba zrozumiałem, bo był to - wtedy! – w moim
        przekonaniu mój mały krok w kierunku oświecenia czyli buddhahood,
        ale co to było to ‘coś’, co ja wtedy zrozumiałem – zabij, nie
        pamiętam; wiec pewnie był to blablahood jedynie, bo w takich to
        wymiarach ‘duchowych’ (o sile nawyku!) została i tkwiła we mnie
        przypowieść o muchach… Oczywiście nie myślałem o muchach ani o
        sobie, kiedy w 2003 wracałem do Polski. Do wczoraj! Otóż wczoraj
        przybył jej – a raczej jej memowi w moim umyśle jeszcze jeden
        wymiar, czy wektor - takie mianowicie spostrzeżenie, że to w sumie
        dobrze się stało… Dla pomarańczy! I dla pewnych standardów! Jeśli
        idzie o inne – niż pomarańcze - formy życia… cóż, ta chmara much z
        łapkami pełnymi gówna mogła skutecznie ugównić, czyli zgnoić i do
        raptownej zgnilizny doprowadzić pomarańcze. A przecież nikt, tak
        naprawdę, nie życzy pomarańczom adios, ej?...
        Co się stało wczoraj? No, niby nic… albo raczej nic, co by mogło
        zapowiadać taki obrót rzeczy, albo przewrót umysłowy w moim
        myśleniu… Jak zwykle o 7. 21 wsiadłem do autobusu, by po dwudziestu
        minutach jazdy – po drodze trzy kościoły więc i trzy zbiorowo
        czynione znaki krzyża - przesiąść się do tramwaju, i
        odetchnąć…. Od tej trzęsianki, od tych ‘Pawłowowych’ odruchów…

        A tu niespodzianka granicząca z szokiem! Komfort nowego tramwaju,
        do którego zdążyłem się przyzwyczaić przez poprzednich kilka
        tygodni, został tego poranka wyraźnie podniesiony, wzbogacony o
        co najmniej dwa rodzaje doznań zmysłowych: chodzi o te, co to w
        sensor wzroku walą oraz te, co zmysł słuchu wyłapuje. Mówię ‘co
        najmniej’, bo podejrzewam, że można by mówić o jeszcze jakimś
        rodzaju doznań-niedoznań przy zachowaniu istniejącego aparatusu …
        Ale to wymagałoby konsultacji ze specjalistą, a na to mnie chwilowo
        nie stać.

        Już wyjaśniam - otóż nowoczesne tramwaje (te dzięki Euro od EU,
        nowocześnie wyposażone, były bardziej swojskie, bo niektóre gadżety
        były raptem 'hardware', jak te nowoczesne monitory pod sufitem –
        ziejące przez kilka tygodni nieprzeniknioną czernią jakiejś
        zapowiedzi, tajemniczej obietnicy

        Zrobiło się jaśniej, zrobiło się kolorowo w tramwaju, przynajmniej
        pod sufitem… jakoś inaczej, choć tłok jak cholera jak zwykle ten
        sam. Nagle podskoczyłem, to znaczy podskoczyłbym gdyby nie ten
        ścisk w którym byłem ściśnięty - oto głos słychać, nie głosy, bo
        te zawsze są, zwłaszcza w takim tłoku, ale głos: ‘Dzień dobry. Wita
        państwa Grzegorz Turnau Będę państwa przewodnikiem na tej trasie…
        Następny przystanek ‘Dworcowa’.” Patrzę po innych?... Buster
        Keatony, czyli kamienne twarze...

        Jakbyśmy my, ściśnięci jak sardynki, nie wiedzieli… Chce nas
        utwierdzić w przekonaniu, że nie ma cudów (Jego rodzina na łamach
        wyborczej uprawia chyba podobny proceder tyle, że w przeciwną
        stronę, zapraszając do refleksji nad Biblią) i nasze pragnienia,
        żeby następnym przystankiem był ‘Cmentarz Podgórski’, albo jeszcze
        lepiej – ‘Korona’ - są śmieszne… Nie wiem po co to komu? Patrzę
        na monitor, który nie jest zsynchronizowany z głosem p. Grzegorza
        Turnaua… Inny gadget – inne zadanie… Bez audio. Ino vizuel. To może
        i dobrze.

