walka wierzących z niewierzącymi

30.12.07, 12:12
Szczerze mówiąc tutejsze rozważania przypominają trochę debatę przedszkolaków na temat meandrów fizyki jądrowej. Bóg jest taki, Bóg jest siaki, Bóg kocha, nienawidzi, jest obojętny, nosi czapkę, nie nosi jej…
Dla jednego dowodem nienawiści Boga do człowieka jest istnienie obozu koncentracyjnego, dla innego dowodem jego miłości jest święte przekonanie, że jeżeli już Bóg jest, to musi bidnego człowieka kochać, bo tę miłość wręcz fizycznie czuć. A te wszystkie święte uniesienia studzą ateiści, którzy ze skutecznością Syzyfa apelują o zachowanie zdrowego rozsądku i posługiwanie się raczej rozumem niż wolną amerykanką.
Najbardziej podobają mi się na tym forum dwa rodzaje wypowiedzi – ironiczne oraz maksymalnie uduchowione, wprowadzające jakąś dziwaczną terminologię (np. quasi anioły czy osobiste anioły stróże ;-)) tworzące tym samym jakieś inne światy zaludniane kimś na kształt elfów z „Władcy Pierścieni” ;-)
I po raz milionowy pewnie zauważę, że nie ma chyba większej zajadłości i wrogości niż w trakcie rozmów o wierze i tej emanującej ponoć miłości bożej…
    • pocoo Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 12:57
      Godnym szacunku dla mnie jest ten , kto murem stoi w obronie swoich
      przekonań , a nie ten kto odpowiada mętnie na zadane pytanie i po
      odpowiedź wysyła mnie do Boga ,a kończy swoją wypowiedź wyzwiskami i
      poniżaniem przeciwnika.Toż to woda na młyn.
    • piwi77 Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 13:46
      muerte2 napisał:

      > I po raz milionowy pewnie zauważę, że nie ma chyba większej
      > zajadłości i wrogości niż w trakcie rozmów o wierze i tej
      > emanującej ponoć miłości bożej…

      Dowodem zajadłości i wrogości jest brak wszelkiej konwersacji, więc
      nie jest aż tak źle. A atmosfera takich dyskusji jest dzisiaj o
      niebo lepsza niż jeszcze przed kilku laty. To też dowód na sens
      wymiany argumentów, nawet w tak trudnej dziedzinie jak religia.
      • muerte2 Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 15:35
        piwi77 napisał:

        > Dowodem zajadłości i wrogości jest brak wszelkiej konwersacji, więc
        > nie jest aż tak źle. A atmosfera takich dyskusji jest dzisiaj o
        > niebo lepsza niż jeszcze przed kilku laty. To też dowód na sens
        > wymiany argumentów, nawet w tak trudnej dziedzinie jak religia.

        Niestety, gdyby na tym forum była możliwość nie tylko wymiany myśli, ale również przyładowania "przeciwnikowi religijnemu" pałą po głowie, to niewątpliwie wielu chodziłoby z podbitym okiem.
        A co wymiany argumentów - nie przesadzałbym z tym nazywaniem niektórych tutejszych "argumentów" argumentami ;-)
    • the_renaissance_man Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 13:54
      > Bóg jest taki, Bóg jest siaki, Bóg kocha, nie
      > nawidzi, jest obojętny, nosi czapkę, nie nosi jej…

      Czapki nie nosi na pewno. Jak juz to slomiany kapelusz. Do tego
      wklada koszule w spodnie i nogawki w buty...
      • pocoo Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 13:56
        Muszę być ostrożna , bo zdaje mi się , że to twój znajomy.
        • the_renaissance_man Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 15:06
          pocoo napisała:

          > Muszę być ostrożna , bo zdaje mi się , że to twój znajomy.

          Bynajmniej, znamy sie tylko z widzenia.
          • jotkajot49 Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 16:23
            >>>Do tego wklada koszule w spodnie i nogawki w buty...

            >> Muszę być ostrożna , bo zdaje mi się , że to twój znajomy.

            > Bynajmniej, znamy sie tylko z widzenia.

            Dla takich rozmówek warto tu bywać!
            • pocoo Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 17:21
              Nareszcie ktoś , kto nie czepia się słówek i ma poczucie humoru.
    • twoj_aniol_stroz Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 21:59
      Masz prawo nie wierzyć w anioły, natomiast ja w nie wierzę tak jak
      wierzę w Boga i tego bronię tu na forum. Z Twojej wypowiedzi wynika,
      że w sumie nie podoba Ci się jakakolwiek dyskusja. Obrzucanie
      błotem, inwektywy nie są tym, czym powinna charakteryzować się
      dyskusja, ale Tobie przeszkadzają także wypowiedzi
      spokojne "uduchowione". tylko jak o duchowości (a tym właśnie jest
      wiara) rozmawiać w inny sposób?
      • muerte2 Re: walka wierzących z niewierzącymi 31.12.07, 11:13
        twoj_aniol_stroz napisała:

        > Masz prawo nie wierzyć w anioły, natomiast ja w nie wierzę tak jak
        > wierzę w Boga i tego bronię tu na forum. Z Twojej wypowiedzi
        wynika,
        > że w sumie nie podoba Ci się jakakolwiek dyskusja. Obrzucanie
        > błotem, inwektywy nie są tym, czym powinna charakteryzować się
        > dyskusja, ale Tobie przeszkadzają także wypowiedzi
        > spokojne "uduchowione". tylko jak o duchowości (a tym właśnie jest
        > wiara) rozmawiać w inny sposób?

        Nie wierzę w anioły. Nie wierzę w żadne inne rodzaje istot mające
        gdzieś istnieć i mieć jakiś realny wpływ na człowieka. Myślę tu o
        jakimś działaniu intencjonalnym. Nie wierzę, że można do takiej
        istoty skutecznie zwrócić się o coś, a ona albo sama to spełni, albo
        u kogoś wyższego się wstawi. Tak funkcjonuje świat bajkowy, gdzie
        wbrew regułom możliwe jest niemożliwe.
        Jednak nie jestem cyniczny, złośliwy ani głupi, aby wyśmiewać
        czyjekolwiek uczucia albo odczucia. Jakkolwiek byłyby one dla mnie
        niezrozumiałe lub nie do przyjęcia.
        Nie sądzę, aby moja wypowiedź obrzucała błotem tego, kto wierzy w
        anioły. Z grubsza też mi nie przeszkadza, że ktoś w nie wierzy.
        Martwi mnie tylko, a czasami śmieszy lub jeszcze kiedy indziej
        irytuje sposób mówienia o takich sprawach. Czym innym jest
        uduchowienie, a czym innym przesadna egzaltacja połączona z
        rezygnacją korzystania z rozumu. Który także przecież jest darem
        Bożym! Kto wie – być może największym, bo to on stanowi o
        człowieczeństwie.
        Wybacz, ale dziecinne pojmowanie świata przez osoby dorosłe, z
        jakimś ukształtowanym już światopoglądem i doświadczeniami
        życiowymi – we mnie osobiście budzi sprzeciw.
        Ale powtarzam – nie mam na celu nikogo urazić tylko dlatego, że jego
        postrzeganie świata jest różne od mojego.
        Dla mnie tzw. słowo boże równie wiele znaczy. Ale tylko i wyłącznie
        na gruncie ludzkiej moralności. Wierzę w główne przykazanie
        chrześcijańskie – przekazanie miłości. Odrzucam za to całą bajkową
        otoczkę niepokalaności, aniołów, zmartwychwstania, wstępowania
        żywcem do nieba czy otchłanie dla nieochrzczonych dzieci.
        Słowo Boże bez samego Boga może funkcjonować doskonale. Że jednak
        funkcjonuje słabo – cóż…
        A jak rozmawiać? Normalnie, bez egzaltowania i popadania w
        śmieszność...
        • radzimir11 Re: walka wierzących z niewierzącymi 02.01.08, 23:51
          > twoj_aniol_stroz napisała:

          > Masz prawo nie wierzyć w anioły,

          Masz "prawo"? To ci się tylko tak wydaje. Wierzysz w to, co musisz.
          Myślę, że najwyższa pora, byś uświadomiła to sobie zarówno ty, wierząca, jak i
          niewierzący, że wierzenie w cokolwiek nie zależy od naszej woli. Sądzę, że
          zrozumienie tego problemu, wiele by wyjaśniało, szczególnie w stosunkach
          międzyludzkich :), no i ludzko-boskich.

          A zatem, apeluję aniele, oderwij się może trochę od "świętych ksiąg", o
          myśleniu o bogu, a w zamian tego poczytaj więcej o człowieku, postaraj się
          bardziej zrozumieć siebie i drugiego człowieka, a być może twoim udziałem stanie
          się jasność...Co?


          > natomiast ja w nie wierzę tak jak wierzę w Boga i tego bronię tu na > forum.

