a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć?

09.02.17, 13:08
Podział Świata na: religijnych i a- religijnych. Religijni: wszyscy, co przyjmują jako wektor, wyznacznik, drogowskaz: wykładnie religii.
[Ograniczając się do głównych nurtów religijnych jak Chrześcijaństwo, Islam, Hinduizm, Buddyzm ... i pomijając jakieś ruchy sekciarsko-niszowe typu Sekta Korescha, wspólnota Kacmajora w Majdanie Kozłowickim nastawione na wykorzystywanie Zagubionych w celu ich finansowego wykorzystania lub zapanowania nad umysłami ...]

Człowiek posługujący się religią ma w pakiecie także odpowiedź na szereg pytań związanych z wątpliwościami, problemami typu kardynalnego, podstawowego.

problem: rozwiązanie:

przemijanie życie wieczne

choroba, cierpienie plan boży

brak sukcesów plan boży

brak środków materialnych życie wieczne

To wyżej to tylko lakoniczne podsumowanie. Przed ww. stają również ci, którzy odrzucają z różnych, najrozmaitszych powodów interpretacje/ sposób życia: religijne. Pomińmy motywacje religijnych, poprzestańmy nad dyskusją o motywacjach życiowych negujących religie jako ten wspomniany życiowy drogowskaz. Co a-religijni z ww. tabelką robią nie mając tych odpowiedzi- wytrychów?
Z moich obserwacji bywa różnie. Nawet najbardziej inteligentni mają z tym problem. Czasem i oni kiepsko radzą sobie z przemijaniem, świadomością nieuchronności śmierci, wpadają w alkoholizm, popełniają samobójstwo na tle nieuchronności starzenia się (Hemingway), ze strachu doznają "łaski nawrócenia", przy czym jako nuworysze są jeszcze gorsi od tych idących szeroką drogą, gdzie płynie mainstream.


Każdego dopada problem przemijania jak zbliża się w kalendarzu cyfra 8 na pierwszym miejscu w liczbie jego lat. Osoby z cyfrą w tym miejscu póki co: 2,3,4 nie są w stanie dramatu przemijania zrozumieć, nie mają jak. On przychodzi powoli jak pojawia się tam: 5,6,7.

Nie radzą sobie też z chorobami, świadomością, że na jakimś etapie rozwoju nie ma odpowiedzi na ich oczekiwanie: życie bez cierpienia, które na nich spadło w postaci np. konieczności obcięcia nogi (np. cukrzyca), ślepoty, paraliżu (np. SM)...

Osobiście, będąc dość mocno doświadczonym przez los uważam, że wyrobienie sobie przeświadczenia, że czas jest dany nam jeden, jedyny raz, każdy dzień jest po to aby go wykorzystać, że codziennie można coś osiągnąć...
Szanując przeświadczenie osób wierzących oczekujących na pośmiertne spotkanie z Bogiem, w którego wierzą, nie podzielając ani trochę tego przeświadczenia, nie przeszkadza mi moje przeświadczenie, że któregoś dnia światło definitywnie zgaśnie, że nie będzie tablicy z napisem: ciąg dalszy nastąpi. Każdy, najdłuższy nawet serial się przecież na którymś odcinku kończy. Kolejne sezony są też coraz nudniejsze i słabsze.

Moja prywatna odpowiedź: wykorzystać daną szansę maksymalnie jak tylko się da. Nie przeszkadza przy tym jakiekolwiek ograniczenie: materialne, losowe.

Materialne: cieszyć się z tego, co mam, dążyć do polepszenia tego poprzez pracę, wysiłek fizyczny i intelektualny. Każdy inny humanoid jest przecież ode mnie albo: bogatszy (wtedy obawa przed wpadnięciem w zgorzknienie), albo biedniejszy (wtedy obawa przed wpadnięciem w pychę).

Zdarzenia niepożądane typu losowego: szukać rozwiązań dostępnych w nauce, nigdy nie rezygnować z celu poprawy tego co jest; żyć higienicznie(w jak najszerszym tego słowa znaczeniu, nie tylko: czystości), unikać okoliczności pomniejszających szanse na maksymalnie długie, udane życie typu: drugs, tobbacco, alco. (ostatnie w rozsądnych granicach, pono w ankiecie na długość życia wpisujesz: alco= 0 -> długość życia: odejmij 2 lata, wpisujesz: a little bit-> długość życia: ... dodaj 2 lata; chodzi o możl. rozładowania stresu], niebezpieczna jazda autem, niesprawdzanie przewodów kominowych att. CO...etc....

ja mam taką odpowiedź.
Interesuje mnie każdego. Religijni są tu zwolnieni, ich odpowiedź znamy.
Aż za dobrze ;)
    • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 09.02.17, 13:13
      poprawiam czytelność "tabelki"

      problem: rozwiązanie:

      przemijanie: życie wieczne

      choroba, cierpienie: plan boży

      brak sukcesów: plan boży

      brak środków materialnych: życie wieczne
    • sybaryta_pis Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 09.02.17, 13:21
      czym się powoduję aby żyć?
      Życie jest piękne, jestem miłośnikiem życia.Dobrego jedzenia, kobiet, używek, szeroko rozumianej rozrywki jak np dobrego kino, podróże.Trzeba dużo się śmiać i żartować, do życia podchodzić z dystansem, ,,czarny humor" wskazany, bo pomaga w tragiźmie obecnym w życiu. Życie niestety niesie też cierpienie, które, uważam, trzeba minimalizować wszelkimi sposobami. Najtrudniejsza jest starość, przemijanie, choroby wszelakie.Obserwując starych ludzi, dochodzę do wniosku, że wszyscy starzy powinni brać leki antydepresyjne (nowoczesne prawie bez skutków ubocznych), które w jakimś sensie pomogą w akceptacji życia.
      Podpisano - Areligijny
      • pocoo Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 09.02.17, 14:32
        sybaryta_pis napisał:

        > czym się powoduję aby żyć?
        > Życie jest piękne, jestem miłośnikiem życia.Dobrego jedzenia, kobiet, używek, s
        > zeroko rozumianej rozrywki jak np dobrego kino, podróże.Trzeba dużo się śmiać i
        > żartować, do życia podchodzić z dystansem, ,,czarny humor" wskazany, bo pomaga
        > w tragiźmie obecnym w życiu.

        Tak żyłam.

        > Życie niestety niesie też cierpienie, które, uważ
        > am, trzeba minimalizować wszelkimi sposobami.

        Zgadza się.

        > Najtrudniejsza jest starość, prze
        > mijanie, choroby wszelakie.Obserwując starych ludzi, dochodzę do wniosku, że ws
        > zyscy starzy powinni brać leki antydepresyjne (nowoczesne prawie bez skutków ub
        > ocznych), które w jakimś sensie pomogą w akceptacji życia.

        Nigdy nie zaakceptuję starości i dlatego nigdy nie będę stara.Mam prawo do własnych decyzji.
        Środkiem antydepresyjnym jest miłość,tak jak...lekarstwo na raka?
        • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 09.02.17, 14:39
          ja również postanowiłem nigdy nie być stary
          - nawet w wieku 101 lat...
          ------------------------------------
          [ale jakie to q... będzie trudne...]
          • grzeg34 Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 09.02.17, 15:08
            feelek napisał:

            > ja również postanowiłem nigdy nie być stary
            > - nawet w wieku 101 lat...
            > ------------------------------------
            > [ale jakie to q... będzie trudne...]

            No tak, niektórzy twierdzą, że irracjonalna wiara czyni cuda :)
            Ja do tej wiary dorzuciłbym jeszcze wytrwałą pracę i efekty są jak najbardziej realne:

            www.pudelek.pl/artykul/94302/ma_80_lat_i_jest_najstarsza_na_swiecie_kulturystka_zdjecia_s/foto_1#
        • wawrzanka Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 11:00
          pocoo napisała:

          > Nigdy nie zaakceptuję starości i dlatego nigdy nie będę stara.Mam prawo do włas
          > nych decyzji.
          > Środkiem antydepresyjnym jest miłość,tak jak...lekarstwo na raka?

          Kiedy zaczyna się starość? I drugie pytanie: jeśli chodzi o miłość - to jaka ona ma być na starość?
          • pocoo Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 14:46
            wawrzanka napisała:

            > Kiedy zaczyna się starość?

            Kiedy wku...a nas odbicie w lustrze.

            >I drugie pytanie: jeśli chodzi o miłość - to jaka ona ma być na starość?

            Miłość się czuje, albo nie.Nie ma odpowiedzi jaka ma być.Pełna oddania,radości,bliskości...
            Na starość? Jeżeli chociażby piją ziółka i patrzą sobie z uwielbieniem w oczy.Kiedy minuta rozłąki jest wiecznością.
            Kiedy...niech to jasny szlag trafi.

            • wawrzanka Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 15:43

              > Kiedy zaczyna się starość?

              > Kiedy wku...a nas odbicie w lustrze.

              Kurcze, nie ma na to jakiegoś sposobu? Zbić lustro? Zamienić urodę na coś innego i nie przejmować się tym odbiciem? Przecież zawsze można wyglądać atrakcyjnie stosownie do wieku. I to mózg jest najseksowniejszy. I tak dalej. Knuję zawczasu...
              • pocoo Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 20:07
                wawrzanka napisała:

                > Kurcze, nie ma na to jakiegoś sposobu? Zbić lustro? Zamienić urodę na coś inneg
                > o i nie przejmować się tym odbiciem?

                Zawsze radziłam;jeżeli nie podoba ci się coś,to zmień to, a nie użalaj nad sobą. Ja się nie użalam.Ja mam dość.

                >Przecież zawsze można wyglądać atrakcyjnie
                > stosownie do wieku.

                Można i ja doskonale o tym wiem.

                >I to mózg jest najseksowniejszy. I tak dalej.

                Ech.Może mi odwaliło.Może mi brak...
                "Bierz co chcesz,lata bierz,
                Diable mój, dam ci wiersz,
                Tylko daj,daj,daj,chociaż raz
                Wielką miłość,tak prawdziwa".
                Każda modlitwa jest gó... warta.
                Wiesz dlaczego jeszcze żyję? Może dlatego,ze jest jeszcze zbyt dużo ludzi,którzy mnie kochają.

            • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 16:13
              ale:
              znam takich, co ich odbicie w lustrze nie wq... wia nigdy, ani jak są starzy, ani jak byli młodzi...
              ja takich nazywam, że lubią SIEBIE...
              znam też takich, co ich odbicie w lustrze wq...wiało zawsze: czy młodzi byli, czy starzy...
              ci to z tych nie lubiących ani siebie, ani tym bardziej innych.

              pooco:
              >>>kiedy minuta rozłąki jest wiecznością....?>>>
              a pisała tak dołująco, a to co niby jest????
              optymizm???!!!
              jak tak można pooco!
              • pocoo Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 19:51
                feelek napisał:

                > pooco:
                > >>>kiedy minuta rozłąki jest wiecznością....?>>>
                > a pisała tak dołująco, a to co niby jest????
                > optymizm???!!!
                > jak tak można pooco!

                Można.
                Jeżeli ktoś po wielu latach podaruje ci iskierkę nadziei,a potem ją zakryje i nie wiesz; tli się,czy zgasła?
                • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 14.02.17, 11:56
                  Pooco: >>>Jeżeli ktoś po wielu latach podaruje ci iskierkę nadziei,a potem ją zakryje i nie wiesz; tli się,czy zgasła?>>>

                  ???
                  Pooco- poeta?
                  (poetka raczej)
                  [poetra? (skoro: ministra)]
    • wawrzanka Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 11:05
      Nie jestem wyznawczynią żadnej religii, ale też nie uważam, że życie jest bez sensu. Chcemy żyć, kochamy życie, jest w nas ten "drive". Skąd ten napęd do życia? To nie strach, ale właśnie to pytanie dało początek religiom.
      • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 13:34
        czy to znaczy, że pisząc tak jak my tutaj, tak myśląc, tworzymy jakąś religię?
        --------------------------------------
        [tu zaczyna się 1 0000000000000-fontów-ważąca dyskusja co się zacznie pytaniem:
        >>>a co to jest religia, podaj def.>>>]
        --------------------------------------
        IMHO nie, nie tworzymy (tak myśląc/pisząc) żadnej tam jakiejś nowej religii, jeśli się weźmie, że religia to zbiór jakichś nie podlegających dowodzeniu rzeczy mających w założeniu pomóc ludziom żyć i umrzeć...

        ...my, owszem tworzymy (tak myśląc/pisząc) zbiór jakichś rzeczy mających w założeniu pomóc ludziom żyć i umrzeć...ale to wszystko ww. da się dotknąć, opisać, zmierzyć...
      • green-balon Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 14:35
        wawrzanka napisała:

        nie uważam, że życie jest bez s
        > ensu.

        A ja uważam że jest bez sensu.

        Chcemy żyć, kochamy życie, jest w nas ten "drive".

        A ja nie.

        Skąd ten napęd do życi
        > a?

        Z zysku. To pogoń za zyskiem motywuje wielu do życia za wszelką cenę, nawet po trupach innych.

        To nie strach, ale właśnie to pytanie dało początek religiom.

        Nie, to zysk dał początek religiom. Składać mi tu chamy ofiary bo zbawione nie bedzieta.
        • wawrzanka Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 15:35
          green-balon napisał(a):


          > Chcemy żyć, kochamy życie, jest w nas ten "drive".
          >
          > A ja nie.

          Ok. W takim razie dlaczego się jeszcze nie zabiłeś?
          • green-balon Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 15:44
            wawrzanka napisała:

            > Ok. W takim razie dlaczego się jeszcze nie zabiłeś?

            Bo lubię się pośmiać z tekstów na forach rozmaitych. Do zabicia się jestem przygotowany i zrobię to w odpowiednim czasie ale ty się o tym nie dowiesz.
            • wawrzanka Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 15:50

              > Ok. W takim razie dlaczego się jeszcze nie zabiłeś?
              > Bo lubię się pośmiać z tekstów na forach rozmaitych.

              No proszę - fora chronią malkontentów przed samobójstwem. Brawo Internet!
            • feelek Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 17:52
              green-Balonie:
              do zabicia się jesteś przygotowany i zrobisz to w odpowiednim czasie ale wawrzanka się tego nie dowie?
              a skąd przypuszczenie, że kogokolwiek to interesuje?
              : zaproszenia imienne wydrukujesz, czy co?
              zawieś choć listę kogo wyróżniłeś
              (tą informacją)
              ;)
              • pocoo Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 10.02.17, 20:15
                feelek napisał:

                > green-Balonie:
                > do zabicia się jesteś przygotowany i zrobisz to w odpowiednim czasie ale wawrza
                > nka się tego nie dowie?

                Jemu będzie zwisało wszystko i wszyscy.
                Jeżeli ja zadecyduję,ze mam dość,to właśnie w ten sposób pomyślę.
      • 9rgkh Re: a-religijni czym się powodujemy aby ... żyć? 14.02.17, 17:16
        Może to, po prostu, jedna z możliwych do załadowania do naszego umysłu wersji "programu"?

        W jednym miejscu świata żyją ludzie szczęśliwi, w innym jest inaczej. Dlaczego? Bo sobie przekazują "sposób na życie" i jego rozumienie. Po załadowaniu takiego programu, często od nas to mało zależy, niewiele już można zrobić. A życie mamy tylko jedno.
    • 9rgkh Mamy to zapisane w genach 11.02.17, 04:24
      Od tego się zaczęło. Było sporo "nieudanych" prób i przymiarek w procesie abiogenezy (powstania życia). Ale zdarzyła się, przynajmniej jedna, udana.

      Które przetrwały?

      Tylko ta, która miała taką "konstrukcję", która przetrwanie umożliwiała. Pozostałe zniknęły.

      I ta reguła obowiązuje przez cały czas trwania ewolucji i w każdym momencie istnienia dowolnego organizmu żywego.

      "Przypadek" decyduje o tym, że zachodzi jakaś mutacja, albo że podejmujemy jakieś działanie. Jeśli jest to przyczyna "zgubna" to taka istota żywa znika. Znika także ta, zapisana w jej genach lub memach, przyczyna.

      Z całej populacji istot żywych pozostają przy życiu i przekazują dalej informację te istoty, które wybrały działanie na przetrwanie.

      Dlaczego cierpimy?

      Ponieważ ból, cierpienie są takimi właściwościami naszych organizmów, które pomagają nam w jakiś sposób przetrwać. Ostrzegają nas przed zagrożeniem. Ktoś niezdolny do odczuwania bólu zrobi sobie krzywdę i zginie - na pewno szybciej niż ktoś inny, kogo bodziec bólowy ostrzeże.

      Taka właściwość pojawiła się kiedyś jako przypadkowa mutacja ale ponieważ sprzyjała przetrwaniu, więc się utrwaliła.

      Między nami są ludzie, którzy zachowują się nieracjonalnie, robią sobie krzywdę. Jest duża szansa, że zginą wcześniej niż później. Wraz z nimi zginie zespół cech, które nie sprzyjają przeżyciu.

      Gdy w ten sposób patrzy się na to, jaki jest nasz stosunek do tego, by starać się raczej żyć niż nie dbać o przeżycie, to widać, że cała nasza konstrukcja będąca efektem miliardów lat eksperymentów na życiu i sztuce przeżycia, zachowała przy życiu głównie tych, którzy jak zaprogramowane automaty - wydawałoby się, że nie wiadomo dlaczego - kurczowo trzymają się życia.

      Jesteśmy tutaj jako "ofiary" tej selekcji - to ci, co "chcą" żyć. A jaką sobie dorobimy do tego legendę, to sprawa drugorzędna. Każdy sobie może coś tam pokombinować, ale z różnymi uzasadnieniami trwamy z niemal identyczną chęcią do życia.

      Ewolucja zaopatrzyła nas nie tylko w zdolność do cierpienia. Umiemy również odczuwać przyjemność. Ta druga właściwość ma nas zachęcać do czynności, które sprzyjają przeżyciu. Wiadomo, czynności fizjologiczne będą tu na pierwszym planie. Ale równie ważne jest przekazanie genów potomstwu - a więc musi być jakaś silna motywacja do prokreacji. I jest. Zauroczenie partnerem i "życie seksualne" są jednymi z najsilniejszych bodźców, które rządzą naszym życiem. Społeczeństwa, w których te bodźce są tłumione, nie mają potomstwa i wymierają. Kto zostaje? Ci, którzy wciąż im podlegają. Świat jest pełen przykładów działania tej reguły.

      Kto wybierze sobie jakiś "kiepski" cel lub sens życia, ten przegra, zniknie i przy okazji zginie ten jego cel lub sens. Choćby jako negatywny przykład, który był zaobserwowany przez innych. Negatywny czyli niewart kopiowania.

      Ale pamięć o takich doświadczeniach zaciera się i dlatego, jeśli nie zadbamy o naukę przyszłych pokoleń, to mogą one powtarzać te same, kosztowne, bo skutkujące śmiertelnymi w efekcie porażkami błędy.

      ...
      • feelek Re: Mamy to zapisane w genach 11.02.17, 18:12
        Ciekawe podejście.
        Pytania rodzą pytania:
        1. po co w genach miałaby być zapisana info o tym, żeby się zachowywać tak, żeby przetrwać, żeby żyć?
        Jaki miałby być tego powód? Czemu więc nawet i tu są deklaracje: że się jeden czy drugi zabije ?
        ;)

        2.czy ci, którzy wymyślili historie o bogach/Bogu/ spisali je w świętych księgach nie są osobnikami, co działali w myśl ww. racjonalnie? Ich działanie sprzyjało przetrwaniu- nie mając jakichkolwiek informacji, czemu dzieje się, jak się dzieje (umieramy, rodzimy się z wodogłowiem, mamut urywa nam rękę, nie ma co jeść) udzielali sobie nieuprawnionej z punktu widzenia nauki odpowiedzi: w pozawymiarowej rzeczywistości jest jakiś Zarząd, który nad tym panuje; ten Zarząd: widzi wszystko, po śmierci transponuje nas w inną rzeczywistość...; po jakimś czasie po upadku Wielkiego Głazu/przelaniu się wód przez Cieśninę, gdy przejściowe trudności Zarządu się kończą, a wody opadną, ponownie pojawia się żywność na polach, owoce na drzewach...
        Inni, którym do czegoś było to potrzebne, domyślili jeszcze do tej historii potem: na nagrodę Zarządu trzeba zasłużyć (grzechy, piekło, niebo, kwarantanna w czyśćcu), ale to już inna historia.
        Wracam do pytania: czy takie działanie nie było racjonalne- sprzyjało przetrwaniu, samo się narzucało ("to MUSI mieć jakiś sens"), od tego do myśli: Zarząd to Bóg, już tylko moment, wersja z Bogiem jest przy tym bardziej romantyczna (Bóg nas kocha, oddał za nas życie, Bóg Ojciec poświęcił Boga- Syna), gdy ta z Zarządem wydaje się być bardziej technokratyczna.
        • wariant_b Re: Mamy to zapisane w genach 11.02.17, 19:30
          feelek napisał:
          > Ciekawe podejście.
          > Pytania rodzą pytania:
          > 1. po co w genach miałaby być zapisana info o tym, żeby się zachowywać tak,
          > żeby przetrwać, żeby żyć?

          A może pytania o cel (po co?) i przyczynę (dlaczego?) nie dają odpowiedzi
          tak użytecznych, jak pytania o mechanizm zjawisk (jak? w jaki sposób?)
          Mechanizm eliminuje osobniki, które się nie rozmnożyły, a multiplikuje
          (i modyfikuje) te, które mają potomstwo. Z którym to potomstwem
          czyni podobnie. I taką iterację wykonuje skończoną, ale o nieokreślonej
          bliżej liczbie, ilość razy. W warunkach, które pośrednio zależą od wyniku
          wcześniejszych iteracji. Nie tylko genetycznych, bo w zasadzie wszystko
          jest zmienne.

          > 2.czy ci, którzy wymyślili historie o bogach/Bogu/...

          podlegają podobnym mechanizmom? - tak. Mem jest eliminowany lub
          multiplikowany (i modyfikowany) w dość podobny sposób. Ekspansja
          i wymieranie działają podobnie. Religia, jaką widzę teraz, jest dość podobna
          do tej, którą pamiętam z dzieciństwa, ale różnice są zauważalne.

          > Wracam do pytania: czy takie działanie nie było racjonalne...

          Czy obstawienie w Totolotku wygrywającej kombinacji liczb jest racjonalne,
          a przegrywającej - nieracjonalne? Wydaje mi się, że mem "racjonalny"
          ma nieco inne znaczenie, niekoniecznie pasujące do omawianego przypadku.
        • 9rgkh Re: Mamy to zapisane w genach 12.02.17, 04:59
          feelek napisał:

          > Ciekawe podejście.
          > Pytania rodzą pytania:
          > 1. po co w genach miałaby być zapisana info o tym,
          > żeby się zachowywać tak, żeby przetrwać, żeby żyć?

          W genach pojawiają się mutacje obu rodzajów ale te, które nie sprzyjają przeżywaniu i uporczywemu trzymaniu się przy życiu, łatwiej przepadają. Częściej pozostają te z drugiej grupy. Tak dokonuje się selekcja.

          > Jaki miałby być tego powód?

          Ewolucja jest ślepa. Liczy się tylko skuteczność.

          > Czemu więc nawet i tu są
          > deklaracje: że się jeden czy drugi zabije ?
          > ;)

          Nie wiem, o jakich deklaracjach myślisz. Spróbuję się domyślić.
          Zapewne chodzi wciąż o to samo, o przypadkowe, losowe reguły wynikające z działania genów lub środowiskiem spowodowane zakłócenia w ich działaniu.

          > 2.czy ci, którzy wymyślili historie o bogach/Bogu/
          > spisali je w świętych księgach nie są osobnikami,
          > co działali w myśl ww. racjonalnie?

          Jeszcze raz powtórzę - ewolucja i warianty zachowań są przypadkowe, losowe. Te same zachowania dla jednych sytuacji działają korzystnie a dla innych niekorzystnie.

          Planowanej racjonalności w tym nie ma. Jeśli religia jest skuteczna to dlatego, że dla naszego gatunku bardziej opłacało się zagospodarować większość populacji jako posłuszną siłę roboczą niż jako kreatywne umysły.

          Ta zasada działa do dziś.

          Dlatego wciąż religie tak dobrze się mają. Najlepiej ogłupiają ludzi - czyniąc ich posłusznymi. A tych ludzi jest naprawdę "za dużo" ze względu na minimalne potrzeby wykorzystania ich potencjału myślowego. Technologię posuwa do przodu mała cząstka ludzkości. Jednocześnie ci "mózgowcy" mają większy dostęp do dóbr, bo są bardziej zaradni.

          Równowaga pomiędzy ilością mózgowców i ogłupionych religiami jest chwiejna. Skutkiem tego jest np. obecny kryzys ogólnoświatowy.

          Mózgowcy stworzyli świat technologii, który udostępnili wszystkim. Te technologie dają możliwości wpływu na duże masy ludzkie, głównie tych ogłupionych. Stworzyły się niemal idealne warunki do tego, by coraz większe grono ludzi szalonych, wariatów pozbawionych empatii itp. uzyskało populistyczny dostęp do manipulowania wielkimi masami ludzkimi.

          Świat wchodzi teraz w bardzo niebezpieczną fazę rozwoju. Wszystkimi nami (pamiętajmy, że w znacznej części są to ogłupieni czyli ludzie bez wiedzy i nieracjonalnie myślący) manipulować z łatwością mogą już nie tylko religie i organizacje religijne ale i ci szaleńcy.

          > Ich działanie sprzyjało przetrwaniu- nie mając jakichkolwiek
          > informacji, czemu dzieje się, jak się dzieje (umieramy,
          > rodzimy się z wodogłowiem, mamut urywa nam rękę, nie ma
          > co jeść) udzielali sobie nieuprawnionej z punktu widzenia
          > nauki odpowiedzi: w pozawymiarowej rzeczywistości
          > jest jakiś Zarząd, który nad tym panuje;

          Ten "zarząd" był najczęściej tworzony na wzór ludzki, bo wtedy można było najlepiej "udawać", że się jest bogiem, jego przedstawicielem. Władza "od boga" była najłatwiej akceptowana przez ludzi jej podlegających.

          > ten Zarząd: widzi wszystko, po śmierci transponuje nas
          > w inną rzeczywistość...; po jakimś czasie po upadku
          > Wielkiego Głazu/przelaniu się wód przez Cieśninę, gdy
          > przejściowe trudności Zarządu się kończą, a wody opadną,
          > ponownie pojawia się żywność na polach, owoce na drzewach...
          > Inni, którym do czegoś było to potrzebne,
          > domyślili jeszcze do tej historii potem: na nagrodę Zarządu
          > trzeba zasłużyć (grzechy, piekło, niebo, kwarantanna w
          > czyśćcu), ale to już inna historia.

          > Wracam do pytania: czy takie działanie nie było
          > racjonalne- sprzyjało przetrwaniu, samo się narzucało
          > ("to MUSI mieć jakiś sens"),

          Ludziom sprzedaje się różne idee lub teorie spiskowe, nie tylko religijne - byle ich skłonić tym do posłuszeństwa.

          > od tego do myśli: Zarząd to Bóg, już tylko
          > moment, wersja z Bogiem jest przy tym bardziej
          > romantyczna (Bóg nas kocha, oddał za nas życie,
          > Bóg Ojciec poświęcił Boga- Syna), gdy ta z Zarządem
          > wydaje się być bardziej technokratyczna.

          Zauważ, jak potężnie dział ogłupianie religią, jeśli religijne dogmaty są TAK ABSURDALNE a mimo to ludzie je akceptują i gotowi są za nie oddać życie?

          To jest ta "potęga wiary" - należy wyłączyć w ludzkich umysłach sceptycyzm i logikę. Taki umysł staje się praktycznie zwyczajnym automatem.
      • 9rgkh Hodowla - jeszcze jedno ciekawe zjawisko 13.02.17, 14:47
        Jeśli dla przetrwania genów jest mniej istotne "jak" się zachowuje organizm żywy, który jest ich nosicielem - byle ostateczny skutek był przetrwaniem - to trzeba by rozważyć wariant nędznego, dającego mało przyjemności lub satysfakcji żywota takiego organizmu jako korzystny.

        Są gatunki, które ten problem rozwiązały organizując życie wspólnotowe z podziałem na wyraźne role, np. pszczoły lub mrówki. Są robotnice, żołnierze, "trutnie", królowa-matka... Co jest istotnego w tej organizacji? Żaden z przedstawicieli podgrup takiej wspólnoty nie dopomina się o sprawiedliwość czyli "przywileje", które mają inne podgrupy. Jest środek do celu - odgrywanie pewnej roli oraz cel - skuteczność istnienia gatunku, genów.

        A jak to wygląda u ludzi?

        Weźmy taki system kastowy istniejący przy okazji hinduizmu. Tu dzieje się coś podobnego. Celem jest skuteczność przetrwania. Sposobem do jego osiągnięcia - system. Znaczna część ludzkiej populacji została tam zepchnięta do mało wdzięcznej roli w kaście najniższej. Wykonują "czarną robotę". Dzięki niej cały system osiąga sukces. Problemem mogłoby być tylko to, czy ci o małych prawach lecz dużych i paskudnych obowiązkach, traktowani z góry, jako gorsi, nie zbuntują się i nie zechcą awansować.

        Rozwiązaniem tego problemu było "przekonanie" pariasów, że "tak musi być", skłonieniem ich do przyjęcia dogmatu. Ktoś taki powinien zrezygnować z buntu, który mógłby wyniknąć z samodzielnego myślenia i oczekiwania na równe traktowanie wszystkich ludzi. Powinien uwierzyć, że ma się podporządkować treści dogmatu.

        I tak oto wiara, która jest cechą niedojrzałych istot (powinny, ucząc się, przyjmować od doświadczonych pewne zasady za prawdziwe) stała się narzędziem w "hodowli".

        Hodowli podlega duża część ludzkiej populacji, która dzięki wierze i karmieniu jej dogmatami, pozwala się sprowadzać do roli, w której ma małe wymagania dla siebie ale dużo z siebie daje innym.

        O ile w świecie pszczół lub mrówek, które ewoluowały przez długi czas i zdążyły poprzez specjalizację dostosować swoje organizmy do pełnionych funkcji, o tyle w świecie ludzi taki proces praktycznie w ogóle nie zadziałał. Fizycznie jesteśmy tacy sami. Nasze potrzeby, działanie zmysłów nie różnią się.

        A jednak, bez cienia litości, bez wyobraźni i empatii, godzimy się na to, by innym przedstawicielom naszego gatunku gotować podły dla nich los.

        Hodujemy ich sobie, karmiąc ich dogmatami w nadziei, że pozostaną tam, gdzie są i będą bez szemrania znosili swoją niedolę.

