Ale jak być sobą?

12.12.17, 09:28
demotywatory.pl/4801721/Zawsze-badz-soba-walcz-do-konca-nawet-gdy-wokolo-same-barany
Ale jak być sobą i przetrwać wpośród tak przytłaczającej "miłości i dobroduszności" polskich katolików?

Może podzielicie się swoimi sposobami?
    • pocoo Re: Ale jak być sobą? 12.12.17, 10:18
      Przez wiele lat mieszkałam w Gdańsku.Nie jestem katoliczką od dzieciństwa.Nigdy nie miałam wrogów.Dzielę ludzi na mądrych i głupich, oraz dobrych i złych.Prawie nigdy nie odmawiam pomocy.Ludzie przeglądają się we mnie jak w krzywym zwierciadle , ale nikt nie próbował mnie "stłuc".
      Nie przypominam sobie, abym dyskutowała z głupkami, lub urządzała sobie jakiekolwiek prymitywne pyskówki.Jestem wesoła i pogodna."Żyje i pozwalam żyć innym". Teraz mieszkam na wsi i nic się nie zmieniło.Ani boska, ani katolicka miłość mnie nie dotyka.
      No i dzięki Zeusowi.
      • voxave Re: Ale jak być sobą? 12.12.17, 15:27
        Ze mna nie jest tak rozowo mam gen mowienia prawdy i ludzie mnie nie lubia.To nie prawda ze kazdy ceni sobie prawde,za nia cie znienawidzi.
        • pocoo Re: Ale jak być sobą? 12.12.17, 23:09
          Masz rację.Religie są wymysłem ludzkiej wyobraźni.Tyle w nich prawdy, "co kot napłakał".Ludzie żyją w kłamstwie.Słuchają kłamstw, powtarzają kłamstwa i sami je wymyślają.Jeżeli podajesz fakt, to oni się zwyczajnie boją i jak to psim zwyczajem bywa, ujadają i są agresywni. Ja już dawno skończyłam z naprawianiem świata.Nie pokazuj głupcom,że jesteś mądra.Nie zrozumieją.
        • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 13.12.17, 14:25
          Voxave: „Ze mna nie jest tak rozowo mam gen mowienia prawdy i ludzie mnie nie lubia.To nie prawda ze kazdy ceni sobie prawde,za nia cie znienawidzi.”
          Nie odbieraj tego osobiście, ale ja na przykład dużo bardziej niż tych, którzy ciskają innym swoją „prawdę” w twarz, cenię sobie tych, którzy ze spokojem potrafią przyjąć prawdę o sobie. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że najmniej cenią sobie prawdę właśnie jej zagorzali głosiciele.
          A ludzie nie lubią innych nie tyle za mówienie prawdy, ile raczej za brak taktu i umiaru, tak powszechny u tych, którzy się ze swoją „prawdą” obnoszą.
          • voxave Re: Ale jak być sobą? 13.12.17, 15:00
            I tu blad,nie ma dobrego sposobu na przekazanie prawdy----zawsze bol i zaskoczenie a potem agresja.
            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 13.12.17, 15:21
              Voxave: „I tu blad,”
              „Tu”, czyli gdzie?

              Voxave: „„nie ma dobrego sposobu na przekazanie prawdy----zawsze bol i zaskoczenie a potem agresja.”
              Mówisz o przekazaniu prawdy czy tylko Twojego wyobrażenia na jej temat? Jak odróżniasz jedno od drugiego?
              • voxave Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 08:51
                A jak odrożniasz pupe od penisa?
                • grzeg34 Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 11:33
                  voxave napisała:

                  > A jak odrożniasz pupe od penisa?

                  a propos, bardzo kiepski architekt z tego "najwyższego projektanta",
                  że plac zabaw umieścił obok wysypiska śmieci...
                  • wariant_b Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 11:58
                    grzeg34 napisał:
                    > ... plac zabaw obok wysypiska śmieci...
                    :)))

                    Może dlatego tak wielu chcących się przypodobać Najwyższemu bawi się na wysypisku?
                    Zresztą niekoniecznie najwyższemu..
                    • grzeg34 Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 10:37
                      wariant_b napisał:

                      > Zresztą niekoniecznie najwyższemu..

                      "Stwórca" (czymkolwiek był; np. zjawiskiem/prawem fizycznym) musiał być na pewno bardzo duży z naszego ludzkiego punktu widzenia. Oczywiście nie może być jednocześnie: wszechmocnym, wszechwiedzącym, miłosiernym, lubiącym wysłuchiwać ludzkich modlitw, oczekującym żeby ludzie zjadali jego ciało i t.p.
                  • voxave Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 08:23
                    U samcow tez,jak to u zwierzątek.
                • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 13:51
                  Voxave: „A jak odrożniasz pupe od penisa?”
                  Czy prawdy, które głosisz innym, zawsze są tak wyraziste jak różnica między pupą a penisem (a przecież i w tym względzie mimo rzeczonej wyrazistości występują niekiedy zaburzenia)? Czy Twój świat jest zawsze taki czarno-biały?

                  Voxave: „Maz przyjaciolki ma kochanke trzeba jej powidziec prawde bo jak nie to klamiesz---jak powiesz prawde to wstydz sie Ona cierpi przez ciebie.”
                  A co Ty wiesz o całej tej sytuacji? Czy znasz małżeństwo przyjaciółki tak dobrze, żeby wyrokować, kto postąpił niewłaściwie? A co, jeśli przyjaciółka też miała lub ma kochanka, tylko o tym nie rozpowiada znajomym, więc i Ty o tym nie wiesz? A co, jeśli przyjaciółka jest sekutnicą, a facet jest z nią tylko ze względu na dzieci? Zadajesz sobie trud spojrzenia na problem z perspektywy wszystkich osób nim dotkniętych, gdy tak obnosisz się ze swoimi „prawdami” między ludźmi?

