grgkh
08.10.14, 14:13
Katolicy, może w mniejszości a może i nie, bo widać to po ich zachowaniu w sprawie, o której mowa poniżej, uważają, że przestrzeń publiczna W CAŁOŚCI NALEŻY DO TEJ RELIGII, może być bez przeszkód przez nią dowolnie kształtowana i że każda przeszkoda w tym kształtowaniu to zamach na religię. A przed tym niemal wszyscy drżą.
(...) nasza rozmówczyni rok temu wróciła do pracy w szkole po rocznym urlopie dla poratowania zdrowia. W pokoju nauczycielskim zobaczyła krzyż. - Wcześniej nigdy go tam nie było - mówi. Ale teraz jest - pojawił się w chwili, gdy do szkoły miał przyjechać biskup.
(...) nie jest katoliczką i nie chciała symbolu krzyża w swoim miejscu pracy. Uznała więc, że sama krzyż zdejmie, a gdyby ktoś zapytał "dlaczego", wytłumaczy, jakie miała intencje. - W czasie okienka między lekcjami weszłam na krzesło, zdjęłam krzyż i położyłam go na półce - opowiada. Jak twierdzi, nikt nie zwrócił na to uwagi. Reakcja nastąpiła dopiero sześć tygodni później.
(...) Dyrektorka szkoły zwołała w trybie pilnym posiedzenie rady pedagogicznej.
Czy nie mogła porozmawiać o krzyżu z dyrektorką?
Pani Grażynie pomoże prawnik współpracujący z Fundacją Wolność od religii. Prezeska fundacji Dorota Wójcik przyznaje, że zaskoczyła ją odwaga nauczycielki, która zdecydowała się zdjąć krzyż. Wójcik mówi wprost: nauczycielka mogła zwrócić się do dyrektorki ze swoim wnioskiem w tej sprawie. - Ale uważam, że to byłoby nieskuteczne. My jako fundacja wielokrotnie zwracamy się do dyrektorów szkół z wieloma prostszymi sprawami, a jednak i tak spotykamy się z odmową - mówi Wójcik.
Minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska o całej sprawie, w tym o pozwie i procesie w sądzie, dowiedziała się od nas. - Dla mnie ta sytuacja jest nowa, ale jestem bardzo ciekawa tego procesu - mówi pani minister. Jak mówi, nie ma wątpliwości, że szkoła publiczna powinna być szkołą świecką. Ale dodaje też, że nie chciałaby w szkołach sporów o krzyże. - Wolałabym, żeby nie miały miejsca takie sytuacje, że w świat szkoły wkracza jakaś przemoc, że jedni wieszają krzyże, inni je zdejmują - dodaje Kluzik-Rostkowska.
Ksiądz, etyk: "Pani Grażyna powinna była liczyć się z konsekwencjami"
O komentarz poprosiliśmy też etyka, księdza profesora Alfreda Wierzbickiego z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Pani Grażyna powinna była liczyć się z konsekwencjami. Oczywiście nie popieram ostracyzmu środowiskowego ani piętnowania jej - mówi ksiądz. Jego zdaniem środowisko szkoły mogło wyjść naprzeciw temu, co się stało. - Wiele spraw trudnych, konfliktowych udaje się rozwiązać poprzez to, że zaczynamy ze sobą rozmawiać - mówi etyk.
Ale zaraz dodaje, że sam fakt zdjęcia krzyża uważa za niewłaściwy. - Pani Grażyna rozpętała w swojej szkole wojnę ideologiczną, której - jeśli nawet nie chciała - to jednak się jej doczekała - mówi etyk. Podkreśla, że - nie tylko w Polsce - zauważa niebezpieczną tendencję kulturową oczyszczania przestrzeni publicznej ze znaków religijnych. - Krzyż jest znakiem sakralnym dla ludzi wierzących. I należy tych ludzi szanować - podkreśla ks. Alfred Wierzbicki. Jego zdaniem - gdyby ateiści mieli swoje symbole, swoje znaki - należałoby je traktować z takim samym, należytym szacunkiem. Ale takich symboli nie mają.
