feelek
24.03.17, 13:59
Pytanie samo się narzuca, więc czemu by go nie zadać.
Zapytałem pana Google i mi wyguglował, co poniżej (nie przepadam za "przeklejaniem", ale tu będzie zapewne precyzyjniej przekleić niżbym miał to poniższe streszczać):
>>>
Wiara
Ile procent wierzących jest w „wierzących”?
Robert Wit Wyrostkiewicz
Opublikowano 5 lutego 2014
Komentarze
Statystyki dotyczące wiary wśród wierzących są dramatyczne. We Francji okazuje się, że niemal wszyscy wierzący nie wierzą w podstawowe dogmaty wiary (mowa o katolicyzmie). Francuzi negują istnienie diabła, za to chętniej wierzą w istnienie aniołów… Selektywnie i wygodnie.
Tyle, że częściowo wierzący jest de facto niewierzącym! W Polsce jest nie dużo lepiej. Badania TNS Polska mówią, że 81 proc. Polaków deklaruje się jako osoby wierzące w Boga, jednak dużo gorzej jest z ich z wiarą w podstawowe dogmaty. Tylko 49 proc. z ankietowanych wierzy w śmierć Jezusa na krzyżu, 47 proc. w jego zmartwychwstanie, a w niepokalane poczęcie – 38 proc. Itd… Zapytaliśmy więc osobę duchowną, czy jest z nami aż tak źle?
Z ks. Zbigniewem Sapiejewskim rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz
– W Polsce mamy ok. 80 proc. osób wierzących, z czego większość (!) nie wierzy w podstawowe dogmaty wiary. To ilu tak naprawdę mamy wyznawców?
– Ilu mamy wierzących? 100 proc.! Bo Zapominamy że ateizm też jest „wiarą”, a raczej przekonaniem, że Boga nie ma. Tezy o nieistnieniu Boga nie da się udowodnić podobnie jak się nie da udowodnić istnienia Boga. Oczywiście, w tym sensie, w jakim mówił o tym św. Tomasz z Akwinu opisując quinque viae ad Deum – czyli nie dowody, a drogi do poznania Boga. Z tym że- według mojej wiedzy- istnieje znacznie więcej przesłanek, że Bóg jest, niż że Go nie ma. Ponadto kiedy mówimy "wierzący" zawsze dobrze zapytać: w co, w kogo, czemu, komu? Bez tych dopowiedzeń słowo to traci sens.
– Wiadomo chyba o kim w Polsce myślimy mówiąc „osoba wierząca”…
– Tak, ale warto doprecyzowywać o kogo konkretnie chodzi. Bene discit, qui bene discinguit: ten się dobrze uczy, kto dobrze rozróżnia. I chociaż pojęcie "wierzący" obaj rozumiemy tak samo (jak sądzę), to myślę, że warto o tym mówić. Nie dla pustej satysfakcji z precyzji wypowiedzi, bo na tej mi nie do końca zależy, ale dla formowania słownika – a więc i myślenia – przysłuchujących się naszej rozmowie.
– Ja się bardziej pogubiłem niż doprecyzowałem. Ilu więc jest w Polsce osób wierzących w to co nazywamy wiarą katolicką?
– Nie wiem, czy 80 proc. ludzi w Polsce to tzw. wierzący, nie wiem czy większość nie wierzy w dogmaty. Wiem, że są tacy (sądzę, że dość liczni), którzy faktycznie mają problem z przyjęciem prawdy objawionej przez Boga, a nawet odczytywalnej z natury rzeczy stworzonych. Wiem, że bardzo potrzeba katechezy o sprawach najprostszych. I wiem też, że żadna katecheza nie przebije się przez mur woli i rozumu zaślepionych pychą i chcących decydować co jest prawdą a co nie. Taki mur kruszy Duch Święty, owszem, często przez głoszenie kerygmatu. Innymi słowy: jak ktoś nie zna lub źle rozumie prawdy wiary to jeszcze nie jest w najgorszej sytuacji. Dużo trudniej doprowadzić do prawdy tych, którzy wiedzą lepiej od Boga.
Rozmawiał: Robert Wit Wyrostkiewicz
© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE.
Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych...etc
>>>
To tyle opinia księdza Sapiejewskiego.
Osobiście zgadzam się, że 100% osób w coś wierzy (z małą poprawką na ułamek procenta agnostyków, którzy nie wiedząc mówią: nie wiemy i nie wierzymy), uważam, że przejawem pychy (niestety!) jest wypowiedziana księdzem opinia, że brak wiary w rzeczy rzekomo objawione, to objaw pychy, gdy negujemy w tej kwestii opinię samego Boga!
IMHO to pycha przemawia ustami księdza: każe nam uważać, głosi, że coś jest opinią Boga, gdy w istocie zostało napisane przez jakiegoś (może i czcigodnego) człowieka.
Z tym sceptycyzmem to o tyle jest problem, że także teologowie współcześni negują istnienie piekła zgodnie z poniższą logiką:
jeżeli po śmierci czeka nas nieskończonej długości życie pozagrobowe, to nie ma takiej zbrodni, której nie dałoby się odpokutować w Czyśćcu, który jest o tyle podobny do piekła, że czekają tam grzesznika męki, tyle, że ograniczone w czasie. Ile bowiem miałby do czyśćcowej odsiadki Hitler"? Gdy uznamy jego winę za 6 000 000 ofiar - Żydów i damy mu 10 lat za jedno życie, to po małych 60 000 000 latach czyśćcowej odsiadki Hitler mógłby zapukać do bram nieba... po miliardzie kolejnych lat Nieba, Hitler by całkowicie o Czyśćcu zapomniał...
Tak więc, zdaniem np. prof. teologii Nie-Pamiętam- Nazwiska (teolog prawosłąwny) piekło, jeśli nawet istnieje, jest puste...
Nie podzielając ww. przeświadczenia (przesłanki logiczne, naukowe każą mi uważać, że w momencie śmierci, wszystko się kończy), podaję to jako przykład, że z tym niewierzeniem nie jest to takie proste.