ateista_z_wyboru
09.11.09, 12:57
Wiele razy słyszałem, że legalizacja związków nieformalnych de facto nic nie daje. Oto przykład z życia wzięty, że bywa inaczej:
deser.pl/deser/1,97052,7235234,Zdradzal_zone___musi_zaplacic_100_tys__dolarow__Porzuconej.html
Dała mu ''najlepsze lata swojego życia'', a on...
- Zawsze mówił mi, że będzie się mną opiekował. A potem mnie zostawił. Całkowicie poświęcałam się dla niego przez te wszystkie lata i to się tak po prostu skończyło - mówi rozgoryczona kobieta (nazwiska bohaterów nie zostały ujawnione).
Romans żonatego mężczyzny trwał ponad 20 lat. Przez ten okres kochanka wspierała go emocjonalnie, jak tylko mogła. W zamian on pomagał jej finansowo. Co miesiąc przekazywał kobiecie sporą sumę, obsypywał ją podarunkami. Razem podróżowali po kraju, pokazywali się na imprezach.
I nagle wszystko się skończyło. W tym roku mężczyzna postanowił zerwać związek - porzucona kobieta była zdruzgotana, również finansowo. Ale...
- Chodzi też o stwierdzenie ważności naszego związku. Uznanie tego, że wniosłam jakąś wartość do jego życia - mówi porzucona kobieta.
Od niedawna w Australii obowiązują nowe przepisy prawa rodzinnego, które związkom nieformalnym, takim jak ten, dają podobne prawa jak małżeństwom. Kobieta postanowiła to wykorzystać i zwróciła się o pomoc do prawnika.
Negocjacje trwały kilka tygodni, ale strony doszły do porozumienia bez udziału sądu - były kochanek ma zapłacić 100 tysięcy dolarów australijskich. - Gdyby nie to prawo, moja klientka zostałaby porzucona, wyrzucona jak nieprzydatna rzecz na śmietnik - mówi adwokat kobiety.
- To jest potwierdzenie tego, że jeśli jesteś w rzeczywistym związku, każda ze stron ponosi pewną odpowiedzialność za drugą - dodaje prawnik. I kolejny dowód na to, że zdrada może słono kosztować.