                  Voxave: „Maz przyjaciolki ma kochanke ... ---jak powiesz prawde to wstydz sie Ona cierpi przez ciebie.”
                  Demagogia! Ta kobieta nie cierpi przez tych, którzy jej nie powiedzieli o tym, że jest oszukiwana. Kto wie, czy nie będzie cierpieć bardziej właśnie po tym, gdy psiapsiółka uraczy ją taką „dobrą nowiną”. A niesie tę „dobrą nowinę” oczywiście z umiłowania dla prawdy, a nie na przykład dla satysfakcji dowalenia innej osobie, choćby i przyjaciółce.
                  Dziwne, ale w moim odczuciu często najbardziej zakłamani są właśnie głosiciele prawdy, która w ich wydaniu zmienia się w gó... prawdę.
                  • voxave Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 08:25
                    Boisz sie.Ja to rozumiem.Wole prawdę,bo mozna zmienic cos w tym naszym życiu.
                    • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 12:21
                      Voxave: „Boisz sie.Ja to rozumiem.”
                      Ani ja się tu niczego nie boję, ani Ty niczego nie rozumiesz. A jakie zrozumienie, taka i ta Twoja prawda, czyli – jak już pisałem – gó... prawda.

                      Voxave: „Wole prawdę,bo mozna zmienic cos w tym naszym życiu.”
                      To, co wolisz, nie jest żadną prawdą; szczerze mówiąc, mocno wątpię, czy Ty – poza sytuacjami jednostkowymi – potrafisz się zbliżyć do jakiejś prawdy. Z tego, co piszesz, widzę, że w ogóle głębsza refleksja nad tym, czym jest prawda, jest dla Ciebie czymś zupełnie nieosiągalnym, więc tę kwestię sobie daruję.

                      Odniosę się jednak do pewnego elementu przewijającego się w Twoich wpisach. Z kilku Twoich komentarzy wynika, że ludzie Cię nie lubią:
                      Voxave: „ludzie mnie nie lubia
                      Voxave: „Nie wsadzaj, tak jest wygodnie,ciągle wszyscy Cie lubią
                      Voxave: „prawde,za nia cie znienawidzi


                      Sądzę, że powyższe stwierdzenia mogą być rzadkimi u Ciebie przypadkami zbliżenia się do prawdy. Swoje postrzeganie przez innych oceniłaś trafnie, nie potrafiłaś jednak znaleźć przyczyny tego stanu rzeczy. Tą przyczyną nie jest deklarowane przez Ciebie mówienie innym prawdy, bo jak wyżej wykazałem, Twoja naiwna percepcja rzeczywistości uniemożliwia Ci wydanie zobiektywizowanego sądu. Tą przyczyną jest pewien zestaw odpychających cech Twojego charakteru, a więc przede wszystkim wścibstwo, włażenie z butami w cudze życie (mimo braku zachęty do takiego działania), złośliwa satysfakcja z zadawania ludziom bólu psychicznego. To jest moja prawda o Tobie; może się gdzieś mylę, a Ty jesteś osóbką subtelną i dobrotliwą, ale to ma znaczenia – wszak najważniejsze, to wypalić innym swoją prawdę w twarz.

                      Mógłbym jeszcze napisać kilka słów mojej prawdy o odniesionych przeze mnie wrażeniach estetycznych po obejrzeniu zdjęcia przypiętego do Twojego profilu, ale sobie daruję, choć nie wiem, czy postępuję słusznie i czy Ty sama taką powściągliwość pochwalasz, piszesz bowiem:
                      Voxave: „trzeba jej powidziec prawde bo jak nie to klamiesz”

                      I tak to pokracznie wygląda, gdy się z ułomności własnego charakteru chce zrobić cnotę.
                      • voxave Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 08:45
                        Jesteś typowym krętaczem.
                        • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 13:25
                          Voxave: „Jesteś typowym krętaczem.”
                          Ach, jakaż merytoryczna argumentacja! A jaka dogłębna!
                          Nie należy się jednak dziwić, bo jaki umysł, taka argumentacja, a jaka argumentacja, taka i prawda głoszona przez posiadaczkę takiego umysłu nieskalanego żadną głębszą refleksją. Myślę, że w odniesieniu do poruszanej tu kwestii dotarłaś już do granic swoich skromnych możliwości intelektualnych.
                          Pa, pa, głosicielko gó... prawdy (szkoda, że tylko na taką Cię stać).
                          • pocoo Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 17:48
                            ur-nammu napisał:

                            > Voxave: „Jesteś typowym krętaczem.”
                            > Ach, jakaż merytoryczna argumentacja! A jaka dogłębna!

                            Ja dorzuciłabym tobie jeszcze chamstwo, ty "psychiatro od siedmiu psychicznych boleści".
                            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 18:39
                              Pocoo: „Ja dorzuciłabym tobie jeszcze chamstwo, ty "psychiatro od siedmiu psychicznych boleści".”
                              Dorzucaj sobie, co chcesz – na zdrowie.
                              Zastanawia mnie natomiast, pocoo nazwałaś mnie psychiatrą? Osoba, z którą tu pisałem, nie wymaga – moim zdaniem – pomocy psychiatrycznej. A Twoim wymaga?
                              • pocoo Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 19:22
                                ur-nammu napisał:

                                > Dorzucaj sobie, co chcesz – na zdrowie.

