feelek
30.10.19, 17:24
Przez 40 lat był kimś, kto uważał, że wszystkim tutaj rządzi jakaś Osoba, która wszystko zaplanowała, wszystko zrealizowała.
Osoba doskonała w każdym calu.
Każdy człowiek ma u niej swoje własne ministerstwo, Ministerstwo do spraw Tego Człowieka. Jak dotąd tych ministerstw było coś 108 miliardów. Nie udało mu się zdobyć pracy, zachorował na jakąś paskudną chorobę? To odbywa się zgodnie z jakimś planem Ministerstwa, a szerzej- Osoby. Gdy zabiega o względy jakiejś kobiety i na drodze staje mu jakieś Ministerstwo do spraw Kogoś Innego, raczej tego nie zauważa. Albo godzi się wypowiadając sakramentalne: Ktoś ma dla mnie plan.
Gdy ten właśnie człowiek zaczyna umierać w Ministerstwie zamykają jego akta, przygotowują mu wieczną szczęśliwość w niedostępnej mu dotąd (nie)rzeczywistości.
Zauważa jednak czasem, że Ministerstwo do spraw Jego funduje mu gorsze czemuś scenariusze niż bratu, koledze sąsiadowi...
Stara się, latami zabiega, bezskutecznie.
Zaczyna złorzeczyć Ministerstwu: niczemu nie zawinił, robił wszystko, co można, a tu nic. Przeciwnie z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc zamiast lepiej jest tylko gorzej.
Przeklina Ministerstwo, pyta czemu????
Któregoś dnia przestaje tak myśleć. Dochodzi do wniosku, że Ministerstwa nie ma. Zauważa, że jego choroba to swoista wada materiałowa. Miał zwyczajnie pecha, że jego genotyp tak mu wszystko poukładał, a innym - nie. Nie ma sensu zwyczajnie zrzucać wszystkiego na Ministerstwo.
Zaczyna na wszystko patrzeć inaczej, wszystko znajduje swoje miejsce, rzeczy jakie są przestają irytować.
Pokonuje przeciwności, prawda nie wszystkie, a niektóre, ale jakoś wszystko się układa.
PS. musi jeszcze tylko czasem udowadniać komu tam, że wydaje mu się, że nie Osoba, a jakaś bezosobowa siła była (być może, bo tego nie wie) praprzyczyną, że rozmaite niezrozumiałe bo nieznane, niepoznane rzeczy stoją za rozmaitymi sprzecznościami.
Sprzecznościami, które może kiedyś się wyjaśnią, a może nie.
Przynajmniej ta jedna sprzeczność mu się wyjaśniła.