diabollo
10.11.09, 07:58
...o poranku trochę złotych myśli z katolickich organów prasowych.
********************
Etyka obalana z flaszką
Katarzyna Wiśniewska 2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 20:26:06.0
Stronniczy przegląd prasy katolickiej
Jeśli uczyć etyki, to tylko katolickiej, inaczej społeczeństwo zaleje armia
zwyrodnialców - ten cenny głos w dyskusji o etyce w szkole zawdzięczamy
„Gościowi Niedzielnemu”.
Jego publicystę Franciszka Kucharczaka zaniepokoił apel filozofów - Jana
Hartmana, Jacka Hołówki, Magdaleny Środy i Jana Woleńskiego - do minister
Katarzyny Hall, aby etyki nie uczyli przypadkowi nauczyciele, np. poloniści
czy księża, ale absolwenci filozofii. Chodzi o to, aby zamiast moralizowania
uczniowie mogli poznać wiele systemów etycznych, nie tylko wyznaniowych.
Kucharczak protestuje: z tego, "co sobie wykoncypował jakiś filozof", nie
sposób "stworzyć trwałych zasad moralnych". "Ja dziękuję za taką etykę, której
zasady można powoływać rano przy goleniu, a obalać wieczorem razem z flaszką"
- szydzi Kucharczak.
I ostrzega: „Gdzie odrzucono nienaruszalny fundament, dojdzie do akceptacji
tego, co dziś jeszcze zatyka dech w piersiach. Będzie legalizacja pedofilii,
będą »małżeństwa « dowolnego kształtu, będzie produkcja ludzi na części
zamienne. ( ) Jeśli chcemy ocaleć, musimy poddać się etyce Boga”.
Ale publicysta "Gościa" niepotrzebnie się trwoży o losy świata. Zapał, z jakim
MEN zajmuje się etyką - mimo obietnic ciągle nieobowiązkową - gwarantuje, że
groźna wiedza o "jakichś filozofach" masowo do szkół nie dotrze. Uczniom nie
grozi też na razie edukacja seksualna prowadzona przez wykwalifikowaną kadrę.
Tego z kolei obawia się felietonista „Idziemy” ks. Dariusz Kowalczyk. „Wiele
programów wychowania seksualnego opartych jest na promowaniu rozwiązłości i
udostępnianiu darmowej antykoncepcji. Jeśli rozwiązła nauczycielka opowiada
15-latkom, jak zabezpieczać się przed ciążą, a seks sprowadza do przyjemności,
fizjologii i techniki, to tym samym zachęca dzieci do podejmowania współżycia”.
Jeśli nauczycielka, która uczy o antykoncepcji, jest "rozwiązła", to może
lepsza taka, która na lekcjach WDŻ opowiada, że - cytuję za raportem "Pontonu"
- narządy kobiece to "słoninka", a męskie to "kiełbaska"? Swojskie to i do
niczego nie zachęca.
Katarzyna Wiśniewska
wyborcza.pl/1,75968,7238965,Etyka_obalana_z_flaszka.html