feelek
09.02.17, 13:08
Podział Świata na: religijnych i a- religijnych. Religijni: wszyscy, co przyjmują jako wektor, wyznacznik, drogowskaz: wykładnie religii.
[Ograniczając się do głównych nurtów religijnych jak Chrześcijaństwo, Islam, Hinduizm, Buddyzm ... i pomijając jakieś ruchy sekciarsko-niszowe typu Sekta Korescha, wspólnota Kacmajora w Majdanie Kozłowickim nastawione na wykorzystywanie Zagubionych w celu ich finansowego wykorzystania lub zapanowania nad umysłami ...]
Człowiek posługujący się religią ma w pakiecie także odpowiedź na szereg pytań związanych z wątpliwościami, problemami typu kardynalnego, podstawowego.
problem: rozwiązanie:
przemijanie życie wieczne
choroba, cierpienie plan boży
brak sukcesów plan boży
brak środków materialnych życie wieczne
To wyżej to tylko lakoniczne podsumowanie. Przed ww. stają również ci, którzy odrzucają z różnych, najrozmaitszych powodów interpretacje/ sposób życia: religijne. Pomińmy motywacje religijnych, poprzestańmy nad dyskusją o motywacjach życiowych negujących religie jako ten wspomniany życiowy drogowskaz. Co a-religijni z ww. tabelką robią nie mając tych odpowiedzi- wytrychów?
Z moich obserwacji bywa różnie. Nawet najbardziej inteligentni mają z tym problem. Czasem i oni kiepsko radzą sobie z przemijaniem, świadomością nieuchronności śmierci, wpadają w alkoholizm, popełniają samobójstwo na tle nieuchronności starzenia się (Hemingway), ze strachu doznają "łaski nawrócenia", przy czym jako nuworysze są jeszcze gorsi od tych idących szeroką drogą, gdzie płynie mainstream.
Każdego dopada problem przemijania jak zbliża się w kalendarzu cyfra 8 na pierwszym miejscu w liczbie jego lat. Osoby z cyfrą w tym miejscu póki co: 2,3,4 nie są w stanie dramatu przemijania zrozumieć, nie mają jak. On przychodzi powoli jak pojawia się tam: 5,6,7.
Nie radzą sobie też z chorobami, świadomością, że na jakimś etapie rozwoju nie ma odpowiedzi na ich oczekiwanie: życie bez cierpienia, które na nich spadło w postaci np. konieczności obcięcia nogi (np. cukrzyca), ślepoty, paraliżu (np. SM)...
Osobiście, będąc dość mocno doświadczonym przez los uważam, że wyrobienie sobie przeświadczenia, że czas jest dany nam jeden, jedyny raz, każdy dzień jest po to aby go wykorzystać, że codziennie można coś osiągnąć...
Szanując przeświadczenie osób wierzących oczekujących na pośmiertne spotkanie z Bogiem, w którego wierzą, nie podzielając ani trochę tego przeświadczenia, nie przeszkadza mi moje przeświadczenie, że któregoś dnia światło definitywnie zgaśnie, że nie będzie tablicy z napisem: ciąg dalszy nastąpi. Każdy, najdłuższy nawet serial się przecież na którymś odcinku kończy. Kolejne sezony są też coraz nudniejsze i słabsze.
Moja prywatna odpowiedź: wykorzystać daną szansę maksymalnie jak tylko się da. Nie przeszkadza przy tym jakiekolwiek ograniczenie: materialne, losowe.
Materialne: cieszyć się z tego, co mam, dążyć do polepszenia tego poprzez pracę, wysiłek fizyczny i intelektualny. Każdy inny humanoid jest przecież ode mnie albo: bogatszy (wtedy obawa przed wpadnięciem w zgorzknienie), albo biedniejszy (wtedy obawa przed wpadnięciem w pychę).
Zdarzenia niepożądane typu losowego: szukać rozwiązań dostępnych w nauce, nigdy nie rezygnować z celu poprawy tego co jest; żyć higienicznie(w jak najszerszym tego słowa znaczeniu, nie tylko: czystości), unikać okoliczności pomniejszających szanse na maksymalnie długie, udane życie typu: drugs, tobbacco, alco. (ostatnie w rozsądnych granicach, pono w ankiecie na długość życia wpisujesz: alco= 0 -> długość życia: odejmij 2 lata, wpisujesz: a little bit-> długość życia: ... dodaj 2 lata; chodzi o możl. rozładowania stresu], niebezpieczna jazda autem, niesprawdzanie przewodów kominowych att. CO...etc....
ja mam taką odpowiedź.
Interesuje mnie każdego. Religijni są tu zwolnieni, ich odpowiedź znamy.
Aż za dobrze ;)