Proces o dyskryminację na tle światopoglądowym przed sądem w Opolu ma ruszyć w listopadzie.
Ja osobiście szanuję ludzi wierzących. Mają prawo do swoich poglądów. Mają swoje świątynie, domy prywatne, media, duży udział w "czasie antenowym" (choć nie rozumiem dlaczego ich propaganda jest traktowana jako coś pozytywnego a nieagresywna krytyka takich treści to "atak" i powód do dyskryminacji). Mają też prawną ochronę swoich uczuć. Ja też jestem człowiekiem, mam swoje poglądy i uczucia ale nie są one tak chronione. Dlaczego? Ksiądz etyk na pewno tego nie umiałby uzasadnić.
W całej sprawie chodzi o promocję jednej tylko religii (przykład nieistniejącego symbolu ateistów jest odwracaniem uwagi) i demonstracji dominacji tej religii oraz na prześladowaniu tych, którzy sobie w strefie publicznej tego nie życzą. I mają do tego prawo.
Ciekawym i z pewnością statystycznie częstym przypadkiem jest potulna wobec religii reakcja pozostałych nauczycieli. Mogłoby się wydawać, że mają oni minimum świadomości, jaka jest ich misja - mają przekazywać obiektywna wiedzę oraz przygotowywać dzieci do życia dorosłego, w którym te powinny się zachowywać tolerancyjnie, nieagresywnie ideologicznie itp. Reakcji nie było. Czy to tylko strach przed potęgą tej ideologii?
Religia realnie rządzi nami. Czy dlatego bo przekazuje jakąś ważną ideologię, która jest ludziom bliska i w imieniu której warto deklarować się publicznie? Nie, rządzi nami strachem przed napiętnowaniem, odrzuceniem, prześladowaniami. I tak, dla świętego spokoju (szkoda tych, co się postawią ale sami są sobie winni) pozwalamy religiantom na zbyt wiele. Nie będziemy się narażali. A co tam te trochę wolności i to, że ktoś upominający się o nią cierpi... Niech strach decyduje. Tak myślą...
A ja sobie myślę tak... Jeśli na co dzień coraz mniej młodych bierze ślub (kościelny), chodzi do kościoła i realnie wierzy w jakichś bogów, to dlaczego chrzczą dzieci, wysyłają na naukę religii w szkole, przyjmują księdza po kolędzie, dają na tacę i tolerują wszechobecną religijną propagandę? Błędne koło się kręci. Niby trwa jakaś ewolucja wycofywania się społeczeństwa z zależności od religii (pewnych zachowań ubywa) ale wciąż religia, organizacja religijna zdobywa nowe przyczółki. I to dlatego ich jątrzenie, przeszkadzanie w działalności państwa odnosi skutek - trwa wojna. A tam, gdzie jest wojna muszą być straty.
Religijni ideologowie wypowiadają się przeciwko nauce, zdrowemu rozsądkowi, mącą nam w głowach. Realnie zmieniają poglądy ludzkie na bardziej zacofane. Może nie wszystkim ale to się wciąż dzieje.
Ale gdyby nie ludzie tacy jak ta nauczycielka, nieliczni gotowi podejmować nierówną walkę, w której wcale nie jest powiedziane kto wygra, kiepsko by było. O ostatecznym wyniku konfrontacji z religią zadecyduje ilość i determinacja w działaniu takich ludzi. Władzy, zwłaszcza opartej na kłamstwach i manipulacji, a co jest z tym ściśle związane - sprawowanej przez ludzi o wątpliwych zasadach moralnych - nie oddaje się dobrowolnie. I nie zdarzyło się w historii ludzkości nigdy, by jakaś religia zechciała ją tak oddać.