        Bo właśnie moje oczy widzą na ekranie pod ‘szyldem’ Edukacja
        chłopczynę może 7/ 8. letniego który ‘niby’-‘mówi’ ‘I like city
        Krakow’… Nie dowierzam własnym uszom, sorry – oczom, oczom nie
        dowierzam! Czekam! Oczywiście wraca jak w Tybetańskim kołowrotku
        modlitewno-mantrycznym, tyle że dla oczu: ‘I like city Krakow’ Tak
        się składa, że uczyłem jeszcze niedawno angielskiego… Oops, ha
        ha, sorry… Nie, nie w Krakowie! Tak się składa, że spędziłem
        sporo lat tam, gdzie język angielski jest językiem native, między
        innym ucząc się angielskiego… Może byłoby jednak śmieszniej,
        gdyby ten chłopiec to mówił… Na pewno brzmiałoby śmieszniej, niż
        p Turnau donoszący o następnym przystanku, przynajmniej dla
        mnie. No tak, ale wtedy co z głosem o dostojnym tembrze pana
        Grzegorza? Złośliwi powiedzą, że takim sposobem p. Turnau nie
        miałby prawa do kasy. Ale ja do takich nie należę. I to wtedy
        właśnie pomyślałem o tych pomarańczach. Europo! pomyślałem,
        Wspólna, pomarańczo kochana, gdzie Ty wysyłasz swój aromat, gdzie
        wyrzucasz pieniądze? Polska to nie Portugalia, to nawet nie Grecja…
        Polska to… pochwała dyletantyzmu, obskurantyzmu i idiotyzmu…
        Tolerancja nepotyzmu, hipokryzji


        Kto ty jesteś ? Polak biały!
        Jaki znak twój? Móżdżek mały (ale za to cały w Chrystusie Panu).
        Amen.
    • maria421 Re: "zasada świętości życia" 31.10.09, 09:38
      Jest to poprawny tekst filozoficzny. Jednakze odpowiedzialnosc moralna kobiety
      to nie tylko urodzenie dziecka lecz takze wychowanie go. Odpowiedzialnosc
      moralna kobiety ktora juz jest matka nie dotyczy tylko plodu lecz rowniez juz
      istniejacego potomstwa.

    • kora3 Zdegradował Jezusa Chrystusa ... 31.10.09, 10:27
      tak - tymi pogladami Terlikowski zdegradował do zera podstawy
      chrzescijaństwa.
      Zanim zechcecie mi urwac głowę :) ppczytajcie dlaczego tak uwazam.

      Otóz chrzescijaństwo opiera się na wierze, że Jezus Chrystus złozył
      ofiare ze swego życia i cierpinia, by zbawić ludzi. OFIARĘ. Całe
      chrzescijaństow opiera się na tym, ze Bóg - człowiek ZDECYDOWAŁ
      SIĘ umrzeć za innych, za całą ludzkośc.

      To była DECYZJA Jezusa! Boga, ale i człowieka, z całym cierpirnirm
      tegoż, choć Bóg przeciez wiedział co bedzie dalej. Gdyby Jezus
      zdiałał pod przymusem cały sens chrzescijaństwa padłby w gruzy.

      Tymczasem przychodzi jakis Terlokowski i obala te tak kluczową dla
      chrzescijaństwa swietosc, jaka było oddanie życia za innych przez
      Jezusa Chrystusa.

      W tej sytuacji trudno się dziwic, ze obala też takie ofiary jak o.
      M. Kolbego, czy wszystkich tych, którzy posmiertnie, po zabiciu ich
      przez hitlerowców otrzymali godnosc "Sprawiedliwych wśród narodów
      świata" - tych którzy swiadomie oddali życie za innych, albo je
      zaryzykowali.
      Pan Terlikowski chce, zeby to było obligatoryjne! Żeby to była
      codziennośc, koniecznośc, brak ofiary, przymus.

