diabollo
09.11.09, 18:28
Legalne aborcje w podziemiu
Ewa Siedlecka 2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 09:55:37.0
Czy szpitale boją się przyznawać do legalnie wykonanych aborcji? Taki wniosek
może wynikać z raportu rządu o wykonaniu tzw. ustawy antyaborcyjnej
Tegoroczny, ogłoszony w zeszłym tygodniu raport podaje, że w 2008 r.
przeprowadzono 499 zabiegów legalnego przerwania ciąży, w tym 32 w związku z
zagrożeniem życia lub zdrowia kobiety, a 467 z powodu uszkodzenia płodu. Nie
odnotowano natomiast żadnego przypadku przerwania ciąży, która była wynikiem
przestępstwa.
Tymczasem to właśnie w 2008 r. media - w tym "Gazeta" - opisywały sprawę
14-letniej dziewczynki znanej pod imieniem Agata. Z zaświadczeniem
prokuratury, że "zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że ciąża jest wynikiem
czynu zabronionego - obcowania płciowego z osobą poniżej 15 lat" - usiłowała
wraz z matką wyegzekwować ustawowe prawo do aborcji.
Ponieważ podążali za nią przedstawiciele ruchu pro-life i ksiądz (siedzieli na
szpitalnym korytarzu, rozmawiali z lekarzami i samą dziewczynką), kolejne
szpitale odmawiały jej aborcji. W końcu jednak - jak podała Katolicka Agencja
Informacyjna - aborcję wykonano. Dlaczego nie ma jej w oficjalnej statystyce?
Zapytaliśmy o to Ministerstwo Zdrowia, które przygotowuje raport. - My tylko
zbieramy dane statystyczne przesyłane przez inne podmioty. Nie weryfikujemy
ich - mówi Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa.
Ile naprawdę jest w Polsce aborcji?
Zwolennicy ustawowego zakazu aborcji mówią o 7-14 tys. rocznie. Zwolennicy
prawa wyboru - nawet o 200 tys. Do tej pory za jedyne pewne dane uchodziły
rządowe statystyki legalnych aborcji...
Ministerstwu raportują m.in.: Komenda Główna Policji, konsultanci wojewódzcy w
dziedzinie genetyki klinicznej, minister sprawiedliwości, prokurator krajowy,
NFZ i wojewódzkie centra zdrowia publicznego.
Agata miała zaświadczenie prokuratora o tym, że jej ciąża może pochodzić z
przestępstwa. Dlaczego nie zostało ujęte w statystyce? - Zaświadczenie nie
jest równoznaczne z wykonaniem aborcji, dlatego nie przekazujemy takich danych
- powiedziała nam rzeczniczka prokuratury okręgowej w rodzinnym mieście
dziewczynki. I skierowała nas do tamtejszego wojewódzkiego centrum zdrowia
publicznego.
- Podajemy te statystyki, które przesyłają nam szpitale, przychodnie i
gabinety ginekologiczne. Najprawdopodobniej aborcja nie została wykonana na
terenie naszego województwa, dlatego nie ma jej w naszym raporcie -
powiedziano nam w Zakładzie Statystyki Medycznej Polityki Zdrowotnej i Kontroli.
Kiedy Agacie odmówiono aborcji w kolejnych szpitalach, Ministerstwo Zdrowia
przedstawiło jej listę publicznych placówek, które ją przyjmą. Może tym tropem
dojdziemy do tego, dlaczego państwowe statystyki nie zauważyły sprawy Agaty? -
Informacja, jakie szpitale zostały wskazane, jest niejawna - ucina rzecznik
resortu zdrowia.
Ponieważ KAI podała, w jakim mieście wykonano aborcję (mogła to wiedzieć od
działaczy antyaborcyjnych, którzy jeździli po kraju za Agatą i jej matką),
zadzwoniliśmy do tamtejszego centrum zdrowia publicznego. - Żadna placówka w
naszym województwie się do tego nie przyznała, a nie mamy prawa dopisywać do
raportu czegoś, co nie wynika ze sprawozdań - powiedziano nam w wydziale
statystyki.
Szpital ukrył aborcję, chociaż była legalna?
- To prawdopodobne. Aborcja jest u nas tematem tabu. Szpitale mogą się bać
opinii, że "zabijają nienarodzonych", więc wolą nie informować o zabiegach
wykonanych zgodnie z prawem - mówi Marek Balicki, dziś poseł niezrzeszony, za
rządów SLD minister zdrowia.
Ale przecież, by dostać zwrot kosztów procedury medycznej, trzeba ją zgłosić
do NFZ. - Aborcję można w zgłoszeniu inaczej opisać. Np. jako usunięcie
resztek martwego płodu - mówi Balicki.
Jeśli rzeczywiście pominięcie aborcji Agaty nie jest przypadkiem odosobnionym,
to znaczy, że prawdziwa liczba legalnych aborcji w Polsce może być większa niż
ta wynikająca z oficjalnych danych. Np. gwałtów było w zeszłym roku według
policyjnych statystyk 1611. Jeżeli co dziesiąty spowodował ciążę i co
dziesiąta ofiara, która zaszła w ciążę, zdecydowała się na aborcję, dałoby to
16 przypadków. A do tego trzeba dodać kazirodztwo, wykorzystanie bezradności
lub stosunku zależności (np. wykorzystanie kobiety upośledzonej umysłowo) czy
stosunek z nieletnią - także uprawniające do aborcji.
W raporcie mamy jednak zero.
Ewa Siedlecka
wyborcza.pl/1,75478,7234793,Legalne_aborcje_w_podziemiu.html