Chyba już nie jestem agnostykiem.

12.09.17, 10:13
„Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, Niż się ich śniło waszym filozofom”
~Wiliam Shakespeare


Miałem sen. Odegrałem w nim wiele ról i dane mi było zobaczyć obrazy, których nie mogę pamiętać już pisząc o nich, lecz pozostało wrażenie.


Wierze, że istnieją moce, których nie jesteśmy w stanie pojąć, ani wyliczyć naszym jakże jednak wąskim i prymitywnym w skali nieskończoności, ludzkim umysłem.

Z pewnością, znajdzie się osoba, lub wiele osób, które powiedzą, że sny to jedynie wytwór naszej wyobraźni, oparty na przebytych doświadczeniach. Być może jest w tym sporo racji, lecz po tej dzisiejszej, nocnej „aktywności mojego mózgu”, śmiem w to wątpić.

Właśnie w tej chwili, zanim przystąpię do opisu snu (jeśli w ogóle to zrobię), uświadomiłem sobie bardzo ważną konkluzję. Szatan jest archaniołem i jedynie Sam Pan Zastępów ma nad nim władze. Szatan także nie jest zły. Jedynie popycha ludzi do złych czynów, lecz to my ludzie mając wolną wolę, świadomie wybieramy złą drogę. Dlatego też Szatan ma odmienne zdanie od Pana Zastępów i uważa nas ludzi za niewolników, coś gorszego, nie rozumie jak można nas miłować. Sam Szatan to istota wyższa, nieskalana, z którą naszym wątłym umysłem nie jesteśmy w stanie się zmierzyć.

W jednej ze „scen” mego snu, jeśli mogę to tak nazwać, dane mi było poczuć niesamowity zaszczyt i nieskromnie dodam wyższość. Przez chwile dane mi było, choć oczywiście nie jestem w stanie nawet odrobinę zbliżyć się do tego stanu, poczuć się jak archanioł.
Stałem wtedy u wrót piekieł – tak mi się zdaje. Po lewej stronie jakieś bliżej nieopisane ciemne istoty stojące na piedestale odprawiały rytmicznie i cyklicznie tę samą czynność nad leżącymi u ich stóp czarnymi, ludzkimi czaszkami. Za mymi plecami miałem świadomość istnienia sali, po prawej zaś nieopisany obraz nędzy i rozpaczy oraz tysiące, tak jakby „mrówek” wciąż napływające do tego okropnego chaosu. Działo się tam coś jeszcze, o czym pamiętam że się działo, lecz nie pamiętam co to było.
Stałem tam nieomal nieruchomo, wiedząc, że nie mogę przekroczyć pewnej granicy i napominałem raz po raz istoty po lewej by zaprzestały swej czynności. Bez skutku. Wtem przebyła, chyba tak mogę powiedzieć, bo słowo „przeszła” byłoby tu na pewno nie na miejscu, istota, której nie zauważyłem. Zauważyłem tylko tak jakby naprawdę czarny płaszcz w momencie gdy owa istota siadała już na czymś w rodzaju tronu(?) po lewej stronie przed „bramą”. Usłyszałem wtedy głos „Muszę to założyć, inaczej mnie nie rozpoznają”. I istota włożyła na siebie coś co w moim ludzkim umyśle najbliżej mi porównać do kasku motocyklisty. Zaraz potem istota zdjęła z siebie to coś, istoty po lewej zaprzestały swojej czynności, istota udała się tam skąd przybyła a ja przysiadłem i rzekłem: „Dziękuję Szatanie”.


Następny obraz jaki pamiętam, a w zasadzie tak jak już pisałem pamiętam jedynie wrażenie o nim, to obraz najcudowniejszy, najpiękniejszy, najbardziej harmonijny, zrównoważony i światły jaki można sobie wyobrazić. Wiem jedynie że obserwowałem go z tak jakby bardzo wysoko położonego i oddalonego od całego tego Majestatu, balkonu. Pamiętam też że istniała tam niesamowicie piękna i bujna roślinność, Były też jakieś zabudowania, przypominające nieco ludzkie domostwa, skromnie wkomponowane w otaczającą przestrzeń. Pamiętam też istnienie czegoś położonego centralnie, czegoś czego nie pamiętam, ani nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł to coś opisać przy pomocy naszych słów. Widziałem też białoskrzydłą istotę która przemknęła obok mnie i zobaczyłem już jak bardzo daleko ode mnie w dole bliżej majestatu się znajduje.
Jakiś nieznany głos tak jakby, objaśnił mi, że istnieją anioły. Nagle z dołu nadleciała ciemno-skrzydła kobieca postać i tu ten sam głos wspomniał coś o demonach, a dalej już tylko spadałem. Tzn, tak jakby spadałem, nie było to odczucie grawitacyjne, lecz tak jakby przebycie niewyobrażalnie dalekiej drogi w niesamowicie krótkim czasie. Byłem... i tu zaczyna mi się trochę mieszać... Chyba na ziemi. W każdym razie miejsca były dwa. Obrazy jakie wygenerował mój mózg to były znane mi miejsca i miejsca które ciężko mi sobie teraz przypomnieć o zimowym krajobrazie i odmiennej biologii. Oba rodzaje miejsc łączyło jedno. We wszystkich było coś co niesamowicie cieszyło oczy i ciało. W tym „ziemskim” biomie – tak to nazwę – posiadałem luksusowe auta, piękne kobiety a nieznani mi ludzie (jak się później okazało wcale ludźmi nie byli) organizowali dla mnie wielką imprezę, chciałem pomóc im z rozstawianiem sprzętu – chyba jakiegoś muzycznego – choć było tam nawet coś na kształt wozu strażackiego(?) lecz z oziębłością i nienawistnym głosem mnie wyprosili, odparłem, że „to dobrze bo i tak mi się nie chciało” i za sobą gdy tak jakby zniknąłem im z pola widzenia usłyszałem „niech się cieszy, Szatan i tak go naliczy”.