          A broń sobie do "woli".
          Ja też wierzę w anioły. No, przynajmniej w mojego:), który pozwolił mi zejść z
          gór w sytuacji beznadziejnej). Wierzę też i w Boga - siłę wyższą, drzemiącą:) w
          każdym z nas - bez wyjątku. Tyle, że jak zapewne zauważyłaś, mówimy o tym samym
          jakby cokolwiek różnymi językami. Widocznie tak ma być! Jest w tym jakiś głębszy
          sens, jakiś zamysł Boga, który nie dość, że wodzi nas na pokuszenie:)(i całe
          szczęście!), to jeszcze gra z nami - za przeproszeniem - w piczy - polo - robiąc
          nas w przysłowiowe jajo. A dlaczego tak sądzę, o tym niżej.

          > Z Twojej wypowiedzi wynika, że w sumie nie podoba Ci się
          > jakakolwiek dyskusja. Obrzucanie błotem, inwektywy nie są tym, czym > powinna
          charakteryzować się dyskusja, ale Tobie przeszkadzają także > wypowiedzi
          spokojne "uduchowione". tylko jak o duchowości (a tym
          > właśnie jest wiara) rozmawiać w inny sposób?

          W tym miejscu powiem tak: należy rozmawiać - bez względu na wzgląd:), duchowość,
          inwektywy i święte oburzenie. Dlaczego? Bo każda, nawet najbardziej zdawałoby
          się głupia:) dyskusja jest dobra i ma głębszy sens! Czegoś (wbrew pozorom) nas
          jednak uczy. Może właśnie takie rozmowy były dla mnie potrzebną inspiracją do
          odkrycia (w co zapewne niewielu uwierzy), że każda taka rozmowa, jest rozmową boga
          z bogiem:) On jest w każdym z nas, patrzy na świat naszymi oczy_ma:)
          Wiem, że dla wielu (szczególnie tych pozostających na innym;) szczeblu ewolucji)
          może wydać się to idiotyzmem, totalną bzdurą, czy nieporozumieniem tylko:). Ale
          ja nie dbam o to.


          muerte2 napisał:

          > Nie wierzę w anioły. Nie wierzę w żadne inne rodzaje istot mające
          > gdzieś istnieć i mieć jakiś realny wpływ na człowieka. Myślę tu o
          > jakimś działaniu intencjonalnym.

          Jak Bóg pozwoli:) - uwierzysz i w anioły, i w Niego. A jak nie pozwoli, no cóż.
          Nic się takiego nie stanie. Myślę, że jednak jesteś na dobrej drodze, w
          odróżnieniu od twojego_aniola_stroza. Tą jak na razie - nie wiedzieć czemu - Bóg
          kieruje w maliny:), podobnie zresztą jak i cały zbór Świadków Jehowy, który
          opanował to forum.

          A z tym tajemniczym Bogiem to, w wielkim skrócie jest tak, jak pisze Anthony de
          Mello: Czasem trzeba pozbyć się boga, by znaleźć Boga.

          No i jeszcze jedno, bardzo ważne! Należy odrzucić wszelkie dogmaty
          i wszystkie możliwe świętości. Jeżeli nie będzie już dla was nic świętego, to
          tak jak pisze Erich Maria Remarque - wszystko stanie się znów święte w sposób
          bardziej ludzki. I stanie się jasność:)

          radzimir11 - święty
          • xxxewelinkaa89xxx Re 15.02.08, 17:24
            potrzebuje pomocy!!!! czy ktoś może mi pomóc w napisaniu pracy maturelnej na taki temat oto: ,, Rozmowy człowieka Bogiem. Na podtsawie wybranego materiału literackiego przedstwa jej różne wersje
            • marajka Re: Re 15.02.08, 20:13
              Po co brałaś taki temat, którego nie potrafisz opracować? Może nie
              dorosłaś do matury?
          • grore Re: walka wierzących z niewierzącymi 16.02.08, 18:54
            Cóż znaczy być niewierzącym.Wyobraźmy sobie, że płyniemy po
            nieznanym akwenie .Wiemy że gdzieś tam musi być ląd ,przekonuje nas
            o tym mapa, którą posiadamy.Nie jesteśmy jednak tego do końca
            pewni ,Co nas utrzymuje w przekonaniu że uda się nam szczęśliwie
            ukończyć podróż ? -wiara w to, że rzeczywiście gdzieś tam jest ląd
            Nie widzimy, nie jesteśmy pewni ale wierzymy że tak jest.Wiara
            wyprzedza ludzkie poznanie .Wierzę,że jutro będzie dobry
            dzień .Każdy wierzy w to co jest mu bliske i w jaki sposób został
            wychowany w jakiej kulturze, w jakiej tradycji.Wiara jest tym czego
            nie można zabrać człowiekowi,można ją osłabić ,można wąpić -ale jak
            wspaniale jest doznać tego uczucia jeśli wierzę to mogę wszystko i
            świat należy do mnie.Jak to wykorzystam to już inna sprawa..........
            • astrotaurus Re: walka wierzących z niewierzącymi 18.02.08, 12:31
              grore napisała:

              **wiara w to, że rzeczywiście gdzieś tam jest ląd Nie widzimy, nie
              jesteśmy pewni ale wierzymy że tak jest.**

              Zanim zaczniesz pisać elaboraty zajrzyj do słowników, albo chociaż
              określ jakiego słownika Ty bedziesz używać.
              Wiara to jest pewność! Bez udowodnienia, bez sprawdzenia, czasem
              wbrew dowodom.
              Jak nie ma pewności, to nie ma wiary. Mów o strachu, o nadziei, ale
              nie mów o czymś czego nie ma!

              A o istnieniu lądu gdzieś możemy być przekonani na podstawie
              zwyczajnej ludzkiej wiedzy, a nie niedorzecznej wiary. Wiemy na
              podstawie wielowiekowego dorobku nauki (podróżników, geografów,
              kartografów wyposażonych w najnowocześniejsze narzędzia z satelitami
              na czele itp.) i coś tak durnego jak wiara jest tu zupełnie
              zbyteczne.


              **Wiara wyprzedza ludzkie poznanie .**

              Chyba masz blade pojęcie o ludzkim poznaniu.
              Jakie poznanie ludzkie miało źródło w wierze, a nie w procesie
              myślowym? Jaka dziedzinę nauki wiara popchnęła na droge rozwoju?

              Choć napradę myślę, że stawiam tu pytania retoryczne, bo po prostu
              znów bez sensu użyłaś słowa "wiara".


              **Wiara jest tym czego nie można zabrać człowiekowi,można ją
              osłabić ,można wąpić -ale jak wspaniale jest doznać tego uczucia
              jeśli wierzę to mogę wszystko i świat należy do mnie.Jak to
              wykorzystam to już inna sprawa.......... **

              Ja tu widzę uduchowiony, beztreściowy bełkot, który nie niesie
              żadnej treści, wyraża tylko Twoje zadowolenie z siebie.
              Powiedz coś do rzeczy, konkretnie np.: jeśli wierzysz w co, to
              możesz wtedy co, jakie wszystko...?
    • niedo-wiarek Re: walka wierzących z niewierzącymi 30.12.07, 23:51
      Trudno traktować poważnie opowiastki o jakimś mało prawdopodobnym bycie zwanym Bogiem. Wszystko wskazuje na to, że pan ten po prostu nie istnieje, a rozmowy o nim to przelewanie z pustego w próżne. :)
    • facet123 Re: walka wierzących z niewierzącymi 18.02.08, 08:39
      > Dla jednego dowodem nienawiści Boga do człowieka jest istnienie obozu
      > koncentracyjnego, dla innego dowodem jego miłości jest święte
      > przekonanie, że jeżeli już Bóg jest, to musi bidnego człowieka
      > kochać, bo tę miłość wręcz fizycznie czuć.

      Masz rację. Mierzi mnie jak słyszę oba te typy argumentów. Ale chyba bardziej
      denerwuje mnie postawa niektórych niby niewierzących, którzy nie tyle nie wierzą
      w boga, ile są na niego obrażeni i chyba wydaje im się, że skoro najgorsze co
      można wyrządzić bogu to odmówić wiary w niego, to będą teraz z całych sił w
      niego nie wierzyli :)
      W tego typu myślenie wpisuje się podawanie przykładu obozów koncentracyjnych.
      Wierzący już dawno sobie wymyślili, że poczyna boga są zupełnie niepojęte i
      nawet najgorsze tragedie ludzkie nie dowodzą w żaden sposób jedno nieistnienia.
      Zatem wymyślanie różnych paskudnych rzeczy jakie się zdarzają w naszym świecie
      jako argument w dyskusji jest bezcelowe i niepotrzebnie emocjonalne.
Pełna wersja