Migalski w obronie krzyża, czyli...

18.11.09, 21:23
...z bloga pana Orlińskiego:

*******************
Migalski w obronie krzyża

Moralnym obowiązkiem nieprzyjaciela PiS jest nagłaśnianie wypowiedzi Marka
Migalskiego. Im więcej Migalskiego w mediach, tym mniejsza groźba reelekcji
Kaczyńskiego.

Wybitny pisowski politolog poparł protest swojego prezydenta przeciwko
wyrokowi ECHR proponując, by „poważnie rozważyć opuszczenie przez nasz kraj
Rady Europy”. Bo lepiej z krzyżem w Azji niż bez krzyża w Europie. Poseł jest
świadom tego, że taka propozycja grozi kompromitacją wizerunkową, ale „woli
ją, niz katastrofę cywilizacyjną...”.

Zanim zajmiemy się tym, jak prawica rozumie wyrok EHCR, najpierw wyjaśnijmy,
jak to wygląda naprawdę. Naprawdę wygląda to tak, że obecność krzyży w
włoskich szkołach jest obowiązkowa i wynika z przepisów prawnych pochodzących
z lat 20., które wprowadził jeszcze Mussolini.

EHCR uznał, że OBOWIĄZKOWE wieszanie krzyży w szkołach (ja wprawdzie z
francuskiego jestem taki sobie, ale tak rozumiem słowo „obligatoire” w
oryginalnym uzasadnieniu; w angielskim skrócie jest „compulsory”) łamie zapisy
o wolności religijnej w europejskiej konwencji praw człowieka.

Być może czytają tego bloga osoby o poglądach prawicowych, więc na wszelki
wypadek napiszę jeszcze raz, ale powoli: OBOWIĄZKOWE.
Przełożenie tego wyroku na polskie realia jest więc właściwie żadne. U nas
takiego obowiązku PiS nie zdążył wprowadzić, więc nie potrzebujemy EHCR, żeby
go unieważniać. Krzyże w polskich szkołach wiszą na tej samej prawnej
podstawie, na jakiej wisi tam tablica czy zasłony w oknach - na mocy decyzji
dyrekcji.

Decyzji dyrekcji do Strasburga zaskarżyć nie można, bo EHCR rozpatruje
wyłącznie skargi przeciwko państwom członkowskim. Ewentualny wojujący ateista
musiałby więc najpierw wyczerpać lokalną drogę prawną. Odmowną decyzję
dyrekcji zaskarżyć w kuratorium, odmowną decyzję kuratorium do sądu
administracyjnego i tak dalej.
Na mojego czuja EHCR go spławi, bo jest subtelna różnica między skargą na
NAKAZ a skargą na BRAK ZAKAZU.

Ludzie inteligentni przeważnie rozumieją takie subtelne różnice, a teraz
przejdźmy do tego, jak to rozumie polska prawica. Sądząc po wypowiedziach
Kaczyńskiego, Migalskiego i najrozmaitszych Eminencji i Ekscelencji,
zrozumienie tej różnicy ich przerasta.
Przykład pierwszy z brzegu - przemówienie prezydenta w dzień niepodległości.
„Nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno
wieszać krzyży”. Tyle prezydent z tego zrozumiał, że „nie wolno wieszać”.
Zamiast poprawnie: „nie wolno zmuszać do wieszania”.

To jest jednak interesujące, że ci ludzie krzyczą „dyskryminacja!” od razu,
kiedy tracą możliwość dyskryminowania innych.

wtorek, 17 listopada 2009, wo

wo.blox.pl/2009/11/Migalski-w-obronie-krzyza.html
    • diabollo Dlaczego prawica musi się tak kompromitować? 19.11.09, 07:52
      ... a najgorsze, że jeszcze robą skończoną idiotkę z Polski:

      wyborcza.pl/1,75248,7268542,Krzyze_bronione_w_Sejmie.html
      Kłaniam się nisko.
      • karafka_do_wina Re: Dlaczego prawica musi się tak kompromitować? 19.11.09, 13:02
        "Projekt uchwały sejmowej potępiającej orzeczenie Trybunały Strasburskiego w
        sprawie krzyży przedstawiło wczoraj koło Polska Plus. Podpisali się pod nią
        głównie posłowie PO i PSL"

        dobre :)))

