Co trzeci ksiądz jest gejem

11.05.10, 20:43
Taka wiedza została przekazana słuchaczom Radia Maryja przez Paula Camerona.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7869689,Paul_Cameron_w_Radiu_Maryja__30_proc__ksiezy_to_geje.html
Aż mi się żal zrobiło babć moherowych. Takie tematy chyba nie są odpowiednie
na ich skołatane nerwy.
    • lumpior Re: Co trzeci ksiądz jest gejem 11.05.10, 21:10
      Aż mi się żal zrobiło babć moherowych. Takie tematy chyba nie są
      odpowiednie
      > na ich skołatane nerwy.
      Bardziej szkoda jest Rydzykowi,wiec zaraz bylo sprostowanie.Babcie
      moherowe moga przestac slac datki,tego Rydzyk nie wytrzyma.
      • irandia Re: Co trzeci ksiądz jest gejem 11.05.10, 22:04
        lumpior napisał:

        > Aż mi się żal zrobiło babć moherowych. Takie tematy chyba nie są
        > odpowiednie
        > > na ich skołatane nerwy.
        > Bardziej szkoda jest Rydzykowi,wiec zaraz bylo sprostowanie.Babcie
        > moherowe moga przestac slac datki,tego Rydzyk nie wytrzyma.

        Tego to nikt nie wytrzyma, tj. braku kasy.

        pozdrawiam
        irandia
    • jeepwdyzlu Re: Co trzeci ksiądz jest gejem 12.05.10, 13:03
      jeszcze trzeba zrozumieć co to znaczy 30%

      jeep
    • oszolom.z.radia.maryja Co trzeci ksiądz jest gejem na zachodzie 12.05.10, 13:14
      w Polsce najwyżej co trzydziesty albo co trzechsetny
      • pocoo Re: Co trzeci ksiądz jest gejem na zachodzie 12.05.10, 13:21
        Aż TYLE w Polsce mamy "księżowskich" dzieci?
      • yan.nick Re: Co trzeci ksiądz jest gejem na zachodzie 12.05.10, 13:33
        oszolom.z.radia.maryja napisał:

        > w Polsce najwyżej co trzydziesty albo co trzechsetny

        Sprawdzałeś osobiście? Ja byłbym skłonny twierdzić, że połowa to są odwrtonej
        orientacji. Po prostu łatwiej jest schować snopek w zbożu, nieciężka praca a i
        pofilozofować można. Teraz jeszcze jest internet (choć podono powołań mniej),
        komunikacja bardziej anonimowa. A i kasa najczęściej regularna i bez wysiłku.
        • jeepwdyzlu niestety w Polsce jest jeszcze gorzej oszołomie... 12.05.10, 13:47
          www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505562,1,ksiadz-powolanie-i-seks.read?
          backTo=http://www.polityka.pl/swiat/komentarze/1505812,1,papiez-
          przemowil-ws-grzechow-kosciola.read


          arcyciekawe badania Profesora Baniaka z Wydziału Teologi UAM w
          Poznaniu:

          Modlitwa i cnota

          W sześcioletnim programie nauczania klerycy nie mają żadnych zajęć
          na temat przeżywania seksualności w warunkach celibatu. Na ostatnim
          roku przez jeden semestr uczą się tzw. medycyny pastoralnej, ale jak
          sama nazwa wskazuje, przedmiot ma pomagać w duszpasterstwie, więc
          wykłady na temat seksualności skupiają się na problemach wiernych.
          Nawet gdyby dotyczyły księży, na pomoc jest już za późno – kto
          zaszedł tak daleko, nauczył się już tłumić popęd i radzi sobie z
          celibatem zapewne najlepiej w całym swoim życiu kapłańskim. Na
          pragnienia cielesne klerycy dostają jedną praktyczną radę: modlitwę.
          Dzięki niej powołanie ma zostać rozniecone, a pożądanie wygaszone. –
          Językiem artykulacji popędu staje się obyczaj religijny, sam kleryk
          ma przez sześć lat stać się aseksualny – mówi Tadeusz Bartoś, były
          dominikanin, dziś profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku.

