9rgkh
04.04.17, 15:13
Historia ze Świebodzina zmusza, żeby zapytać: dlaczego lekarze nie słuchają kobiet?
Paradoks: w kraju, w którym robi się najwięcej cesarskich cięć w Europie, śmierć noworodka, a czasem i jego matki, zwykle jest skutkiem zaniechania tego zabiegu.
Znów się to zdarzyło. Tym razem w Świebodzinie. Czternasta godzina porodu. Przerażona i opadła z sił kobieta, przekonana, że nie da rady urodzić siłami natury, błaga o cesarskie cięcie. Po drugiej stronie jest lekarz – doświadczony ordynator z trzydziestoletnim stażem, zbywający pacjentkę, że jak się zachodzi w ciążę, to trzeba rodzić.
Przed Świebodzinem był Włocławek i śmierć bliźniąt, Poznań, gdzie nie doczekawszy cesarskiego cięcia zmarły nie tylko bliźnięta, ale też ich matka (a do cesarki nie zabrano się nawet, gdy w łonie proszącej o cesarkę kobiety zmarło pierwsze z dzieci; lekarze bali się sprzeciwić ordynatorowi, nieobecnemu w szpitalu). Były Chełm, Zduńska Wola, Iława, Limanowa, Brzeg (zmarło i dziecko, i matka). Starachowice, Kutno, szpital praski w Warszawie…
W większości przypadków tragedii można było zapobiec jednym cięciem. Prócz śmierci noworodków (czasem także matek), zdarzały się i mniej medialne konsekwencje: porażenia splotu barkowego, rozerwania struktur śródczaszkowych, uszkodzenia obojczyków czy bioder w konsekwencji wyciągania dzieci z macic przy użyciu siły, niestosowanych już w nowoczesnej medycynie chwytów albo wręcz narzędzi. Tysiące przypadków, ten sam bilans, ten sam problem.
(...)
I kolejne przypadki wpływu religijnego (dogmatycznego) sposobu myślenia na zdrowie i życie ludzkie. Nie ono jest najważniejsze, nie człowiek. To zaprzeczenie podstaw medycyny. Bo czy ci lekarze byli niedouczeni? Nie. Oni mogli. Ale ostatecznie podjęli decyzję pod presją.