Jutro dzień kobiet...

07.03.17, 19:27
Święto. Pamiętam, jak było wykpiwane po upadku PRL, bo te goździki w bukiecie itp. Potem jego PR zaczął się zmieniać. Dziś, gdy w mojej ojczyźnie kobiety są coraz gorzej traktowane, taka data nabiera nowego sensu.

Jakie jest źródło zmian, które teraz mają miejsce?

Historia życia tej kobiety, jest do przeczytania pod linkiem, warto tam zajrzeć. Zacytuję końcowy fragment:


(...)

Wiem, że jedna z sióstr też chce teraz odejść. Inna już wyszła – w zakonie próbowała popełnić samobójstwo. Dziewczyny często rezygnują około trzydziestki. To ten moment, gdy rozumieją, ile tracą: przyjaciół, macierzyństwo, rodzinę. Bo zgromadzenie to rodzina tylko z nazwy.

19 razy w szpitalu

Małgorzata: – Z klasztoru odebrał mnie brat. W domu czekali rodzice z najmłodszą siostrą, u której wykryto właśnie guz za migdałkiem. Był piątek 6 sierpnia 2004 roku. W torbie miałam polar, buty, koszulki, tunikę, którą nosiłam pod habitem, spódnicę, piżamę, kołdrę oraz poduszkę i przewodnik życia duchowego. W kieszeni 1000 złotych. Dostałam też babkę drożdżową i trochę wędlin.

Weszłam do kuchni, otworzyłam lodówkę. W środku światło i margaryna. Zrozumiałam, że wróciłam w złym momencie. Pierwsze dwie noce przepłakałam. Rodzice powiedzieli sąsiadom, że jestem w domu dla podreperowania zdrowia. To zresztą była prawda: wróciły bóle pleców, drętwiały mi pośladki. Okazało się, że wypadł mi dysk. Przeszłam operację. Potem ujawniły się m.in. problemy ze stawami, nieleczona niedoczynność tarczycy, postępujące zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Od porzucenia habitu w szpitalu byłam 19 razy.

Pierwszy problem: nie masz ciuchów (kupiłam sobie biało-różowy sweter i dżinsy). Drugi: nie masz koleżanek. Trzeci: nie potrafisz szukać pracy. Czwarty: jak ktoś nagle wchodzi do pokoju, stajesz na baczność. Piąty: masz 29 lat i nie wiesz, co ze sobą zrobić.

Poszłam do proboszcza, żeby się przywitać. Rozpłakał się i dał nam trochę jedzenia oraz pieniędzy. Zgłosiłam się w urzędzie pracy. Okazało się, że zasiłek mi nie przysługuje, bo oficjalnie w ostatnich latach nie pracowałam. Zatrudniłam się jako szatniarka na uczelni i zrobiłam dyplom higienistki stomatologicznej. Po trzech latach wyprowadziłam się – dzięki koleżance ze studiów poznałam chłopaka. Byliśmy razem cztery lata. Po rozstaniu zachorowałam na depresję, prawie nie wstawałam z łóżka. Nie miałam za co żyć, zaplanowałam już samobójstwo. Mieszkałam wtedy tuż przy Wiśle, chciałam skoczyć.

Przed skokiem uchroniły mnie długi. Tak mnie to męczyło, że wstałam z łóżka i poszłam do prawniczki. Akurat był tydzień darmowych porad. Opowiadam, a ona robi coraz większe oczy. I mówi mi, że byłam niewolnicą, nie zakonnicą. I że ona mi teraz pomoże. Wniosłam pozew o rentę 1,5 tys. zł miesięcznie i 82 tys. zł zadośćuczynienia, bo uważam, że osoby sprawujące nade mną nadzór w zakonie przez te wszystkie lata przyczyniły się do zrujnowania mi zdrowia.

Dziś opiekuję się starszą panią chorującą na alzheimera. Dzięki temu mam gdzie mieszkać. Dwa lata temu przyznano mi umiarkowany stopień niepełnosprawności, lekarze orzecznicy wskazali, że nie powinnam pracować na pełny etat. Do kościoła nie chodzę. Robię kursy, uczę się angielskiego i czytam kryminały Remigiusza Mroza.

A teraz, odpowiadając na twoje pytanie: oczywiście, że nie rozumiałam, na co się decyduję. Miałam 16 lat.

***

SIOSTRY W LICZBACH

W 1990 roku liczba sióstr w zakonach czynnych wynosiła 25 173 (po ślubach wieczystych i nowicjuszki), w 2000 roku – 22 674, w ubiegłym roku – 17 984. W 1990 odeszły 42 siostry, w 2000 – 47, w ciągu 2016 – 63. Drastycznie spada liczba powołań. W 1990 roku były to 1192 siostry, w roku ubiegłym zaledwie 220.

W Polsce mamy ponad 100 zgromadzeń czynnych, w których żyje około 19 tys. sióstr w 2230 domach zakonnych we wszystkich diecezjach. 2038 sióstr pracuje poza Polską.

PS. Proces Małgorzaty Niedzielskiej z domem zakonnym rozpoczyna się 7 marca przed krakowskim sądem okręgowym. Ani zgromadzenie, ani reprezentujący je prawnik nie zdecydowali się na rozmowę ze mną. Sprawie Małgorzaty Niedzielskiej przygląda się Rzecznik Praw Obywatelskich.

    • 9rgkh Dzień protestów 08.03.17, 19:03
      Dziś było parę okazji do tego, żeby się nad Dniem Kobiet zastanowić.

      Jedną z okazji była rozmowa o dzisiejszych protestach kobiet, nie tylko w Polsce. W radio jedna pani przepytywała drugą, uczestniczkę takiego protestu, między innymi z tego, po co tyle wysiłku wkładanego w protesty, z których zapewne nic lub niewiele wyniknie. Bardzo spodobała mi się odpowiedź, w której "kobieta protestująca" przypomniała, że gdyby nie protesty, głównie w podobnej formie, to kobiety prawdopodobnie nie miałyby jakiejś części obecnie przysługujących im praw.

      "Święto", które musi być dniem protestu, bo takie paskudne czasy nastały. Protest już nawet nie po to, by wywalczyć sobie więcej równouprawnienia ale by nie stracić tego, co zostało do tej pory wywalczone.
      • pocoo Re: Dzień protestów 08.03.17, 23:34
        9rgkh napisał:

        > Jedną z okazji była rozmowa o dzisiejszych protestach kobiet,

        Kobiety pokazują,że są.Nie chowają się po kątach czekając,czy mężowie pozwolą im "wystawić nos przez okno".
        Podziwiam odwagę sufrażystek.Gdyby nie one... boję się myśleć.
        A panowie.Cóż.
        Pan Korwin-Mikke traktuje kobiety po swojemu.Na pytanie "czy okazji Dnia Kobiet da swojej żonie kwiaty"? odpowiedział;nie,gdyż jest równouprawnienie.Tylko z o 44 lata młodszą żoną może sobie na durnoty pozwalać.
Pełna wersja