        Nie byłoby w tym "podziale" ról tak wielkiego zła, gdyby nie to zakłamanie, które mu towarzyszy. Przecież te parszywe ale potrzebne prace ktoś "powinien" wykonywać. Albo i nie, jeśli "po dobroci", bez manipulowania nim, nikt się na to nie zgodzi.

        To jest ten problem hodowli - zmuszanie hodowanych do funkcjonowania w bardzo niekomfortowej dla nich sytuacji.

        A jaki to ma związek z tematem tego wątku?

        Gdy pytamy o "świadomy" cel życia (niektórzy żyją bez uświadamiania sobie go i jest to wspaniałe życie) to powinniśmy dowiedzieć się, jakimi dogmatami był karmiony ten pytany i w jakie teraz święcie wierzy. Wiara i dogmaty - jakże często - przesłaniają obiektywne widzenie swego istnienia.
        • spinoff Re: Hodowla - jeszcze jedno ciekawe zjawisko 14.02.17, 11:06
          Postrzeganie procesów społecznych przez pryzmat mechanizmów ewolucji nazywa się materializmem dialektycznym. Taki światopogląd sformułował Marks łącząc heglowską dialektykę z darwinizmem w myśl własnego postulatu, by filozof nie tylko interpretował świat, lecz by go zmieniał. Czyli jest to rewolucyjny czyn filozofa. Notabene, Schopenhauer, ten od Erystyki, to też filozof, ale "przejawiający cechy niedojrzałych istot" bo jako metafizyk zauroczony buddyzmem zaprzeczał istnieniu materialnej rzeczywistości.
          • kalllka Re: Hodowla - jeszcze jedno ciekawe zjawisko 14.02.17, 12:22
            O właśnie, kluczowe stwierdzenie- zauroczenie (!)
            które prowadzi do błędnych wniosków, ergo uogólnień / osobowych/
            jako metafizyk zauroczony [...] -> zaprzeczał istnieniu materialnej rzeczywistości..
            W tym ujęciu buddyzm staje się monumentalny -monoteistyczny (!) i pozbawion swojej podstawowej cechy- współistnienia.
            Buddyzm, wyabstrahowany z filozofii i swoich podstawowych założeń: czterech...prawd
            pl.glosbe.com/pl/sa/prawda
            Zamiast służyć indywidualnemu oświeceniu i współczuciu.... zostaje użyty do fastrygowania widzimisiow.
            • 9rgkh Re: Hodowla - jeszcze jedno ciekawe zjawisko 14.02.17, 17:05
              kalllka napisała:

              > ... zostaje użyty do fastrygowania widzimisiow.

              Śliczne. :) Czy mogę kiedyś użyć tego w swojej wypowiedzi bez konieczności powoływania się na Twoje autorstwo?
          • 9rgkh Re: Hodowla - jeszcze jedno ciekawe zjawisko 14.02.17, 17:01
            Nie wiedziałem, że to się jakoś nazywa. I, prawdę mówiąc, chyba nie chcę tego wiedzieć. Pamięć mam słabą do takiego nazewnictwa. :)

            Druga rzecz to ta, że nie przykładam wagi do związku treści wypowiedzi z osobą autora lub historią życia tej osoby. Ludzie zmieniają poglądy. Raz mądrzeją, innym razem zdarza im się głupieć. Czy to, jak się toczyły ich koleje losu, ma wpływ na wartość czegoś, co w jednym momencie życia wypowiedzieli?

            Wypowiedzi, a zwłaszcza te "wartościowe" muszą bronić się swoją treścią.

            A ja, gdy czytam, co tu napisałeś o Marksie, to poczułem, że idę jego drogą. :) Filozofuję, w sensie wyciągania jakichś słabo związanych wniosków i formułowania uogólnień i publikując moje interpretacje - być może - zmieniam świat. Wiadomo, w jakiej skali. Niedużej.

            Co do Schopenhauera to korzystam z dorobku tego, co on rozpoczął a co na pewno potem było rozwijane - analizowanie sposobu komunikacji międzyludzkiej poprzez zgodne z logiką zasady przekazu informacji. Bo przecież chodzi tylko o jedno, żebyśmy w rozmowie zasad logiki nie łamali. Regułki podane przez Schopenhauera i jego następców każdy może sobie wymyślić od zera, tylko po co, jeśli są one już spisane?

            Procesy społeczne to bardzo ciekawe pole do opisu. Nie ulega wątpliwości, że i one "muszą być zgodne z fizyką świata". Problem polega na tym, że są wypadkową bardzo wielu zmiennych i podlegają teorii chaosu. Są wrażliwe na małe zmiany, ale też tylko czasem i niedokładnie wiadomo kiedy. Niemniej pewne ogólne zasady da się dla nich wypowiedzieć. Podobnie jak dla ewolucji, przy której też warto pamiętać, że ewolucja organizmów żywych to tylko wycinek ewolucji całego Wszechświata, zresztą, jak powyżej napisałem, zgodnego w stu procentach z jego fizyką.