        "Uznając, że znak krzyża jest nie tylko symbolem religijnym i znakiem miłości
        Boga do ludzi, ale w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla
        drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego
        człowieka i jego praw"

        gdyby rzeczywiscie urzednicy stosowali powyzsze, zwlaszcza to poswiecenie dla
        petenta, to byloby super! szkoda, ze tak nie jest, jakos krzyz na scianie jednak
        nie ma tak cudownego wplywu na ludzi, jakby jego fani chcieli ;)))
        • gaika Re: Dlaczego prawica musi się tak kompromitować? 19.11.09, 21:22
          karafka_do_wina napisała:

          > "Uznając, że znak krzyża jest nie tylko symbolem religijnym i
          znakiem miłości
          > Boga do ludzi, ale w sferze publicznej przypomina o gotowości do
          poświęcenia dl
          > a
          > drugiego człowieka, wyraża wartości budujące szacunek dla godności
          każdego
          > człowieka i jego praw"

          To był element kontrargumentacji p. Lautsi wobec
          rzekomej „świeckości krzyża” w czasie lat procesowania się z
          państwem włoskim:

          The applicant holds as pertinent the fact that on August 15, 2005,
          the Pope delivered a homily in which he said it was important
          that "God be great among us in public as well as private life. In
          public life, it is important that God be present, for example,
          through the display of the cross in public buildings. "
          • karafka_do_wina Re: Dlaczego prawica musi się tak kompromitować? 19.11.09, 23:27
            "God be great among us in public as well as private life. In
            > public life, it is important that God be present, for example,
            > through the display of the cross in public buildings. "

            ech, co to za argumentacja o swieckosci krzyza w ktorej pojawia sie "Bog"
            ktorego istnienie jest kwestia wiary? ;)

            • diabollo Re: Dlaczego prawica musi się tak kompromitować? 20.11.09, 07:55
              karafka_do_wina napisała:

              > "God be great among us in public as well as private life. In
              > > public life, it is important that God be present, for example,
              > > through the display of the cross in public buildings. "
              >
              > ech, co to za argumentacja o swieckosci krzyza w ktorej pojawia sie "Bog"
              > ktorego istnienie jest kwestia wiary? ;)
              >

              Nikt się nie połapie w geniuszu nieomylnych słów "połpa", wszak przemawia przez
              niego sam Duch Święty.

              Oczywiście nie ma znaczenia czy stanowisko "połpa" piastuje akurat Największy w
              Dziejach Polak, czy tylko pośredni Niemiec.

              Kłaniam się nisko.
    • fnoll ale głupie te media... 21.11.09, 02:10
      do mnie też nie dotarło, że chodzi o NAKAZ wieszania krzyży we Włoszech :(

      no i czuję się zwyczajnie zrobiony w ciula - że się wznieca wielką dyskusję,
      produkuje newsy i artykuły, wokół jakiegoś sfałszowanego tematu, ech
      • gaika ale może nie aż tak:) 21.11.09, 10:24
        „Pretekstem jest wyrok w sprawie włoskich krzyży. Wątpię, by
        ktokolwiek z czterdziestu sygnatariuszy projektu uchwały się z nim
        zapoznał. Nie nakazuje on bowiem zdejmowania krzyży. W gruncie
        rzeczy nie różni się np. od wyroku niemieckiego trybunału
        konstytucyjnego z 1995 r. w sprawie krzyży w bawarskich szkołach
        publicznych. I podobnych rozstrzygnięć, które podejmowały sądy
        niższych instancji w Europie i USA. Nie chodzi bowiem o zakaz
        wieszania krzyży, ale zakaz ich narzucania przymusem osobom, które
        odczuwają to jako pogwałcenie wolności sumienia. Strasburg
        potwierdził, że wolność sumienia i wyznania oznacza nie tylko prawo
        do kultywowania własnej religii, ale też wolność od religijnego
        przymusu. I że formą tego przymusu jest narzucanie symboli
        religijnych.

