Dyskredytowanie nauki

15.03.17, 12:59
Jeszcze nie tak dawno temu moje zaskoczenie spowodowała wiadomość o egzorcystach, którzy zaczynali oficjalną, sprzeczną z medyczną wiedzą, działalność w Polsce. Potem były "cuda" czynione na stadionie przez czarownika Bashoborę wobec tysięcy zachwyconych, wierzących katolików. Z pełną akceptacją KK.

KK prowadzi działalność mającą na celu dyskredytowanie nauki i prawdziwej wiedzy. Od zawsze. Jeśli pojawiało się jakieś niezwykłe zjawisko, to łączono to osobiście z bogiem. Nauka w wizji KK jest co najmniej "niepewna", "nie daje odpowiedzi". Tak, jakby religia te odpowiedzi dawała...

Jest tej działalności jeden cel - ludzie mają WIERZYĆ. Człowiek wierzący jest głupi i posłuszny. Im bardziej, tym głupszy i posłuszniejszy. Można nim rządzić. A dziś w Polsce chodzi o to, by nami dawało się rządzić. Taki cel ma polityka. I dlatego wiara jest w tym dążeniu narzędziem doskonałym.

A ja czekam na takie zdarzenia i już się nawet nie będę specjalnie dziwił. Znaleziona gdzieś w necie wiadomość (tak to wygląda) z lat 30. ubiegłego wieku. Tylko że dziś już nikt tego na policję zgłaszał nie będzie a znachorkę zastąpi zapewne jakiś przedstawiciel kleru lub "lekarz", który podpisał klauzulę sumienia.

https://external-waw1-1.xx.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQChQORhXcjvcaoS&w=296&h=200&url=https%3A%2F%2Fscontent-waw1-1.xx.fbcdn.net%2Fv%2Ft1.0-0%2Fp296x100%2F17022191_1244070799025349_1736654507679294257_n.jpg%3Foh%3D817dbb3a50b5c1a8cf0c3613f8fd2341%26oe%3D59659365&cfs=1&upscale=1&_nc_hash=AQCye6aR21Sxw4hf

Chcieliście wiary? No to ją macie. Nie chcieliście? Nie wierzę. Niemal wszyscy Polacy mieli i nadal mają bardzo pozytywny stosunek do "pozytywnych wartości wynikających z religii". Przecież TYLE tej religii "zawdzięczamy". Czy na pewno?

Czy w rzeczywistości, w której od przedszkola już teraz, coraz intensywniej indoktrynuje się dzieci może się to zmienić? Gdy w programie szkolnym wiedza jest zastępowana tresurą w wierze?

Zniszczyć wartości i prawdę. Taki cel mają ci szaleńcy, dla których liczy się tylko władza. A dla religii nigdy nic innego się nie liczyło.
    • snajper55 Re: Dyskredytowanie nauki 15.03.17, 14:21
      9rgkh napisał:

      > Jeszcze nie tak dawno temu moje zaskoczenie spowodowała wiadomość o egzorcystac
      > h, którzy zaczynali oficjalną, sprzeczną z medyczną wiedzą, działalność w Polsc
      > e. Potem były "cuda" czynione na stadionie przez czarownika Bashoborę wobec tys
      > ięcy zachwyconych, wierzących katolików. Z pełną akceptacją KK.
      >
      > KK prowadzi działalność mającą na celu dyskredytowanie nauki i prawdziwej wi
      > edzy. Od zawsze. Jeśli pojawiało się jakieś niezwykłe zjawisko, to łączono
      > to osobiście z bogiem. Nauka w wizji KK jest co najmniej "niepewna", "nie daje
      > odpowiedzi". Tak, jakby religia te odpowiedzi dawała...

      Oczywiście, że daje. Na wszystkie pytania.

      > Jest tej działalności jeden cel - ludzie mają WIERZYĆ. Człowiek wierzący jes
      > t głupi i posłuszny. Im bardziej, tym głupszy i posłuszniejszy. Można nim r
      > ządzić. A dziś w Polsce chodzi o to, by nami dawało się rządzić. Taki cel ma po
      > lityka. I dlatego wiara jest w tym dążeniu narzędziem doskonałym.

      Każdy jest wierzący. Ty też w wiele rzeczy wierzysz. Na przykład w to, że istnieje elektron.

      > A ja czekam na takie zdarzenia i już się nawet nie będę specjalnie dziwił. Znal
      > eziona gdzieś w necie wiadomość (tak to wygląda) z lat 30. ubiegłego wieku. Tyl
      > ko że dziś już nikt tego na policję zgłaszał nie będzie a znachorkę zastąpi zap
      > ewne jakiś przedstawiciel kleru lub "lekarz", który podpisał klauzulę sumienia.
      >
      > external-waw1-1.xx.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQChQORhXcjvcaoS&w=2
      > 96&h=200&url=https%3A%2F%2Fscontent-waw1-1.xx.fbcdn.net%2Fv%2Ft1.0-0%2Fp296x100
      > %2F17022191_1244070799025349_1736654507679294257_n.jpg%3Foh%3D817dbb3a50b5c1a8c
      > f0c3613f8fd2341%26oe%3D59659365&cfs=1&upscale=1&_nc_hash=AQCye6aR21Sxw4hf


      https://external-waw1-1.xx.fbcdn.net/safe_image.php?d=AQChQORhXcjvcaoS&w=296&h=200&url=https%3A%2F%2Fscontent-waw1-1.xx.fbcdn.net%2Fv%2Ft1.0-0%2Fp296x100%2F17022191_1244070799025349_1736654507679294257_n.jpg%3Foh%3D817dbb3a50b5c1a8cf0c3613f8fd2341%26oe%3D59659365&cfs=1&upscale=1&_nc_hash=AQCye6aR21Sxw4hf

      Wierzysz, że to się wydarzyło?

      S.
      • 9rgkh Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 15.03.17, 15:31
        Nie znam Twojego stosunku do wiary oraz organizacji, której wiara jest głównym narzędziem. Zresztą, nawet gdybyś tu coś o tym napisał, to i tak byłby to tylko Twój wpis, a w coś takiego nie muszę wierzyć. Bo jako prawdę przyjmuje się to tylko, co jest UDOWODNIONE.

        Twój stosunek do wiary i religii nie jest ważny. Ocenię jakość Twojej argumentacji, ocenię tylko to, co tu piszesz.

        snajper55 napisał:

        > 9rgkh napisał:

        > > Nauka w wizji KK jest co najmniej "niepewna", "nie daje
        > > odpowiedzi". Tak, jakby religia te odpowiedzi dawała...
        >
        > Oczywiście, że daje. Na wszystkie pytania.

        Domyślnie założyłem, że odpowiedź nie powinna być fałszywa. Czy Tobie się wydaje, że byle bzdurka jest odpowiedzią? Może dla kogoś, kto karmi swój umysł byle czym, nie ma znaczenia, co wrzuci w swoje szare komórki. Czy ludzie tacy powinni być? Półgłówki karmione sieczką?

        Nauka daje odpowiedzi oparte na dowodach. Religia nie posługuje się dowodami. Jakiego więc gatunku są odpowiedzi religii? Co miałeś na myśli mówiąc, że religia DAJE ODPOWIEDZI? Udowodnioną prawdę?

        > Każdy jest wierzący. Ty też w wiele rzeczy wierzysz.
        > Na przykład w to, że istnieje elektron.

        Dogmat (np. religijny) różni się od prawdy naukowej tym, że prawdziwości dogmatu się nie dowodzi i nie wolno jej podważać.

        W tym sensie ja nie wierzę. Nauka nie nakazuje wierzyć. Nauka udowadnia prawdziwość a ja się odnoszę do wyników tych dowodów. Przesuwam dowodzenie prawdziwości na tych, którzy potrafią tego dokonać.

        Nieznajomość definicji świadczy wyłącznie o tym, kto jej nie zna. To zdanie kieruję także do Ciebie.

        A teraz mi podaj przykład odpowiedzi, która jest prawdą, i której dała religia.

        > Wierzysz, że to się wydarzyło?
        (to o skanie z przedwojennej gazety)

        Takie zdarzenie jest bardzo prawdopodobne. A czy Ty uważasz, że ono było niemożliwe?

        Czy zauważyłeś, że mój stosunek do tego wydarzenia nie jest dogmatyczny? Staram się w takiej sytuacji ocenić szansę na prawdziwość. To jest odpowiednik procesu dowodzenia. Jeśli nie mam żadnych przesłanek do takiej analizy, to mówię, że nie wiem.

        Czy teraz "czujesz" różnicę pomiędzy twierdzeniem, że dogmat jest absolutnie prawdziwy i niepodważalny a szacowaniem prawdziwości i warunkowym odnoszeniem się do wyniku takiego szacowania?

        Nauka NIGDY nie mówi, że coś jest absolutną prawdą. Nauka podaje dowód i mówi, że to jest o tyle prawdziwe, ile wynika z dowodu. Podważenie dowodu cofa stan uznania prawdziwości.

        W przypadku dogmatu w ogóle nie rozważa się ani dowodzenia, ani rezygnacji z uznania prawdziwości.

        Swoim wpisem potwierdzasz uczestnictwo w dyskredytowaniu nauki, w zrównywaniu jej z fałszem, w niszczeniu jej autorytetu.
        • sybaryta_pis Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 15.03.17, 17:49
          Zbysio,
          Mylisz dwie sprawy. Kościół katolicka i religia szerzy zabobon, jest wsteczniacka wobec nauki, dogmatyczna. Religia to opium ludu, znieczulacz, jak alkohol. Drugą kwestią jest rola kościoła w historii Polski i to już jest skomplikowane.W czasach zaborów polskość przetrwała dzięki kościołowi i dzięki temu Polacy nie stali się Niemcami lub Rosjanami. W II RP z kolei znów kościół szerzył zabobon i miał raczej wsteczniacką, negatywną rolę.W chwili obecnej, jako ateista, za pozytyw uznaję to, iż jest patriotyczna, niepodległościowa część kościoła, która popiera dobre zmiany jakie dzieją się w Polsce od października 2015 r.Tu należy w ogóle abstrahować od religii a docenić to co ta patriotyczna, niepodległościowa część kościoła zrobiła dla "patriotycznego przebudzenia Polaków".:)
          • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 15.03.17, 22:17
            Bez Kościoła Katolickiego przetrwali Czesi. To jest przykład, który pokazuje, że organizacja typu KK lub jakaś inna religijna wcale nie jest niezbędna do "przetrwania" tzw. "narodu". Narodem słowiańskim są Serbołużyczanie. Gdzie ich siedziba, to sobie zobacz na mapie, ale na pewno to wiesz, tylko zapomniałeś, ze takie przykłady istnieją.

