kann2
01.11.09, 22:53
Jeśli w społeczeństwie większość ludzi przyjmuje nauczanie Kościoła,
to mają oni prawo oczekiwać, aby katolickie zasady życia społecznego
były demokratycznie stosowane – twierdzi ordynariusz siedlecki w
rozmowie z Ewą K. Czaczkowską
Jak pod względem etycznym ocenia ksiądz biskup ujawnione ostatnio
afery polityczne?
Biskup Zbigniew Kiernikowski: Polityka, jeśli nie jest w służbie
całego społeczeństwa, łatwo bywa skażona. Podobnie polityk, jeśli
występuje w imię czyjegoś partykularnego interesu, staje
się „zniekształcony” przez ów interes czy partykularną opcję
polityczną. Wprawdzie zazwyczaj uważa on, że ta opcja służy całemu
społeczeństwu, w rzeczywistości jednak bywa często, jak to widzimy,
że służy ona bardziej określonej partii czy grupie niż ogółowi. To,
co najbardziej zniekształca życie polityczne, to interesowność. Mam
na myśli interesowność partykularną. Jak widać, ta interesowność
zdaje się często dominować.
Mimo że główne polskie partie w swoich programach mniej lub bardziej
wyraźnie odwołują się do katolickiej nauki społecznej.
Nie wystarczy odwoływać się do ewangelii, trzeba się do niej
stosować. Dlatego należy pytać polityków o konkretne sprawy.
Polityków wierzących trzeba pytać, czy w szukaniu rozwiązań
problemów stosują się do ewangelii. Bo to, że ktoś się odwołuje do
ewangelii czy katolickiej nauki społecznej, a do tego jeszcze czasem
interpretuje ją na swój sposób, nie świadczy o tym, że jest zgodny z
tymi prawdami.
Czy to samo dotyczy np. sprawy in vitro? Wiadomo, że ksiądz biskup
rozmawiał z posłami właśnie o tej kwestii.
Moim zadaniem jest przypomnienie nauczania Kościoła w tej sprawie i
podobnie w innych. Kościół stoi na straży godności osoby ludzkiej.
Jeżeli ktoś stoi na gruncie chrześcijańskim, to musi brać pod uwagę
to, czego Kościół naucza w tej dziedzinie. Ale każdy z posłów
zapewne weźmie z tego to, co będzie uważał za stosowne.
A jeśli nie weźmie?
To znaczy, że wychodzi poza nauczanie Kościoła.
W tym nauczaniu jest też powiedziane, że jeżeli nie uda się osiągnąć
maksimum, czyli całkowitego zakazu in vitro, to posłowie powinni
brać udział w dalszych pracach legislacyjnych, by ograniczyć zło.
Takie są wskazania Stolicy Apostolskiej. Tam, gdzie nie można
całkowicie zła uniknąć, trzeba podejmować prace nad tym, by
prowadzić do jak najmniejszego zła.
A nie jest tak, że spotkania biskupów z posłami to ingerencja
Kościoła w życie polityczne?
Ja nie ingeruję w życie polityczne, ale bronię godności człowieka.
Politykom, którzy chcą mnie słuchać, pomagam strzec godności osoby
ludzkiej. A czy ktoś z polityków z tego skorzysta czy nie, co z tym
zrobi, to jest kwestia jego sumienia i jego relacji ze
społeczeństwem.
Kościół dąży do ustanowienia przepisów państwowych zgodnych ze
swoimi normami moralnymi. Czy w ten sposób nie dyskryminuje inaczej
myślących?
W demokracji decyduje większość. Jeśli w danym społeczeństwie
większość ludzi przyjmuje nauczanie Kościoła, to oni mają prawo, aby
wynikające z niego zasady dla życia społecznego były demokratycznie
stosowane. Moim natomiast zadaniem jako biskupa jest przypominanie
prawdy i stanie na straży nauczania Kościoła oraz wyrażanie ocen
moralnych w stosunku do postaw i czynów. Mam prawo i obowiązek
mówić. To nie jest jednak, raz jeszcze podkreślam, ingerowanie w
politykę.
Jak przyjął ksiądz biskup wyrok w sprawie Alicja Tysiąc – „Gość
Niedzielny”?
Z jednej strony ze zdumieniem, dlatego że – w moim odczuciu –
wykracza on poza wszelkie kategorie zdrowego rozsądku. Mam na myśli
sam wyrok, którego jednak nie można wyjąć z szerszego kontekstu
obejmującego całą sprawę od jej początku. Nie jest on wyrazem
stawania w obronie praw godności osoby ludzkiej, w szczególności
strony słabszej, rzeczywiście poszkodowanej, czyli dziecka, lecz
zupełnie odwrotnie. Natomiast z drugiej strony ten wyrok mnie nie
zdziwił, bo wiem, że istnieją silne trendy liberalizujące i
relatywizujące godność osoby ludzkiej. Co zaś do zagrożenia tym
wyrokiem Kościołowi, to trzeba pamiętać, że jeżeli Kościół pozostaje
wierny nauczaniu Chrystusa, to wyrok żadnego sądu nie stanowi dla
niego żadnego zagrożenia.
www.rp.pl/artykul/20,386125_Pomagam_politykom__ktorzy_chca_mnie_sluchac.html