      W swietle tego do pominiecia juz jest fak, iz podważa róznież
      wszelki sens i mzliwosc obrony koniecznej, obrony ojczyzny.

      Kim jest Terlokowski, by wymagac od człowieka oddania własnego zycia
      za innego? Kim jest by umniejszac Chrystusowa ofiare, ofiare
      Kolnbego, ofiare wszystkich tych, którzy za innych oddali swoje
      życie, albo je ryzykowali?
      • maria421 Re: Zdegradował Jezusa Chrystusa ... 31.10.09, 11:34
        Kora, nie urwe Ci glowy, bo uwazam ze tym razem napisalas calkiem porzadny tekst.
        • kora3 no no :) 31.10.09, 11:45
          maria421 napisała:

          > Kora, nie urwe Ci glowy, bo uwazam ze tym razem napisalas calkiem
          porzadny teks
          > t.

          Maria mnie chwali :) szok ...

          A powaznie, nie chodzi o tekst Mario, a o to, ze ja tak odbieram
          takie poglady jak ten Terlikowskiego, serio.
          Oddanie za kogoś swego zycia, czy zaryzykowanie go to ogromna
          ofiara. tak ogromna, że nawet Bóg NIE WYMAGAŁ jej od Chrystusa.
          W całej swej i Jeuzsa boskosci POZWOLIŁ a mu wybrac te ofiare i
          tylko dzieki temu wyborowi istnieje chrzescijańśtwo z jego sensem
          zbawienia.
          To ofiara tak ogromna, ze złozenie jej przez człowieka jest
          porównywane wlasnie z nieskończoną ofiarą Jezusa, a człowiek taki
          jest przynajmniej bohaterem, jelsi nie świetym.
          Dlatego żadanie obligatoryjnie takiej ofiary jest odarciem jej ze
          swiętosci, jaka nadała jej smierc Zbawiciela na krzyzu.
          Tak uwazam
          • maria421 Re: no no :) 31.10.09, 12:51
            No widzisz, Kora, potrafie krytykowac potrafie i chwalic:)

            Zgadzam sie z tym ze ofiara jest tylko ofiara jezeli jest dobrowolna. W
            przeciwnym razie nie ktos samego siebie poswieca lecz zostaje poswiecony.
            Jednakze Terlikowski zwraca uwage na to ze w takiej sytuacji tylko jedna ze
            stron ma swiadomy wybor i jest nia matka, na niej wiec ciazy ten moralny wybor.

            Ciekawe jak Terlikowski rozwazylby taki problem: jest sytuacja w ktorej ratownik
            musi podjac wybor ratowania jednej z dwoch nieprzytomnych, a wiec niezdolnych do
            podejmowania decyzji osob- jedna jest dziecko, druga starzec.
            • kora3 Re: no no :) 31.10.09, 13:20
              maria421 napisała:

              > No widzisz, Kora, potrafie krytykowac potrafie i chwalic:)

              jak wiekszosc :)
              >
              > Zgadzam sie z tym ze ofiara jest tylko ofiara jezeli jest
              dobrowolna. W
              > przeciwnym razie nie ktos samego siebie poswieca lecz zostaje
              poswiecony.

              Dokladne o to idzie.

              > Jednakze Terlikowski zwraca uwage na to ze w takiej sytuacji tylko
              jedna ze
              > stron ma swiadomy wybor i jest nia matka, na niej wiec ciazy ten
              moralny wybor.

              hmmm Mario ale ja sie doczytalam w tym tekscie, że abicja nie
              powinna byc dozwolona nawet w przypadku zagrozenia zycia kobiety. tu
              nie ma zatem mowy o moralnym wyborze, wyborze jakiego dokonał
              Chrystus, a o koniecznosci.

