abmiros
29.12.07, 03:47
>Gdyby Jezus w jakis sposob powstal z martwych, zaczal chodzic po
ziemi, i chcialby skomunikowac sie ze “swoim ojcem w niebie”, jakie
miejsce wybralby na modlitwe? <
Pytanie to często stawia swoim chrzescijanskim sluchaczom Stuart E.
Rosenberg, rabin kongregacji Beth Torah w Toronto. Biore ten tekst z
jego ksiazki „The Christian Problem, a Jewish View”. Sam pochodze z
katolickiej rodziny, jestem ateista w stosunku do bogow wymyslonych
przez religie, i agnostykiem w sensie teorii poznania.
>Pytanie nie jest niepowaznym, pozbawionym szacunku chwytem
dyskusyjnym, -pisze dalej rabin Rosenberg-. Ponieważ to pytanie jest
naprawde bardzo powazne, chociaz oczywiście hipotetyczne, odpowiedzi
historii przynosza zaklopotanie i zamieszanie. Nieuniknione dowody
wprost, jeżeli wogole można wierzyc w historycznego Jezusa, rzucaja
jasne swiatlo na fundamentalna, i dotad nierozwiazana sprzecznosc,
która chrzescianie demonstruja odnosnie swojego wlasnego zydowskiego
dziedzictwa. Oni musza ustosunkowac się do jego zycia, nie tylko do
jego smierci i zmartwychwstania. Jak na ziemi uczniowie Jezusa,
czlowieka, nauczyciela, i zydowskiego zwiastuna ich zbawienia,
chrzescijanie musza jakos uznac i ocenic jego zydowskosc. Mimo to
chrzescian znalezc można w ich kosciolach, które oni nazywaja Jego,
podczas gdy On, jak o tym swiadcza Jego wlasne teksty, nigdy nie
opuscil synagogi<.