                                Z tobą jest gorzej niż źle.Wysilasz się , aby pokazać...no właśnie.Co? Chamstwo?
                                • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 23:17
                                  Pocoo: „Z tobą jest gorzej niż źle.Wysilasz się , aby pokazać...no właśnie.Co? Chamstwo?”
                                  Pofantazjuj sobie więcej. Na proste pytanie nie potrafisz odpowiedzieć, bo chyba używasz słów, których znaczenia nie znasz (chodzi o psychiatrę), więc może właśnie w fantazji się odnajdziesz.
                                  • pocoo Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 09:16
                                    ur-nammu napisał:

                                    > Pofantazjuj sobie więcej. Na proste pytanie nie potrafisz odpowiedzieć, bo chyb
                                    > a używasz słów, których znaczenia nie znasz (chodzi o psychiatrę), więc może wł
                                    > aśnie w fantazji się odnajdziesz.

                                    Oceniasz stan umysłowy i jesteś ortopedą?Teraz przyczepisz się ; dlaczego ortopedą?
                                    Wal się.
                                    A swoją drogą, już dawno napisałam do Ciebie, co sądzę o rozmowach z tobą.
                                    • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 11:56
                                      Pocoo: „Oceniasz stan umysłowy i jesteś ortopedą?Teraz przyczepisz się ; dlaczego ortopedą?”
                                      Pudło! Teraz jedynie zauważę, że pierwsze zdanie Twojej wypowiedzi jest niespójne i nie tworzy sensownej całości. Pytajnik na jego końcu też tylko utrudnia zrozumienie intencji autorki. Chciałaś tam coś przekazać czy tylko tak kompulsywnie klepałaś w klawiaturę?

                                      Pocoo: „A swoją drogą, już dawno napisałam do Ciebie, co sądzę o rozmowach z tobą.”
                                      Zaczynasz się powtarzać, a to zwykle świadczy o słabym koncepcie osoby piszącej.
                                      Wiesz, może to dziwne (przynajmniej dla mnie), ale rozbawił mnie ten banał pełen oburzenia lejący się z Twoich wypowiedzi skierowanych do mnie. „Mów do mnie jeszcze...”
                                      • pocoo Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 13:35
                                        ur-nammu napisał:

                                        > „Mów do mnie jeszcze...”

                                        Jeżeli już Kazimierz-Przerwa Tetmajer, ty jesteś "przerwą".
                                        • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 14:28
                                          Pocoo: „Jeżeli już Kazimierz-Przerwa Tetmajer, ty jesteś "przerwą".”
                                          Nie sądzę, choć doceniam rzadki w twoich wpisach przejaw inwencji. Oby tak dalej! A przerwą jest właśnie ten twój komentarz, przerywający przydługą serię nudnych frazesów.
                                          Aha, powinnaś też przykładać większą wagę do szczegółów, bo nie piszemy: „Kazimierz-Przerwa Tetmajer”, lecz: „Kazimierz Przerwa-Tetmajer”. Jak widać, umiejętne wstawienie „przerwy” to dla niektórych trudna sztuka, nawet gdy wystarczy coś tylko przepisać.
                                          • pocoo Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 16:25
                                            ur-nammu napisał:
                                            > lecz: „Kazimierz Przerwa-Tetmajer”. Jak widać, umiejętn
                                            > e wstawienie „przerwy” to dla niektórych trudna sztuka, nawet gdy wystar
                                            > czy coś tylko przepisać.

                                            Zwykły błąd w pośpiechu.Widzisz jak do ciebie leciałam z przerwą i błędem.A dobre rady, to sobie wsadź gdzie chcesz.Do mnie one nie docierają, więc...
                                            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 20:26
                                              Pocoo: „Zwykły błąd w pośpiechu.”
                                              Festina lente!
                                              A niezależnie od tej łacińskiej maksymy sądzę, ze twój błąd raczej nie powstał w następstwie pośpiechu, lecz przez zwykłe niechlujstwo, a może nawet przez niewiedzę – tak samo zresztą jak notoryczny brak spacji („przerw”) między zdaniami w twoich wypowiedziach.

                                              Pocoo: „Widzisz jak do ciebie leciałam z przerwą i błędem.”
                                              Fe, jakie to koślawe! Doprawdy trudno mi sobie wyobrazić, jak można lecieć „z przerwą i błędem”, ale cóż – to, jak piszemy, jest odzwierciedleniem tego, jak myślimy i jak jesteśmy obyci ze słowem pisanym.

                                              Pocoo: „A dobre rady, to sobie wsadź gdzie chcesz.Do mnie one nie docierają, więc...”
                                              Zabawna jesteś w tej swojej dosłowności. Moje „rady” dla ciebie są po prostu formą drwiny, a to, że do ciebie niewiele dociera, widzę i bez twojej deklaracji.

                                              • pocoo Re: Ale jak być sobą? 18.12.17, 11:35
                                                ur-nammu napisał:

                                                > Zabawna jesteś w tej swojej dosłowności.

                                                A cmoknij ty mnie w piętę.Tak dosłownie.
                                                • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 18.12.17, 12:27
                                                  Pocoo: „A cmoknij ty mnie w piętę.Tak dosłownie.”
                                                  Tfu, nic z tego – nienawidzę smrodu!
                                                  • pocoo Re: Ale jak być sobą? 18.12.17, 12:56
                                                    ur-nammu napisał:

                                                    > Pocoo: „A cmoknij ty mnie w piętę.Tak dosłownie.”
                                                    > Tfu, nic z tego – nienawidzę smrodu!