              >
              > Ciekawe jak Terlikowski rozwazylby taki problem: jest sytuacja w
              ktorej ratowni
              > k
              > musi podjac wybor ratowania jednej z dwoch nieprzytomnych, a wiec
              niezdolnych d
              > o
              > podejmowania decyzji osob- jedna jest dziecko, druga starzec.

              nie mam pojecia - mysle wszelako, ze na ogół tego rodzaju pytania s
              apytaniami czysto teoretycznymi w stylu: wchodzisz do
              pomieszczenia , gdzie jest - tu wymienione kogo , albo co ratujesz.
              Ratownik ma na decyzje kilka sekund przewaznie. Ratuje tego, kogo ma
              wiekszą mozliwosc i szanse w ogóle ratowac. Stąd to rozwazanie ejst
              wg mnie teoretyczne.
              Podobnie jak teoretyczne jest pytanie do człowieka niebedącego w tym
              momencie w takiej syuacji: dowiadujesz sie,ze twoja ukochana jest z
              Tobą w ciązy i moze umrzec, jesli nie przerwie tejże. Co robisz,
              wiedzac, ze jest nieprzytomna i nie podejmie decyzji?

              jakakolwiek odpowiedź poza "nie wiem" jest odpowiedzą czytso
              teoretyczną.
              • maria421 Re: no no :) 31.10.09, 13:27
                kora3 napisała:

                > hmmm Mario ale ja sie doczytalam w tym tekscie, że abicja nie
                > powinna byc dozwolona nawet w przypadku zagrozenia zycia kobiety. tu
                > nie ma zatem mowy o moralnym wyborze, wyborze jakiego dokonał
                > Chrystus, a o koniecznosci.

                Terlikowski stawia sie tutaj w roli takiego ratownika ktory rozstrzyga, ale nie
                w imieniu dwoch osob nie bedacych w stanie wyrazic wlasnej woli, lecz w imieniu
                i na korzysc nieswiadomego a przeciw temu kto wlasna wole moze wyartykulowac.

                • kora3 Re: no no :) 31.10.09, 13:40
                  pytanie czy słusznie i czy ma do tego prawo?
                  Jezus mógł zrezygnować ze swej ofiary a nas nikt nie pytał, czy
                  chcemy, zeby za nas umarł - technicznie takiej mozliwosci nie było.
                  Sam Bóg swojemu synowi czesci siebie pozostawił wybór pomiedzy Nim
                  samym, a ludzkoscia, a Terlikowski chciałby decydowac bardziej niz
                  Bóg? Wolno mu?
                  Nawet hitlerowcy nie czynili tak: nie zmusili o. Kolbego, zeby oddał
                  życie za pana Gajowniczka (nie wiem czy dobrze pamietam nazwisko),
                  On sam zdecydował urzec za niego, zeby tamtem mógl zyć.

                  Moim zdaniem, NIKT nie ma prawa zdecydowac za kogoś,zeby umarł za
                  kogoś innego. Taka ofiara musi byc dobrowolna i swiadoma.
                  • maria421 Re: no no :) 31.10.09, 14:04
                    kora3 napisała:

                    > pytanie czy słusznie i czy ma do tego prawo?

                    Nia ma prawa wymagac, ma prawo pisac:)
                    • kora3 Re: no no :) 31.10.09, 14:31
                      maria421 napisała:

                      > kora3 napisała:
                      >
                      > > pytanie czy słusznie i czy ma do tego prawo?
                      >
                      > Nia ma prawa wymagac, ma prawo pisac:)

                      alez ja prawa do pisania nie odmawiam - gdziez to znajdujesz?
                      Ponizej piszę do Ciebie tak bardzo po ludzku - ciekawe jak on
                      spiewałby pzred takim dylemate. Poteoretyzowac sobie moze, jak
                      kazdy ...
                      bo kazdy ma jakies swoje zdanie na sytuacje, w której sie sam nie
                      znajduje, albo nie znalazł i to dokładnie w takich samych co do joty
                      okolicznosciach, mentalnosci, sytuacji, otoczeniu.