        Nie każdy niekatolik odczuwa opresję w obecności krzyża. I nie
        każdy, który taką opresję czuje, jest w sytuacji przymusowej - np.
        jak w sprawie włoskiej musi chodzić do szkoły, bo jest obowiązek
        szkolny. Do szkoły z krzyżem, bo innej nie ma. Strasburg powiedział,
        że państwo włoskie nie może powoływać się na wielowiekową tradycję,
        usprawiedliwiając przymuszanie obywateli do znoszenia opresji.”


        wyborcza.pl/1,86116,7273499,Nie_robmy_z_krzyza_maczugi.html
        • fnoll ale w nagłówkach tego nie piszą... ;) 21.11.09, 13:21
          poukrywali specjalnie konkretne fakty gdzieś na końcu długich akapitów...
          • diabollo Re: ale w nagłówkach tego nie piszą... ;) 22.11.09, 10:47
            fnoll napisał:

            > poukrywali specjalnie konkretne fakty gdzieś na końcu długich akapitów...
            >

            Czcigodny Fnollu,

            Gorzej, że prawackie media w ogóle o tym nie wspominały.
            Ale może nie powinniśmy brać tego jako czystej złej woli.

            Pan Orliński sugeruje, że szefostwo kleru i publicyści prawicowi są po prostu
            zbyt głupi, żeby zrozumieć o co chodziło w słynnym orzeczeniu Trybunału Praw
            Człowieka.

            (Ja bym to wiązał z "emocjonalną blokadą intelektu", z którą mamy doczynienia
            kiedy stykamy się z sytuacją dotykającą naszych emocji - wtedy najmądrzejsi
            zachowują się jak idioci).

            A skoro nie potrafili zrozumieć faktów, jak mogli je rzetelnie przekazać?

            Kłaniam się nisko.
          • gaika Re: ale w nagłówkach tego nie piszą... ;) 22.11.09, 21:33
            fnoll napisał:

            > poukrywali specjalnie konkretne fakty gdzieś na końcu długich
            akapitów...
            >

            Idę na ugodę: w pierwszym kontakcie rzeczywiście głupie, w drugim-
            tylko perfidne.
            • fnoll Re: ale w nagłówkach tego nie piszą... ;) 23.11.09, 20:25
              gazety mają o czym pisać, biskupi mają czym się oburzać, posłowie mają co
              postulować - i wszyscy są szczęśliwi! :)

              każdy zna swoją rolę, nikt swą pozycją nie ryzykuje
      • diabollo Re: ale głupie te media... 02.12.09, 07:30
        fnoll napisał:

        > do mnie też nie dotarło, że chodzi o NAKAZ wieszania krzyży we Włoszech :(
        >
        > no i czuję się zwyczajnie zrobiony w ciula - że się wznieca wielką dyskusję,
        > produkuje newsy i artykuły, wokół jakiegoś sfałszowanego tematu, ech


        Tutaj może znajdziemy pewne odpowiedzi na ten dylemat:

        www.polityka.pl/kraj/analizy/1501267,1,dyskusja-wg-zasad-iv-rp.read

        Kłaniam sie nisko.
    • gaika Tadeusz Bartoś 21.11.09, 10:27
      "Katoliccy przywódcy zbyt łatwo rezygnują z religijnego sensu
      krzyża, przechodząc na pozycje uniwersalne obrońców kultury. Mniej
      mają na uwadze głoszenie "głupstwa" wiary, a bardziej ochronę
      pozycji społecznej własnej organizacji"


      https://wyborcza.pl/1,75515,7274559,Zaprzestan_gniewu_i_porzuc_zapalcz
      ywosc.html
      • diabollo Re: Tadeusz Bartoś 21.11.09, 11:22
        Czcigodna Gaiko, dzięki za ten link, ten tekst pana Bartośia godny jest
        wklejenia w całości.
        Kłaniam się nisko.

