Dar wiary i nadziei

12.06.13, 19:57
Zapis przeżyć. Nieważne czyich i nieważne kiedy i gdzie miały miejsce
Myślę że porusza wiele ciekawych spraw, być może ktoś z Was przeżył coś podobnego, albo był z taką sytuacją skonfrontowany.
Boicie się śmierci ? Przejścia na tamtą stronę ? Czym jest wiara i nadzieja? Kotwicą?
www.twojewiadomosci.com.pl/content/drzewa
    • grgkh Re: Dar wiary i nadziei 30.10.15, 03:58
      filomena1 napisała:

      > Zapis przeżyć. Nieważne czyich i nieważne kiedy i gdzie miały miejsce
      > Myślę że porusza wiele ciekawych spraw, być może ktoś z Was przeżył coś podobn
      > ego, albo był z taką sytuacją skonfrontowany.
      > Boicie się śmierci ?

      Nie. Śmierć mnie nie dotyczy, nie ma jej, nie istnieje. Ale to nie ma znaczenia. Po wielu przeżytych dniach, następnych nie przeżyję. Tylko tyle. Czy trzeba się ścigać w zaliczeniu ich ilości? Tyle było dni zanim się urodziłem i zacząłem kojarzyć, czym jest świat. Czy trzeba zaliczyć "wszystkie"? Czy trzeba przeżyć wszystko?

      > Przejścia na tamtą stronę ?

      A co to jest "tamta strona"?

      Proste pytanie: co było przed narodzinami każdego z nas? Nic, bo nikt tego nie wie, nie pamięta? A dlaczego musi być coś potem?

      Od dziecka wypełniamy nasz mózg informacjami, bo mamy materialny mózg, który ma taką właściwość, bo w strukturze neuronów można zapisać informację. Gdy na starość ubywa tych neuronów, te zapisy zacierają się. Jesteśmy nimi. To powiązanie jest jasne i jednoznaczne.
      Phineas P. Gage (ur. 1823, zm. 21 maja 1860) – kierownik budowy kolei, który doznał poważnego uszkodzenia mózgu gdy stalowy pręt przebił na wylot jego czaszkę, niszcząc znaczną część płatów czołowych. Według wielu relacji, wydarzenie to zmieniło znacząco cechy osobowości i temperament Phineasa. Od tego przypadku zaczęło się rozumienie, bo czy ten nieszczęśnik miał jakiś wpływ na to, kim stał się po wypadku? Nie miał.

      > Czym jest wiara i nadzieja? Kotwicą?

      Ludzie są istotami społecznymi. Bez wychowującego nas kontaktu nie staniemy się ludźmi. Wychowuje nas ludzka kultura. A przecież tyle jest jej odmian. Bez tej kultury ludzkie dziecko może być co najwyżej takim dzikim dzieckiem: Dzikie dzieci, wilcze dzieci – dzieci egzystujące w społecznej izolacji, wychowywane przez zwierzęta lub posiadające jedynie pośredni kontakt z ludźmi (np. dzieci trzymane w niewoli i nie kontaktujące się z innymi ludźmi). Literackim przykładem dzieci wilczych są Romulus i Remus lub Mowgli.

      Ludzka kultura nie jest bezmyślna. Choć niektóre jej odmiany mogą być przerażająco okrutne. Ta kultura to w większości przetestowane przez tysiące lat pomysły na życie, to cała sprawdzona doświadczalnie wiedza o świecie, nauka. Jak powstało to, co jest w niej najwartościowsze, co jest prawdą o świecie? Przecież powstała nie za przyczyną wiary ale jako skutek sceptycyzmu, wątpienia, dzięki czemu błędne, nieprawdziwe hipotezy udawało się skutecznie nazwać i odrzucić.

      A wiara? Można przecież wierzyć w cokolwiek. To czysty przypadek decyduje, jakim nieudowodnionym a najczęściej absurdalnym dogmatom poddadzą się ofiary indoktrynacji. Tyle było tych religii, wyznań, mitów, legend i teorii spiskowych i we wszystkie ktoś wierzył. Zawsze jednakowo zawzięcie, uparcie. Bo dzieje się tak, gdy w umyśle dokonuje się bestialskiego mordu na sceptycyzmie.

      A jeśli nie wiara w przypadkowe byle co, to co nam może dać nadzieję?

      Taką nadzieją jest współistnienie z innymi ludźmi (i resztą świata) w obecności ludzkiej kultury, przeżycie swego życia tak, by z tej kultury wziąć to, co najpiękniejsze i to najpiękniejsze przekazać dalej, innym. A jeśli to możliwe, jeśli się uda, to dodanie do niej czegoś wartościowego.

      Po co liczyć na coś, co obiecuje się nam "po śmierci", jeśli teraz sprzedamy się tym przypadkowym w czasie i miejscu dogmatom, logicznie sprzecznym, absurdalnym i jakiejś organizacji, która tym zarządza? Po co tracić tę jedyną okazję, ten krótki czas swojego życia na zaprzedanie się, na załatwienie sobie czegoś, co nie istnieje?