                      to teoszke tak z całym szacunkiem, jak z Twoja gadka do mnie o
                      urzymmywaniu faceta :). Jakbys miała w domu schizofrenika, który by
                      Cie budził w nicy, bo anioł gada mu,zeby skrócił Twoje grzeszne
                      życie, to pewnie w ... miałabyś przysiegi małzeńskie i gadke
                      o "niepuszcze Cie az do smierci" tylko wiałabys szybko co
                      zrozumiałe. Albo jakbys sie dowiedziała ze mą z Cie zdradza -
                      ciekawe, czy zaraz tak o z punktu powiedziałabys,ze nic to, boscie
                      dwoje w jednym - z pominieciem, ze ktos trzeci się pojawił ...
                      To nie yło złosliwe. To samo zycie. Fajnie sie mówi, jak sie czegos
                      nie doswiadcza. A przy tym kazd jest jeszcze inny: ma inne poglady
                      na życie, inaczej go wychowano, ma inna sytuację zyciową w danym
                      momencie.
                      • maria421 Re: no no :) 31.10.09, 14:49
                        Kora, moja gadka o zdolnosci utrzymania przy sobie faceta nie dotyczyla
                        schizofrenika.
                        • kora3 Re: no no :) 31.10.09, 15:05
                          maria421 napisała:

                          > Kora, moja gadka o zdolnosci utrzymania przy sobie faceta nie
                          dotyczyla
                          > schizofrenika.

                          a zatem dotyczyla osoby, która zdradzila rozumiem:0 OK. a przyszło
                          ci do głowy, ze ja NIE chce takiej osoby utrzymywac?:) przy sobie
                          natuarlnie, bo inne t juz calkie kosmos przy zdrowym zdolnym do
                          pracy gosciu :)

                          Ty bys chciala "utrzymywania"? tak na serio? Ja - nie. Osoba zara
                          zprzyjdzie, bo ja potrzebuje dzis poocy, jestem po zbaiegu na noge i
                          trza mi zakupów odkurzenia itp. :)
                          Ale umiesz zrizumieć, ze ktos moze już nie chciec byc z kims kto go
                          zdradził?
                  • kora3 jest jeszzce jeden aspekt Mario 31.10.09, 14:21
                    otóz pan Terlokowski pisze z pozycji widza.
                    w sytuacji osoby której zycie jest zagrozone wskutek ciązy, ani
                    nawet bliskiej jej osoby nie jest.

                    Z takej pozycji fajnie sie sypie tekstami tego typu, pomijając jego
                    wydxwiek degradujący ofiare Jezusa do przymusowego poswiecania się.

                    Nasze dyzje Mario, tylko w zcesci zalezą od naszych pogladów na
                    jakąkolwiek sprawę - przekonałam sie o tym osobiscie.
                    zalazą też od tzw. ogólnej sytuacji oraz czasu, jaki mamy na ich
                    podjecia czasami. Wspomniany przez Ciebie ratownik ma czasem sekundy
                    na podjęcie decyzji, a i jeszcze to, ze na ogół nie podejmuje
                    decyzji co do osoby mu bliskiej. Decyzja, czy ratowac swoją matkę
                    czy dziecko sasiada na przyklad moglaby juz taką latwa nie być...
                    jak wyrozumowana decyzja: ratowac starca , czy dziecko.