          Kłopoty zaczynają się po święceniach. Po rygorach seminarium młodzi
          księża diecezjalni trafiają do parafii, gdzie cieszą się znaczną
          swobodą osobistą. Wracają też do świata świeckich, gdzie granice
          między kapłaństwem a laikatem bywają zatarte, a ksiądz jest
          nieustannie konfrontowany ze swoim wyborem, w tym także z decyzją o
          bezżeństwie. Dla zakonników sytuacja jest nieco prostsza: wspólnota
          klasztorna przypomina tę z seminarium, świat świeckich zostaje za
          murem. Dla obu grup silnym nowym przeżyciem jest samotność, której
          nie było w seminarium. Według badań prof. Józefa Baniaka, połowa
          polskich księży przeżywa kryzys tożsamości kapłańskiej, a
          przebudzenie wypartej lub stłumionej wcześniej seksualności odgrywa
          w nim istotną rolę.

          Księża lubią mówić, że złamanie celibatu oznacza tak naprawdę
          słabość wiary – jakby seks duchownych wynikał z niedostatku
          powołania i nie miał związku z samym celibatem. Badania prof.
          Baniaka wywołały burzę, bo zadają kłam tej tezie. Owszem, jako
          wiodące źródło swoich kryzysów kapłańskich księża podają przyczyny
          religijno-kościelne – na czele z zaniedbywaniem spowiedzi (73,3
          proc. wskazań) oraz modlitwy i brewiarza (68,4 proc.). Ale niemal
          równie ważne są przyczyny świeckie, wśród których siedem najczęściej
          wymienianych ma związek z celibatem. Są to: trwałe relacje seksualne
          z kobietami (79,1 proc.), trwałe więzi uczuciowe (74,4 proc.), chęć
          posiadania rodziny (70,4 proc.), chęć posiadania dzieci (67,2
          proc.), brak uzdolnień do celibatu (64,8 proc.), niechęć do niego
          (63,9 proc.), wreszcie lęk przed samotnością (63,7 proc.).

          Trud życia w celibacie obnaża niedojrzałość psychoseksualną. –
          Ksiądz o skonsolidowanej osobowości wie, jak ma się odnosić do
          kobiet i mężczyzn, nie zakłada kółek modlitewnych z myślą o
          gratyfikacji własnych potrzeb – mówi ks. Prusak. Sami kapłani
          uważają, że zbyt bliskie kontakty ze świeckimi są ryzykowne; „kto
          stroni od braci, ten cnotę traci” – głosi księżowskie powiedzenie.
          Obok wyjściowej dojrzałości na zdolność do trwania w bezżeństwie
          wpływa także rozwój osobowości już w czasie posługi. Bywa, że ksiądz
          szczerze i dojrzale wybrał celibat, ale z czasem z niego wyrasta. Na
          zrzucenie sutanny lub habitu nie decydują się wcale najbardziej
          grzeszni, tylko najbardziej samodzielni spośród księży – z tej
          perspektywy widać najlepiej, jak obowiązkowy celibat hamuje rozwój
          osobowości księży, a potem skłania do trwania w obłudzie.
          • jeepwdyzlu niestety w Polsce jest jeszcze gorzej oszołom 2 12.05.10, 13:49
            Księga Gomory

            Z homoseksualizmem księży Kościół boryka się dłużej, niż istnieje
            celibat. Kontakty płciowe między mężczyznami piętnują już
            penitencjały staroirlandzkie, a w XI w. św. Piotr Damian
            pisze „Liber Gomorrhianus”, traktat moralny przeciw
            homoseksualizmowi duchownych. W dziele tym, adresowanym do papieża,
            charyzmatyczny zakonnik z Italii wylicza po kolei różne rodzaje
            stosunków, do każdego podając odpowiednią karę. Leon IX zaleceń nie
            przyjął, jak się przypuszcza dlatego, że „grzech przeciw naturze”
            był już wśród kleru zbyt powszechny. Wskazuje na to list św. Anzelma
            z Canterbury, który po ogłoszeniu w 1102 r. ciężkich sankcji dla
            księży współżyjących z mężczyznami kazał spowiednikom nakładać je z
            umiarem, bo „mało kto się tego grzechu wstydzi”. Sam Anzelm zasłynie
            z na wpół miłosnych listów do diakonów.

            Dziś osoby nieżyczliwe Kościołowi mówią, że jest on największą
            organizacją gejowską na świecie. Pogląd ten można by obalić, gdyby
            Kościół zechciał ujawnić choćby zbiorcze wyniki badań na klerykach –
            tyle że odsetek gejów wśród księży dla wielu i tak byłby nie do
            przyjęcia. Poza tym obnażyłby hipokryzję Kościoła w walce z
            homoseksualizmem. Z braku całościowych statystyk jesteśmy zdani na
            wycinkowe badania socjologów i szacunki psychologów. Richard Sipe,
            były benedyktyn i terapeuta duchownych z 30-letnim doświadczeniem,
            szacuje odsetek gejów wśród amerykańskich księży na 30 proc., wśród
            biskupów na 50 proc. W Polsce o szacunki pokusił się tylko prof.
            Baniak, który mówi o 20–30 proc. Nawet u nas nadreprezentacja jest
            więc wysoka, zważywszy, że odsetek osób orientacji homoseksualnej w
            społeczeństwie ocenia się na 2–3 proc.

            Zakaz wyświęcania kobiet w połączeniu z obowiązkowym celibatem
            stworzył społeczność, która w naturalny sposób przyciąga gejów. Nie
            chodzi o banalną obietnicę życia wśród mężczyzn, raczej o drogę
            życiową, która pozwoli stłamsić odrzucaną seksualność. Dla
            wierzącego homoseksualisty, który słyszy, że spełnienie jego
            pragnień jest grzechem, celibat może wydawać się najlepszym sposobem
            na „zagospodarowanie” swojej orientacji albo związanej z nią
            niepewności. Dwuznaczną rolę odgrywają tu grupy ministranckie. –
            Dla homoseksualnej młodzieży całkowicie męskie środowisko może
            stanowić atrakcyjne miejsce, a wstąpienie do seminarium wydawać się
            naturalnym następstwem – mówi Bartoś. Nie oznacza to, że powołanie
            tych kleryków jest nieszczere, ale bywa podszyte lękiem przed własną
            tożsamością seksualną.

            Gej w krypcie

            Księża geje przyrzekają celibat tak samo jak heterycy i podobnie jak
            oni niekiedy go łamią. Tu zaczynają się jednak różnice: ponieważ
            seks między mężczyznami jest w Kościele tak silnie piętnowany,
            księża uprawiają go w głębokiej konspiracji, często we własnym
            gronie. W rezultacie, jeśli cokolwiek wychodzi na jaw, to przypadki
            skandalizujące – jak zdjęcia z austriackiego seminarium Sankt
            Pölten, na których przełożeni całowali się z klerykami, czy
            wynurzenia prałata watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa,
            któremu włoska telewizja podstawiła męską prostytutkę. Wstyd i
            zakłamanie sprzyjają kulturze tuszowania kompromitujących sytuacji,
            szantażom i chorym zależnościom w łonie hierarchii kościelnej, czego
            ilustracją był choćby finał sprawy Paetza. – Problemem jest
            kryptohomoseksualizm księży, okłamywanie samych siebie i otoczenia –
            mówi ks. Prusak.

            Według Sipe’a, wewnętrzna kultura kleru sprzyja też tzw.
            homoseksualizmowi sytuacyjnemu. – Bywa, że młody mężczyzna, często z
            żarliwym powołaniem, trafia w środowisko praktykujące homoseksualizm
            i sam w niego popada, choć jest heteroseksualistą – mówi amerykański
            terapeuta. – Podobne zjawisko obserwuje się w więzieniach i w armii.
            To wszystko nie oznacza bynajmniej, że księża geje są bardziej
            rozwiąźli – według badań amerykańskich, odsetek homoseksualistów,
            którzy łamią celibat, jest taki sam jak u heteroseksualistów i
            wynosi ok. 20 proc. U niektórych jedyną formą aktywności jest
            homoerotyzm, zapatrzenie w innych mężczyzn, np. braci zakonnych, w
            najlepszym razie platoniczny związek, wyrażający się poufałą
            przyjaźnią. Wielu przestrzega celibatu w całej rozciągłości. Nie
            zmienia to faktu, że odsetek gejów wśród kleryków rośnie.
            • jeepwdyzlu niestety w Polsce jest jeszcze gorzej oszołom 3 12.05.10, 13:52
              Tendencje i lęki

              To jeden z powodów, dla których w 2005 r. Kongregacja ds. Wychowania
              Katolickiego wydała specjalną instrukcję, nakazującą usuwać z
              seminariów osoby z „głęboko zakorzenionymi tendencjami
              homoseksualnymi”, a te z „lękami homoseksualnymi” kierować na
              terapię i również usuwać, jeśli lęki nie ustąpią w ciągu dwóch lat.
              Kościół potwierdził tym samym, że nie uznaje homoseksualizmu za
              możliwą orientację dojrzałego człowieka, a jedynie za niewłaściwą
              ścieżkę rozwoju heteroseksualnego, z której można zawrócić na jasny
              szlak ku małżeństwu lub kapłaństwu. Stanowisko to pokazuje
              bezradność doktrynalną Kościoła wobec ludzkiej seksualności: zamiast
              rewidować nauczanie w obliczu ustaleń nauki, Watykan dyskryminuje
              kandydatów na księży, a wyświęconych gejów spycha w jeszcze głębsze
              podziemie, utrwalając zakłamanie i wynikające z niego patologie.

              Stopień ignorancji Watykanu w dziedzinie seksuologii ilustruje fakt,
              że zakaz przyjmowania gejów do seminariów miał być remedium na
              pedofilię duchownych. Od dekady Kościołem wstrząsają doniesienia o
              rozpowszechnionym, seryjnym wykorzystywaniu dzieci przez księży.
              Chronologia ujawniania skandali odpowiada pozycji Kościoła w
              poszczególnych krajach: zaczęło się w 2002 r. od purytańskiej
              Ameryki, gdzie katolicyzm jest mniejszościowym wyznaniem, dalej była
              katolicka, ale też anglosaska Irlandia, dziś ujawniają się ofiary w
              protestanckich Niemczech. Wyjąwszy pojedyncze przypadki, kryzys
              omija dotychczas tradycyjne bastiony Kościoła jak Włochy czy
              Hiszpania – mimo że od wieków działają tam szkoły katolickie, główne
              miejsce popełniania przestępstw na nieletnich, jak wynika z
              dotychczas ujawnionych skandali. Wybuch kolejnych jest zatem tylko
              kwestią czasu.

              Skala już znanych jest zatrważająca. Tylko w USA w latach 1950–2002
              diecezjom zgłoszono 10 667 przypadków wykorzystywania dzieci przez
              księży. W Irlandii, gdzie państwo i Kościół zawarły zbiorową ugodę z
              ofiarami, wypłacono odszkodowania 12 tys. osób. W Niemczech w ciągu
              dwóch miesięcy ujawniło się już 250 ofiar, w Holandii – 200, w
              Szwajcarii – 60, w Belgii – 30. Wszystkie mówią o tym samym:
              gwałtach, masturbowaniu, zmuszaniu do masturbacji, seksu oralnego i
              analnego. Większość zgłoszeń dotyczy przestępstw sprzed 20–30 lat –
              tyle czasu zajęło ofiarom uporanie się z traumą, przełamanie
              poczucia wstydu i winy zaszczepionej przez księży, wreszcie
              przedarcie się do organów ścigania nieskorych do zadzierania z
              Kościołem. Często tylko po to, by usłyszeć od prokuratora, że sprawa
              uległa przedawnieniu albo sprawca od kilku lat nie żyje.

              Pedofilii nie dopuszczają się siwi, niedołężni księża, których
              kojarzymy ze skandalami w Bostonie czy Dublinie. Molestowali jako
              młodzi wikariusze krótko po seminarium – w Stanach większość
              sprawców zaczynała krzywdzić w ciągu pięciu lat od święceń. 80 proc.
              amerykańskich ofiar to chłopcy – ale nie dlatego, że pedofile byli
              homoseksualni, jak chce Kościół, tylko dlatego, że do chłopców mieli
              ułatwiony dostęp i większą pewność, że będą oni milczeli ze wstydu.
              Pedofilia nie jest następstwem homoseksualizmu. Jej przyczyną jest
              zatrzymanie lub regres w rozwoju psychoseksualnym, który powoduje,
              że sprawca nie wykształca orientacji hetero- lub homoseksualnej. W
              kontaktach z dorosłymi może mieć preferencję dla mężczyzn lub
              kobiet – jak ks. Marcial Maciel Degollado, założyciel zakonu Legion
              Chrystusa, który gwałcił chłopców, żyjąc jednocześnie w
              konkubinatach z kobietami i płodząc z nimi dzieci.
              • jeepwdyzlu niestety w Polsce jest jeszcze gorzej oszołom 4 12.05.10, 13:55
                Grzech zaniechania

                Winą Kościoła nie jest to, że wśród księży znaleźli się pedofile (w
                USA ich odsetek jest niższy niż wśród nauczycieli), ale fakt, że
                hierarchia świadomie i metodycznie ukrywała ich działalność. Biskupi
                na całym świecie nie tylko nie zgłaszali przypadków molestowania na
                policję, ale rutynowo przenosili pedofilów z parafii do parafii, nie
                dbając nawet o to, by nie mieli styczności z dziećmi. Zaniechanie
                jest tym większe, że Kościół miał narzędzia, by rozprawić się z
                problemem. Księża podlegają sądom kościelnym, prawo kanoniczne zna
                przestępstwa seksualne na nieletnich, a zamiast więzień papież ma
                klasztory, do których może zsyłać grzeszników na dożywotnią pokutę –
                Benedykt XVI zrobił tak z ks. Macielem. Ale w ogromnej większości
                spraw nie wszczynano nawet procesów, zamiast tego kierując sprawców
                na terapię. A potem z powrotem do duszpasterstwa.

                Priorytetem Kościoła nie było bowiem ukaranie winnych, tylko
                uniknięcie skandalu. Już w 1962 r. Watykan wydał tajną
                instrukcję „Crimen Sollicitationis” na temat postępowania z księżmi,
                którzy nakłaniali do seksu podczas sakramentu spowiedzi. Obok
                wyliczenia niezbędnych procedur dokument nakazuje objąć całe
                dochodzenie diecezjalne tzw. tajemnicą Świętego Officium, której
                złamanie grozi automatyczną ekskomuniką. W 2001 r. tamtą instrukcję
                uzupełniła nowa, „De delictis gravioribus”, wymagająca od biskupów,
                by sprawy o molestowanie przekazywali bezpośrednio do Kongregacji
                Nauki Wiary – tak zarządził jej ówczesny prefekt kard. Joseph
                Ratzinger. Wymogów tajności dopełniono w całej rozciągłości, za to w
                wydalaniu księży Watykan był nad wyraz powściągliwy i łaskawy nawet
                dla zatwardziałych pedofilów. Także za pontyfikatu Jana Pawła II.

                Jeszcze w 1996 r. do biura Ratzingera trafiły dwa listy arcybiskupa
                Milwaukee w sprawie ks. Lawrence’a Murphy’ego, który w latach 60. i
                70. wykorzystał co najmniej 34 chłopców w szkole dla głuchoniemych w
                Wisconsin. Kardynał na listy nie odpowiedział. Arcybiskup wszczął
                proces, ale w 1998 r. Kongregacja zaleciła, by postępowanie umorzyć
                i nie usuwać Murphy’ego ze stanu duchownego. Na 3 tys. spraw, jakie
                spłynęły do Watykanu od 2001 r., aż 60 proc. zakończyło się w
                podobny sposób. Tylko w 20 proc. przypadków wszczęto procesy, w 10
                proc. papież osobiście wydalił sprawcę ze stanu duchownego, w
                pozostałych 10 z kapłaństwa zrezygnował sam oskarżony. Pod koniec
                kwietnia jedna z ofiar Murphy’ego złożyła w amerykańskim sądzie
                pozew przeciwko Benedyktowi XVI, inne chcą, by zeznawał na procesach
                jako świadek.

                Benedykta XVI chroni immunitet dyplomatyczny głowy państwa Watykan,
                ale nic nie zwalnia go z moralnej odpowiedzialności za tuszowanie
                pedofilii. Świeccy zostali zgorszeni najpierw postępowaniem
                sprawców, potem postawą hierarchów z papieżem na czele, niezdolnych
                do elementarnej empatii dla ofiar i refleksji nad własną rolą w
                skandalu. Sam Ratzinger zawiódł podwójnie: jako urzędnik kurii
                rzymskiej, odpowiedzialny za wyjaśnienie afer, i jako przywódca
                Kościoła instytucjonalnego, tak bardzo dotknięty oskarżeniami pod
                swoim adresem, że niezdolny do zaprowadzenia porządku we własnym
                domu. Podczas wizyty na Malcie Benedykt XVI spotkał się z ofiarami
                pedofilii duchownych, ale opinia publiczna oczekuje czegoś więcej
                niż wspólnej modlitwy z pokrzywdzonymi i wezwania Kościoła do
                pokuty – ujawnienia wszystkich starych i nowych przypadków pedofilii.