      Czy istnieje jakiś dowód czegoś "po śmierci"? Dowód, który należałby się każdemu człowiekowi? Nie. Jest tylko oszustwo, żądanie "wiary" dla tych tysięcy religii i znamienne milczenie ich bogów. I są miliardy ludzi, których już nie ma a którzy zamiast skupić się na lepszej organizacji naszego wspólnego życia uwierzyli i stali się sługami. I łupem oszustów.

      > www.twojewiadomosci.com.pl/content/drzewa
      • a000000 Re: Dar wiary i nadziei 12.12.15, 22:06
        grgkh napisał:


        > Nie. Śmierć mnie nie dotyczy, nie ma jej, nie istnieje.

        Każdy by chciał żyć wiecznie... śmierć istnieje całkiem realnie, i nieważne jak ją nazwiemy. Jest to moment zakończenia życia ziemskiego.
        Czy jest coś dalej? Jedni twierdzą, że jest.... inni, że nie.... ani jedni ani drudzy dowodów nie przedstawiają. Pozostaje WIARA. Że jest, lub że nie jest.


        > Czy trzeba zaliczyć "wszystkie"? Czy trzeba przeżyć wszystko?

        nie, nie trzeba.


        > A co to jest "tamta strona"?

        tego nikt nie wie. Ludzie sobie różne rzeczy wyobrażają, ale dowodów brak. Pozostaje wiara.



        > Proste pytanie: co było przed narodzinami każdego z nas? Nic, bo nikt tego nie
        > wie, nie pamięta? A dlaczego musi być coś potem?

        to, że nie pamięta, to nie dowód, że nie było....

        >
        > Jesteśmy nimi.

        znaczy się, jesteśmy neuronami? raczej jesteśmy tablicą Mendelejewa, bo poza neuronami mamy coś więcej.

        Nie jesteśmy tym, jak nasz mózg działa.... to jest tylko program operacyjny. Który zarządza nami.


        > A wiara? Można przecież wierzyć w cokolwiek.

        można. nawet w to, że za zabicie człowieka nie tylko idzie się do nieba ale i 72 wiecznie dziewice się dostanie...

        > Bo dzieje się tak
        > , gdy w umyśle dokonuje się bestialskiego mordu na sceptycyzmie.

        muszę Ci rację przyznać..... ludzie którzy nie wątpia stają się bezmyślnymi fanatykami.

        > A jeśli nie wiara w przypadkowe byle co, to co nam może dać nadzieję?

        Ewangelia mówi, że wiara, nadzieja, miłość..... gdybym miłości nie miał, byłbym jako ten cymbał brzmiący...

        gdy nie masz wiary - pozostaje Ci miłość. Miłuj bliźniego swego jak siebie samego.

        >
        > Taką nadzieją jest współistnienie z innymi ludźmi (i resztą świata) w obecności
        > ludzkiej kultury, przeżycie swego życia tak, by z tej kultury wziąć to, co naj
        > piękniejsze i to najpiękniejsze przekazać dalej, innym. A jeśli to możliwe, jeś
        > li się uda, to dodanie do niej czegoś wartościowego.

        Właśnie realizujesz ewangeliczne zalecenie miłości bliźniego.

        >
        > Po co liczyć na coś, co obiecuje się nam "po śmierci", jeśli teraz sprzedamy si
        > ę tym przypadkowym w czasie i miejscu dogmatom, logicznie sprzecznym, absurdaln
        > ym i jakiejś organizacji, która tym zarządza? Po co tracić tę jedyną okazję, te
        > n krótki czas swojego życia na zaprzedanie się, na załatwienie sobie czegoś, co
        > nie istnieje?

        to nie jest takie proste. Wiara to tylko jedna z możliwych dróg wiodących do Boga. Idąc niczego sobie nie załatwisz....mało! jeśli wykonujesz zalecenia wyłącznie po to, aby sobie załatwić niebo - grzeszysz. Z Bogiem nie ma układów coś za coś. I nigdy nie wiemy, jak nasze życie zostanie w końcu ocenione. Mamy wskazówki: cokolwiek UCZYNIŁEŚ jednemu z mych braci - mnie uczyniłeś..... Zauważyłeś w tej ewangelii mowę o modlitwach, kościołach, religiach???? NIE! oceną będzie TYLKO Twój stosunek do bliźniego. Każdego.

        >
        > Czy istnieje jakiś dowód czegoś "po śmierci"?

        A musi być? Błogosławieni którzy uwierzyli. Komu? BOGU.

        > Jest tylko oszustwo, żądanie "wiary" dla tych tysięcy relig
        > ii i znamienne milczenie ich bogów.

        masz wolną wolę odrzucić każdą wiarę. Nikt od Ciebie niczego nie żąda. Wiara to łaska.


        > I są miliardy ludzi, których już nie ma a k
        > tórzy zamiast skupić się na lepszej organizacji naszego wspólnego życia uwierzy
        > li i stali się sługami. I łupem oszustów.

        przesadzasz. Te miliardy organizowały nasze życie tak jak potrafiły. Sługami byli nieliczni. Oszustami... no cóż... pewnie wielu. Ale każdemu jest wypłacone wedle uczynków jego.

        wiesz co? paskudny jest ten nowy format forum. Strasznie nieczytelny.

Pełna wersja