                                                    Dostąpiłeś łaski i odrzuciłeś ją.Konsekwencje "odrzutu" poniesiesz.
                          • voxave Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 10:31
                            Demagog,Smiechu warty z tania argumentacją.Twoje wywody to maslo maślane.
                            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 11:50
                              Voxave: „Demagog”
                              Ojoj, widzę, że używasz słów, których znaczenia nie znasz. Nieładnie i nieroztropnie. Tu (sjp.pwn.pl/szukaj/demagogia.html) się dowiesz, co słowo „demagog” oznacza. Życzę Ci owocnej lektury.

                              Voxave: „Demagog,Smiechu warty z tania argumentacją.Twoje wywody to maslo maślane.”
                              To smutne, że taka gorliwa orędowniczka „prawdy” nie potrafi się rozprawić merytorycznie ze „śmiechu wartą tanią argumentacją”, z wywodami, które są „masłem maślanym”. Tylko uważaj, żebyś się tym masełkiem nie zakrztusiła!
            • pocoo Re: Ale jak być sobą? 13.12.17, 16:24
              voxave napisała:

              > I tu blad,nie ma dobrego sposobu na przekazanie prawdy----zawsze bol i zaskocze
              > nie a potem agresja.

              Ja nie mówię ludziom, co o nich myślę, jeżeli mnie o to nie proszą.Nie daję rad nie proszona o nie.Jeżeli moja odpowiedź im się nie podoba, to mają pretensje do siebie i tylko do siebie.
              Nigdy nie mówię prawdy, jeżeli ma ona wywołać rewolucję lub dotknąć kogoś do żywego i sprawić mu ból.
              Nie mam wrogów.
              Czasami wkurzę się na forum i...
              • voxave Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 08:54
                Maz przyjaciolki ma kochanke trzeba jej powidziec prawde bo jak nie to klamiesz---jak powiesz prawde to wstydz sie Ona cierpi przez ciebie.
                • pocoo Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 18:53
                  voxave napisała:

                  > Maz przyjaciolki ma kochanke...

                  A co Ciebie to obchodzi? To nie jest Twój mąż.

                  >.. trzeba jej powidziec prawde bo jak nie to klamiesz

                  Spokojnie.Komu chcesz zrobić krzywdę tym głoszeniem "prawdy"?

                  > ---jak powiesz prawde to wstydz sie Ona cierpi przez ciebie.

                  Tak i wyrzuty sumienia będziesz miała do końca życia.W pełni zasłużone.
                  Ja nie wsadzam "nosa w cudze sprawy".Żyj i pozwól żyć innym tak jak chcą.
                  • voxave Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 08:29
                    Nie wsadzaj, tak jest wygodnie,ciągle wszyscy Cie lubią.Nie wsadzaj nosa jak mąż czy żona znęca sie nad partnerem,nad dzieckiem lub deprawuje mlodych ludzi.
                    • pocoo Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 09:55
                      voxave napisała:

                      > Nie wsadzaj, tak jest wygodnie,ciągle wszyscy Cie lubią.Nie wsadzaj nosa jak mą
                      > ż czy żona znęca sie nad partnerem,nad dzieckiem lub deprawuje mlodych ludzi.

                      Teraz przesadziłaś.A może nie widzisz różnicy w odbieraniu i dawaniu przyjemności, a maltretowaniem? Jak wiesz, zwierzęta mają haremy i ludzie też mieli i nadal mają.Ktoś wymyślił jeden na jeden wbrew naturze.Kto Tobie doniósł prawdę o zdradach Twojego męża? Nie, on nigdy...! No właśnie.Nikt Tobie tej prawdy nie powiedział.A powinien.Poczułabyś się lepiej?
    • broceliande Re: Ale jak być sobą? 14.12.17, 23:54
      Niektórzy nie mogą sobie tego wyobrazić, ale naprawdę da się w Polsce żyć bez udziały Kościoła. Zostałam wychowana bez religii i tak żyję, mąż i syn również. Katolicyzm nie ma żadnego wpływu na nasze życie. Mam normalnych znajomych, którzy uważają, że religia to sprawa prywatna. O tym, czy Bóg istnieje czy nie, zawsze można ze mną porozmawiać. Czytałam Biblię, jestem w temacie, nie neguję malarstwa, architektury czy literatury, które inspirowały się religiami.
      Na pewno jestem sobą. Bardziej niż niewierzący chrzczący dzieci, bo co babcia powie albo deklarujący się jako katolicy stosujący antykoncepcję, czy zdradzający współmałżonków.
      • pocoo Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 10:05
        Każdy wierzący, absolutnie każdy i w każdej religii jest hipokrytą.Wszyscy liczą na miłosierdzie boskie i łaskę.
        "Moja wina, moja wina, MOJA BARDZO WIELKA WINA". Nie dziwię się, że więzienia są wypełnione katolikami.
        Na wodzie, ani Allah, ani Jahwe nie widzi nic,"Hulaj dusza piekła nie ma".
        Który bóg w Hinduizmie pozwala na okaleczanie, maltretowanie, gwałty i zabijanie? Jak można bogów "ugłaskać"? Zawsze wymyślili sobie metody.Od zarania dziejów. Obłudnicy.
        • broceliande Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 15:34
          Nie uważam tak. Sądzę, że są ludzie, którzy starają się żyć zgodnie z zasadami swojej religii, przestrzegają dziesięciu przykazań. Jest to trudne (zwłaszcza dla kobiet, które, co dla mnie niepojęte, bywają zagorzałymi zwolenniczkami Kościoła), Zwyczajni przyzwoici ludzie. Nie przeszkadza mi, że są przyzwoici w nadziei na zbawienie lub ze strachu przed karą.
          Mówię o chrześcijaństwie. Wschodnie religie są dla mnie zbyt odległe, niezrozumiałe.
      • grzeg34 Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 10:25
        broceliande napisała:

        > Niektórzy nie mogą sobie tego wyobrazić, ale naprawdę da się w Polsce żyć bez u
        > działy Kościoła. Zostałam wychowana bez religii i tak żyję, mąż i syn również.