            Jedna Twoja teza jest obalona. Druga upada ze względu na negatywna rolę, jaka KK odgrywał w historii Rzeczypospolitej przedrozbiorowej. Tu nie jestem ekspertem ale porozmawiaj z kolterem, który świetnie zna te sprawy.

            KK zawsze dążył tylko do jednego, do władzy absolutnej. Religii jest obojętne jaki to naród, jaki język, jaka kultura... KK szczuje jednych na drugich i w drugą stronę, i wykorzystuje okazje, by zakres swojej władzy powiększać. Tam wszystko jest wyłącznie na to nastawione. Z pierwotnego chrześcijaństwa nie zostało w tej religii kompletnie nic. To narzędzie indoktrynacji, ogłupiania doskonalone przez tysiące lat.

            Sytuacja w dzisiejszej Polsce jest tego dowodem. Poczynając od Rydzyka, przez wszystkich biskupów i całą resztę tej zbrodniczej instytucji widzimy granie na nacjonalizmie. Dziel i rządź. Szczuj i zbieraj owoce tego. Szerz nienawiść.

            Religia oparta na miłości bliźniego i boga kochającego ludzi - i tyle nienawiści, pogardy, bezwzględnego niszczenia ludzi? Uważasz, że to coś nowego? Było tak zawsze. Czytałeś, co Kościuszko pisał o KK?

            I tylko nie próbuj mnie wciągać w dyskusję polityczną, odmawiam. Ale o paskudnej roli KK w Polsce będę mówił prawdę.
        • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 15.03.17, 22:02
          9rgkh napisał:

          > Domyślnie założyłem, że odpowiedź nie powinna być fałszywa.

          Nie jesteś w stanie sprawdzić prawdziwości wielu odpowiedzi.

          > Dogmat (np. religijny) różni się od prawdy naukowej tym, że prawdziwości dogmat
          > u się nie dowodzi i nie wolno jej podważać.

          Nic nie pisałem o dogmatach. Napisałem jedynie, że ty też jesteś wierzący, gdyż wierzysz w wiele twierdzeń.

          > Takie zdarzenie jest bardzo prawdopodobne. A czy Ty uważasz, że ono było niemoż
          > liwe?

          Zapytałem, czy wierzysz, że się wydarzyło. No to jak, wierzysz czy nie wierzysz?

          S.
          • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 16.03.17, 00:57
            snajper55 napisał:

            > 9rgkh napisał:

            > > Nauka w wizji KK jest co najmniej "niepewna", "nie daje
            > > odpowiedzi". Tak, jakby religia te odpowiedzi dawała...
            >
            > Oczywiście, że daje. Na wszystkie pytania.

            > > Domyślnie założyłem, że odpowiedź nie powinna być fałszywa.
            >
            > Nie jesteś w stanie sprawdzić prawdziwości wielu odpowiedzi.

            Napisałeś, że religia daje odpowiedzi na wszystkie pytania. Odpowiedź jest wtedy odpowiedzią, a nie bredzeniem, jeśli można udowodnić jej prawdziwość.

            Z założenia religia NIGDY nie dowodzi prawdziwości, więc nie może dawać odpowiedzi. Wytwarza bełkot. Bełkot może ci wytworzyć także pacjent psychiatryka. Odpowiedzi religii są dokładnie na tym poziomie.

            Ten Twój argument upadł.

            > > Dogmat (np. religijny) różni się od prawdy naukowej tym,
            > > że prawdziwości dogmatu się nie dowodzi i nie wolno jej podważać.
            >
            > Nic nie pisałem o dogmatach. Napisałem jedynie,
            > że ty też jesteś wierzący, gdyż wierzysz w wiele twierdzeń.

            Nie. ja nie wierzę. Ja odnoszę się do prawdziwości dowodów naukowych. Mówię: jeśli ten dowód jest prawdziwy to i moje wnioskowanie oparte na tym dowodzie jest też prawdziwe. Tylko tyle.

            I nie wypowiadaj się na przyszłość w moim imieniu. Najpierw wysil się i zrozum różnicę pomiędzy różnymi definicjami wiary, ufności, nadziei i tym podobnych pojęć.

            > > Takie zdarzenie jest bardzo prawdopodobne.
            > > A czy Ty uważasz, że ono było niemożliwe?
            >
            > Zapytałem, czy wierzysz, że się wydarzyło.
            > No to jak, wierzysz czy nie wierzysz?

            Mogło się wydarzyć lub nie wydarzyć. Taka jest moja opinia. Mówię, że nie wiem. Przedstaw dowód prawdziwości, to będę się na niego powoływał. A Tobie jest obojętne, czy coś jest udowodnione? Czy jesteś w stanie rozróżnić prawdziwość twierdzenia Pitagorasa i prawdziwość istnienia bogów wszystkich religii?

            Wiara, w sensie w jakim posługuje się nią religia, to nie jest oszacowanie prawdopodobieństwa ale przyjęcie stuprocentowej i niepodważalnej pewności prawdziwości. Oczywiście w sprzeczności z logiką, gdyż logika pozwala dopiero wtedy mówić o prawdzie, jeśli zostanie wykazana zgodność zdań. Wiara religijna nie tylko pomija takie sprawdzenie ale go zakazuje.

            Wiara religijna jest z samej (powyższej) definicji fałszywa.

            > S.

            Przy okazji... czy możesz zdradzić, czy Ty wierzysz w istnienie boga/bogów? A jeśli tak to których i dlaczego właśnie tych?
            • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 16.03.17, 13:40
              9rgkh napisał:

              > Napisałeś, że religia daje odpowiedzi na wszystkie pytania. Odpowiedź jest wted
              > y odpowiedzią, a nie bredzeniem, jeśli można udowodnić jej prawdziwość.

              Nie. Odpowiedź wtedy jest odpowiedzią, jeśli wyjaśnia wątpliwości pytającego.

              > > Nic nie pisałem o dogmatach. Napisałem jedynie,
              > > że ty też jesteś wierzący, gdyż wierzysz w wiele twierdzeń.
              >
              > Nie. ja nie wierzę. Ja odnoszę się do prawdziwości dowodów naukowych.

              Nie jesteś w stanie sprawdzić poprawności dowodów naukowych. Wierzysz tym, którzy mówią, iż są poprawne. Cała twoja tak zwana wiedza opiera się na wierze.

              > > Zapytałem, czy wierzysz, że się wydarzyło.
              > > No to jak, wierzysz czy nie wierzysz?
              >
              > Mogło się wydarzyć lub nie wydarzyć. Taka jest moja opinia. Mówię, że nie wiem.

              Oho, agnostyk się w tobie odezwał.

              S.
              • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 16.03.17, 21:18
                Na pewno nie będę miał kłopotu z wykazaniem, ze piszesz głupoty. :)


                snajper55 napisał:

                > 9rgkh napisał:
                >
                > > Napisałeś, że religia daje odpowiedzi na wszystkie pytania.
                > > Odpowiedź jest wtedy odpowiedzią, a nie bredzeniem,
                > > jeśli można udowodnić jej prawdziwość.
                >
                > Nie. Odpowiedź wtedy jest odpowiedzią, jeśli wyjaśnia wątpliwości pytającego.

                W jaki sposób religia MNIE wyjaśni wątpliwości, gdy ją o coś zapytam? Mogę Ci zaręczyć, że nie istnieje żadna taka odpowiedź religii. Aha, chodzi Ci o niewykształconych ludzi, którymi można manipulować dając im fałszywe wyjaśnienia? Które ich usatysfakcjonują. A stanie się tak dlatego, bo oszczędzono im edukacji i poddano ich wcześniej indoktrynacji, by głupotami ich satysfakcjonować.

                Jest to absolutny, do najdalszych granic posunięty cynizm, którego celem jest zniewalanie ludzi.

                I jeszcze raz, bo nie panujesz nad tym, co piszesz - napisałeś, że religia daje odpowiedzi na wszystkie pytania. Po co w takim razie męczyć ludzkie umysły dociekaniem prawd o świecie? Religia daje odpowiedzi OD RAZU. Patrząc z tej perspektywy proponujesz ludzkości tzw. "lepszy wariant" lub "dobrą zmianę". Proponujesz ZAMIANĘ prawdy naukowej czyli czegoś, co jest udowodnione na dowolnego typu dogmaty. Zacznij od siebie. Zrezygnuj ze wszystkich technologii, nawet z prostego noża. Przestań się leczyć lekami, których skuteczność wykazano naukowymi badaniami.

                > > > Nic nie pisałem o dogmatach. Napisałem jedynie,
                > > > że ty też jesteś wierzący, gdyż wierzysz w wiele twierdzeń.
                > >
                > > Nie. ja nie wierzę. Ja odnoszę się do prawdziwości dowodów naukowych.
                >
                > Nie jesteś w stanie sprawdzić poprawności dowodów naukowych.
                > Wierzysz tym, którzy mówią, iż są poprawne.
                > Cała twoja tak zwana wiedza opiera się na wierze.

                Po co wycinasz te fragmenty mojej poprzedniej wypowiedzi, które są odpowiedzią na ten właśnie zarzut?

                Jeśli to robisz celowo, to jest to erystyczna manipulacja. Zauważam to i wskazuję. Kto manipuluje w ten sposób, ten daje sygnał, że nie ma kontrargumentu.

