stephen_s
06.12.09, 00:01
To oczywiście prowokacyjna teza, ale... czy nie jest przypadkiem tak, że aby
cokolwiek osiągnąć, trzeba być w jakimś stopniu niemoralnym?
Popatrzcie:
1. Artyści - spora część z nich to narcyzi (i mówi się wręcz, że wybujała
miłość własna jest niezbędna, by wytrwać w roli artysty).
2. Biznesmeni - może generalizuję, ale czy aby nie jest tak, że szefowie
wielkich firm są bezwzględni, traktują pracowników przedmiotowo itd.
3. Politycy - znowu: czy nie jest tak, że żeby być skutecznym, polityk musi
mieć pewną dozę arogancji, bezwzględności, czy też umiejętności manipulowania?
I tak dalej...
Słowem, czy nie mamy do czynienia z pewnym paradoksem - że z jednej strony,
nasze społeczeństwo potępia pewne cechy... a z drugiej strony, do swojego
funkcjonowania potrzebuje ludzi z takimi właśnie cechami? W końcu: czy
społeczeństwo dałoby sobie radę bez artystów, przedsiębiorców, polityków... To
są elity, które pchają świat do przodu.
Więc jak to jest? Czy znacie może przykład dobrego człowieka, który
jednocześnie jest ewidentnym przykładem człowieka wielkiego?