muerte2
30.12.07, 12:12
Szczerze mówiąc tutejsze rozważania przypominają trochę debatę przedszkolaków na temat meandrów fizyki jądrowej. Bóg jest taki, Bóg jest siaki, Bóg kocha, nienawidzi, jest obojętny, nosi czapkę, nie nosi jej…
Dla jednego dowodem nienawiści Boga do człowieka jest istnienie obozu koncentracyjnego, dla innego dowodem jego miłości jest święte przekonanie, że jeżeli już Bóg jest, to musi bidnego człowieka kochać, bo tę miłość wręcz fizycznie czuć. A te wszystkie święte uniesienia studzą ateiści, którzy ze skutecznością Syzyfa apelują o zachowanie zdrowego rozsądku i posługiwanie się raczej rozumem niż wolną amerykanką.
Najbardziej podobają mi się na tym forum dwa rodzaje wypowiedzi – ironiczne oraz maksymalnie uduchowione, wprowadzające jakąś dziwaczną terminologię (np. quasi anioły czy osobiste anioły stróże ;-)) tworzące tym samym jakieś inne światy zaludniane kimś na kształt elfów z „Władcy Pierścieni” ;-)
I po raz milionowy pewnie zauważę, że nie ma chyba większej zajadłości i wrogości niż w trakcie rozmów o wierze i tej emanującej ponoć miłości bożej…