                Jeśli przez nieuwagę, to nie umiesz skoncentrować swojej uwagi na kilku zdaniach. A jeśli tak jest, to po co podejmujesz się rozmowy, która przekracza Twoje możliwości?

                No cytat:

                Wiara, w sensie w jakim posługuje się nią religia, to nie jest oszacowanie prawdopodobieństwa ale przyjęcie stuprocentowej i niepodważalnej pewności prawdziwości. Oczywiście w sprzeczności z logiką, gdyż logika pozwala dopiero wtedy mówić o prawdzie, jeśli zostanie wykazana zgodność zdań. Wiara religijna nie tylko pomija takie sprawdzenie ale go zakazuje.

                Wiara religijna jest z samej (powyższej) definicji fałszywa.


                Są różne definicje nazywane taką samą etykietką. Jeśli powiem, że pieprzysz, to może to oznaczać, że np. używasz pieprzu sypiąc go na klawiaturę, albo że piszesz coś głupiego, albo pomyślałem o czymś z podtekstem seksualnym. Kontekst precyzuje o co chodzi.

                Czy zetknąłeś się kiedyś z pojęciem homonimu? Wydaje mi się, że nie. Wnioskuję tak z naszej rozmowy, bo mimo że Ci wskazuję na różne znaczenia ukryte pod słowem wiara, Ty wciąż wracasz do jednej tylko definicji.

                Nie, snajperze. Wiele słów ma w słowniku więcej niż jedną definicję. Nie oznacza to, że wszystkie z nich należy jednocześnie stosować lub BEZ UWZGLĘDNIENIA KONTEKSTU przenosić pomiędzy tymi kontekstami. Każda definicja dotyczy konkretnego kontekstu i w innych niż dedykowany kontekstach NIE WOLNO jej stosować.

                Cała moja wiedza opiera się na stosunku do dowodów prawdziwości.
                Gdy dowód zostanie podważony, zmienia się moja kwalifikacja prawdziwości.

                Pewną rolę odgrywa tu też ograniczone zaufanie do tego, że inni podsuwają mi prawdę. Mogę je w każdej chwili wycofać. I to jest ta różnica w porównaniu z wiarą dogmatyczną, o której mówimy w przypadku religii.

                To są dwa różne pojęcia. Choć homonimiczną etykietkę mają taka samą.

                > > > Zapytałem, czy wierzysz, że się wydarzyło.
                > > > No to jak, wierzysz czy nie wierzysz?
                > >
                > > Mogło się wydarzyć lub nie wydarzyć.
                > > Taka jest moja opinia. Mówię, że nie wiem.
                >
                > Oho, agnostyk się w tobie odezwał.

                Nie znasz definicji pojęcia agnostyk.

                > S.
                • sybaryta_pis Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 10:49
                  No i znowu Zbysio, nasz "kisielowy gladiator" urządza pyskówkę pod przykrywką rozmowy. Obraża swojego rozmówcę "snajpera55". Zbyszek nie może wytrzymać bez "zbluzgania kogoś", to typowy agresywny menel:), który wchodzi do knajpy (forum) tłucze butelkę robiąc z niej tak zwanego "tulipana" i krzyczy :,,no który k...a, zaraz komuś zaje...ię".
                  Zbysio, dobra rada, uspokój się Pan, zrób se Pan kupę rano, ziułka Pan wypij, na spacer Pan pójdź. Nawet własnych kolegów z pracy i przełożonych w ferworze walk nazwałeś "niekumatymi tłukami". A niektórym forumowiczom groziłeś przestępstwami. "Ogolone jajka" najlepiej Ci odpisał : "Przestać kląć i grozić Zbysiu"

                  pozdrawiam Cię kisielowy gladiatorze:)
                  • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 14:50
                    Mylisz się, pisowcu. I niepotrzebnie wprowadzasz do kolejnego wątku język inwektyw.

                    Snajper nie pierwszy już raz "zasadził się" na mnie - rozmawia wyłącznie dla osiągnięcia erystycznego celu. Usiłuje łapać mnie za słówka i MANIPULUJE. Ile razy można powtarzać mu to samo, w nadziei na zrozumienie, gdy snajper IGNORUJE PODAWANE MU ARGUMENTY?

                    > "Przestać kląć i grozić Zbysiu"

                    Ani nie klnę, ani nikomu ni grożę. Masz urojenia. :) Nie podołałeś nadludzkiemu dla Ciebie zadaniu zrozumienia treści mojego poprzedniego posta.
                    • sybaryta_pis Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 15:06
                      9rgkh napisał:
                      >Snajper nie pierwszy już raz "zasadził się" na mnie - rozmawia wyłącznie dla osiągnięcia erystycznego celu

                      Tak, Zbysiu, tak........
                      Na Ciebie każdy się ciągle "zasadza" i każdy Cię nieustannie atakuje, każdy stosuje wobec Ciebie "chwyty erystyczne":))))))
                      Od tego słuchanie ,,Czarnego Walca"(w którym piskliwym głosikiem zawodzi stara kobieta) pomieszało Ci się biedaku:)
                      Jesteś takim Żołnierzem Wyklętym tego forum:)))), ciągle w lesie, ciągle z naładowanym pistoletem i ciągle gotowy do "odparcia ataku":)))
                      • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 15:32
                        Tym językiem nie będę rozmawiał. To jest Twój poziom i niech tak pozostanie. Pa. :)
                • sybaryta_pis Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 10:56
                  Oto prawdziwe oblicze Zbyszka(9rgkh),popis chamstwa i grożenie popełnieniem przestępstwa.

                  forum.gazeta.pl/forum/w,21155,108368438,108368438,Semantyczne_refleksje.html?p=109259065
                • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 14:45
                  9rgkh napisał:

                  > Aha, chodzi Ci o niewykształconych ludzi, którymi można manipulować dając im fałszywe
                  > wyjaśnienia? Które ich usatysfakcjonują.

                  A skąd wiesz, że fałszywe? Skąd wiesz, że odpowiedzi które ciebie satysfakcjonują nie są fałszywe? Skąd wiesz, że nie jesteś niewykształconym ludziem, manipulowanym przez tych, którzy dają mu fałszywe odpowiedzi? Na przykład przez polityków. Jesteś.

                  > > Nie jesteś w stanie sprawdzić poprawności dowodów naukowych.
                  > > Wierzysz tym, którzy mówią, iż są poprawne.
                  > > Cała twoja tak zwana wiedza opiera się na wierze.
                  >
                  > Po co wycinasz te fragmenty mojej poprzedniej wypowiedzi, które są odpowiedzią
                  > na ten właśnie zarzut?

                  Odsiewam z twojego słowotoku, którym usiłujesz pokryć brak argumentów to, co można nazwać odpowiedzią na moje pisanie.

                  > Gdy dowód zostanie podważony, zmienia się moja kwalifikacja prawdziwości.

                  Ale póki co wierzysz w jego prawdziwość. Tak jak wierzący wierzy w istnienie boga (póki jego istnienie nie zostanie podważone).

                  > Nie znasz definicji pojęcia agnostyk.

                  No to po co zamieściłeś ten wycinek prasowy, skoro nie wiesz czy opisane zdarzenie miało miejsce? Tak samo mógłbyś zamieścić fragment z Biblii o narodzinach Jezusa.

                  S.
                  • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 15:29
                    Ja też odsieję cały Twój słowotok.

                    Mówimy tylko o jednym. Istnieje WIELE definicji wiary. To typowo homonimiczne słówko.

                    Normalnie, logicznie myślący człowiek rozumie to, że nie wolno przenosić definicji pomiędzy różnymi kontekstami.

                    Gdy piszesz "ty TEŻ wierzysz", to przenosisz tę definicję. "TEŻ" oznacza odniesienie do dokładnie tej samej definicji wiary.

                    > Ale póki co wierzysz w jego prawdziwość.

                    Nie. Już Ci to napisałem. Ignorowanie tego jest próbą manipulacji albo... nie potraktuj tego jako ad personam... niemożnością pojęcia prostej sprawy, np. poprzez zablokowanie umysłu jakimś dogmatem. Myślę, że u Ciebie działa to pierwsze ale drugiego, choćby w pewnym udziale, nie wykluczałbym.

                    Póki co ja NIE WIEM. Taka jest moja kwalifikacja.

                    Dogmatyk, nie tylko "póki co", ale przez cały czas WIE czyli zakłada, że to musi być prawda. Ponadto WIERZĄCY dogmatyk rezygnuje z dowodzenia. U niego nie istnieje "póki co" w ogóle. A nauka bierze jakąś hipotezę i sprawdza, CZY jest ona prawdziwa. Sprawdzenie prawdziwości to operacja logiczna a nie deklaracja dogmatyzmu.

                    U mnie stan dogmatycznej pewności jest nie do pomyślenia. Ja ZAWSZE zakładam, że może się zmienić kwalifikacja prawdziwości wszystkiego. Odnoszę się do dowodu. Coś jest prawdziwe, PONIEWAŻ istnieje dowód tego.

                    Dziwne, że przez tak długi czas obecności na tym forum, nie rozumiesz tych niuansów. Jest to - dla mnie - kolejna okazja do przemyśleń nad ułomnością ludzkiego myślenia. Staram się podążać za tokiem Twojego myślenia i rozszyfrować, w którym miejscu pojawia się u Ciebie błąd.

                    > No to po co zamieściłeś ten wycinek prasowy,
                    > skoro nie wiesz czy opisane zdarzenie miało miejsce?

                    To zdarzenie było bardzo prawdopodobne, gdyż opisów podobnych zdarzeń jest wiele. Gorzej, "podobne" zdarzenia dzieją się na świecie także dziś, np. w Afryce są na porządku dziennym. I to "w obecności" katolicyzmu. :) A Bashobora to cywilizacja europejska?

                    Wolno mi zamieszczać wszystko to, co uznam za godne tego. Wczytaj się w poprzednie wypowiedzi, a zwłaszcza w post tytułowy - wyłowisz w nich elementy tego, po co warto takie rzeczy przypominać ludziom.