                Nawet naprawa krzywd nie rozwiąże jednak zasadniczego problemu,
                przed którym stoi dziś papież: co zrobić z seksualnością duchownych?
                Tak jak nie da się dłużej udawać, że wśród księży nie było
                pedofilów, tak też nie sposób trwać w obłudzie na temat celibatu
                duchownych ani twierdzić, że w Kościele nie ma gejów. Księża mają
                popęd seksualny, wielu go zaspokaja, a wypieranie tego pierwszego i
                zakazywanie drugiego jest nie tylko krzywdzące dla kapłanów, ale
                także niebezpieczne dla samego Kościoła. Pojmowanie seksualności w
                kategoriach grzechu i domniemanie, że można ją kontrolować za pomocą
                modlitwy i zakazów, uczyniło z Kościoła instytucję obsesyjnie
                skupioną na seksie. Świeccy od tej obsesji już się uwolnili, ale
                teraz mści się ona na duchownych, a konsekwencją mnożących się
                skandali jest brutalna desakralizacja kapłaństwa i gwałtowny spadek
                zaufania do Kościoła.

                Wielu powie, że Kościół przechodził już nie takie kryzysy, a bywały
                okresy, kiedy rozwiązłość kleru sięgała apartamentów papieskich. To
                prawda, ale jeszcze nigdy samoświadomość laikatu nie była tak
                wysoka, a władza świecka nie miała tak mocnych argumentów, by
                wpływać na Kościół z zewnątrz. To ona robi dziś porządek w Kościele
                instytucjonalnym, publikując raporty z nadużyć w irlandzkich
                diecezjach, przeczesując niemieckie klasztory w poszukiwaniu
                dziecięcej pornografii czy rekwirując grunty amerykańskich diecezji
                na poczet odszkodowań dla ofiar molestowania. Połączona presja
                opinii publicznej i rządów zmusza papieża do przyjmowania dymisji
                biskupich, które w innych warunkach być może by odrzucił – Waltera
                Mixy z Augsburga, pierwszego niemieckiego biskupa mianowanego przez
                Benedykta XVI, który jako ksiądz parafialny bił dzieci z sierocińca,
                czy Rogera Vangheluwe z Brugii, który przyznał się do molestowania
                chłopca.
                • jeepwdyzlu właściwy link do całości - lektura obowiązkowa! 12.05.10, 14:01
                  www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1505562,1,ksiadz-powolanie-i-seks.read

                  Bardzo prawdziwe, szczere i smutne.
                  Jestem ateistą, ale nie wrogiem Kościoła. Biorę go - kolokwialnie -
                  z dobrodziejstwem inwentarza.. Mam świadomość, że dzisiejszy świat a
                  zwłaszcza cywilizacja Zachodu - jest taka a nie inna dzieki
                  chrześcijańskiej etyce..
                  Ale pedofilia, zakłamanie - to boli
                  I wymaga piętnowania
                  Oszołom Twojego również...
                  pozdrawiam
                  jeep
                  • dzi1a Re: właściwy link do całości - lektura obowiązkow 12.05.10, 21:37
                    czy nie należałoby tę "Politykę" zapakować w dużą kopertę i przesłać w celach
                    informacyjnych jakiemuś wikaremu ?
      • kolter-xxl Re: Co trzeci ksiądz jest gejem na zachodzie 13.05.10, 00:17
        oszolom.z.radia.maryja napisał:

        > w Polsce najwyżej co trzydziesty albo co trzechsetny

        Bo tadzik z Torunia tak mówi ?
        • polski_amstaf Re: Co trzeci ksiądz jest gejem na zachodzie 13.05.10, 02:01
          Tadeo z Torunia twierdzi to najprawdopodobniej na podstawie własnych doznań
          empirycznych: co w Polsce najwyżej co trzydziesty zgodził sie na stosunek
          oralny, a co trzechsetny wyprostował mu kichę.

          Posdroofka
    • chasyd_666 Co trzeci gej jest pedofilem ... b/t 14.05.10, 19:01
      • kolter-xxl Re: Co trzeci gej jest pedofilem ... b/t 15.05.10, 17:14
        No to już wiemy skąd wśród kleru tylu pedofilii .
Pełna wersja