kann2
10.11.09, 12:19
Antysemickie plakaty nikogo nie obrażają?
- Wolność słowa nie może służyć do prezentowania treści
antysemickich - mówił przed sądem Krzysztof Czubaszek. Skarżył się
na kobietę, która w centrum Warszawy rozstawia się z plakatami z
hasłami obrażającymi Żydów. Sąd skargę odrzucił
- Nie jestem osobą pochodzenia żydowskiego, ale to nie ma
znaczenia. Te hasła dotknęły mnie jako mieszkańca Warszawy - tak
Krzysztof Czubaszek tłumaczył wczoraj przed sądem, dlaczego
zdecydował się wnieść sprawę.
Chodzi o transparent: „Wolność słowa tylko dla Żydów i
koszernoposłusznych? »Gazeta Wyborcza « czy koszerna? Judeo-Polin?
20 lat żydowskiej manipulacji słowem i retoryki talmudycznej”. W
kwietniu, w Dzień Pamięci o Holocauście, z afiszem o tej treści
stała na placu przed metrem Centrum kobieta. Czubaszek, naczelnik
wydziału kultury w Śródmieściu, widział ją tam z podobnymi plakatami
wcześniej. Tym razem zdecydował się interweniować. W maju
opowiadał „Gazecie”, że przed pikietującą stało dwóch policjantów i
jeszcze jedna osoba. Okazało się, że była to obywatelka Izraela
pochodzenia polskiego. Przyjechała do Warszawy na obchody ważnego
dla niej święta. Czuła się urażona hasłami, na które natknęła się
przez przypadek. Funkcjonariusze nie chcieli przyjąć od niej
zawiadomienia, bo nie była Polką. Krzysztof Czubaszek wyjął swój
dowód osobisty. A kiedy policjanci stwierdzili, że kobieta z
plakatami prawa nie łamie, złożył zawiadomienie do prokuratury.
Prokurator, powołując się m.in. na wolność słowa, sprawę umorzył.
Wczoraj sąd rozpatrywał zażalenie pana Krzysztofa.
- Tamtędy przechodzą tysiące ludzi, wszyscy to czytają.
Oddziaływanie tej kobiety jest ogromne. A treści na jej plakatach
według mnie mają wydźwięk antysemicki - stwierdził Czubaszek.
Z akt sprawy dowiedział się także, że ta sama kobieta na początku
kwietnia, też przed metrem Centrum, stała z planszą: "Czy środowisko
lekarskie i prawnicze jest zdominowane przez osoby pochodzenia
żydowskiego? Koszerna solidarność? Etaty po medycynie tylko dla
Żydów? Czy pan prezes Naczelnej Izby Lekarskiej jest Żydem? Czy
lekarze wstydzą się swoich matek Żydówek?". Wtedy jej plakat porwał
przechodzień. Toczy się przeciwko niemu postępowanie o jego
zniszczenie. Rok temu dziennikarze "Gazety" spotkali tę kobietę pod
bramą Uniwersytetu Warszawskiego. Miała transparent z apelem do
studentów pochodzenia żydowskiego, by zwolnili miejsca na polskich
uczelniach dla Polaków.
Czubaszek zdecydował się na odwołanie od prokuratorskiej decyzji, bo
jego zdaniem była zbyt pochopna. - Nikt, kto się na tym zna, nie
analizował tych treści. Uważam, że powinien w tej sprawie
wypowiedzieć się językoznawca - zaznaczył. Przyznał, że kobieta nie
nawołuje wprost do nienawiści, ale jej hasła wielu obrażają.
Sędzia odrzuciła jego zażalenie. Argumentowała, że znieważenie musi
mieć charakter obiektywny, to nie może być subiektywne odczucie. To
kończy sprawę. - Te hasła obrażają oprócz mnie także innych. To nie
jest tylko moje subiektywne odczucie - uważa Krzysztof Czubaszek. I
kwituje: - Najgorsze jest to, że teraz ta pani w majestacie prawa
może przyjść do sądu, odebrać swoje plakaty i rozstawić się z nimi
na ulicy.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7238426,Antysemickie_plakaty_nikogo_nie_obrazaja_.html
No i proszę. Gdy obraża się katolików, to jest wolność słowa i
artystycznej ekspresji (vide Nieznalska, za która GW się ujmowała).
Gdy się obraża GW, to jest antysemityzm.