noveyy777
28.09.11, 23:44
W dniu dzisiejszym miałem nudną i wątpliwą przyjemność przeprowadzenia przydługiego monologu (ponieważ moi dyskutancji dyskutowali z diabłem w swoich glowach, zamiast dyskutować na temat) z trzema "fachowcami od filogenetyki molekularnej", którzy z zapałem neofitów serwują swoje "madrosci" na tym forum.
Ale do rzeczy: otóż spośród tego całego bełkotu na jaki sam się nraziłem, w którego zakres wchodziły między innymi opisy 'nowych, znanych tylko wybrańcom metod, jakimi operuje biologia ewolucyjna', o ile nie można powiedziec nawet o propozycji nowego pojmowania biologii w ogóle,:), udało mi sie wyłowić jeden najbardziej (bez)sensowny zarzut.
Otoż jeden z tych "fachowcow" okazal się też (pseudo)teologiem i zarzucil mi (czy może mnie tylko poinformowal o istnieniu takiej definicji- sam już nie wiem, poniewaz nie uzasadnił), że definicja Boga jest wewnętrznie sprzeczna.
Czy może ktoś mi przytoczyć tą "wewnętrznie sprzeczną definicję Boga"?, ponieważ takiego uzasadnienia jakoś się od mojego adwersarza nie doczekałem.
Dziękuje i zamieniam się w słuch:)