                    Tam gdzie w gre wchodzą uczucia trudno mowic o obiektywiźmie. Czasem
                    też czlowiek uswiadamia sobie, ze gdyby coś tam spotkało go teraz i
                    tu to zrobiłby inaczej niż 10, czy 20 lat temu tam. Moja kolezanka
                    usuneła ciążę, opowiedziała nam o tym. Nie grozila jej śmierć , ani
                    kalectwo. Miala 19 lat i wlasnie zostawił ja narzeczony, bo się
                    wżenił w lepszą rodzne na ich wsi. tak z dnia na dzień.
                    Ty powiedziałabyś o niej pewnie morderczyni. A ja nie. Była bardzo
                    młoda, mieskzała na wiosce i to było 30 lat temu. Dziś ma dwójke
                    dzieci, jest szczesliwą matką i zoną. Nie ma syndromu poaborcyjnego,
                    jak nalezałoby od niej oczekiwac, ale sama mówi o tym, ze choć sama
                    siebie rozumie - sama siebie z wtedy, gdyby ta ciąża zdarzyła się
                    jej 5 lat póżniej, gdy kończyła studia i mieszkala już w miescie, to
                    pewnie by urodziła. Obojetnie, czy facet pogoniłby do inej, czy nie.
                    I ja to akurat rozumiem.
                    Wiele razy uświadamiam sobie, ze pewne moje decyzje podyktowane były
                    chwila. Tym miejscem, tym czasem, tą sytuacja.

                    Uwazac,ze moze innych podejmowac zyciowe decyzje moze tylko
                    kompletny szczaw, albo głupek. Zwłaszcza te najpowazniejsze decyzje.
                    Kto nie siedzi w skórze i secu drugiego Mario, tu i teraz GUZIK wie
                    o sytuacji i oze sobie poteoretyzowac. A kzda sytuacja jest inna.

                    Wracając do meritum. Wyobrzasz sobie taka sytuację. Nie beirz jej
                    dosłownie, jako jakies "zyczenia" to nie e moim stylu,. Po prostu do
                    przemyslenia.

                    Masz córke i jest ona w ciąży. Nie jest przytomna i Ty jesteś jedyna
                    osobą która moze podjac decyzje. Wiarygodni lekarze mówią ci tak:
                    jesli usuniemy ciaże córka moze przezyc, ale niekoniecznie, jesli
                    nie ussuniemy cudem bedzie jesli ona przezyje i płód. Moze jednak
                    byc tak, ze usuniemy, a córka i tak nie przezyje. Ale moze byc tak
                    ze uda nam się "Zatrzymac" ja do zcasu umozliwienia życia płodu i on
                    przezyje, szanse sa znikome , ale są.
                    Co zrobiłabyś?
                    Jeśli podejmiesz decyzje o nieusuwaniu ciązy skażesz być moze swoje
                    dziecko na smierć. Ale jest jakas minimalna szanasa, ze przezyje i
                    takaż, ze przezyje twój przyszły wnuk, albo wnuczka. Ale minimalna.
                    Jest szansa ,z e córka umrze, ale przezyje płod, bediesz miec
                    przyszla wnuczke, albo wnuka,. Minimalna ale jest. Jesli zdecydujesz
                    o usunieciu, czy córka ci wybaczy, jesli przezyje? Czy Ty wybaczysz
                    sobie, jesli nie przzyje ani ona ani płód?
                    Czasu masz mało, a dylematy ogromne. Nikt z nas w takiej sytuacji
                    nie chciałby sie znaleźć.

                    ja nie mam córki, ale mam siostre. teraz jestem przekonana, ze
                    podjełabym decyzję: ratujemy moją sioste za wszelka cenę. Jest mi
                    wszystko jedno, czy i wybaczy, że zdecydowalamo usunieciu jej ciazy.
                    Nawet jeśli nie, bedzie zyla i bede migla ja zobaczyc z daleka.
                    Ale moja decyzja jest prostsza Mario.Bo moja siostra ma juz syna.
                    Musze ją ratowac dla niego, a jeśli odejdzie mimo to, zostanie po
                    niej syn. Czy kieyś zrozumie, ze podjelam decyzje o tym, ze nie ma
                    brata, albo siostry, których mógłby miec?

                    Najpiekniejsze rozwiazanie: przezywa ona i płód happy end.
                    Najgorsze : i płód i kobieta odchodzą i nigdy się nie dowiesz jak
                    byłoby przy innej decyzji.