        *****************
        Zaprzestań gniewu i porzuć zapalczywość
        Tadeusz Bartoś* 2009-11-20

        Katoliccy przywódcy zbyt łatwo rezygnują z religijnego sensu krzyża, przechodząc
        na pozycje uniwersalne obrońców kultury. Mniej mają na uwadze głoszenie
        "głupstwa" wiary, a bardziej ochronę pozycji społecznej własnej organizacji

        Wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie krzyża we włoskiej szkole
        może bulwersować. Zwłaszcza Polaków, którzy w latach 80. w ramach oporu
        obywatelskiego wobec systemu władzy totalitarnej walczyli o prawo do krzyży w
        miejscach publicznych, urzędach, szkołach i szpitalach. Oburzenie to ma swoje
        racje. W Piśmie Świętym jednak czytamy, by się nie oburzać: „Zaprzestań gniewu i
        porzuć zapalczywość; nie oburzaj się: to wiedzie tylko ku złemu" (Ps. 37,3).
        Rozważmy więc sine ira et studio racje stron sporu.

        Współczesna demokracja broni świeckości państwa, by rozmaite wyznania i ludzie
        niereligijni mieli te same prawa i przywileje. Tak, aby państwo mogło stać się
        wspólnym domem dla ludzi różnych opcji ideowych. Stanowisko to wynika m.in. z
        doświadczenia krwawych wojen religijnych ciągnących się dziesiątki lat w Europie
        u początków nowoczesności. Świeckie państwo nie chce preferować żadnej religii,
        nie odrzuca jednak religii jako takiej i bynajmniej nie tworzy aksjologicznej
        próżni. Przeciwnie, tworzy istotną wartość, jaką jest ochrona pokoju społecznego
        będącego rezultatem równego traktowania wszystkich obywateli. Jak to zrobić -
        oto właściwy przedmiot sporu. Idzie bowiem o zapewnienie harmonijnego
        współistnienia ludziom o niekiedy skrajnie odmiennych poglądach.

        Potrzeba między innymi ochrony praw mniejszości. Mniejszość jako mniejszość
        łatwo może zostać przegłosowana i pozbawiona swych praw (co także wynika z
        doświadczeń historycznych). Dlatego gwarantuje je konstytucja i prawo
        międzynarodowe. Jedna z takich mniejszości, istniejąca w wielu państwach, na
        przykład we Włoszech czy w Polsce, to ateiści. Bez prawnej ochrony pozostaliby w
        pewnych kwestiach bezbronni. Wśród ateistów mamy takich, którzy są przekonani,
        że religia jest źródłem zła, uczy nietolerancji, pogardy dla innych, jest
        siedliskiem zabobonu pozbawiającego używania rozumu. Ich poglądy należałoby
        przyjąć do wiadomości (co oczywiście nie oznacza akceptacji). Ateiści ci chcą, i
        mają do tego prawo, by ich dzieci nie były wychowywane religijnie. Nie odpowiada
        im, by w publicznej szkole znajdowały się symbole religijne, które uznają za
        znaki rzeczy złych, szkodliwych i niemoralnych. Takie stanowisko może oburzać
        ludzi wierzących, patrz jednak wyżej na Psalm 37.

        Kościelna strona sporu uznaje wyrok Trybunału za atak na krzyż, pogwałcenie
        prawa do wolności religijnej. Jest w tym jakaś racja, której trzeba się
        starannie przyjrzeć, choć kwestia jest złożona, dotyczy argumentów prawnych i
        wymaga specjalistycznych analiz. Zapowiedź apelacji przez włoskie ministerstwo
        edukacji i kontynuacja procesu być może sprawę rozjaśnią.

        Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, w rozmowie z "Gazetą"
        mówił, że wyrok sankcjonuje nietolerancję. Na tym bowiem polega wolność
        religijna, że każdy obywatel może manifestować w przestrzeni publicznej swoje
        przekonania. Z drugiej jednak strony zwraca uwagę, że niekonstytucyjne byłoby
        użycie narzędzi państwowych do wieszania krzyży w budynkach publicznych. Ze
        stwierdzeń tych wynika, że pozostaje nam inicjatywa prywatna. Kto pierwszy
        powiesi swój krzyż, ten lepszy (może pod osłoną nocy, jak to w swoim czasie
        zrobili w Sejmie nasi dzielni posłowie). Taki kierunek rozwoju wypadków kłóci
        się jednak z powagą państwa i poczuciem sprawiedliwości.

