Spadki niedzielnej frekwencji w kościołach

17.11.09, 18:22
Spadki niedzielnej frekwencji w kościołach
Znikający "domincantes"
Wiadomość o dalszym spadku niedzielnej frekwencji w kościołach nie jest żadną
sensacją.
PowiększAdam Szostkiewicz
Adam Szostkiewicz
Dział Zagraniczny

blog | artykuły
Czytaj także

*
Włochy: sporne krzyże w szkołach

To oczywiste, że w szkołach publicznych nie ma miejsca dla symboli
religijnych

Jeden z portali zilustrował wiadomość, że ubywa wiernych na mszach
niedzielnych, zdjęciem napisu nad wejściem do kościoła: Przyjdźcie do mnie
wszyscy. Jednak nigdy tak nie było i nie będzie, by wszyscy przyszli do
kościoła, nawet w niedzielę (zwani w kościelnej biurokracji domincantes, czyli
szanujący Dzień Pański, od Dominus – Pan Jezus), choć to nałożony przez
Kościół obowiązek praktykującego katolika, i nawet od wielkiego dzwonu, jak w
Wielkanoc czy Boże Narodzenie.

Dlatego wiadomość o dalszym spadku niedzielnej frekwencji w kościołach nie
jest żadną sensacją, choćby to był zjazd o prawie 4 proc. – a takie dane
podano za rok ubiegły, ostatni z opracowanych. Dane z obecnego poznamy za rok.
Taka jest praktyka. Ciekawsze jest to, że od roku 1982 do 2008 domincantes
ubyło prawie 17 proc. To też jeszcze nie tragedia dla Kościoła. W końcu aż 40
proc. Polaków katolików na niedzielną mszę chodzi, co jak na Europę jest
wynikiem wyjątkowym.

Mamy teraz w Polsce wojnę kulturową pod pretekstem słusznego orzeczenia
strasburskiego Trybunału Praw Człowieka. W ramach tej wojny pod znakiem krzyża
wbija się ludziom do głowy, że "tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem,
Polska jest Polską a Polak Polakiem". Ten cytat z Wieszcza trzeba by
zaktualizować w świetle ataków na Trybunał: tylko pod krzyżem Europa jest
Europą. Nie szkodzi, że to nieprawda, ważne, że mobilizuje żywioły
antyliberalne, w tym PiS, który nadal marzy o powrocie do władzy, najlepiej
pod ramię z ojcem Dyrektorem.

Piszę o tym, bo tak naprawdę tylko w Polsce i Włoszech nadano sprawie
strasburskiej taki rozgłos, całkowicie zresztą wypaczając jej sens. Tylko w
tych dwóch społeczeństwach można sobie pozwolić na podobnie demagogiczne
podejście. Zachęca do tego właśnie statystyczna siła katolicyzmu. Daje ona
poczucie triumfalizmu. Wprawdzie trochę wiernych ubyło, ale religijność trzyma
się mocno.

I tak rzeczywiście jest. Wystarczy zajrzeć do kościoła – właśnie w niedzielę,
obojętne w mieście dużym, średnim czy małym, nie mówiąc o głębszej prowincji.
Ludzie są. (A, swoją drogą, nie słyszałem, by gdzieś poza Kościołem
Katolickim co roku proboszcz liczył, ilu przyszło na mszę czy przystąpiło do
komunii...). Toteż wynik z 2008 r. i te wcześniejsze Kościół zawsze będzie
interpretował mimo wszystko na swoją korzyść, a jego krytycy zbyt pochopnie
będą z niego wyciągali długofalowe wnioski o zwijaniu się naszego katolicyzmu.

Moim zdaniem polski katolicyzm nie zwija się, tylko cofa w epokę
przednowoczesną, zachęcony inspiracją Benedykta XVI do odbudowy katolickiej
ortodoksji w epoce globalnej. Oczywiście mówię przede wszystkim o elitach
nadających dziś ton w Kościele, a nie o rzeszach dominicantes. Paradoks
sytuacji polega na tym, że te katolickie antyliberalne elity mają chyba słabe
rozeznanie, po co przychodzą do kościoła zwykli domincantes. Wątpię, że
oczekują oni w Kościele "ortodoksyjnego wzmożenia". Nowa ortodoksja raczej ich
mało interesuje, a już zwłaszcza w wersji hardcorowej katolickiej
kontrkultury. Chodzą z nawyku, z konformizmu, ale też z pobożności i
autentycznej potrzeby duchowej. Starsi i młodsi.

