dorisn
01.01.16, 13:55
Ateista z definicji to człowiek całkowicie odrzucający istnienie Boga oraz innych Bogów, nieważne jakiej religii, których istnienia z różnych racjonalnych powodów do tej pory nie udało się potwierdzić. Jednym słowem - człowiek nie wierzący w nic. Jak wygląda ateizm z prawdziwego, praktycznego punktu widzenia, jak to się przejawia w życiu, w zwykłych sytuacjach życiowych ludzi deklarujących się jako ateiści?
Piszę to z punktu widzenia osoby wierzącej, nie chodzącej do Kościoła. Zdarzyło mi się spotkać sporo osób deklarujących się jako ateiści i oto moje spostrzeżenia:
- zdarzały się osoby, które utożsamiały nieuznawanie Kościoła za równoznaczne z ateizmem, co wg mnie jest nieprawdą;
- odrzucenie wiary nie tylko w Boga, ale w ogóle w jakiekolwiek wartości utożsamiane z chrześcijaństwem jak miłość, związki, wiara w związek- zadziwiło mnie jak wielu ateistów nie widzi potrzeby w ogóle wiązania się z kimkolwiek, ma upodobanie do związków przelotnych lub wręcz płytkich, często otwarcie zdradzają swoich partnerów (owszem, zagorzali Katolicy również), znajdują upodobanie w trójkątach lub tzw "otwartych związkach", nie wykazują też woli i chęci podtrzymywania kontaktów;
- problemy z wyznaczaniem sobie celów - wielu ateistów wydaje mi się ludźmi mocno pogubionymi, nie potrafiących sobie stawiać jakiegoś celu, nawet ogólnego, do którego dążą np. chcę skończyć takie studia i do tego dążę, założenie rodziny itd. Takie życie z dnia na dzień bez celu;
- niedotrzymanie zobowiązań i łamanie obietnic składanych wcześniej - np. przyjadę do Ciebie na Święta, za miesiąc ta sama osoba mówi, że jednak spędzi wolny czas z kolegą z pracy;
- pluralizm - różnorodność wszystkiego i wszystkich. Wybór aż za duży, co powoduje po prostu pogubienie się;
- zadziwiająco dużo ateistów przejawiało otwarty wrogi wręcz stosunek do chrześcijaństwa i Kościoła, natomiast zadziwiająco chętnie interesowało się, wręcz przyjmowało wzorce innych religii, nawet tak "egzotycznych" jak buddyzm;
- upatrywanie (podświadome?) wartości w najmniejszych i banalnych rzeczach, jak np kartka papieru i wymyślanie różnych tez na ten temat jak "co zadecydowało, że format A4 ma takie wymiary" , "pusta kartka = tabula rasa", upatrywanie obrazu, wyrazu w jakieś abstrakcyjnej, bezkształtnej rzeźbie;
- debaty o filozofii życia i sensie (!) życia, często prowokacyjne rozmowy o bezsensie różnych symboli i wartości;
- zmienność, brak poczucia stałości, zakotwiczenia co skutkowało depresją;
- duża zmienność zainteresowań;
- emocjonalny chłód - "nie wierzę w związki, w okazywanie uczyć" . Zadziwiająco dużo pozytywnych uczuć kojarzy się ateistom z religią;
- zadziwiło mnie, że znajomi ateiści deklarowali religię jako kajdany, a ateizm jako wolność, jednak skoro czują się wolni i szczęśliwi, dlaczego wśród tej samej grupy tyle osób z depresją, mających swoisty bałagan w życiu, odczuwających wewnętrzna pustkę, pogubienie. Sporo z nich przejawiało skłonność do rozmaitych substancji, wręcz nie dbało o siebie, angażowało się w jakieś ekstremalne i eksperymentalne formy spędzania wolnego czasu i życia w ogóle. Uderzył mnie brak szacunku do własnej osoby;
- niedojrzałość emocjonalna, niebieskie ptaki;
- ateiści do tej pory poznani to w przeważającej większości faceci, kobiety to dosłownie pojedyncze przypadki. Co ciekawe to własnie ci faceci bardzo często, głosząc tą "wolność i tolerancję" mieli tendencje do krytykowania życiowych postaw kobiet. Będąc w związku z kobietą nie potrafili iść na kompromisy, jak np obecność choinki w domu na Boże Narodzenie, zawsze wymagali dostosowania się do nich, nigdy odwrotnie.
Jakie wy macie doświadczenia?