        By nie iść tą drogą, trzeba by m.in. rozstrzygnąć, które instytucje publiczne są
        bezpośrednim wyrazem działania państwa. Państwu bowiem nie wolno
        uprzywilejowywać symboli jakichkolwiek organizacji religijnych. Poza oczywistymi
        przykładami, jakimi są Sejm, rząd (wojewodowie), sądy, rozstrzygnięcia wymaga,
        czy należą do nich także instytucje samorządowe i podległe im szkoły, szpitale,
        domy kultury itp. Zapytać trzeba: czy edukacja szkolna odbywa się w imieniu
        państwa, które wychowuje sobie obywateli (model francuski), czy w imieniu
        społeczeństwa (rodziców), którzy edukują sobie swoje własne dzieci. A może
        konieczny jest jakiś wariant pośredni? Kwestie te sięgają fundamentów ustroju.
        Musimy zacząć od imponderabiliów.



        ***



        Wyrok Trybunału jest kontrowersyjny także z tego względu, że wywołuje falę
        oporu, która może raczej wzniecić zachowania nietolerancyjne, niż je redukować.
        Przedstawiciele Kościoła łatwo wchodzą w zwarcie, eskalując emocje. Kard.
        Dziwisz oświadczył, że deptana jest wolność religijna, co jest przejawem
        "dyktatury relatywizmu". Zapominając o szacunku należnym sądom, wysoki hierarcha
        katolicki oświadcza: "Dochodzi do tego, że chrześcijaństwo próbuje się wypierać
        z życia publicznego, a sędziowie, którzy ustawiają się w roli stróżów wolności,
        poprzez ten wyrok sami stają się jej zaprzeczeniem". Członek brytyjskiej
        katolickiej organizacji Pro Ecclesia et Pontifice, Michael Akerman deklaruje, że
        jeśli teraz chrześcijanie nie wystąpią w obronie krzyża, nie będą mogli się już
        nazywać chrześcijanami. Do frontu walki dołączają prawosławni Grecy,
        stwierdzając, że protestanci, katolicy i prawosławni powinni zawiesić spory i
        zjednoczyć się przeciwko wyrokowi ze Strasburga, który jest pogwałceniem
        wolności wyznania.

        W wypowiedziach tych mamy do czynienia z typową dla języka wojny generalizacją
        sugerującą totalne zagrożenie religii i wzywającą do konfrontacji. Pomija się
        fakt, że wyrok dotyczy symboli religijnych w jednej szkole we Włoszech, a nie
        praktyk religijnych w ogólności, których nikt w Europie nie zakazuje, bo zakazać
        nie może. Strona kościelna nie dopuszcza możliwości rezygnacji z obecności
        znaków religijnych w instytucjach państwowych, nie dociera do niej argument, że
        potrzeba, by państwo miało miejsca, z którymi identyfikować się mogą wszyscy
        obywatele.

        Ognisty konflikt pobudza do reakcji dyżurnych antyklerykałów kraju. Joanna
        Senyszyn zapowiedziała, choć to pusty gest, że wystąpi do rządu o rozporządzenie
        nakazujące usunięcie krzyży ze szkół. By wykopać wojenny topór, ponownie
        uogólniony zostaje jednostkowy wyrok Trybunału. Zamiast merytorycznej rozmowy
        szykują nam się - jak to zwykle u nas bywa - pokrzykiwania, zaczepki, sążniste
        wyrazy oburzenia pomieszane z szyderczymi kpinami. Ginie z oczu stojące przed
        nami zadanie przemyślenia i asymilacji fundamentalnych wartości, jakimi kierować
        się powinno nowoczesne społeczeństwo.



        ***



        Z innej jeszcze strony. Ciekawe argumenty pojawiają się w wypowiedziach
        reprezentantów włoskiego Kościoła. Rozmywają one religijne znaczenie krzyża,
        które okazuje się niewygodne w sporze. Przedstawiciel Watykanu, ks. Federico
        Lombardi, kard. Bertone, a także Rocco Butiglione (wpływowy intelektualista
        kościelny i chadecki polityk) mówią o krzyżu jako elemencie włoskiej kultury,
        jej tradycji i tożsamości.