Nowa ortodoksja, okładanie krzyżem tych, którzy wojen o krzyże w Polsce czy
gdzie indziej sobie nie życzą – przecież takie wojny pod znakiem krzyża to
antychrześcijaństwo – może tę część dominicantes z kościołów wypłoszyć. Tylko
że akurat temu spadkowi nie będzie winna demografia czy lenistwo, lecz
polityka samego Kościoła.

www.polityka.pl/kraj/opinie/1500837,1,spadki-niedzielnej-frekwencji-w-kosciolach.read
    • 0golone_jajka Re: Spadki niedzielnej frekwencji w kościołach 17.11.09, 19:04
      > Dlatego wiadomość o dalszym spadku niedzielnej frekwencji w kościołach nie
      > jest żadną sensacją, choćby to był zjazd o prawie 4 proc. – a takie dane
      > podano za rok ubiegły, ostatni z opracowanych. Dane z obecnego poznamy za rok.
      > Taka jest praktyka. Ciekawsze jest to, że od roku 1982 do 2008 domincantes
      > ubyło prawie 17 proc. To też jeszcze nie tragedia dla Kościoła. W końcu aż 40
      > proc. Polaków katolików na niedzielną mszę chodzi, co jak na Europę jest
      > wynikiem wyjątkowym.


      Wielokrotnie podawałem prawidłowy sposób interpretacji tych danych. Oto i on:

      Są wreszcie wyniki badań statystycznych nt praktyk niedzielnych w roku 2008. Tak jak się tego wszyscy spodziewali, liczba wiernych uczestniczących w coniedzielnych mszach spadła, pdobnie jak liczba przyjmujących komunię. I tak oto w roku 2008 co niedziela do kościoła uczęszczało 40,4%, a komunię spożywało 15,3% katolików. To wyraźny spadek w stosunku do roku poprzedniego, w którym te wskaźniki kształtowały się odpowiednio: 44,2% i 17,6%.

      Myli się jednak ten, kto sądzi że nieco poniżej połowy Polaków chadza regularnie do kościoła. Jak piszą autorzy badań:

      "Wskaźnik dominicantes oblicza się dla każdej parafii jako odsetek wiernych uczęszczających na niedzielną mszę św., w odniesieniu do ogólnej liczby zobowiązanych. Dla wszystkich parafii przyjęto to samo założenie, że zobowiązani do uczęszczania na niedzielną mszę św. stanowią 82% wiernych. Pozostałe 18% to dzieci do lat siedmiu, chorzy, ludzie starsi itp. – nie zobowiązani do uczestnictwa w niedzielnej mszy św. Tak więc za podstawę obliczania wskaźnika dominicantes przyjmuje liczbę zobowiązanych, do których odnosi się liczbę uczestniczących w mszy św. w dniu badania."

      Tak więc chodzi tu o 40% spośród 82% katolików (a ci stanowią ok. 95% całego społeczeństwa).

      REASUMUJĄC

      Coniedzielne praktyki rytualne uprawia mniej niż 1/3 Polaków, a komunią zajada się tylko 12% obywateli Rzeczpospolitej!

      Dla porównania w roku 2007 było tak: 35% i 14%.

      I jeszcza jako ciekawostka te same dane dla Warszawy czyli ośrodka społeczno-kulturalnego kraju (rok 2008): 24% i 10%.

      Podałem dane statystyczne. Wnioski wycignijcie sami.
      • 0golone_jajka spadek o 4 PUNKTY PROCENTOWE 17.11.09, 19:05
        a o 10%. To różnica. Jak ktoś to rozumie.
        • ateista_z_wyboru Re: spadek o 4 PUNKTY PROCENTOWE 18.11.09, 00:04
          Jakoś nie chce mi się wierzyć, że tylko 1 na 4 warszawiaków chodzi do kościoła. Choć z drugiej strony połowa "warszawiaków" to przyjezdni, którzy na weekendy wracają na wieś, to może to i prawda. Ale za to tam podbijają frekwencję!
Pełna wersja