9rgkh
27.02.17, 13:10
Bardzo szeroki temat, bo i zmian ("na dobre") jest i jeszcze będzie bez liku. Na sugestie KK w tym względzie można liczyć. Nie zostawi nas samych sobie. Nie pozwoli, żebyśmy sobie zrobili jakąś - nie daj boże - krzywdę. Nie po to bóg nas kocha, żebyśmy cierpieniem nie zasłużyli sobie na pierwszą klasę w pociągu do wiecznego zbawienia... zbawienia od trosk ziemskiego życia.
Religijnie umotywowani osobiście ale skłonni i zdolni do podzielenia się dobrem z nami wszystkimi, chociaż kobiety, jako płeć piękna (nie tylko ciałem ale i duchem) zasłużyła sobie na szczególną uwagę dobrodziejów i dobroczyńców.
Cóż więc tu mamy?
Prof. Bogdan Chazan, były dyrektor warszawskiego szpitala im. Świętej Rodziny, został członkiem zespołu powołanego przez ministra zdrowia. Zespół ma opracować projekt standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej.
Minister zdrowia w piątek powołał zespół ds. opracowania projektu standardów organizacyjnych opieki okołoporodowej, których podstawą mają być obecne regulacje. Szefowa Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska powiedziała, że minister zdrowia zapewnił ją, iż standardy opieki okołoporodowej będą podnoszone.
Prof. Chazan członkiem zespołu
Jednym z członków nowo powstałego zespołu został prof. Bogdan Chazan z Poradni Zdrowego Rodzicielstwa, były dyrektor szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie. Zgodnie z czerwcową nowelizacją ustawy o działalności leczniczej minister zdrowia nie będzie już określał standardów postępowania medycznego, a jedynie standardy organizacyjne opieki zdrowotnej. Dotychczasowe standardy będą obowiązywały do czasu wydania nowego rozporządzenia, ale nie dłużej niż do końca 2018 r. Zmiana ta wywołała wiele kontrowersji i obaw, że doprowadzi to do pogorszenia jakości opieki nad kobietą w ciąży.
(...)
Czym zasłynął dr Chazan to chyba pamiętamy.
A tak "przy okazji" to trochę cytowanej treści o tym, jak służba zdrowia zajmuje się kobietami w realu:
Wyciskane dzieci. Lekarze stosują na porodówkach groźny chwyt Kristellera
Chwyt Kristellera, czyli przygniatanie kobiety, stosowany był w XIX wieku. Przetrwał na porodówkach w polskich szpitalach położniczych. Poznański lekarz właśnie usłyszał za niego wyrok.
(...)
Po dwóch godzinach wymęczonej kobiecie położna proponuje cesarskie cięcie, ale lekarz się sprzeciwia. Mija kolejnych kilka godzin. – Lekarz próbował przeciąć mi krocze, ale powiedział tylko: „K..., jakie tępe nożyczki”, i rzucił nimi o ścianę. Dziecko się dusiło, trzeba było je szybko wyjąć. Lekarz krzyczał, że mam przeć, że jestem beznadziejna. Opadałam z sił z każdą minutą. Stwierdził, że nic z tego nie będzie, i wezwał kolegę. Jeden z nich ciągnął za główkę dziecka, drugi położył mi się na brzuchu i łokciem wypychał dziecko z brzucha. Myślałam, że umrę, błagałam, żeby przestali.
(...)
Czy gdzieś tu jest jeszcze jakieś ludzkie podejście do człowieka? Czy stopniowo zanika i tego trendu niczym nie zatrzymamy? A gdzieś tam w tle dobry bóg, który kieruje sumieniami i działaniami ludzi. Który tych ludzi kocha.
Reszta tej mrożącej krew w żyłach opowieści do przeczytania pod linkiem. Wszystkim o słabszych nerwach jednak odradzam.
Czekamy na dalszy ciąg dobrych zmian.