        Osobliwe jest przesuwanie na drugi plan sensu religijnego krzyża jako znaku
        zbawczej śmierci Jezusa za świat. Czyżby prominentni katolicy ze względów
        pragmatycznych nie chcieli przyznawać się do swej wiary? Ona wzywa ich do
        dawania świadectwa zbawczej mocy Jezusowej śmierci na krzyżu, a nie do ochrony
        tożsamości kulturowej Włochów.

        CDN...
        • diabollo Re: Tadeusz Bartoś 21.11.09, 11:22
          Odstawienie na bok sensu religijnego krzyża ma istotny walor praktyczny w
          prowadzonej polemice. Jeśliby bowiem zgodzić się, że krzyż jest przede wszystkim
          znakiem śmierci Chrystusa dla okupienia wszystkich ludzi, wtedy ujawniłby się
          faktyczny konflikt ideowy i być może niestosowność obecności krzyża w miejscach,
          które z definicji mają być wspólną przestrzenią dla katolików i niekatolików.
          Znak religijny konstytuuje przestrzeń religijną (umyka to uwadze polemistów).
          Być może więc w życiu publicznym organizowanym przez neutralne światopoglądowo
          państwo trzeba by odróżniać Kościół, przykościelną salkę katechetyczną od
          urzędu, sądu czy szkoły?

          Katoliccy przywódcy dla celów pragmatycznych zbyt łatwo rezygnują z
          partykularnego religijnego sensu krzyża, przechodząc na pozycje uniwersalne
          obrońców kultury. Mniej mają na uwadze głoszenie "głupstwa" wiary, a bardziej
          ochronę pozycji społecznej własnej organizacji, która do niedawna dominowała w
          kulturze europejskiej.



          ***



          Istnieje szerszy kontekst tego sporu. Jest nim trwający w Europie od kilkuset
          lat konflikt (faktyczna wojna) pomiędzy rodzącym się świeckim państwem a
          Kościołem. Od XVII wieku Watykan stopniowo traci wcześniejsze uprawnienia.
          Powstają państwa narodowe i papiestwo przestaje być centralnym ośrodkiem
          opiniotwórczym decydującym o zasadach życia, wiary, rytuału, moralności i
          obyczaju. Stopniowo Kościół traci na rzecz państwa monopol w dziedzinie
          edukacji, wychowania, opieki zdrowotnej i społecznej. Powstające nauki
          przyrodnicze kwestionują wiele dotychczasowych religijnych pewników. Watykan
          zajęty przez wojska Garibaldiego pozbawiony zostaje w 1870 roku władzy nad
          Rzymem i okolicami, czego papieże nie chcieli przyjąć do wiadomości przez
          kilkadziesiąt lat.

          Wszystko to wywołuje gwałtowny opór i panikę Watykanu w XIX i XX wieku, których
          przejawami były m.in. Sylabus - spis zakazanych poglądów sporządzony przez Piusa
          IX, czy polowanie na modernistów, ukrytych wewnętrznych wrogów Kościoła,
          zorganizowane przez Piusa X. Do dziś Kościół rzymski ma kłopoty z uznaniem, że
          jest jednym z wielu wyznań, że nie ma monopolu na moralność i prawdę. Wszelka
          utrata wpływu przyjmowana jest alergicznie. W tym kontekście należy rozpatrywać
          sprawę włoskich krzyży.

          Jakie są źródła tego ekspansjonistycznego nastawienia katolicyzmu? Otóż Kościół
          rzymski ukonstytuował swój byt organizacyjny w starożytności, kiedy stał się
          oficjalną religią cesarstwa. Skutkiem tego przesłanie wiary zostało zdominowane
          przez rzymską ideę podboju świata. Zadanie polityczne walki o władzę i
          dominującą pozycję wykorzystało wiarę religijną dla swych celów. Ewangeliczne
          wezwanie głoszenia wiary na całym świecie stało się argumentem dla legitymizacji
          ideologii podboju świata. Imperializm zdobywców bardziej niż idee Jezusa stały u
          źródeł tego przedsięwzięcia. Cały świat miał stać się chrześcijański, choćby
          ogniem i mieczem. Dopiero w nowożytności idea militarnego podboju, zdobywania
          nowych terytoriów i ich chrystianizacji straciła rację bytu z uwagi na słabość
          Watykanu, kolejne militarne klęski. Zastąpiona została nową strategią opartą na
          zabiegach dyplomatycznych.



