lernakow
11.01.10, 08:05
Brnąłem dziś rano przez śnieg do pracy. Przed świtem, między szóstą a siódmą
rano. Gdzieś w połowie drogi, w piętrowej willi znajduje się jakaś kościelna
instytucja. Nie wiem dokładnie co, ale ciągle się tam kręcą księża w
towarzystwie uduchowionych efebów z dziewiczym wąsem na wardze, więc
przypuszczam, że ma to jakiś związek z edukacją, albo z poszukiwaniem
powołania. Na podjeździe przed willą, w wielkiej zaspie, z drewnianą szuflą w
dłoni, śnieg odgarniała kobieta.
Drogie feministki - nie mówcie mi, że Kościół nie docenia kobiet, że nie
potrafi zagospodarować ich zaangażowania, poświęcenia i licznych talentów. Ta
pani na chwałę Bożą zasuwała jak mały traktorek - nigdzie nie było równie
dobrze odśnieżone.