        Jesteś szczęściarą, że miałaś takich rodziców.
        Ale wyobraź sobie, że bardzo wielu ludzi nie miało takiego szczęścia. Musieli dopiero w dorosłym życiu dochodzić do pewnych prawd na własną rękę i na nowo odnaleźć się we własnej rodzinie i środowisku w którym żyli.
        Co byś doradziła takim ludziom? Jak mają być sobą w środowisku, które nagle jest zupełnie inne niż oni?
        • broceliande Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 15:42
          Mam znajomego, który wytyka mi to szczęście. Zarzuca mi, że nie jestem prawdziwą ateistką. W jego rozumieniu do ateizmu się dochodzi, a nie zostaje się w nim wychowanym. To ciężka, duchowa praca. Ale udało mu się.
          Zdaję sobie sprawę, że jest to przewartościowanie swojego życia, znalezieniu jakiegoś innego napędu, filozofii, sensu.
          Bo to nie jest tylko problem oświadczenia bliskim, że już "się w to nie bawię, nie wierzę", tylko oświadczenie tego samemu sobie.
          Wbrew pozorem ja też musiałam stawić czoło poglądowi, że nikt nade mną nie czuwa, nigdzie nie jest zapisane, że wszystko będzie dobrze, że wszystko to tylko ślepy przypadek, mając naokoło ludzi odnajdujących jakoś sens w wierze.
          Mój mąż dał sobie spokój w wieku około 14-tu lat, jak młodych ludzi, dzięki literaturze s-f. Po prostu stwierdził, że to nie tak, teoria o stworzeniu nie trzyma się kupy.
      • suender Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 14:35
        broceliande 14.12.17, 23:54

        > Niektórzy nie mogą sobie tego wyobrazić, ale naprawdę da się w Polsce
        > żyć bez udziały Kościoła.

        To o czym piszesz, to nie Kościół, lecz bardzo ułomna struktura administracyjna.
        Kościół to lud Boży.

        > Katolicyzm nie ma żadnego wpływu na nasze życie.

        Ma duży wpływ, którego nawet nie jesteś świadoma.

        > O tym, czy Bóg istnieje czy nie, zawsze można ze mną porozmawiać.

        Ze mną też można spokojnie o tym porozmawiać. Docieknięcie jednak PRAWDY o Wielkim Zegarmistrzu nawet w spokojnej rozmowie nikomu się nie uda. Kto twierdzi, że zna o Nim PRAWDĘ jest pyszałkiem nie wartym wymienienia.
        Ja nie znam o Nim PRAWDY, wszystko co o Nim mówię i piszę,
        to tylko moje bardzo szczere własne przemyślenie. Może jest w nich ździebko PRAWDY, PRAWDY której teraz nie znam!
        Wszystko zostanie mi jednak ujawnione, może częściowo za mego życia, a większość po nim.
        Są dwa cytaty natchnione, które o tych sprawach mówią.

        Pierwszy o tym, że Pan nie może być dla człowieka zrozumiały, bo:

        "Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana. 9 Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi."

        Drugi, że się człowiek kiedyś dowie o najważniejszych rzeczach egzystencjalnych, które go nurtują od zawsze i sprawiają mu największy ból niewiedzy pod słońcem:

        .... albowiem jest NIC skrytego, coby odkryto być nie miało, ani tajemnego, czegoby wiedzieć nie miano.

        > Na pewno jestem sobą.

        To przecież całkiem normalne u wszystkich.

        > Bardziej niż niewierzący chrzczący dzieci, bo co babcia powie albo deklarujący się jako > katolicy stosujący antykoncepcję, czy zdradzający współmałżonków.

        Taki niewierzący jest też sobą, - bo on po prostu taki jest i już!

        Pozdr.
        • pocoo Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 15:19
          suender napisał:

          > Kościół to lud Boży.

          Grzeszny i ułomny.Wszyscy ludzie są tacy.
          Napisano; "na ziemi nie masz sprawiedliwego ani jednego".
          W innym miejscy;"Tylko sprawiedliwi dostąpią zbawienia".
          Czyli kto? Nikt.

          > Wszystko zostanie mi jednak ujawnione,

          Jak się dowiesz, to napisz.
          rw
          > [i]"Bo myśli moje nie są myślami waszymi

          > [i].... albowiem jest NIC skrytego

          "Na dwoje babka wróżyla". Wielki Zegarmistrz z pipidówki.
        • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 15:30
          Broceliande: „Zostałam wychowana bez religii i tak żyję, mąż i syn również. Katolicyzm nie ma żadnego wpływu na nasze życie.”
          Suender: „Ma duży wpływ, którego nawet nie jesteś świadoma.”
          No, no, widzę, że znasz życie Broceliande lepiej niż ona sama. Musisz ją koniecznie uświadomić, co tak na prawdę ma wpływ na jej życie, bo sama sobie – jak wnioskuję z Twoich słów – z tym nie poradzi. Gratuluję Ci tak dogłębnej wiedzy o życiu innych.
          • suender Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 20:00
            ur-nammu 15.12.17, 15:30

            > No, no, widzę, że znasz życie Broceliande lepiej niż ona sama.