          ***



          Wróćmy jednak do kwestii krzyży w szkołach. Pokuśmy się o analizę teologiczną.
          Jezus nauczał: "Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy
          policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją
          szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa
          tysiące! (Mt 5, 38-41). Przesłanie to jest czytelne: uczniowie Jezusa nie mają
          budować sobie tutaj na tej ziemi Królestwa władzy i wpływów, bo Królestwo Jezusa
          nie jest z tego świata.

          Tymczasem przedstawiciele rzymskiego katolicyzmu nie chcą oddać ani skrawka,
          ustąpić w niczym na centymetr, choćby z szacunku dla ludzi, którym religia i jej
          symbole są obce, źle się z nimi czują, bo uważają je za obrazę rozumu czy uczuć.
          Pozbawiona empatii, konsekwentna ochrona własnych wpływów i przywilejów miast
          "odstępowania szaty i płaszcza".

          Takie rozminięcie się idei Założyciela i praktyki jest najbardziej gorszące. Nie
          pozwala widzieć w katolicyzmie Bożego dzieła. Miał rację John Allen, watykański
          korespondent amerykańskiego pisma "National Catholic Reporter", gdy mówił, że
          Watykan w swym ogromie (ponad miliard wyznawców) i centralistycznej strukturze
          jest drugim obok Stanów Zjednoczonych supermocarstwem.

          Rzymska idea panowania nad światem nijak ma się do nauki Jezusa, który mówił o
          sobie, że jest "cichy i pokorny sercem". Sobór Watykański II chciał odnowić
          wizję religijną (przeciwko wizji polityczno-strategicznej) obecności Kościoła w
          świecie. Dziś widzimy, że przegrała ona w całej rozciągłości z pragmatycznym
          nastawieniem, którego głównym punktem jest zabezpieczanie i poszerzanie sfery
          wpływów. Wciąż nie potrafią dojść do głosu pośród katolickiej hierarchii
          najistotniejsze elementy przesłania Jezusa.





          *Tadeusz Bartoś - były dominikanin, filozof, profesor Akademii Humanistycznej w
          Pułtusku, dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.
          Opublikował m.in. "Jan Paweł II. Analiza krytyczna", "Wolność równość katolicyzm"

          Tadeusz Bartoś*

          wyborcza.pl/1,75515,7274559,Zaprzestan_gniewu_i_porzuc_zapalczywosc.html
          • fnoll Re: Tadeusz Bartoś 23.11.09, 20:42
            podsumowując - krzyż w klasach szkolnych nie pełni roli symbolu religijnego,
            lecz godła państwowego, jest świadectwem władzy administracji kościelnej nad
            danym obszarem

            no i to wiele tłumaczy
            • ateista_z_wyboru Re: Tadeusz Bartoś 29.11.09, 11:42
              Pan Bartoś, jak zwykle, gada z sensem. Nic dziwnego, że tak rozsądnie myślący człowiek nie mógł wytrzymać w okowach schematów kościelnych.
            • marcinlet Re: Tadeusz Bartoś 29.11.09, 13:15
              fnoll napisał:

              > podsumowując - krzyż w klasach szkolnych nie pełni roli symbolu religijnego,
              > lecz godła państwowego, jest świadectwem władzy administracji kościelnej nad
              > danym obszarem
              Krzyż pełni rolę talizmanu odganiającego wampiry.
        • gaika Re: Tadeusz Bartoś 22.11.09, 21:34
          diabollo napisał:

          > Czcigodna Gaiko, dzięki za ten link, ten tekst pana Bartośia godny
          jest
          > wklejenia w całości.
          > Kłaniam się nisko.

          Może masz rację, że klikać tu się nie lubi.
          :)
    • 001radek Re: Migalski w obronie krzyża, czyli... 02.12.09, 16:31
      Obawiam sie,ze p.prezydent doskonale rozumie i to jest wlasnie
      najdorsze.
Pełna wersja