                    Czart to jest pomysł TEJ religii. TA religia ma mnóstwo innych pomysłów, które rozpuszcza pomiędzy nami i teraz, a które skutkują degeneracją logicznego myślenia w strefie publicznej, np. gender. Stajemy się tłumem debili. Nie wszyscy ale ten debilizm zatacza coraz szersze kręgi i niszczy sporo cennych wartości, które religii przeszkadzają w ogłupianiu nas. Chcą nas wszystkich zrobić takimi, jak ta znachorka - która poważnie myślała, że wypędza czarta.

                    > Tak samo mógłbyś zamieścić fragment z Biblii o narodzinach Jezusa.

                    Może mógłbym ale dlaczego musiałbym zamieszczać to, co według Ciebie jest bardziej warte? Tamte rzeczy możesz zamieszczać Ty.
                    • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 16:00
                      9rgkh napisał:

                      > Mówimy tylko o jednym. Istnieje WIELE definicji wiary. To typowo homonimiczne s
                      > łówko.

                      Ale my rozmawiamy o jednym znaczeniu wiary. Tym, które różni wiarę od wiedzy. Jeden wierzy w boga, drugi - w elektron. Mimo, że istnienia ani boga, ani elektronu nie jest w stanie udowodnić. Co? Inni udowodnili? A ty im wierzysz tak jak inni wierzą tym, którzy rozmawiali z bogiem.

                      > Póki co ja NIE WIEM. Taka jest moja kwalifikacja.

                      Nie wiesz czy naukowe twierdzenia są prawdziwe? Tak samo jak nie wiesz, czy twierdzenie o istnieniu boga jest prawdziwe.

                      > Dogmatyk, nie tylko "póki co", ale przez cały czas WIE czyli zakłada, że to mus
                      > i być prawda. Ponadto WIERZĄCY dogmatyk rezygnuje z dowodzenia.

                      Więc jesteś dogmatykiem, ponieważ twierdzisz, że "wiara religijna jest fałszywa" mimo, iż nie potrafisz tego udowodnić. A szkoda. Cały świat byłby zainteresowany dowodem na nieistnienia boga. :)

                      > > No to po co zamieściłeś ten wycinek prasowy,
                      > > skoro nie wiesz czy opisane zdarzenie miało miejsce?

                      > Wolno mi zamieszczać wszystko to, co uznam za godne tego. Wczytaj się w poprzed
                      > nie wypowiedzi, a zwłaszcza w post tytułowy - wyłowisz w nich elementy tego, po
                      > co warto takie rzeczy przypominać ludziom.

                      Pytanie brzmiało: "Po co?".

                      S.
                      • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 17:49
                        snajper55 napisał:

                        > 9rgkh napisał:
                        >
                        > > Mówimy tylko o jednym. Istnieje WIELE definicji wiary.
                        > > To typowo homonimiczne słówko.
                        >
                        > Ale my rozmawiamy o jednym znaczeniu wiary.
                        > Tym, które różni wiarę od wiedzy.

                        Snajper, zapanuj nad chaosem swoich myśli. Nie wypisuj tu swoich wyobrażeń o tym, o czym JA rozmawiam z Tobą.

                        Wytłuszczoną czcionką napisałem Ci, jaka jest różnica pomiędzy różnymi definicjami wiary. Przeczytaj to spokojnie. Przemyśl. I odpowiedz dokładnie na temat. Spójrz na kalendarz - ile czasu zajęło Ci unikanie reakcji na argument?

                        MY nie rozmawiamy (Ty sam ze sobą o tym rozmawiasz w ten sposób) o jednym znaczeniu wiary, bo nie ma jednego znaczenia. Jeśli pieprzysz, to nie oznacza, że używasz do tego pieprzu w proszku ale może to znaczyć, że gadasz od rzeczy (czy idiom "gadać od rzeczy" też Ci trzeba przetłumaczyć na "polski zrozumiały"?). Tak jak nie ma jednej definicji pieprzenia, tak samo nie ma jednej definicji wiary.

                        Wiara religijna to wiara dogmatyczna. Wiara w znaczeniu potocznym, najczęściej przez nas używanym NIE JEST DOGMATYCZNA.

                        I dlatego nie wolno mówić, że ktoś wierzący jednym rodzajem wiary TEŻ wierzy jak ten wierzący w inny sposób.

                        > Jeden wierzy w boga, drugi - w elektron.

                        Wierzący w boga nie potrzebuje dowodu, on wie o jego istnieniu mimo braku dowodu i z tego przekonania nie zrezygnuje pod wpływem żadnego argumentu. Przyjmujący za prawdę istnienie elektronu odnosi się tylko do dowodu istnienia. Gdy dowód upadnie, takie istnienie się odrzuci. W elektron się nie wierzy. Istnienie elektronu wynika tylko i wyłącznie z dowodu.

                        Czy widzisz różnicę w definicjach tych "wiar". Snajper, widzisz ją, czy nie widzisz?

                        To są różne zjawiska. Nie wolno manipulować definicjami.

                        > Mimo, że istnienia ani boga, ani elektronu
                        > nie jest w stanie udowodnić. Co? Inni udowodnili?
                        > A ty im wierzysz tak jak inni wierzą tym,
                        > którzy rozmawiali z bogiem.

                        Wybacz, to alogiczna bzdura.

                        Bóg istniejący POZA światem nie jest w stanie przekazać do jego wnętrza ŻADNEJ informacji. Jak by go nie szukać, to jest niemożliwy do znalezienia. Elektron, jako istniejący wewnątrz świata jest identyfikowalny jako INFORMACJA O ELEKTRONIE. Elektron spełnia definicję, która go opisuje. I to wystarczy. Tylko tyle nam było potrzebne. Ta informacja jest. Informacji o bogu nie ma.

                        Na takiej zasadzie pojawiają się istnienia. Tworzy się definicję, a potem sprawdza się jej poprawność doświadczalnie. Istnienie elektronu jest potwierdzone i prawdziwe. Istnienia boga się nie sprawdza i dlatego - zgodnie z logiką - NIE WOLNO mówić, że bóg istnieje.

                        Logicznie - istnienie musi być potwierdzone. Wszystko inne, co nie jest potwierdzone nazywamy nieistniejącym.

                        > > > > Gdy dowód zostanie podważony,
                        > > > > zmienia się moja kwalifikacja prawdziwości.

                        > > > Ale póki co wierzysz w jego prawdziwość.

                        > > Póki co ja NIE WIEM. Taka jest moja kwalifikacja.
                        >
                        > Nie wiesz czy naukowe twierdzenia są prawdziwe?

                        Twierdzenia naukowe są prawdziwe, bo istnieją dowody tego.

                        "Nie wiem" oznacza mój osobisty stosunek wtedy, gdy sam nie przeprowadzam dowodu. Nie wiem, czy ktoś mnie nie wprowadza w błąd.

                        Mówię tak: to jest prawda, JEŻELI ten dowód prawdziwości jest poprawny.

                        Zauważ znów tę samą różnicę. Wierzący w boga twierdzi, że bóg istnieje niepodważalnie i bez dowodu. Natomiast nauka i ja odnosimy się do dowodów.

                        > Tak samo jak nie wiesz, czy twierdzenie o istnieniu boga jest prawdziwe.

                        Przeciwnie. Istnienie boga nie zostało udowodnione. To nie jest "tak samo". :) Poza tym w definicji bogów jest tyle sprzeczności, że tacy bogowie nie mogą istnieć również z tego powodu.

                        > > Dogmatyk, nie tylko "póki co", ale przez cały czas WIE
                        > > czyli zakłada, że to musi być prawda.
                        > > Ponadto WIERZĄCY dogmatyk rezygnuje z dowodzenia.
                        >
                        > Więc jesteś dogmatykiem, ponieważ twierdzisz,
                        > że "wiara religijna jest fałszywa" mimo,
                        > iż nie potrafisz tego udowodnić.

                        I tu się mylisz. Potrafię to udowodnić. Fałsz wiary polega na tym, że niezgodnie z elementarną zasadą logiki wiara uznaje prawdziwość bez dowodu.

                        > A szkoda. Cały świat byłby zainteresowany
                        > dowodem na nieistnienia boga. :)

                        To takie "ćwiczenia z logiki" czy Ty to poważnie? :)

                        Argument jest erystyczny. To bełkot. Z bełkotem nie dyskutuję.

                        Najprostszy argument nieistnienia bogów jest taki, że żaden bóg nie dba o to, by ludzie nie pozbyli się fałszywej wiary w istnienie innych bogów. A teraz zrzekam się praw autorskich. Możesz to publikować jak swoje.

                        > > > No to po co zamieściłeś ten wycinek prasowy,
                        > > > skoro nie wiesz czy opisane zdarzenie miało miejsce?
                        >
                        > > Wolno mi zamieszczać wszystko to, co uznam za godne tego.
                        > > Wczytaj się w poprzednie wypowiedzi, a zwłaszcza
                        > > w post tytułowy - wyłowisz w nich elementy tego, po
                        > > co warto takie rzeczy przypominać ludziom.
                        >
                        > Pytanie brzmiało: "Po co?".

                        Na to odpowiedziałem też. Wyciąłeś to. Pewnie twoja prawica nie wie, co robi lewica. Zastanów się, skąd te zakłócenia w percepcji. Wyręczę Cię w cytowaniu:

                        Czart to jest pomysł TEJ religii. TA religia ma mnóstwo innych pomysłów, które rozpuszcza pomiędzy nami i teraz, a które skutkują degeneracją logicznego myślenia w strefie publicznej, np. gender. Stajemy się tłumem debili. Nie wszyscy ale ten debilizm zatacza coraz szersze kręgi i niszczy sporo cennych wartości, które religii przeszkadzają w ogłupianiu nas. Chcą nas wszystkich zrobić takimi, jak ta znachorka - która poważnie myślała, że wypędza czarta.

                        Po co? Po to, żeby zmniejszyć poziom idiocenia ludzkości wskutek dogmatów. To ma być ostrzeżenie, co nam szykuje wiara. TO już było ale może się powtórzyć.

