suender
15.04.18, 17:16
Proces oddalania się chrześcijanina od Stwórcy.
Dla każdego ...... jeszcze ....... chrześcijanina bardzo ważna jest wiedza o anatomii procesu oddalania się jego od Stwórcy. Dlaczego jest to takie ważne?
Odpowiedź jest nader istotna, gdyż swą podstępnością Deus simia naszą niewiedzę wykorzystuje i pod pozorem racjonalności nakłania by stopniowo wychodzić z tej niby „umysłowej natrętnej transcendentnej niewoli”.
A zatem jak wygląda anatomia oddalania się od Stwórcy, gdzie leżą przyczyny?
Największą przyczyna jest w pewnym fragmencie zbyt infantylna edukacja religijna. Znam ją dobrze, gdyż sam jej doświadczyłem w dzieciństwie i w wieku młodzieńczym.
Moi katecheci w większości mieli technikę edukacji na poziomie nieco średnim.
Ale pośród nich jeden, już świętej pamięci kapłan, był facetem, któremu bardzo dużo zawdzięczam.
On to obraz naszego Stwórcy u mnie silnie dopełnił. Poprzednicy bowiem przekonywali, że Najwyższy jest wszechmocny, miłosierny i bardzo dobry. Ten ostatni przymiotnik, ta Jego cecha (bardzo dobry) traktowałem wcześniej po dziecięcemu. Jak to rozumiałem? A no, że On jest dużo lepszy niż najlepsza matka, co np. usłyszawszy płacz dziecka zaraz biegnie do niego z pomocą, utuli, pogłaska po głowie, podmucha skaleczony palec i już on przestaje boleć, już łzy wysychają, już wszystko wraca do pozytywnej normy. Jakież było moje ogromne zdziwienie, kiedy w b. wielu mych początkowych trudnych sytuacjach życiowych, kiedy gorliwie wzdychałem o pomoc z Nieba ona nader rzadko nadchodziła. Owszem, jakiegoś tam wspomożenia się później doszukiwałem, ale nie za bardzo byłem pewien czy ja sam siebie czegoś nie wmawiałem.
Jednak od czasu, kiedy wcześniej wspomniany mój katecheta i mentor moralny mnie oświecił, teraz patrzę na tamte młode lata z lekka nachsichtlich. Co mianowicie się u mnie zmieniło?
Po prostu widzę Stwórcę też podobnie jak wcześniej, czyli wszechmocnego, miłosiernego i bardzo dobrego, ale i (co jest novum) bardzo wymagającego ….....
Tylko, że ową Jego wielką dobroć rozumiem bardziej dojrzalej niż w swym dziecięstwie i wczesnej młodości, to znacznie dużoooo mniej infantylnie.
I właśnie ten dojrzały aspekt Dobroci Pana trzeba teraz bardzo silnie popularyzować.
Dobroć Stwórcy nie polega na tym, że on będzie robić identycznie jak najczulsza matka (wcześniej przywołana). Jego Dobroć w biedzie i cierpieniu jest cicha i skryta, wręcz nie do zauważenia, ale rozpisana na całe lata. Dobry plan Najwyższego dla pojedynczego człowieka jest człowiekowi nie znany, prowadzi ścieżkami krętymi, o ostrych kamieniach, mroźnymi zimami i trudnymi do wytrzymania gorącymi latami. Fakt niektóre odcinki naszej drogi życia daje nam Opatrzność pogodne i radosne, ale to niestety tylko niektóre.
A gdzie Jego Dobroć dla człowieka na co dzień, - gdzie Jego Miłosierdzie?
Ono jak najbardziej istnieje, istnieje jako „prostowanie naszej drogi życia” = „ratowanie naszego życia od zguby”, kiedy o to Jego prosimy, jako Jego wybaczenie naszych win, kiedy Jego o to prosimy, kiedy nam daje siłę do wytrzymania naszych bólów i niemocy, czy też innych utrapień dnia codziennego, kiedy Go o to prosimy, a niekiedy nawet kiedy Go o to nawet nie prosimy (dla człowieka to wręcz niepojęte!).
„Wielu z chrześcijan narzeka na swój los i obciąża za niego Dobrego Stwórcę. Można powiedzieć tak jak uczynił pewien autor M.R.C.:
"Czy masz swój ulubiony temat narzekania na swoje życie? Czy mówisz sobie, że gdybyś tylko miał szansę urodzić się jeszcze raz, to miałbyś inny zawód, innych sąsiadów, inne małżeństwo?Czy umiesz przyjąć, że Stwórca ma ciebie dokładnie tam, gdzie ciebie chce? Że nic przeoczył, że nie był bierny i interweniował, kiedy zrobiłeś coś, co – jak sądzisz – było złym wyborem? Jasne, istnieje coś takiego jak zły wybór. Zwykle uważa się złe wybory jako naganne i wymagające odpowiedzialności. Ale Boża obietnica polega na tym, że On sprawia, że nawet nasze złe wybory w końcu zadziałają na naszą korzyść, gdy …..... Mu zaufamy!”
W tym miejscu na myśl mi przychodzi psalm: „Pokładam w Panu ufność mą, zawsze ufam Jego Słowu!”
www.youtube.com/watch?v=5WyJGQbEx0U
Teraz anatomia tego procesu oddalania w pojedynczych krokach:
1. Niezadowolenie ze swego obecnego stanu ekonomicznego, poziomu społecznego, zdrowotnego, rodzinnego, etc. i obciążenie zań Stwórcę. np. na zasadzie „Jakiego mnie stworzyłeś, - taki jestem”, to nie moja wina i Tyś powinien coś z tym zrobić!”
2. Zawiodłem się na Stwórcy, bo mi nie pomógł, kiedy Go prosiłem, widocznie Go nie ma, albo jest dla mnie niedobry. A jak niedobry, to zaprzecza mej (infantylnej) tezie, że jest dobry na mój sposób ….
3. Dostałem przy stworzeniu oczy i uszy, oraz swój rozum, taki jaki mam, i on mi nie pozwala uwierzyć W Niego … To nie moja wina ........
4. Jestem samowystarczalny i sam sobie najlepiej ułożę życie (pycha!).
5. Żyje się tu i teraz, po czym nastanie wielkie NIC ….. (bez zastanowienia nad pewnością takiej tezy) …..
6. Mam swoją moralność i Dekalogu nie potrzebuję, a moja teza jest najmojsza …..
„Czuwajcie, bo Deus simia jest jak lew ryczący, szukający kogo by pożarł!”
Na razie tyle, - zapraszam chrześcijan do uzupełnienia mego tekstu .....
„Chrystus zmartwychwstał, - niech Jego Imię będzie wysławiane na wieki!!!"
Pozdr.