Niebezpieczeństwa zaangażowania religijnego

25.04.17, 00:12
Religia ma zazwyczaj pozytywny wpływ na ludzką psychikę, poprawia poziom szczęścia i psychiczny dobrostan. Christine Hammond, amerykańska psycholożka, przestrzega jednak, że wspólnoty wierzących mogą być także inkubatorem dla rozwoju zaburzeń osobowości.

Wiara kojarzy nam się z czymś, co daje człowiekowi wsparcie i pozwala na uzyskanie stanu wewnętrznej harmonii. Sądzimy, że służy naszemu życiu psychicznemu i przynosi pozytywne efekty w naszej codzienności. Człowiek, który ufa, że ktoś się nim opiekuje, że ma relacje z Tym, od kogo zależą jego losy, jest spokojniejszy i bardziej pewny siebie. I rzeczywiście, wiele badań potwierdza, że wiara często pomaga w poradzeniu sobie z takimi problemami jak depresja czy stany lękowe.

Jednak, jak zauważa na swoim blogu Christine Hammond, psycholożka i terapeutka z Florydy, zaangażowanie religijne może nieść ze sobą także niebezpieczeństwa. „Byłoby dobrze, gdyby kościoły, synagogi i meczety były jedynie bezpiecznymi miejscami, gdzie mówi się ludziom o Bogu i które pomagają ludziom w duchowym wzroście. Jednak, niestety, często jest inaczej. Nierzadko są one bezpiecznym miejscem dla rozwoju zaburzeń osobowości” - pisze na swoim blogu Hammond.

Wedle amerykańskiej badaczki przyczyną takiej sytuacji jest założenie, że jedynymi motywacjami, które kierują przywódcami religijnymi, są chęć służenia Bogu i pomocy ludziom. Wierni mają do nich duże zaufanie. Wierzą, że takie zjawiska jak walki o wpływy, chęć bycia podziwianym czy manipulowanie, są obecne w świecie, ale nie mają wstępu za drzwi świątyni. Tymczasem duchownymi różnych wyznań są tylko ludzie, z których cześć może okazać się niedojrzała. Nie zauważają oni wtedy, że przychodzący do nich ludzie zmagają się z problemami psychicznymi. Zdarza się wręcz, że problemy te wykorzystują. Ich działania mogą wtedy owocować rozwojem nie wiernych, ale ich zaburzeń.

Hammond podaje trzy zaburzenia osobowości, które szczególnie łatwo mogą znaleźć we wspólnotach religijnych bezpieczne miejsce do rozwoju.

1. Osobowość antyspołeczna (socjopatia). To najgroźniejsze ze wskazanych zaburzeń, ponieważ jest najtrudniejsze do identyfikacji i najbardziej zdradliwe. Osoby socjopatyczne wchodzą w relacje z ludźmi, jednak następnie bez skrupułów manipulują nimi i wykorzystują do własnych celów. Charakteryzuje ich również brak empatii. Zaburzenie to ukrywa się często pod różnymi maskami, przypominając nieco zachowanie kameleona. Taką maską może stać się wiara religijna: wykorzystywanie innych można uzasadnić własną misją rozeznaną przez odczytanie znaków lub podczas modlitwy.

2. Osobowość narcystyczna. Osoby cierpiące na to zaburzenie muszą być ciągle w centrum uwagi. Środowiska ludzi zaangażowanych w życie wspólnoty wydają się wymarzonym miejscem dla realizacji takiej potrzeby. Można poznać te osoby po tym, że często słuchają, gdy ktoś im coś radzi, jednak nie realizują tego. Są przekonani o własnej, szczególnej relacji z Bogiem. Odrzucają tych, którzy kwestionują ich sposób funkcjonowania, i starają się, żeby straciły one swoją pozycję we wspólnocie. Zazwyczaj robią to dość skutecznie, bo cechuje ich niebywała zdolność do sprawiania wrażenia ludzi sympatycznych, opiekuńczych i życzliwych.

3. Osobowość obsesyjno-kompulsywna (anankastyczna). Nie jest ona tym samym, co zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, które dotyczą jedynie niektórych zachowań. Osobowość anankastyczna charakteryzuje się tym, że nadmierny perfekcjonizm i chęć posiadania nad wszystkim kontroli objawia się w każdej sferze życia. Religijność otwiera przed takimi osobami szeroki wachlarz możliwości: mogą się skupić na walce z wszelkimi zachowaniami łamiącymi przyjęte we wspólnocie zasady moralne, na obronie dogmatów, przepisów rytualnych czy konkretnych sposobów modlitwy. Nie ma dla nich żadnych kompromisów, a wszystko jest albo białe, albo czarne.

Religia to bardzo delikatna strefa. Dlatego, jak zauważa autorka, znajomość zaobserwowanego przez nią niebezpieczeństwa może pomóc uniknąć tego, że funkcjonowanie wspólnoty wierzących okaże się mieć destrukcyjny wpływ na życie jej członków.

***
Oprac. (ps) na podst. pro.psychcentral.com/exhausted-woman/2016/07/the-three-personality-disorders-prevalent-in-religious-environments/

***



Tu miał być link do zamieszczonego cytatu ale oprogramowanie GW identyfikuje jego treść jako spam.
charaktery.pl/artykul/trzy-niebezpieczenstwa-zwiazane-z-zaangazowaniem-religijnym
Żeby móc wykorzystać ten link należy zamienić "pl" na "eu"



Ludzi mocno związanych z religią i/lub spełniających w organizacjach religijnych ważne funkcje, zazwyczaj kojarzymy jako "dobrych", pozytywnych, ponieważ... działa na tę ocenę autorytet boga oraz opinia samej organizacji religijnej, na którą to opinię religie pracowały przez tysiące lat. To jest schemat kulturowy.

Dzięki jego istnieniu religia korzysta z przywilejów na poziomie widzenia jej przez każdego niemal człowieka. Dzięki temu jest wciąż ponad prawami - np. wtedy, gdy sprawę rozpatruje sędzia traktujący ulgowo księży lub "porządnych katolików". Teoretycznie nie powinno tak być, ale praktyka jest inna.

Tymczasem środowisko ludzi wierzących nie tylko może w swoim gronie mieć wyżej wymienione patologiczne typy osobowości ale może je do siebie przyciągać. Czy wobec tego powinno dziwić, że organizacja mająca "w regulaminie" ludzi "dobrych" czyni tak wiele zła?
Pełna wersja