                        > S.
                        • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 20:32
                          9rgkh napisał:

                          > Wierzący w boga nie potrzebuje dowodu, on wie o jego istnieniu

                          Nie, nie wie, on wierzy. Tak jak ty w elektron.

                          > Przyjmujący za prawdę istnienie elektronu odnosi się tylko do dowodu istnienia. Gdy dowód
                          > upadnie, takie istnienie się odrzuci.

                          Nie. Gdy ty przestaniesz wierzyć w dowód istnienia elektronu, to przestaniesz wierzyć w istnienie elektronu.

                          > Czy widzisz różnicę w definicjach tych "wiar". Snajper, widzisz ją, czy nie widzisz?

                          Nie ma różnicy. W obu przypadkach opierasz się na relacjach innych. W jedne nie wierzysz, w inne - wierzysz. Wszystko opiera się na wierze.

                          > > Mimo, że istnienia ani boga, ani elektronu
                          > > nie jest w stanie udowodnić. Co? Inni udowodnili?
                          > > A ty im wierzysz tak jak inni wierzą tym,
                          > > którzy rozmawiali z bogiem.

                          > Logicznie - istnienie musi być potwierdzone. Wszystko inne, co nie jest potwier
                          > dzone nazywamy nieistniejącym.

                          Wierzący w boga uważają jego istnienie za potwierdzone. W ten sam sposób, w jaki ty uważasz za potwierdzone istnienie elektronu.

                          > > Nie wiesz czy naukowe twierdzenia są prawdziwe?
                          >
                          > Twierdzenia naukowe są prawdziwe, bo istnieją dowody tego.

                          Ale ty nie potrafisz tych twierdzeń udowodnić. Wierzysz w nie. Inni uważają twierdzenie o istnieniu boga za prawdziwe, bo uważają, że istnieją jego dowodu.

                          > Zauważ znów tę samą różnicę. Wierzący w boga twierdzi, że bóg istnieje niepodwa
                          > żalnie i bez dowodu. Natomiast nauka i ja odnosimy się do dowodów.

                          Do dowodów, w które wierzysz. No i znów ta wiara. Wierzący w boga też odnoszą się do dowodów w które wierzą. Tka jak ty.

                          > > Tak samo jak nie wiesz, czy twierdzenie o istnieniu boga jest prawdziwe.
                          >
                          > Przeciwnie. Istnienie boga nie zostało udowodnione. To nie jest "tak samo". :)
                          > Poza tym w definicji bogów jest tyle sprzeczności, że tacy bogowie nie mogą ist
                          > nieć również z tego powodu.

                          Nie ma żadnej sprzeczności w twierdzeniu o istnieniu boga.

                          > > Więc jesteś dogmatykiem, ponieważ twierdzisz,
                          > > że "wiara religijna jest fałszywa" mimo,
                          > > iż nie potrafisz tego udowodnić.
                          >
                          > I tu się mylisz. Potrafię to udowodnić. Fałsz wiary polega na tym, że niezgodni
                          > e z elementarną zasadą logiki wiara uznaje prawdziwość bez dowodu.

                          No tak, masło jest maślane. Wiara = przekonanie, że coś jest słuszne, prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni.

                          > > A szkoda. Cały świat byłby zainteresowany
                          > > dowodem na nieistnienia boga. :)
                          >
                          > To takie "ćwiczenia z logiki" czy Ty to poważnie? :)

                          Poważnie. Tędzy filozofowie się nad tym biedzili i nadal biedzą.

                          S.
                          • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 17.03.17, 22:11
                            No to szykuje się najdłuższy wątek w historii tego forum. :) Ja mam rację, przy której będę obstawał, DO OPORU. Mam czas i przyjemność z tego, że od czasu do czasu dam Ci kolejną odpowiedź. A Ty? Ty WIERZYSZ, że masz rację.

                            Naszą rozmowę kierujemy do dwóch kategorii ludzi - myślących i bezmyślnych (wierzących). Tym drugim jest obojętna treść dogmatu, może być Twój. Oni są "niereformowalni". Natomiast grupa, do której mówię ja, rozumie logikę. Warto im przekazać argumenty, jeśli o nich do tej pory nie pomyśleli.

                            I jeszcze jeden pozytywny dla mnie efekt - z długich rozważań powstają całkiem ładne i esencjonalne skróty, dobre do wykorzystywania w przyszłości.

                            No to do roboty. :)

                            snajper55 napisał:

                            > 9rgkh napisał:
                            >
                            > > Wierzący w boga nie potrzebuje dowodu, on wie o jego istnieniu
                            >
                            > Nie, nie wie, on wierzy. Tak jak ty w elektron.

                            Jeśli napiszę, że "pieprzysz", to co to - według Ciebie - dokładnie oznacza? :)

                            Na pewno nie "tak jak". Inaczej. Ja jestem skłonny ustąpić z uznawania prawdziwości POD WPŁYWEM argumentu a wierzący dogmatycznie nie ustąpi. To nie jest "tak jak", to jest inaczej.

                            > > Przyjmujący za prawdę istnienie elektronu odnosi się
                            > > tylko do dowodu istnienia. Gdy dowód
                            > > upadnie, takie istnienie się odrzuci.
                            >
                            > Nie. Gdy ty przestaniesz wierzyć w dowód istnienia elektronu,
                            > to przestaniesz wierzyć w istnienie elektronu.

                            Piszesz "nie" ale nie widzę, czego to "nie" dotyczy. Sprecyzuj.

                            > > Czy widzisz różnicę w definicjach tych "wiar".
                            > > Snajper, widzisz ją, czy nie widzisz?
                            >
                            > Nie ma różnicy. W obu przypadkach opierasz się na relacjach innych.
                            > W jedne nie wierzysz, w inne - wierzysz. Wszystko opiera się na wierze.

                            No jak "nie ma" różnicy, jak jest? :) W jednym przypadku jest dogmat wiary a w drugim go nie ma.

                            Uparłeś się na to seppuku?

                            > > > Mimo, że istnienia ani boga, ani elektronu
                            > > > nie jest w stanie udowodnić. Co? Inni udowodnili?
                            > > > A ty im wierzysz tak jak inni wierzą tym,
                            > > > którzy rozmawiali z bogiem.
                            >
                            > > Logicznie - istnienie musi być potwierdzone. Wszystko inne,
                            > > co nie jest potwierdzone nazywamy nieistniejącym.
                            >
                            > Wierzący w boga uważają jego istnienie za potwierdzone.

                            Skucha. Nieprawda. Nie znasz dogmatów wiary. :) Istnienia boga nie dość, że nie ma, to zakazuje się go szukać.

                            > W ten sam sposób, w jak i ty uważasz
                            > za potwierdzone istnienie elektronu.

                            Szukano potwierdzenia istnienia elektronu i go znaleziono. Gdyby udało się ten dowód obalić, to "elektron w naszym opisie świata przestałby istnieć". Jego istnienie NA POLU NAUKI zależy tylko od dowodu. A ja odnoszę się do tego, co mówi nauka. Kopiuję to.

                            > > > Nie wiesz czy naukowe twierdzenia są prawdziwe?
                            > >
                            > > Twierdzenia naukowe są prawdziwe, bo istnieją dowody tego.
                            >
                            > Ale ty nie potrafisz tych twierdzeń udowodnić. Wierzysz w nie.
                            > Inni uważają twierdzenie o istnieniu boga za prawdziwe,
                            > bo uważają, że istnieją jego dowodu.

                            To nieważne, czy ja coś uważam. To jest BEZPOŚREDNIE ODNIESIENIE DO WIEDZY NAUKOWEJ. Mój stosunek do tej wiedzy jest neutralny. Jestem jej przekaźnikiem.

                            > > Zauważ znów tę samą różnicę. Wierzący w boga twierdzi,
                            > > że bóg istnieje niepodważalnie i bez dowodu.
                            > > Natomiast nauka i ja odnosimy się do dowodów.
                            >
                            > Do dowodów, w które wierzysz.

                            Nieprawda. Wystarczy, że znam treść metody naukowej - ona gwarantuje jakość wiedzy.

                            > No i znów ta wiara. Wierzący w boga też odnoszą
                            > się do dowodów w które wierzą. Tka jak ty.

                            Nieprawda. Istnienie ŻADNEGO boga nie zostało udowodnione. Wierzący wszystkich religii jednakowo, WBREW dowodom innych religii, wierzą we własnych bogów? Co za bzdury opowiadasz?

                            W nauce byłoby to nie do pomyślenia. To nie jest tak samo.

                            > > > Tak samo jak nie wiesz, czy twierdzenie o istnieniu boga
                            > > > jest prawdziwe.
                            > >
                            > > Przeciwnie. Istnienie boga nie zostało udowodnione.
                            > > To nie jest "tak samo". :)
                            > > Poza tym w definicji bogów jest tyle sprzeczności,
                            > > że tacy bogowie nie mogą istnieć również z tego powodu.
                            >
                            > Nie ma żadnej sprzeczności w twierdzeniu o istnieniu boga.

                            Oczywiście, że jest ich mnóstwo. Mogę ich wymienić chyba ponad setkę. Np. Bóg kocha ludzi ale ich topi w potopie. Czy Ty utopiłbyś kogoś kogo kochasz? Bóg jest wszechmocny ale szatan mu się zbuntował i bóg tego nie spacyfikował. To są brednie na temat boga. Takiego boga nie ma.

                            > > > Więc jesteś dogmatykiem, ponieważ twierdzisz,
                            > > > że "wiara religijna jest fałszywa" mimo,
                            > > > iż nie potrafisz tego udowodnić.
                            > >
                            > > I tu się mylisz. Potrafię to udowodnić. Fałsz wiary polega na tym,
                            > > że niezgodnie z elementarną zasadą logiki
                            > > wiara uznaje prawdziwość bez dowodu.
                            >
                            > No tak, masło jest maślane. Wiara = przekonanie, że coś jest słuszne,
                            > prawdziwe, wartościowe lub że coś się spełni.

                            Każde masło jest maślane a to jest erystyka.
                            Wiara to uznanie BEZ dowodu, niepodważalnie, że coś jest prawdą absolutną. Wierzący odrzuca rozważanie na temat prawdziwości.

                            > > > A szkoda. Cały świat byłby zainteresowany
                            > > > dowodem na nieistnienia boga. :)
                            > >
                            > > To takie "ćwiczenia z logiki" czy Ty to poważnie? :)
                            >
                            > Poważnie. Tędzy filozofowie się nad tym biedzili i nadal biedzą.

                            Chyba teologowie. Filozofia nie jest tożsama z teologią. Tędzy, bo za dużo żarli. Nie żal mi ich. Pewnie dorobili się od tego tłuszczu sklerozy, co tłumaczy jakość ich "dokonań". :)
                            • snajper55 Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 22.03.17, 03:07
                              9rgkh napisał:

                              > No to szykuje się najdłuższy wątek w historii tego forum. :)

                              Nie sądzę. Dyskusja z fanatykami religijnymi szybko mnie nudzi. Są pewni że posiadają jedyną prawdę, są ślepi i głusi na argumenty innych, no i w dodatku chamscy. Szkoda mi czasu na spory z kimś takim. A ty jesteś taki sam jak jakiś Elbanowski, Marek Jurek czy Pięta.

                              S.
                              • 9rgkh Re: Uczestniczysz w dyskredytowaniu nauki 22.03.17, 13:25
                                snajper55 napisał:

                                > 9rgkh napisał:
                                >
                                > > No to szykuje się najdłuższy wątek w historii tego forum. :)
                                >
                                > Nie sądzę. Dyskusja z fanatykami religijnymi szybko mnie nudzi. Są pewni że pos
                                > iadają jedyną prawdę, są ślepi i głusi na argumenty innych, no i w dodatku cham
                                > scy. Szkoda mi czasu na spory z kimś takim. A ty jesteś taki sam jak jakiś Elba
                                > nowski, Marek Jurek czy Pięta.
                                >
                                > S.

                                Mój wpis miał na celu zatrzymanie bezsensownej dyskusji, w której to nie ja ale Ty jawisz się jako fanatyk trwający przy swojej tezie. Tak, snajperze, NIE REAGUJESZ NA MOJE ARGUMENTY. To jest cecha fanatyzmu.

                                I jeszcze raz to powtórzę. Nasza rozmowa jest kierowana do ludzi zdolnych do oceny argumentów. Ona ma je im podsunąć, skłonić ich do pomyślenia o tym. Nie do wciśnięcia jednego lub drugiego kitu.

                                Czy to przeczyta jakiś dogmatyk? Wątpię. Po pierwszych słowach, które nie zgodzą się z jego dogmatem zrezygnuje. Po to pisze na forum.

                                No to zapytam Cię o uzasadnienie do powyższego cytatu Twojego wpisu: Jaki jest mój dogmat? I dlaczego "mój" uważasz za dogmat a "swojego" już nie? :)
    • jacek_x Wypędzanie czarta. 16.03.17, 14:43
      "Wypedzanie czarta z chorej" - Chyba jeden z najciekawszych artykulów prasowych jakie w tym tygodniu przeczytałem.
      Znachorka Zanosia starała się wyleczyć panią Władysławę stosujac medycyne alternatywną.
      Do prowadzonej przez Zanosie terapii wmieszał się miejscowy inteligent, ktory wezwal do pomocy policję.
      Nie wiadomo jaki był poziom wiedzy z dziedziny nauk medycznych u przybyłego tam policjanta.
      Prawdopodobnie nie różnił się wiele od tego jaki zaprezentowała Zanosia.
      Nie wiadomo co było dalej, bo nic wiecej o tym nie napisano.
      Można mieć jedynie nadzieję, że wezwany policjant nie przylączył się do procesu wyganiania czarta z pani Wladyslawy przy pomocy swojej gumowej pałki.
      • 9rgkh Re: Wypędzanie czarta. 16.03.17, 20:45
        Cieszę się, że ten skan Ci się spodobał. :) Ja też się uśmiechnąłem. W pierwszym momencie. Ale potem pomyślałem, że nielekkie życie mają ludzie w miejscach, gdzie rządzą zabobony. A teraz w Polsce wracamy do takich klimatów.

        Wyobraź sobie, że w jakichś mało sprzyjających okolicznościach ktoś z naszych bliskich trafia do szpitala, a tam lekarz, który podpisał klauzulę sumienia, ordynuje mu kurację bardziej zgodną z nakazami religii niż obowiązującą go wiedzą medyczną. Wtedy zaczyna być mniej wesoło, bo dotyczy to nas bezpośrednio.

        A w przedwojennej Polsce nie wszyscy musieli być po stronie znachorów takich, jak ta pani z naszego newsa. Nauczyciel i policjant mogli być bardziej wykształceni i kumaci. I być może ich interwencja naprawdę uratowała życie chorej.

        Udało mi się ustalić źródło informacji. Pochodzi ona z gazety "Pałuczanin, Ilustrowany Kurjer" nr.33 z wtorku 17 marca 1936 roku. Dostęp internetowy w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej.

        I co za przypadek, jutro będzie dokładnie 81. rocznica publikacji. :)

        Bardzo polecam lekturę przedwojennej prasy polskiej. Jest jej w wersji cyfrowej bardzo dużo. Daje obraz tego, jak naprawdę wyglądało wtedy życie, jak wiele się od tamtych czasów zmieniło i jak wiele durnych sytuacji powtarza się do dziś.

        Jeden fakt powinien nas smucić. Czarta wypędzano ale go nie wypędzono.
    • jacek_x Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 05:17
      Notre-Dame de Paris, Anno Domini 1250.

      - Mija już ponad osiemdziesiat lat od czasu gdy wielebny Maurice de Sully rozpoczął budowę naszej wspaniałej katedry.
      Wlasnie kończymy budowę Zachodniej Wieży, zawdzieczamy wam wiele. To już chyba trzecie pokolenie pracowitych masonów, ktore bierze udział w tym nabożnym przeciewzięciu.
      - Tak, ale nie z tym tutaj przychodzę. Chodzi o czcigodnego Jean Pierra, czeladnika. Już dwa miesiące mija jak Jean spadł z rusztowania i uderzył w bazaltową płytę składowaną przy rusztowaniu. Ma złamane obie nogi i nie wiadomo ile jeszcze bedzie musial leżeć w domu bez srodkow do życia.
      - A jaka byla przyczyna tego wypadku?
      - Grawitacja.
      - Jaka grawitacja? Nic takiego przecież nie istnieje.
      - Jak to? Nie może być! Grawitacja nie istnieje?
      - Po to aby uznać, ze coś istnieje należy najpierw to udowodnić. W 1250 roku nie ma nikogo kto by udowodnił, że grawitacja istnieje. Twierdzenie, że Jean Pierre upadł na dół z rusztowania z powodu grawitacji to jakaś herezja sprzeczna ze stanem naszej wiedzy naukowej. Czy nie czytałeś rozprawy wybitnego polskiego uczonego 9rgkh?
      - Nie wiem Panie, nie czytalem. Jam prosty murarz i czytać nie bardzo potrafię.
      - Słuchaj więc synu co wybitny polski uczony na forum Religia napisał: 'Nauka daje odpowiedzi oparte na dowodach."
      "Dogmat różni się od prawdy naukowej tym, że prawdziwości dogmatu się nie dowodzi i nie wolno jej podważać.
      Nauka podaje dowód i mówi, że to jest o tyle prawdziwe, ile wynika z dowodu."
      - Jeżeli nie ma dowodu na istnienie grawitacji, to czy oznacza to, że Jean Pierre mógł z rusztowania poszybować do góry?
      - Gdyby taka była wola Boża to mógłby, chociaż nie spotkałem się dotychczas z takim przypadkiem. Jednak dziś twierdzenie, że istnieje grawitacja to myślenie dogmatyczne, przez wspólczesną naukę nie udowodnione.
      - Co zatem robić, to znaczy jak należy myśleć?
      - Byc może ktoś, kiedyś w niedalekiej przyszlości udowodni jej istnienie ...,ale na razie uważamy istnienie grawitacji za zabobon.
      • pocoo Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 09:40
        jacek_x napisał:
        > - Słuchaj więc synu co wybitny polski uczony na forum Religia napisał: 'Nauka d
        > aje odpowiedzi oparte na dowodach."
        > "Dogmat różni się od prawdy naukowej tym, że prawdziwości dogmatu się nie dowod
        > zi i nie wolno jej podważać.

        Słusznie i naukowo.
      • 9rgkh Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 12:46
        jacek_x napisał:

        > - Po to aby uznać, ze coś istnieje należy najpierw to udowodnić. W 1250 roku ni
        > e ma nikogo kto by udowodnił, że grawitacja istnieje.

        Jak to nie było dowodów? Przecież termin "grawitacja" opisuje zjawisko, z którym mamy do czynienia na co dzień.

        Obserwacja tego zjawiska jest dowodem.

        > Twierdzenie, że Jean Pierre upadł na dół z rusztowania
        > z powodu grawitacji to jakaś herezja sprzeczna ze stanem
        > naszej wiedzy naukowej.
        > Czy nie czytałeś rozprawy wybitnego polskiego uczonego 9rgkh?

        Ooo... :) Sorry ale to nie ten uczony wymyślił. Takie są założenia metody naukowej. A na metodzie naukowej opiera się cała ludzka wiedza.

        Następny absurd to respektowanie przez "wierzących" ustaleń "wybitnych uczonych". Przecież myślenie wierzących podlega w pierwszym rzędzie dogmatom, których prawdziwości się nie dowodzi. A zwracanie uwagi na rzeczy dowiedzione? To wierzących nie dotyczy.

        > - Nie wiem Panie, nie czytalem. Jam prosty murarz
        > i czytać nie bardzo potrafię.

        Prosty murarz powinien myśleć. Czy zna ustalenia nauki dotyczące ostrych noży? Jeśli też o nich nie czytał, to zapewne jest cały w bandażach, bo wciąż się tymi nożami kaleczy.

        Obserwacje świata są dowodami reguł, które w nim obowiązują. A jak te reguły nazywać, to już mniej ważne. Zwierzęta nie nazywają grawitacji ale wiedzą o jej istnieniu. Nie tylko dlatego, że gdzieś to jest zapisane ale dzięki doświadczeniom, próbom, które są ich metodą dowodzenia. Zwierzę, które nie stosuje się do tej metodyki, zginie.

        > - Słuchaj więc synu co wybitny polski uczony na forum Religia napisał:
        > 'Nauka daje odpowiedzi oparte na dowodach."
        > "Dogmat różni się od prawdy naukowej tym, że prawdziwości
        > dogmatu się nie dowodzi i nie wolno jej podważać.
        > Nauka podaje dowód i mówi, że to jest o tyle prawdziwe,
        > ile wynika z dowodu."

        Tak.

        > - Jeżeli nie ma dowodu na istnienie grawitacji,

        Ale jest.

        > to czy oznacza to, że Jean Pierre mógł z rusztowania poszybować do góry?
        > - Gdyby taka była wola Boża to mógłby, chociaż nie spotkałem się dotychczas z t
        > akim przypadkiem. Jednak dziś twierdzenie, że istnieje grawitacja to myślenie d
        > ogmatyczne, przez wspólczesną naukę nie udowodnione.

        "Niestety", współczesna nauka dowodzi istnienia grawitacji.

        > - Co zatem robić, to znaczy jak należy myśleć?
        > - Byc może ktoś, kiedyś w niedalekiej przyszlości
        > udowodni jej istnienie ...,ale na razie uważamy
        > istnienie grawitacji za zabobon.

        Na razie ta opowieść opisuje niemyślących logicznie rozmówców, zapewne poddawanych religijnemu dogmatyzmowi.
        • jacek_x Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 15:31
          >Jednak dziś twierdzenie, że istnieje grawitacja to myślenie dogmatyczne, przez wspólczesną naukę nie udowodnione.
          9rgkh:
          "Niestety", współczesna nauka dowodzi istnienia grawitacji.
          Na razie ta opowieść opisuje niemyślących logicznie rozmówców, zapewne poddawanych religijnemu dogmatyzmowi.
          ====
          Przypomnę że okreslenie "współczesna nauka" dotyczy w tym przypadku roku 1250, czyli XIII wieku.
          Do XVII wieku istnieje tylko hipoteza. Dopiero Isaac Newton w swej pracy "Philosophiae naturalis principia mathematica" (Matematyczne podstawy filozofii naturalnej) w 1687 udowadnia istnienie grawitacji.
          Opoweieść ta opisuje ludzi myślących logicznie i stosujących myslenie logiczne do stanu wiedzy udowodnionej na miarę czasu, w którym żyli- 1250 rok.
          • wariant_b Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 18:12
            jacek_x napisał:
            > Przypomnę że okreslenie "współczesna nauka" dotyczy w tym przypadku roku 1250...

            Ależ to oczywiste, podobnie jak teologiczna koncepcja "grawitacji", czyli siły,
            za pomocą której Szatan sprowadza dusze grzeszników do Piekła, a przy okazji
            i czeladnikowi Jean Pierre'owi pokazuje, gdzie będzie jego miejsce po śmierci.
            Dusze czyste unoszą się do Nieba, co wskazuje, że Bogu grawitacja jest zbędna.

            Nadto "naukowe dowody" istnienia Boga/Szatana bez wątpienia w roku 1250 istniały,
            niemniej później zostały obalone i zapomniane, stąd próby znalezienia nowych dowodów.
            Niekiedy, jak donoszą media, czynione nawet przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej,
            więc jeśli nie przez środowiska stricte naukowe, to przez zarządzające Nauką Polską.
            • pocoo Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 19:07
              wariant_b napisał:

              >... podobnie jak teologiczna koncepcja "grawitacji", czyli siły,
              > za pomocą której Szatan sprowadza dusze grzeszników do Piekła, a przy okazji
              > i czeladnikowi Jean Pierre'owi pokazuje, gdzie będzie jego miejsce po śmierci.
              > Dusze czyste unoszą się do Nieba, co wskazuje, że Bogu grawitacja jest zbędna.

              W zbiorze katolickich zasad wiary wyraźnie piszą,że dusze nie wędrują.Każdy katolik wierzy jak chce i w co chce.Duchownym to nie przeszkadza.

              > Nadto "naukowe dowody" istnienia Boga/Szatana bez wątpienia w roku 1250 istniał
              > y,

              Na to,że Ziemia była płaska,też mieli dowody.Taki chociażby biblijny potop.Wody zakrywały najwyższe szczyty Ziemi,a potem przez miesiąc opadały.Kiedy opadły,to Noe z rodziną dreptał po suchym lądzie.
              • jacek_x Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 27.03.17, 22:06
                pocoo napisała:
                > Na to,że Ziemia była płaska,też mieli dowody.Taki chociażby biblijny potop.Wody
                > zakrywały najwyższe szczyty Ziemi,a potem przez miesiąc opadały.Kiedy opadły,t
                > o Noe z rodziną dreptał po suchym lądzie.

                Dla autorów wyżej wymienionych treści cały świat był tak wielki jak dziś wielkim jest województwo wielkopolskie.
                • pocoo Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 27.03.17, 23:57
                  jacek_x napisał:

                  > Dla autorów wyżej wymienionych treści cały świat był tak wielki jak dziś wielki
                  > m jest województwo wielkopolskie.

                  Ale wszystko im podpowiadał wszechwiedzący bóg. To właśnie po potopie bóg powiedział Noemu jak zakłada się winnicę i robi wino.Upijali się na maksa.Po co nauka? Bóg podpowie i bingo!
                • 9rgkh Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 28.03.17, 00:00
                  Ważne jest tylko to, czy dana reguła jest prawdziwa. Mechanika niutonowska jest prawdziwa w pewnym kontekście - dla ograniczonej dokładności pomiarów, która "gubi" błąd zaokrąglenia oraz dla mniejszych prędkości, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Nadal używamy jej do obliczania jako prawdziwej.

                  W ograniczonym świecie obowiązują identyczne zasady ustalania prawdziwości. Prawda jest wtedy, gdy jest zgodność. Dla prawdy o świecie musi to być zgodność z doświadczeniem, z obserwacjami.

                  Brak ustalenia prawdziwości to narażenie się na nieoczekiwany skutek. Ustalenie dogmatyczne, niezgodne z obserwacjami świata to pewność wyniku sprzecznego.

                  W ludzkiej praktyce chodzi o to, żeby OSZUKAĆ ludzi. Wtedy można ich wykorzystać, żyć ich kosztem. Powstaje problem uczciwości, (nie)równego traktowania itp.

                  Dogmaty nie są dowodzone a najczęściej są sprzeczne z nauką. W religijnej "sztuce oszukiwania" przydaje się więc zniszczenie autorytetu nauki czyli autorytetu uzyskiwania prawdziwych reguł działania świata.
          • 9rgkh Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 26.03.17, 23:52
            jacek_x napisał:

            > >Jednak dziś twierdzenie, że istnieje grawitacja to myślenie dogmatyczne, p
            > rzez wspólczesną naukę nie udowodnione.
            > 9rgkh:
            > "Niestety", współczesna nauka dowodzi istnienia grawitacji.
            > Na razie ta opowieść opisuje niemyślących logicznie rozmówców, zapewne poddawan
            > ych religijnemu dogmatyzmowi.
            > ====
            > Przypomnę że okreslenie "współczesna nauka" dotyczy w tym przypadku roku 1250,
            > czyli XIII wieku.

            To ja Ci przypomnę, że pojęcie nauka ma jedną tylko definicję - nauka to dowodzenie prawdziwości. Zawsze. Niegdysiejsza alchemia to dzisiejsza chemia, astrologia to astronomia (z dużym przybliżeniem). A 9rgkh wtedy nie istniał więc albo trzymasz się dokładnie ówczesnej terminologii, albo odnoś się w całości do terminów w dzisiejszych definicjach.

            > Do XVII wieku istnieje tylko hipoteza.

            To nieistotne, czy taka wypowiedziana hipotez istniała. Zjawisko było wówczas obserwowane dokładnie tak samo jak dziś i nikt jego istnienia z powodów paranaukowych nie kwestionował. W tym sensie opowieść jest sprzeczna.

            Przenosisz dzisiejszą wiedzę wraz z opisem tego zjawiska do tamtych czasów. Nie manipuluj przenosząc fragmenty, bo nie wychodzi z tego nic logicznego. Opisujesz ludzi, którzy wtedy żyli jako imbecyli a nie jest ich natura. Ludzi ogłupiają wyłącznie dogmaty kwestionujące logikę.

            > Dopiero Isaac Newton w swej pracy "Philo
            > sophiae naturalis principia mathematica"
            > (Matematyczne podstawy filozofii naturalnej) w 1687
            > udowadnia istnienie grawitacji.

            Nieprawda. :)

            W tym przypadku było od drugiej strony. Wybrałeś zły przykład. Najpierw było zjawisko, które dla każdego było oczywiste a Newton ubrał jest tylko w formę matematycznego modelu. To dopiero teraz często dzieje się na odwrót - najpierw jest hipoteza a dopiero potem szuka się obserwacji lub doświadczenia, które mogłoby ją udowodnić.

            > Opoweieść ta opisuje ludzi myślących logicznie
            > i stosujących myslenie logiczne

            Myślących logicznie? :)

            > do stanu wiedzy
            > udowodnionej na miarę czasu, w którym żyli- 1250 rok.

            Nieprawda jeszcze raz. Ludzie z Twojej opowieści odrzucają wiedzę wynikającą z doświadczenia (przecież grawitacji doświadczają na co dzień) i opierają się na jakimś przeczącym obserwacjom dogmacie. To iście religijne, dogmatyczne podejście. Prawdziwe o tyle tylko, że wówczas częściej i bardziej bezkrytycznie odnoszono się do dogmatów, których największym producentem była religia. A nie nauka.

            Dziś też nauka może się pomylić. Zdarzają się szalbierze występujący pod sztandarami nauki. Ale ani błędy, ani oszustwa nie są definicyjną nauką. Są odnajdowane i wykluczane z jej zasobów.

            Wydaje mi się, że bardzo nie na miejscu jest dyskredytowanie nauki takimi niezbyt uczciwymi metodami, w czym wydajesz się uczestniczyć.
            • jacek_x Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 27.03.17, 22:01
              9rgkh napisał:
              > To ja Ci przypomnę, że pojęcie nauka ma jedną tylko definicję - nauka to dowodz
              > enie prawdziwości. Zawsze. Niegdysiejsza alchemia to dzisiejsza chemia, astrolo
              > gia to astronomia (z dużym przybliżeniem). A 9rgkh wtedy nie istniał więc albo
              > trzymasz się dokładnie ówczesnej terminologii, albo odnoś się w całości do term
              > inów w dzisiejszych definicjach.

              9rgkh wtedy nie istniał ale tezę o tym, że "aby coś było prawdą to trzeba w sposób naukowy udowodnić" można potraktować ponadczasowo. Mam prawo zatem uznać powyższą zasadę jako punkt odniesienia dla każdej epoki historycznej. W wybranym przeze mnie XIII wieku zjawisko spadania przedmiotow cięższych od powietrza było powszechnie znane, ale nikt jeszcze nie rozumiał mechanizmu, który za tym stoi. Być może nawet tymczasowo obowiązywała teologiczna koncepcja "grawitacji", czyli siły,
              za pomocą której Szatan sprowadza dusze grzeszników do Piekła", o czym wspomniał Wariant_b.
              W wieku XXI też jesteśmy świadkami wielu tymczasowych koncepcji.
              Na przyklad świadomość. Nikt nie kwestionuje jej istnienia, ale co to takiego jest i jak udowodnić ewentualną hipotezę naukową? Tym bardziej, ze niektórzy badacze zjawiska rozszeszaja w/w pojęcie o podświadomość i nadświadomość.
              Pogardzani przez współczesnych ateistów starożytni artyśći Lewantu opowiadają rownie ciekawe rzeczy, na które warto zwrócic uwagę.
              "Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. 2 Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: 3 orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. 4 Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.(...)" 23 Psalm Dawida.

              >Wydaje mi się, że bardzo nie na miejscu jest dyskredytowanie nauki takimi niezbyt uczciwymi metodami, w czym wydajesz się >uczestniczyć.

              Nie jest moją intencją dyskredytowanie nauki, ale chciałbym zwrócić uwagę, że w procesie poznania prawdy, podobnie jak wiek XIII tak i nasz wiek XXI jest tylko pewnym epizodem.
              PS.
              Zarowno wtedy jak i teraz mamy do czynienia z tak zwanym poczuciem humoru. Wszyscy wiemy, ze coś takiego istnieje, ale jak to zjawisko udowodnić naukowo?


              • 9rgkh Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 27.03.17, 23:46
                jacek_x napisał:

                > 9rgkh napisał:
                > > To ja Ci przypomnę, że pojęcie nauka ma jedną tylko definicję
                > > - nauka to dowodzenie prawdziwości. Zawsze.

                > 9rgkh wtedy nie istniał

                Bo nie chodzi o autora ale o REGUŁĘ.

                > ale tezę o tym, że
                > "aby coś było prawdą to trzeba w sposób naukowy udowodnić"
                > można potraktować ponadczasowo.

                To jest bezwzględna zasada logiczna.

                Uznanie za prawdę... Co to dla Ciebie oznacza? Nie dla świata, w którym taka reguła obowiązuje ale dla Ciebie.

                Zauważ, że sprawa rozgrywa się w Twoim umyśle. To Ty nie wiesz, czy pewien pomysł, hipoteza, coś co Tobie przyszło do głowy albo czego się dowiedziałeś z jakiegoś źródła, jest prawdziwe.

                A tak w ogóle, to czy uważasz za sensowne odsiewanie hipotez do dwóch zbiorów - sprawdzonych (czyli prawdziwych) oraz całej reszty? Po co ludzie to robią?

                OK, nie tylko ludzie. Taką działalność "prowadzi" każdy obiekt, który w jakiś sposób zapamiętuje skutki dotyczących go działań. W pewnym stopniu dotyczy to nawet martwej natury. Ziarna piasku są zaokrąglone wskutek działania reguły ścierania wystających fragmentów. Reguła należy do właściwości, fizyki świata. Jej prawdziwość na tym etapie jest taka, że on należy do świata. To jest jak aksjomat. Świat nie musi udowadniać jej prawdziwości. Piasek jest skutkiem. My obserwujemy skutki, ziarna piasku i DLA SIEBIE opisujemy regułę. Pamiętamy jej treść. Ponieważ treść odnosi się do obserwacji, więc te obserwacje są DLA NAS dowodem prawdziwości. W analogicznych warunkach ta reguła powinna dawać analogiczne skutki.

                Gdybyśmy przyjęli jako prawdziwe reguły sprzeczne z obserwacjami, to wynik opartych na niej działań byłby inny niż oczekiwany. Gdybyśmy przyjęli za prawdziwą regułę niesprawdzoną (logicznie), to wynik byłby nieprzewidywalny.

                Reguły działania świata są nam (roślinom, zwierzętom też) potrzebne do tego, byśmy przewidywali co się stanie, byśmy otrzymywali skutek zgodny z założonym celem. Reguła sprawdzona, prawdziwa, bez względu na to, czy znamy jej opis fizyczny, "poprawnie przewiduje przyszłość". Ustalanie prawdziwości służy tylko i wyłącznie temu.

                Pomyśl o tym (orangutan WIE, zna regułę) - deser.gazeta.pl/deser/7,111858,20680206,mama-w-7-miesiacu-ciazy-pokazala-brzuch-orangutanowi-jego.html

                > Mam prawo zatem uznać powyższą zasadę jako punkt odniesienia
                > dla każdej epoki historycznej. W wybranym przeze mnie XIII wieku
                > zjawisko spadania przedmiotow cięższych od powietrza było
                > powszechnie znane, ale nikt jeszcze nie rozumiał mechanizmu,
                > który za tym stoi. Być może nawet tymczasowo obowiązywała
                > teologiczna koncepcja "grawitacji", czyli siły, za pomocą której Szatan
                > sprowadza dusze grzeszników do Piekła", o czym wspomniał Wariant_b.

                O spadaniu przedmiotów dowiaduje się już bardzo małe dziecko a także wie o tym jakiś prymitywny tubylec z Amazonii. Twoja lub moja wiedza o tym, jako o regule fizycznej nic tu nie zmienia. Dla tych wszystkich istot grawitacja jest tym samym - regułą, której prawdziwość potwierdza doświadczenie. Ona jest w ten sposób udowodniona czyli prawdziwa.

                > W wieku XXI też jesteśmy świadkami wielu tymczasowych koncepcji.
                > Na przyklad świadomość. Nikt nie kwestionuje jej istnienia,
                > ale co to takiego jest i jak udowodnić ewentualną hipotezę naukową?

                Dla mnie nie jest to zagadka. Do pewnego poziomu, dalszego niż dla "większości ludzkości". Znalazłem sobie "fizyczne uzasadnienie". Pisałem na forum o tym.

                > Tym bardziej, ze niektórzy badacze zjawiska rozszeszaja
                > w/w pojęcie o podświadomość i nadświadomość.

                Podświadomość to zupełnie inna cecha (zahacza to o manipulację), a nadświadomość to chyba raczej coś z ze zjawisk paranormalnych, nie wiem, jaka miałaby być tego definicja.

                > Pogardzani przez współczesnych ateistów starożytni artyśći
                > Lewantu opowiadają rownie ciekawe rzeczy, na które warto zwrócic uwagę.
                > "Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. 2 Pozwala mi leżeć na zielonych
                > pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: 3 orzeźwia moją duszę
                > . Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. 4 Chociażbym
                > chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.(...)" 23 Psalm
                > Dawida.

                Sorry, "religijnego bełkotu" nie będę interpretował.

                > > Wydaje mi się, że bardzo nie na miejscu jest dyskredytowanie
                > > nauki takimi niezbyt uczciwymi metodami, w czym wydajesz się
                > > uczestniczyć.
                >
                > Nie jest moją intencją dyskredytowanie nauki,

                Jak to nie? :) Mam Ci wyciągnąć cytaty? Może zrobiłeś to nieświadomie ale taki był efekt.

                > ale chciałbym zwrócić uwagę, że w procesie poznania prawdy,
                > podobnie jak wiek XIII tak i nasz wiek XXI jest tylko pewnym epizodem.

                Co to jest to "poznanie prawdy"? Jeśli to ma być prawda o świecie, to ona MUSI być udowodniona metodą naukową. Jaskiniowcy też stosowali MN, choć mało świadomie. Zawsze tak było, gdy dochodzono do poprawnych wyników dowodzenia. Ogień parzy? Jest reguła. Woda go gasi? Jest druga reguła. Te reguły są PRAWDZIWE.

                > PS.
                > Zarowno wtedy jak i teraz mamy do czynienia z tak zwanym poczuciem humoru.
                > Wszyscy wiemy, ze coś takiego istnieje, ale jak to zjawisko udowodnić naukowo?

                Poczucie humoru zostało rozpracowane. To jest najczęściej reakcja na element niespodziewanej, niezgodnej z przewidywaniem puenty. Ale jest jeszcze parę innych czynników tego.
                • pocoo Re: Dyskredytowanie nauki ( Grawitacja A.D. 1250) 28.03.17, 00:01
                  9rgkh napisał:

                  > Poczucie humoru zostało rozpracowane. To jest najczęściej reakcja na element ni
                  > espodziewanej, niezgodnej z przewidywaniem puenty. Ale jest jeszcze parę innych
                  > czynników tego.

                  E tam.Wystarczy kiedy odzywają się posłanki Sobecka i Pawłowicz.
Pełna wersja