            - Nie znam Broceliande w ogóle.
            Teza, że wszystko co jest wokół człowieka na niego oddziałuje jest znana w myśli filozoficznej,
            oraz w nauce od dawna.
            Ja też nie jestem świadom, jak silnie na mnie oddziałują zjawiska dziejące się w mym otoczeniu.
            Natomiast wiem, że ich oddziaływanie jest z pewnością różne od dużego do małego.
            Ponieważ zagadka transcendencji jest nader poważna, dlatego też uważam, że ogarnia ona mackami całe człowiecze jestestwo.

            - Pierwsze zdanie które skierowałem do Broceliande nie miało obrazić jej osoby, ani jej inteligencji.
            Jeżeli to opacznie zrozumiała, bardzo Ją przepraszam.

            Pozdr.
            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 20:45
              Broceliande: „Zostałam wychowana bez religii i tak żyję, mąż i syn również. Katolicyzm nie ma żadnego wpływu na nasze życie.”
              Suender: „Ma duży wpływ, którego nawet nie jesteś świadoma.”
              Ur-Nammu: „No, no, widzę, że znasz życie Broceliande lepiej niż ona sama.”
              Suender: „Nie znam Broceliande w ogóle ... Ja też nie jestem świadom, jak silnie na mnie oddziałują zjawiska dziejące się w mym otoczeniu.”
              Błyskotliwe! Nie jesteś świadom, jak silnie oddziałują na Ciebie zjawiska dziejące się w Twoim otoczeniu, ale nie przeszkadza Ci to twierdzić, że zjawiska te mają duży wpływ na życie osoby, której nie znasz, i że osoba ta nawet nie jest świadoma tego wpływu.

              Suender: „Natomiast wiem, że ich oddziaływanie jest z pewnością różne od dużego do małego.”
              A tu dalszy ciąg tej błyskotliwości. Piszesz, że choć oddziaływanie tych zjawisk jest z pewnością różne od dużego do małego, to znów w odniesieniu do osoby, której w ogóle nie znasz, twierdzisz, że wpływ tych zjawisk jest duży.
              Śmiać się czy płakać? Śmiać.
            • broceliande Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 13:25
              Nic się nie stało. Naprawdę żyję całkowicie bez religii. Jedyne co, to może obok kościoła przechodzę, jest ich kilka w moim mieście, ze dwa bardzo ładne. Innym ludziom są potrzebne, mnie nic do tego.
        • broceliande Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 15:54
          Ja też nie twierdzę, że znam PRAWDĘ. Nie potrafię opisać Ci po kolei jak powstawał wszechświat i życie na ziemi. Nie jestem fizykiem ani biologiem. Ja nigdy tej PRAWDY nie poznam, ale mogę mieć nadzieję, że przyszłe pokolenia wszystko wyjaśnią, o ile ludzkość przetrwa jeszcze trochę.
          Istnienie Boga wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobne. Jestem racjonalistką bez żadnych ustępstw na rzecz duchów, horoskopów, przeznaczenia, wróżb i wyższego, zbiorczego sensu życia. Uczynienie z Boga istoty niepojętej, której nie można zrozumieć ani jej dorównać, również mnie nie przekona.Co więcej, ja takiego kogoś, o kim mowa w tym pierwszym cytacie, nie potrzebuję do życia. Może wiara to kwestia potrzeby.
          Fascynuje mnie wiara jako etap w ewolucji.
          Jeśli w dzisiejszych czasach religia tak świetnie się czuje, to tylko z jednego powodu: aby jedni ludzie mieli władzę nad innymi.
          • suender Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 15:15
            broceliande 15.12.17, 15:54

            > Istnienie Boga wydaje mi się kompletnie nieprawdopodobne.

            Nie jesteś odosobniona w tej tezie.
            Rozumiem, że Twój stosunek do transcendencji opiera się na osobistej analizie większości przesłanek jakie w tej kwestii miałaś do dyspozycji. Po prostu jesteś takim typem człowieka i już....
            Wiedz jednak, że istnieć może osoba w Twoim wieku, z podobną inteligencją, dysponująca prawie identycznymi przesłankami, co w tej kwestii może mieć diametralnie inne zdanie.

            Przykładem niech tu będzie przykład z biznesu-handlu butami:

            Jeden komiwojażer po służbowej delegacji do Afryki powiada:

            Tam na handel butami nie ma szans, bo tam wszyscy boso chodzą!

            Jego kolega zaś twierdzi:

            Tam na handel butami są ogromne szanse, bo tam wszyscy boso chodzą!

            Konkluzja: Z tych samych przesłanek można wyciągnąć b. różne wnioski.
            Ale każdy z owych wniosków jest li tylko wrażeniem typu: wydawaniem się.
            Kiedy Twym zdaniem dowiesz się, iż Twe (wydaje mi się) zostanie zgodnie z PRAWDĄ zweryfikowane? Domyślam się iż powiesz NIGDY. Natomiast ja jestem innego zdania.

            Pozdr.
            • wariant_b Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 21:35
              suender napisał:
              > Przykładem niech tu będzie przykład z biznesu-handlu butami:
              > ...

              A co tu jest z transcendencji? Buty?

              To może lepiej tak:
              Jeden komiwojażer po służbowej delegacji do Afryki powiada:
              - Tam na handel bombkami choinkowymi nie ma szans,
              bo nikt tu nie obchodzi Bożego Narodzenia i nie ma choinek.
              Jego kolega zaś twierdzi:
              Tam na handel bombkami choinkowymi są ogromne szanse,
              bo nikt nie obchodzi Bożego Narodzenia, ale musicie przysłać misjonarzy.
        • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 18:00
          Suender: „To o czym piszesz, to nie Kościół, lecz bardzo ułomna struktura administracyjna. Kościół to lud Boży.”
          Ale wszystkie istotne decyzje podejmowane są przez tę – jak to ująłeś – ułomną strukturę administracyjną, nie przez żaden Lud Boży.

          Suender: „Kto twierdzi, że zna o Nim [= Bogu] PRAWDĘ jest pyszałkiem nie wartym wymienienia.”
          Czy dotyczy to też autorów takich wypowiedzi jak poniższa?

          „1 Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie - w Kościele. Aby to zrealizować , posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego
          życia.”

          Katechizm Kościoła Katolickiego, I.1 (www.katechizm.opoka.org.pl)

          Tu aż się roi od atrybutów, intencji i opisu działań przypisywanych Bogu. W dalszej części Katechizmu też nie jest pod tym względem lepiej (i niewiele tu pomaga punkt 40 mówiący o ograniczonym poznaniu Boga). Cóż, autorzy musieli mieć bujną wyobraźnię. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami...

          Suender: „Wszystko zostanie mi jednak ujawnione, może częściowo za mego życia,”
          Oby tylko wraz z tym ujawnieniem nie pojawiła się u Ciebie konieczność zażywania jakichś leków. Tak czy inaczej – zgłoś się koniecznie, gdy to ujawnienie już nastąpi.

          Suender: „a większość po nim.”
          Jasne, PRAWDA jest przecież w robakach.

          Suender: „Są dwa cytaty natchnione, które o tych sprawach mówią.”
          Autoreklama jako argument. U nas najtaniej, najlepiej, najwyższa jakość, zadowolenie gwarantowane – nawet w zaświatach.
          • suender Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 20:13
            ur-nammu 16.12.17, 18:00

            > Ale wszystkie istotne decyzje podejmowane są przez tę – jak to ująłeś – ułomną strukturę administracyjną,

            - Ta struktura administracyjna jest jak rząd w państwie. Wiesz jednak, że rząd to nie państwo.....
            Jeżeli rząd podejmie absurdalną decyzję, to on za nią ponosi odpowiedzialność, a nie państwo (obywatele).
            W/w dotyczy każdego rządy demokratycznie wybranego, w wyniku oszustwa wyborczego, czy też rządy dyktatorskiego powołanego w wyniku puczu, etc.

            Resztę dośpiewaj sobie sam ....

            - Pozostałych zdań Twego postu nie warto komentować. Są zbyt agresywne, a ja agresywny nie jestem aż tak bardzo.

            Pozdr.
            • wariant_b Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 21:39
              suender napisał:
              > - Ta struktura administracyjna jest jak rząd w państwie.

              Wiemy o tym dobrze, choćby z czasów Targowicy.
            • ur-nammu Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 00:23
              Ur-Nammu: „Ale wszystkie istotne decyzje podejmowane są przez tę – jak to ująłeś – ułomną strukturę administracyjną,”
              Suender: „Ta struktura administracyjna jest jak rząd w państwie. Wiesz jednak, że rząd to nie państwo.....”

              Wiem, podobnie jak wiem, że zły rząd należy wymienić, a nie udawać, że osoba stojąca na jego czele jest nieomylna.
              W państwach świeckich naszego kręgu kulturowego poddani (obywatele) prędzej czy później zastępowali złą władzę inną, trzódka watykańska jakoś nigdy się na to nie zdobyła.

              Suender: „Pozostałych zdań Twego postu nie warto komentować. Są zbyt agresywne, a ja agresywny nie jestem aż tak bardzo.”
              Żeby komentować czyjeś zdania, nawet agresywne, nie trzeba być samemu agresywnym. Wystarczy mieć trochę rozsądku. Jeśli go nie masz na tyle, że poprzeć to, co sam wygłosiłeś, to trudno, ale nie zasłaniaj się w swoich wykrętach jakąś bliżej nieokreśloną agresją, bo przybędzie Ci, Grzeszniku, kolejny grzech.
    • suender Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 14:02
      grzeg34 12.12.17, 09:28

      > Ale jak być sobą?

      To jet pytanie bez sensu.

      Przecież każdy przez całe jego życie jest sobą.
      Złodziej jest sobą, zabójca jest sobą, hipokryta jest sobą, kłamca jest sobą, aktor jest sobą.
      Proszę pokazać człowieka nie będącego sobą ....

      Pozdr.
      • grzeg34 Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 14:25
        suender napisał:

        > To jet pytanie bez sensu.

        Dobrze. Postawie pytanie inaczej:
        jak uniknąć cierpienia zadawanego przez innych będąc sobą, a nie tym kim by oni chcieli żebym był?
    • malg64 Re: Ale jak być sobą? 15.12.17, 20:15
      W kościele zniszczono moją wiarę i od tego czasu przestalam być sobą.Odebrano mi nadzieję , rozerwano więzy miłości, Pytam się jak można człowiekiem manipulować , aby tak upodlić. Grzech niestety zwycieżył. Być albo nie być, oto jest pytanie.
      • suender Re: Ale jak być sobą? 16.12.17, 14:55
        malg64 15.12.17, 20:15

        > W kościele zniszczono moją wiarę .....

        Żadna siła na świecie nie jest w stanie zniszczyć Twojej WIARY, oprócz Twej własnej siły.
        Przemyśl to .....

