zbirone
06.04.18, 23:44
Krótka relacja z w gruncie rzeczy banalnej rozprawy nad Bogu ducha winnym dziewczęciem:
www.youtube.com/watch?v=wakl69xds5Q
(jeśli link nie działa - proszę wpisać w Youtube: Katoliczka w sądzie ).
Uderza fakt - miała dobrego prawnika, ale czy obiektywnie jest niewinna?
Zasada systemów prawnych głosi: Ignorantia legis non excusat.
Zadałem więc pytanie pierwszej jaka się napatoczyła katoliczce: gdyby padła ofiarą gwałtu, którego konsekwencją byłaby ciąża, zagrażająca jej życiu - czy w jej mniemaniu ma prawo usunąć płód? - Oczywiście! - rzekła.
Na jakiej podstawie więc w ogóle przystępuje do komunii? i w ogóle jakim cudem nazywa siebie katoliczką? - w odpowiedzi standardowy bełkot o prawie do ratowania swojego życia, godności, no cóż, i tak dalej.
Nieznajomość doktryny i kodeksu prawa kanonicznego nie zdejmuje z katolików winy za permanentne sprzeniewierzanie się zasadom własnej religii, czy w czynach czy światopoglądowo. Ale zostawmy ich - nie kopie się klęczącego. Bo przecież wiele bardziej godna współczucia jest sytuacja niepraktykujących wierzących, lub praktykujących niewierzących. Pierwsi to ci, którzy wyznają chrześcijaństwo, ale nie wierzą w kościół (cokolwiek to znaczy). Drudzy to ci, którzy deklarują swój ateizm (jakby było się czym chwalić) ale uczestniczą w świętach, zostają rodzicami chrzestnymi, chrzczą swoje dzieci, biorą ślub kościelny itp.
Skoro katolik hipokryta (nie znający lub nie uznający praw i nauk własnej religii) ma spore szanse trafić do piekła - jeśli ono istnieje - to co dopiero ateiści uczestniczący w obrządkach religii ? Ci ostatni są przecież jak żyjące z ojcem dziecka matki wyłudzające 500+ podając się za samotne. To właśnie robią wspomniani ateiści wkładając do ust bożonarodzeniowego karpia lub wielkanocne jajko: partycypują w religii czerpiąc z tego realne korzyści, jeśli więc - ujmując rzecz eschatologicznie - ich religia (ich - bo się jej całkowicie nie wyrzekli) okaże się pośmiertnie prawdziwa, to dokąd trafią ci nieboracy?