                    Ciekawe jak spiewałby terlokowski przed takim prawdziwym dylematem?
                    • maria421 Re: jest jeszzce jeden aspekt Mario 31.10.09, 14:26
                      Nigdy nie skazalabym mojej corki na smierc ani nie narazalabym jej na duze
                      ryzyko. Nie wyobrazam sobie zeby jakakolwiek kobieta ocalona w ten sposob miala
                      potem zal do kogokolwiek ze zostala uratowana.

                      • kora3 Re: jest jeszzce jeden aspekt Mario 31.10.09, 14:36
                        maria421 napisała:

                        > Nigdy nie skazalabym mojej corki na smierc ani nie narazalabym jej
                        na duze
                        > ryzyko. Nie wyobrazam sobie zeby jakakolwiek kobieta ocalona w ten
                        sposob miala
                        > potem zal do kogokolwiek ze zostala uratowana.

                        W pełni cię rozumiem! Całkowicie! Też nie miałabym żalu pewnie. Ale
                        gdyby to byla kobieta, ktora nad zycie pragnela dziecka i juz go
                        miec nie bedzie mogla? której zycie straciło sens?
                        Takjak mówie - kazdy czlowiek jest inny. I staniecie przed takim
                        dylematem jest najgorsze w zyciu. TY nie masz watpliwosci co do
                        córki. Ja co do siostry. A co do siebie? Czy zaryzkowałabyś 20 lat
                        temu nie jaąc jeszcze załzomy tej corki smiercia swoja? a pózniej?
                        Mając już ją? Decyzja mogaby byc inna Mario. I nic w tym dziwnego,
                        bo zalezy czesto od naszej sytuacji tu i teraz a nie od ogólnej
                        sytuacji demograficznej w kraju i na swiecie na przyklad.
                        >
                        • maria421 Re: jest jeszzce jeden aspekt Mario 31.10.09, 14:47
                          kora3 napisała:

                          > W pełni cię rozumiem! Całkowicie! Też nie miałabym żalu pewnie. Ale
                          > gdyby to byla kobieta, ktora nad zycie pragnela dziecka i juz go
                          > miec nie bedzie mogla? której zycie straciło sens?

                          Poniewaz zycie jest swiete, to lepsza zycie bez sensu niz smierc.

                          > Takjak mówie - kazdy czlowiek jest inny. I staniecie przed takim
                          > dylematem jest najgorsze w zyciu. TY nie masz watpliwosci co do
                          > córki. Ja co do siostry. A co do siebie? Czy zaryzkowałabyś 20 lat
                          > temu nie jaąc jeszcze załzomy tej corki smiercia swoja? a pózniej?
                          > Mając już ją? Decyzja mogaby byc inna Mario. I nic w tym dziwnego,
                          > bo zalezy czesto od naszej sytuacji tu i teraz a nie od ogólnej
                          > sytuacji demograficznej w kraju i na swiecie na przyklad.

                          Dylemat ratowania jednego zycia kosztem innego jest najciezszym dylematem przed
                          jakim czlowiek staje. Przypuszczam ze sam Terlikowski gdyby spotkal sie z
                          kobieta ktora ma podjac decyzje czy wybrac zycie wlasne czy zycie nienarodzonego
                          dziecka tez spojrzalby na to z innej perspektywy.
                          • kora3 Re: jest jeszzce jeden aspekt Mario 31.10.09, 15:09
                            maria421 napisała:

                            > kora3 napisała:
                            >
                            > > W pełni cię rozumiem! Całkowicie! Też nie miałabym żalu pewnie.
                            Ale
                            > > gdyby to byla kobieta, ktora nad zycie pragnela dziecka i juz go
                            > > miec nie bedzie mogla? której zycie straciło sens?
                            >
                            > Poniewaz zycie jest swiete, to lepsza zycie bez sensu niz smierc.
                            >
                            >

                            Mario, śmierć niezadana sobie samemu jest droga do zbawienia
                            przecież, do NIEBA.
                            Chcialabys zabrać mozliwosc oddania za płod zycia kobiecie? Jezusowi
                            za ludzkosc?

                            co do rezty, masz racje o tu się zgadzamy
Pełna wersja