        Pozdr.
        • voxave Re: Ale jak być sobą? 17.12.17, 10:34
          O jaki ciężar gatunkowy wypowiedzi.Komunaly.
        • grzeg34 Re: Ale jak być sobą? 18.12.17, 09:15
          suender napisał:

          > Żadna siła na świecie nie jest w stanie zniszczyć Twojej WIARY, oprócz Twej wła
          > snej siły.
          > Przemyśl to .....
          >
          > Pozdr.

          We mnie mojej wiary nie zniszczyła żadna zewnętrzna siła, ani też nie dokonałem żadnego samogwałtu. Po prostu zniechęciła mnie absurdalność "religijnej oferty".
          W moim przypadku proces ten trwał raczej długo, ale głównie dlatego ponieważ bałem się konfrontacji z własną rodziną i środowiskiem z którego pochodzę.
    • phigy Re: Ale jak być sobą? 07.02.18, 13:09
      Ciekawy temat
      • pocoo Re: Ale jak być sobą? 09.02.18, 21:25
        Rodzi się chłopiec.Wszyscy z góry zakładają, że to osobnik heteroseksualny.W przyszłości żona, dzieci, wnuki...
        No i mamy sporą ilość żonatych, ukrytych gejów.Oni są nieszczęśliwi.Nieszczęśliwe są ich żony, a rodzina się cieszy.
        Jak mogą być sobą w tym katolickim kraju?
        Duchownych katolickich obowiązuje celibat. Dlaczego z założenia powinni być heteroseksualni? Większość to geje, którzy miło uśmiechają się do parafianek, prawią im komplementy...i sprawiają wrażenie hetero.Po co ten cyrk? Dlaczego nie mogą być sobą? Bo co?
    • feelek Re: Ale jak być sobą? 09.02.18, 23:33
      Jak?
      Normalnie.
      Na moim przykładzie: tak z 40 lat byłem sobą- chodziłem do kościoła, uczestniczyłem w życiu religijnym, chodziłem na pielgrzymki. Uczciwie i szczerze: nikt mi nie kazał, zwyczajnie żyłem, zgodnie ze swymi przekonaniami.
      Kilkanaście lat temu zmieniłem swe poglądy pod wpływem własnych, wieloletnich przemyśleń, tego co w wielu miejscach wyczytałem, biorąc udział w rozmaitych dyskusjach ..., przestałem uważać, że Świat jest skonstruowany tak, jak przedstawia to filozofia katolicka.
      Przy tym pomyślałem, że nie ma najmniejszego sensu walczyć z myśleniem religijnym, kolejne lata obserwacji skłoniły mnie do stwierdzenia, że byłoby niewłaściwe aby osobom, co same sobie nie dojdą do podobnych moim przemyśleniom, aby tych osób nie nękać jakimiś argumentami, niech sobie uważają co chcą. Sprzyja temu postawa liberalna, która jest mi bliska: rób, żyj jak uważasz, daj żyć innym, uważać, co chcą.

      Zauważyłem też, że pomimo tego, że się z tą moją postawą nijak nie kryję, nikomu z bliskich to nie przeszkadza. Oni zresztą też rozmaicie: jedno chadza na msze trydenckie, drugie - jak ja, inne tradycyjnie - po katolicku.

      W Wilię spotykamy się przy wspaniałym, polskim stole, śpiewamy kolędy, życzymy sobie co tam kto komu (jedyny problem to kontrowersja związana z prl- owską tradycją męczenia żywych karpi).
      Ostatnio był ksiądz po kolędzie. Doprawdy: zero jakiegokolwiek konfliktowego argumentowania czy z mojej, czy księdza strony. No owszem, trochę z takiego powodu, że ksiądz raczej nie pomyślał, że ja mógłbym mieć jakieś "ale", a nie było okazji, aby się go odpytać, choć nijak niczego nie unikałem...

      Tak ze 2-3 lata temu kolega na forum lokalnym założył wątek, że w szkole na rozpoczęciu roku szkolnego ksiądz zainicjował wspólne odmówienie Ojcze nasz i że mu się to nie podoba (temu koledze). Zebraliśmy podpisy i grzecznie poprosiliśmy p. Dyrektor, aby spowodowała, aby takich praktyk w szkole co ma świeckość w statucie unikać. Odpowiedź była również uprzejma, taka w stylu: "95% to Katolicy, nikomu to nie przeszkadzało" etc. ale w następnym roku wspólnego Ojcze Nasz w szkole nie było (było w kościele).

      Znane są mi wypadki z rozmaitych stron Polski (zdaje się, że Małopolska, Podkarpacie są w czołówce), gdzie ksiądz potrafi z nazwiska wymienić z ambony tych, co do kościoła nie chodzą, co nie dają pieniędzy na kościół, mówi jak głosować...
      dla mnie są to praktyki niedopuszczalne, warte potępienia...
      Ja, mieszkaniec największej bodaj w Polsce aglomeracji, tego w moim podmiejskim osiedlu jakoś nie doświadczam.

      Czy bo warto się czasem trochę postawić, powalczyć, a nie wszędzie ludziom się chce narażać? Mój wujek na takiej zabitej dechami wsi kieleckiej był maltretowany przez proboszcza: coś się księdzu nie podobało jak wuj pochował ciocię na cmentarzu, za dużo miejsca zajął czy co. Męczył tego wuja przez kolejne miesiące na kolejnych mszach aż wuj nie wytrzymał: wyszedł na środek kościoła i krzyknął w stronę ambony: - Dosyć już tego, jak ksiądz ma odwagę, czekam przed kościołem po mszy.
      Ksiądz nie wyszedł, nękanie ustało.
Pełna wersja