            Życie na Ziemi to środowiska, które można potraktować jako społeczeństwo lub społeczeństwa. I dlatego te tematy wydają mi się tak bliskie sobie.
    • spinoff Albo - Albo 14.02.17, 11:12
      Śmiej się z tarapatów życia, będziesz tego żałował; płacz nad nimi, będziesz także tego żałował; śmiej się czy płacz z tarapatów życia, będziesz i tego i tego żałował; albo się będziesz śmiał, albo będziesz płakał, będziesz żałował i tego, i tego. Zawierz dziewczynie, będziesz tego żałował; nie wierz dziewczynie, będziesz tego żałował; wierz czy nie wierz dziewczynie, będziesz i tego i tego żałował. Powieś się, będziesz tego żałował; nie wieszaj się, będziesz tego także żałował; powieś się czy nie powieś, będziesz tego żałował; czy się powiesisz, czy nie powiesisz, będziesz i tego, i tego żałował. Taka jest, panowie, treść mądrości życiowej [osobników a-religijnych, zdaniem Kierkegaarda].
      • feelek Re: Albo - Albo 14.02.17, 11:48
        ja nie żałuję tego, że:
        - nie powiesiłem się (może za nisko było?),
        - zawierzyłem dziewczynie (gdy ona - mi)
        - począłem potomka (raczej: po-Kacpra), co go oczekiwali'm,
        - zbudowałem dom (raczej: doprowadziłem, skończyłem),
        - zwiedziłem 27 krajów Świata (po upadnięciu ZSRR, CSRS, YU, połączeniu BZ, D,DDR: 32),
        - tarapaty mam gdzieś (choć one mnie- nie).

        Wyznaję Tumiwisizm w wersji aktywnej (wisi mi, że tarapatom nie wisi) wg. niejakiego Feelkogaarda [czyt.: filkogarda]
      • 9rgkh Re: Albo - Albo 14.02.17, 17:11
        Wygląda ładnie i refleksyjnie ale ja mam bardziej optymistyczne nastawienie do świata.

        Chciałbym, nie zawsze mi się to udaje, traktować każdą chwilę życia jak jedyną i ostatnią. I cieszyć się nią.

        Wynika z tego parę fajnych rzeczy ale to szerszy temat.
        • feelek Re: Albo - Albo 14.02.17, 19:19
          OK
          ale:
          traktować każdą chwilę życia jako ostatnią?
          to odbiera radość: skoro mam mieć przeświadczenie, że za chwilę wszystko się skończy i zgaśnie światło na zawsze?
          Chyba raczej traktować tę chwilę jako fragment większej całości, każda dołożona jest "done my best" (zrobiona najlepiej jak umiem), wszystkie kolejne składają się na najlepszą całość, jaką jest się w stanie wygenerować.
          • 9rgkh Re: Albo - Albo 14.02.17, 22:43
            feelek napisał:

            > OK
            > ale:
            > traktować każdą chwilę życia jako ostatnią?
            > to odbiera radość: skoro mam mieć przeświadczenie, że za
            > chwilę wszystko się skończy i zgaśnie światło na zawsze?

            Światło na zawsze i tak kiedyś zgaśnie, i nie ma w tym niczego przerażającego. A ja nie napisałem, że robię takie założenie.

            Ostatnia chwila to taka, w której nie snuje się planów, nie odkłada się "na później", nie zmienia się świata i nie analizuje przeszłości, która mogła być stresująca... bo jest coś ważniejszego, czego nie wolno przegapić - teraźniejszość. To jest uruchomienie pełni doznań zmysłów i radości istnienia.

            Ale nie oznacza to porzucenia planowania w ogóle... itd.

            Felku, skup się i nie wynajduj w mojej deklaracji niczego przykrego. Świat i życie są piękne. Szkoda tracić choćby jedną chwilę życia na znęcanie się nad swoją psychiką lub na oczekiwaniu, kiedy można się będzie zemścić.

            Pozytywny stosunek do życia to też oczekiwanie, że ludzie się zachowają raczej przyjaźnie niż wrogo, a jeśli im się zdarzy to drugie, to wybaczanie im tego.
            • feelek Re: Albo - Albo 14.02.17, 23:48
              >>>Felku, skup się>>>
              ...
              ...
              na litość:
              nie umiesz pan nie pouczać innych?
              mógłbyś się pan pozbawić/ odspawać/oduczyć swojego pożal się Boże mentorstwa?
              inaczej będziesz pan rozmawiał sam ze sobą
              your choice
              • 9rgkh Re: Albo - Albo 15.02.17, 00:14
                > nie umiesz pan nie pouczać innych?
                > mógłbyś się pan pozbawić/ odspawać/oduczyć swojego pożal się Boże mentorstwa?

                A jakim językiem Ty do mnie się zwracasz?

                > inaczej będziesz pan rozmawiał sam ze sobą
                > your choice

                Rozmawianie z Tobą wcale nie jest przyjemnością, a w imieniu innych się nie wypowiadaj. I to Ty za mną "łazisz" i komentujesz wszystko, co tu napiszę, choć są to komentarze najczęściej bez sensu i agresywne.

                Na pewno i nigdy nie wygrasz ze mną w takich potyczkach słownych. Ale Ty wciąż WIERZYSZ w to, że stanie się jakiś cud. Proszę Cię, obraź się na mnie do końca, wyłącz w swoich ustawieniach forum widoczność moich postów a wszyscy odetchną z ulgą.
                • feelek Re: Albo - Albo 15.02.17, 02:13
                  to głupie- takie podejście
                  ale jak tak to
                  eot
Pełna wersja