Dodaj do ulubionych

Wartości ludzkie a katolickie

26.03.21, 00:46
W życiu człowieka i społeczeństwa wielką rolę odgrywają tzw. wartości uniwersalne, ogólnoludzkie. Na pewno będą nimi te wszystkie, które odnoszą się bezpośrednio do osoby ludzkiej w jej podstawowej godności oraz w całości jej praw zarówno w wymiarze indywidualnej jak i społecznej. Historia ludzkości pokazuje, że dla człowieka zawsze ważne były wartości takie jak: prawda, dobro, piękno, sprawiedliwość itp. Wartości wyrażają to, co być powinno i czego pragniemy. Wpisują w rzeczywistość pewien sens ostateczny, ukazują to, co naprawdę jest istotne i do czego warto dążyć. Są więc podstawowymi filarami, na których opiera się życie społeczne, osobiste i wspólnotowe. Motywowane i regulowane są przez nie podstawowe zachowania ludzkie. Stanowią więc podstawowy element ludzkich postaw i przyjętego stanowiska.

Problem jednak tkwi w tym, ilu tych ludzi jest i jak często kultywują podstawowe i najważniejsze zasady tej wiary: takie, jak np. powstrzymywanie się od nienawiści, odwetu, zemsty itp. Bo, jeśli jakiś człowiek jest katolikiem nie przestrzegającym zasad jego wiary, to wartości tych nie prezentuje i nie tworzy.

Na początku rozważań można przyjąć np. pierwszą Ewangelię Mateusza 4:21-22 – ”A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.”. Autor Ewangelii nie pisze nic o reakcji starego rybaka, który teraz sam musi naprawić sieci, żeby móc wyżywić siebie i rodzinę, o której autor nie raczy nic powiedzieć. Losy ojca Jakuba i Jana jak i jego rodziny wydają się Jezusowi kompletnie nieważne. A więc „Syn Boży" nie przejmuje się w ogóle tzw. wartościami chrześcijańskimi.

Bardziej jeszcze moralnie oburzające i wręcz anty rodzinne wypowiedzi Jezusa mają miejsce w innej sytuacji [i](Mat. 8:21-22 - „Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca!». Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!»”), gdy Jezus otoczony tłumem ludzi gotowym „gdziekolwiek" iść za nim. Jeden spośród uczniów prosi jednak Jezusa, aby pozwolił mu najpierw pochować swego ojca, który (widocznie tak się złożyło właśnie zmarł. Jezus wtedy odpowiada: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych." [/b][/i] Jest to odpowiedź tak skandaliczna, że autorzy polskiej edycji Biblii Tysiąclecia (wydanie IV) spieszą z wyjaśnieniem, że chodzi tu o sens metaforyczny, tzn. że według Jezusa, „trzeba iść bezzwłocznie za powołaniem Bożym" i że „obowiązków zwykłych dopełnią równie dobrze nie powołani."
Cóż za koszmarna metafora takiego żydowskiego megalomańskiego wzorca z Betlejem!

Pogardliwą obojętność wykazuje nie tylko wobec ojców swoich uczniów. Według Mateusza 12:46-50 („ Gdy jeszcze przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: «Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą». Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: «Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką»”), wcale nie lepiej potraktował Jezus swoją własną matkę i braci.

Podczas kolejnego, płomiennego przemówienia do „tłumów", Jezus dowiaduje się, że jego matka i bracia dołączyli się do słuchaczy i próbują się z nim skontaktować. Jezus, któremu ktoś przekazał tę informację, jest wyraźnie rozsierdzony i powiada: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?". Następnie wyciąga rękę w kierunku swoich uczniów i stwierdza, że to oni są jego matką i braćmi, bo „kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką".
Takie odezwanie się o matce i braciach jest zarówno szokujące jak i niekonsekwentne, ponieważ w innym miejscu Jezus przecież przypomina swoim słuchaczom tzw. „prawo Boże", które mówi, że trzeba czcić ojca i matkę i że kto „złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie" (Mat. 15:4 – „Bóg przecież powiedział: Czcij ojca i matkę oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmierć poniesie.„).
Oczywistym jest więc, że Mateuszowy „Syn Boży" nie tylko co innego mówi a co innego czyni, ale również zapomina o tym, o czym sam w swoich kazaniach klepie.
Ale to nie koniec jezusowskiej antyrodzinnej megalomanii.

W Mat. 19:27-29 Piotr pyta się Jezusa, na co on i inni uczniowie Jezusa mogą liczyć skoro zostawili wszystko i poszli za nim. Wtedy to Jezus obiecuje nagrodę za opuszczenie domu i rodziny, mówiąc te szokujące słowa: „Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy".
I to ma być ten, który jest inspiracją dla polskich katolików i partii politycznych takich jak np. Liga Polskich Rodzin!

