fnoll
16.11.09, 16:44
ale, ale... jak mogło do tego dojść w Polsce, i do tego w świętym mieście
Częstochowie??
wot zagwozdka, bo wedle niektórych polityków i wszystkich biskupów Polacy nade
wszystko cenią sobie wiarę - a tu niespodzianka!
"Mimo apeli w kościołach, żeby "nie robić zamieszania", prezydent Częstochowy
stracił stanowisko. Mieszkańcy odwołali go w referendum.
Niedziela, 15 listopada, godzina 8. rano. Mały kościółek na obrzeżach
Częstochowy. Msza święta kończy się wezwaniem, by nie brać udziału w
zamieszaniu. O jakie zamieszanie chodzi, tego ksiądz wprost powiedzieć nie
może. W mieście od północy panuje cisza wyborcza. Mieszkańcy odwołują
prezydenta. Nie wolno nawet zachęcać do udziału w referendum, bo od frekwencji
zależy to, czy będzie ono ważne.
Tadeusz Wrona, prawicowy (niegdyś był w AWS, potem w PO, a następnie założył
własną partię i na jej czele wygrał wybory) prezydent miasta, teoretycznie nic
złego nie zrobił. Nikogo nie zgwałcił, nikogo nie okradł, niczego nie
zdefraudował. Sympatię mieszkańców Częstochowy zaczął tracić dopiero w trakcie
swojej trzeciej kadencji, kiedy to, z powodu coraz bliższego romansu z
Kościołem, zyskał przydomek "czarny Wrona". Za to właśnie częstochowianie,
podburzani przez silną w mieście świętej wieży lewicę, postanowili się go pozbyć.
Główny zarzut brzmiał: nietrafione inwestycje. Podczas gdy centrum miasta
tonie w korkach, miastu brakuje obwodnicy, a w nowiutkich dzielnicach nie ma
dróg innych niż żużlowe, większość kasy szła na remont okolic Jasnej Góry, a
stanowiące główną arterię komunikacyjną Aleje Najświętszej Marii Panny miały
zostać całkiem zamknięte dla ruchu pojazdów. Wszystko po to, by żyło się
lepiej. Pielgrzymom.
Postępująca radykalizacja prezydenta zaczęła wkurzać mieszkańców do tego
stopnia, że aż zwołali referendum. Referendum, które nie miało prawa się udać,
bo przecież to tylko grupka wariatów, na dodatek pod szyldem SLD. Ludzie
prezydenta uznali, że najlepiej zachęcać do bojkotu tego cyrku. W ten sposób
nie będzie odpowiedniej frekwencji i stanowisko zostanie ocalone.
Apel ten powtarzano jeszcze w niedzielę rano w niektórych kościołach -
zakamuflowany, żeby uniknąć oskarżenia o łamanie ciszy wyborczej. I
faktycznie, kościelni miłośnicy Wrony nie poszli do urn. Efekt? Prawie 42
tysiące głosujących, niemal 95% za odwołaniem prezydenta. W niedzielę
wieczorem w szoku byli i ludzie Wrony (którzy już od rana panikowali, że jest
ładna pogoda, więc jednak ktoś pójdzie głosować), i świętujące już od późnego
popołudnia SLD, i sami częstochowianie. Nikt nie spodziewał się zwycięstwa,
nikt nie spodziewał się takich liczb.
Radość w Częstochowie jest tym większa, że stała się rzecz bezprecedensowa.
Ludzie na własne oczy przekonali się, jaka jest siła demokracji bezpośredniej.
Częstochowa powstała z kolan i odwołała polityka "tylko" dlatego, że zawiódł
wyborców. I pokazała, że takie stosunki państwo - Kościół, jakie próbował
zaprowadzić w mieście prawicowy prezydent, w wolnej Polsce już nie przejdą.
Coś się zmieniło. Nie wiemy jeszcze, czy na lepsze, bo teraz Częstochowę czeka
komisarz i być może nowe wybory (to będzie już zależało od rady miasta), ale
pewne jest, że dzień 15 listopada warto zapamiętać. Jako święto demokracji
lokalnej, której to podobno w Polsce nie mamy."
źródło:
www.pardon.pl/artykul/10137/odwolali_prezydenta_miasta_bo_wolal_kosciol_od_mieszkancow