feelek
23.10.18, 19:42
Sam jestem apostatą.
No takim wewnętrznym (nie formalizuję, bo mi to wisi nacią od pietruszki).
Ad rem.
Stanisław Brzozowski.
Socjalista, koniec XIX wieku, sam pamiętam wychowałem się na czytaniu jego prozy (m.in. "Praca jako znak człowieczeństwa", nb. strasznie nudna piła).
Brzozowski:
1. dość radykalnie z kościołem zerwał, to co pisał , było mocno antyklerykalne.
2. Pod koniec życia się "nawrócił". Pisał jakieś apologecje na cześć Katolicyzmu.
Już widzę wielu tutejszych Katolików Np. Enrique biegnący ze swym: nawrócicie się ale ostrzegam: będzie bolało..."
Interesuje mnie:
nie boicie się (: tutejsi apostaci), że czeka was los Brzozowskiego według zasady: jak trwoga to do Boga.
Ja się nie obawiam, bo tak sobie wewnętrznie myślę, że mój sposób myślenia na tematy transcendentalne jest lepszy od tego, który jest udziałem tzw. wierzących.
Może na początek:
1. ktoś, kto zna wypadek Brzozowskiego, napisze tu więcej, jak to z nim było?
2. może kto wytłumaczy jego fenomen, nie z pozycji: "...zygu zygu i tak się nawrócicie...", a jakiejś innej.
Mi postawa Brzozowskiego przypomina postawy wielu współczesnych konwertytów, jak np. Tekieli, Pospieszalski (ten od "Warto rozmawiać, nie warto oglądać"): najpierw się nachlali, na... co innego, a teraz pouczają innych jak żyć.
No ciekawy wypadek do analizy.