Czy może być coś bardziej absurdalnego w polskim teatrze absurdu polityczno-katolickiego niż puste ględzenie ludziom o „wartościach chrześcijańskich" jakich niby nauczał Chrystus?
Czym można tłumaczyć tak patologicznie antyrodzinne nastawienie Jezusa?
Może manią wielkości i chorobliwą chęcią wyłączności?
Taka mania jest bardzo typowa dla kaznodziejów wszelakiej maści, którzy chcieliby zapewnić sobie monopol na całkowite posłuszeństwo swoich „uczniów" i mieć nad nimi niekwestionowaną kontrolę umysłową.

A co obiecuje Jezus tym, którzy się z nim nie zgadzają?
Dla takich, ten żydowski kaznodzieja nie ma żadnego miłosierdzia: wszyscy oni pójdą do piekła. „Idźcie precz ode Mnie", rzecze „Syn Boży", „przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!".
O karach piekielnych przygotowanych przez Boga i jego syna, wszyscy chrześcijanie wiedzą, a przynajmniej wydaje się, że wiedzą — choć może nie całkiem sobie zdają sprawę z nieludzkości takiej kary. Natomiast nie wszyscy chyba wiedzą w jaki sposób wyraża się o swoich przeciwnikach ten mędrzec z Betlejem.
Nie wszyscy wiedzą, że Jezus wcale nie przebiera w słowach i nazywa wszystkich tych, którzy się z nim nie zgadzają „wężami" i „plemieniem żmijowym" (Mat. 12:34 - „Plemię żmijowe! Jakże wy możecie mówić dobrze, skoro źli jesteście? Przecież z obfitości serca usta mówią.”, Mat. 23:33 – „Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo.” ).

Taki dobór słów świadczy raczej o „mściwej furii" tego, który ciągle uważany jest, jeżeli nie za boga, i to za najlepszego, moralnie niedoścignionego z ludzi. Sposób wypowiadania się Jezusa oraz ton jego wypowiedzi wcale nie wskazują na doskonałość moralną. Wydaje się, że np. Budda i Sokrates byli na wyższym poziomie moralnym niż „twórca chrześcijaństwa".

Wyobraźmy sobie przez chwilę, jak byśmy obecnie zareagowali na tego typu publiczne oświadczenia jakiegoś współczesnego kaznodziei (których ciągle nam nie brakuje) na przykład nazywanie tych, którzy się z nim nie zgadzają, „wężami", żmijami", „plemieniem żmij" czy "drugim sortem". Czy nie należałoby takiego „ kaznodziei nauczyciela" zwolnić z pracy i skierować na badania psychiatryczne?
Obserwuj wątek
    • pocoo Re: Wartości ludzkie a katolickie 26.03.21, 13:29
      edico napisał:

      > Taki dobór słów świadczy raczej o „mściwej furii" tego, który ciągle uważany je
      > st, jeżeli nie za boga, i to za najlepszego, moralnie niedoścignionego z ludzi.
      > Sposób wypowiadania się Jezusa oraz ton jego wypowiedzi wcale nie wskazują na
      > doskonałość moralną. Wydaje się, że np. Budda i Sokrates byli na wyższym pozi
      > omie moralnym niż „twórca chrześcijaństwa".

      Ale jednocześnie nawołuje do miłowania nieprzyjaciół, a przestępstwo dekalogu odnośnie kradzieży minimalizuje; "Jeżeli ktoś ukradnie ci suknie, daj mu i płaszcz".
      Bla...bla...bla...I to jest syn boga.
    • snajper55 Re: Wartości ludzkie a katolickie 26.03.21, 15:47
      edico napisał:

      > W życiu człowieka i społeczeństwa wielką rolę odgrywają tzw. wartości uniwersal
      > ne, ogólnoludzkie.

      W życiu człowieka wielką rolę odgrywa jego własny interes, potrzeba zaspokojenia własnych potrzeb. Chcąc zaspakajać własne potrzeby jednoczy się w większe grupy zaspakające jego na przykład potrzebę bezpieczeństwa, przynależności itp itd. Na tej podstawie działa rodzina, społeczeństwo, grupa kiboli czy inne kółka zainteresowań.

      > Wyobraźmy sobie przez chwilę, jak byśmy obecnie zareagowali na tego typu public
      > zne oświadczenia jakiegoś współczesnego kaznodziei (których ciągle nam nie brak
      > uje) na przykład nazywanie tych, którzy się z nim nie zgadzają, „wężami", żmija
      > mi", „plemieniem żmij" czy "drugim sortem". Czy nie należałoby takiego „ kaznod
      > ziei nauczyciela" zwolnić z pracy i skierować na badania psychiatryczne?

      A jak zareagowaliśmy na nazwanie pewnej grupy ludzi "tęczową zarazą"?

      S.
      --
      ***** ***

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka