feelek
15.11.19, 21:12
Pytanie do pp. tzw. wierzących [tzw. bo ja też w coś wierzę, ale mnie się nazywa agnostykiem]:
A może ateiści/agnostycy/wszyscy, co się wypisali są potrzebni do tego, abyście coś sobie wyjaśnili?
Np. zadają pytania, których wam nie wypada zadać bo to "grzech"?
1499 (?)- 1599(?):
się nie zgadza.
się bardzo nie zgadza.
Ziemia stoi w centrum Wszechświata bo tak głosi nauka, a za nią Kościół.
Codziennie wszystkie odległe o miliardy kilometrów ciała niebieskie przemieszczają się po obserwowanym nieboskłonie? Ale ta obserwowana ich droga to przecież biliony kilometrów. To zwyczajnie niemożliwe aby gwiazda z Gwiazdozbioru Raka wykonywała po nieboskłonie drogę rzędu bilionów kilometrów dziennie!
- A może jest odwrotnie? Może to Ziemia się obraca i ruch tych gwiazd po nieboskłonie jest tylko pozorny?- - Giordano Bruno siedzi sobie przy ognisku, patrzy w rozgwieżdżone niebo i myśli.
Wszystko się momentalnie upraszcza jak w scence z pomysłowym Dobromirem. Ależ tak - to Ziemia się obraca względem nieboskłonu, wtedy droga do wykonania to 1 obrót kuli ziemskiej/24 godziny. W miejscu, gdzie siedzi to 150 ówczesnych mil [1000 km]/ godzinę. To dużo, zważywszy, że ognisko spokojnie się pali, ale to można sobie wyobrazić (zasada względności ruchu ciał dopiero za chwilę będzie sformułowana).
Ale to przecież ... herezja.
Sprzeczne z nauką Kościoła.
Nie pójdzie do nieba.
Ale skoro tak to wygląda, skoro tak jest, a wszystko wskazuje na to, że to jest prawda, nie ma wyjścia: musi odrzucić przekaz oficjalny.
Lojalni członkowie Kościoła z tego skorzystali. Rozmaite przemyślenia/eksperymenty Galileusza, Newtona potwierdziły przypuszczenia Bruna/ Kopernika/Tycho Brahe'a/Kepplera .
Ale to się stało dzięki postawie spalonego na stosie: zadał te pytania i ich nie wycofał pomimo tego, co go spotkało. Szczegóły były trochę bardziej skomplikowane, bo on się wypisał z Kościoła, ale zrobił to bo mu się nie zgadzało, zabraniano mu tak myśleć i zwyczajnie nie mogąc w tym tkwić, się wziął i wypisał.
Może to jest odpowiedź na tytułowe pytanie wątku: nikt poza ateistami , innymi co się wypisali, nie stawia kłopotliwych pytań bo "to herezja". Sam tak miałem: gdy zacząłem zadawać pytania na takim tam studenckim kółku dyskusyjnym bo mi się nie zgadzało, powiedziano mi, że nie można będąc katolikiem ich zadawać bo to byłaby herezja. No to się wypisałem.
Teraz mamy XXI wiek i jest lepiej, o wiele lepiej niż za czasów Giordana Bruna - jak powiedziałby dobry wojak Szwejk - na stosie się nie ląduje.A co na to ci paleni na stosie? Im to zapewne nie było w smak, że się ich paliło. Jeśli jednak porzucili oficjalny przekaz bo się im nie zgadzało, a potem wyszło na to, że mieli rację, chyba byliby zadowoleni?
Pomijając zwęglone ich członki, zapewne tak.