9rgkh
25.05.17, 01:05
Żona byłego posła PiS szokuje psalmem. Chce wstrząsnąć Kościołem!
Wstrząsanie Kościołem psalmami? Polskim Kościołem?! Nie śledziłem tematu ale wydaje mi się, to jakąś nową jakością.
Anna Kamińska, pierwsza żona byłego posła PiS Mariusza Antoniego Kamińskiego, wstrząsnęła opinią publiczną, publikując psalm do byłego partnera, w którym nawołuje go do powrotu do domu. W rozmowie z Fakt24 działaczka PiS tłumaczy, dlaczego zdecydowała się na ten krok. – Napisałam ten psalm dla Boga. Jest on moją prośbą o ratowanie fundamentów silnej, świętej rodziny. Chcę również wstrząsnąć polskim Kościołem, jego hierarchami. Wzywam ich do zainteresowania się swoją owczarnią! – przekonuje.
Fakt24: Dlaczego zdecydowała się pani napisać „Psalm żony niezłomnej w wierze”?
Anna Kamińska, działaczka PiS, inicjatorka Polski Parafialnej: Chciałam w ten sposób rozpocząć proces odnowy moralnej naszego polskiego społeczeństwa. Żyjemy w kraju katolickim, w którym ludzie mają duży problem z rozpadem małżeństw. Ten psalm napisałam dla Boga. Jest on moją prośbą o ratowanie fundamentów silnej, świętej rodziny. Chcę również wstrząsnąć polskim Kościołem, jego hierarchami. Wzywam ich do zainteresowania się swoją owczarnią! Polska zmaga się z potężnym problem wykluczenia z Kościoła ludzi rozwiedzionych. O nich trzeba się upomnieć, aby mogli powrócić, niczym zagubione owieczki, na łono Boga. I ja to robię. To jest właśnie prawdziwe przesłanie tego psalmu.
Mówi pani, że psalm został napisany dla Boga, ale jego adresat jest jasno sprecyzowany. Jest nim pani były mąż Mariusz Antoni Kamiński, do którego pisze pani wprost: „Mariusz wracaj do domu!”.
– Oczywiście. Chciałam bowiem wyjść z własnych doświadczeń. Życie napisało mi taki, a nie inny scenariusz, dlatego pomyślałam: kto, jak nie ja? Nie mogę pisać do kogoś innego, gdyż to właśnie z Mariuszem Antonim Kamińskim jestem związana przysięgą oraz świętym węzłem małżeńskim. Kogo miałam wymienić? Innego mężczyznę? Nie mogłam tego zrobić, gdyż z innym mężczyzną nigdy nie byłam. W szerszym kontekście jest to jednak rozmowa z Bogiem, w której upominam się o polskie rodziny. Przecież w Piśmie Świętym jest jasno napisane: „co Bóg złączył tego niech człowiek nie rozdziela”.
Czy był jakiś bodziec, który popchnął panią do stworzenia tego psalmu? W treści odwołuje się pani bowiem do chrztu swoich córek.
– To rzeczywiście był bardzo ważny sakrament w życiu naszych dzieci. Dziewczynki go bardzo mocno i głęboko duchowo przeżyły. Dlatego zdecydowałam się odnieść do niego w psalmie.
Czytała pani córkom swój psalm?
– Tak.
I jaka była ich reakcja?
– Bardzo dobrze na niego zareagowały.
A były mąż?
– Nie wysłałam mu go. Wszystko jest w bożych rękach.
Wszystko jest w rękach bożych. A jednak... To po co się było męczyć z pisaniem tego psalmu?
Powiedziała pani, że chce wstrząsnąć polskim Kościołem. Była jakaś reakcja Episkopatu Polski?
– Proszę mi wierzyć, że prowadzimy rozmowy. Na razie mogę jednak tylko powiedzieć, że są to dobre rozmowy. Liczę na pomoc z ich strony w walce o wzmocnienie fundamentów polskiej rodziny. Mojej nie udało się uratować, ale wierzę, że wspólnie możemy pomóc innym.
W psalmie nawołuje pani też męża by wrócił, razem ze swoją nową rodziną, do domu. Jak pani sobie to wyobraża?
– Niektórzy sugerują mi nawet, że dążę do rozbicia kolejnej rodziny. A przecież ja wyraźnie napisałam, by on nie czynił tego drugiej kobiecie. Nie chcę by z tego powodu cierpiała. Dlatego chcę podkreślić, że nie nawołuję do rozpadu kolejnej rodziny. A jak sobie to wyobrażam? To jest już pytanie do teologów. (...)
Szkoda, że nie dopytała, bo może Episkopat był wstrząśnięty tą akcją. A tak, to nie wiemy.
A jak ona sobie to wyobraża? Pewnie tak, jak sobie wyobrażają katolicy wieczną szczęśliwość w obiecanych zaświatach. Mąż i pierwsza żona, obok druga żona - obie szczęśliwe, bo wreszcie mają swego wymarzonego męża na zawsze. W końcu nie po to się o to modliły całe życie, żeby nie dostać nagrody czyli go nie spotkać.