Drugi, zimowo-nieziemski biom to kraina pełna pięknych stworzeń zarówno ludzkich jak i tych zwierzęcych lecz były to zwierzęta mi nie znane, emitujące świetlistą, barwną poświatę. Chodziło tam mnóstwo młodych kobiet ubranych na biało i jedna postać w garniturze. Tyle pamiętam. Był to obraz rozpusty seksualnej.


Kolejne miejsce w którym się znalazłem, to to, w którym przebywam obecnie. Już pod swoją postacią. Pamiętam że było ciemno i czułem jakąś „obecność”, lęk i strach, modliłem się do Pana zastępów i wtem pojawiła się świetlista droga prowadząca mnie do znanego mi włącznika światła. Poczułem ulgę spokój i harmonie. Na sam koniec wydarzyło się coś czego nie potrafię nijak zinterpretować. Przychodziły do mnie koty. Mam koty. Jeden zaginął. Naprawdę. Ale w śnie też miałem tego świadomość. Oczekiwałem go i ujrzałem go w oknie, lecz gdy otworzyłem okno okazało się, że to nie on tylko inne dwa koty. A właściwie trzy, bo znikąd doszedł trzeci cętkowany w barwach tygrysa. Na koniec chciałem je nakarmić i wpuściłem je do domu, ale weszły trzy czarne koty i dwa koty te same. A dokładniej jeden z moich kotów, tylko zreplikowany. Jeden był zły a drugi dobry.

Obudziłem się. Wyjrzałem przez okno. Dąb buja się na wietrze, pada deszcz. Nagle na okno wskakuje zaginiony kot.


?????

Uświadomiłem sobie po chwili analizy co mogła znaczyć ta piekielna scena. Szatan jest tak potężny, ponieważ nie ma oblicza.


A i jeszcze jedno nasunęło mi się na myśl, pamiętam. Choć teraz myślę, że próba zgłębienia tematu nie ma sensu. Mianowicie: My to materia. Piekło to ciemna materia. Piekło potrzebuje naszej energii (duszy) żeby anihilować i osiągnąć stan równowagi. A Niebo to pozytony uciekające z horyzontu zdarzeń osobliwości grawitacyjnej. Trochę to nie ma sensu... Za mało wiem, żeby to zrozumieć.
    • olszak-przytycki Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 10:27
      Naczytałeś się religijnych głupot to ci się odtworzyły we śnie.
    • guugyl Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 10:39
      Przed snem oglądałem film o wykryciu fal grawitacyjnych w LIGO i o najnowszych badaniach w Wielkim Zderzaczu Hadronów.
      • olek13 Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 11:26
        Oki. Miałeś proroczy sen, załóż jaką nową religię i zbieraj datki od wyznawców.
        Albo napij się zimnej wody i nie bredź.
      • pocoo Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 20:11
        guugyl napisał(a):

        > Przed snem oglądałem film o wykryciu fal grawitacyjnych w LIGO i o najnowszych
        > badaniach w Wielkim Zderzaczu Hadronów.

        Bez względu na to jakiego używasz nicka, twoje pieprzenie irytuje mnie.Nie ma w nim za grosz prawdy.
    • jeepwdyzlu Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 13:41
      Nie wiem skąd masz ten towar, ale ja też chcę!
    • feelek Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 17:37
      opisałeś nam swój sen
      myślę, że podobnie było i 3000, i 2000, i 1000 lat temu...
      śnili, po obudzeniu się myśleli o tym śnie,
      opisali to (jak niejaki Jakub)
      wydali,
      wydań było zapewne tysiące, egzemplarzy dziesiątki, setki milionów, sam mam jeden,
      -------------------------
      warto sobie taki sen poanalizować wziąwszy pod uwagę wszystko o czym ostatnio myślałeś, czytałeś, filmy, sceny, obrazy...
      moja mama nie przyjmuje do wiadomości, że wszystkie zmarłe ciotki, siostry, babki, wujowie, co do niej przychodzą w snach były wcześniej wspominane, czasem poprzedniego dnia
      --------------------------------
      jedyne, co budzi sprzeciw:
      drogą religijnych nakazów, gróźb każe się ludziom uważać, że są to słowa Boga, gdy kto stwierdzi inaczej, ma sprawę w sądzie jak niejaka p. Rabczewska
      -------------------
      ale co ma do tego agnostycyzm?
    • lumpior Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 18:12
      A co i ile pijesz?
    • malg64 Re: Chyba już nie jestem agnostykiem. 12.09.17, 19:10
      Najwazniejsze ,że zguba w domu!Ale sen do pozazdroszczenia.
Pełna wersja