pablo.war
05.07.08, 12:30
"Rzeczpospolita": Co roku do kościelnych trybunałów wpływa około 10
tys. wniosków o uznanie małżeństwa za nieważne. Plasujemy się na
drugim miejscu w Europie, tuż za Włochami.
- Przychodzą tu ludzie, którzy chcą uregulować swój status wobec
nauki Kościoła i Boga. Czują potrzebę sumienia 0 powiedział gazecie
ks. prałat Stefan Kośnik, oficjał Sądu Metropolitalnego w Warszawie.
Dodał, że większość pozwów, które wpływają do sądów kościelnych,
kończy się wyrokiem stwierdzającym nieważność związku małżeńskiego.
- Każdą sprawę rozpatruje trzech sędziów. Przesłuchuje się pod
przysięgą strony i świadków. Wypowiadają się eksperci, psycholog lub
psychiatra zatwierdzani przez Kościół. Nad procesem czuwa obrońca
węzła małżeńskiego. Po wyroku sprawa trafia do drugiej instancji,
gdzie również trzech sędziów wydaje orzeczenia. I jeśli wyroki obu
instancji są zgodne, wówczas podlegają wykonaniu - mówi ks. Kośnik.
Sporo teologów ma jednak wątpliwości, czy sądy nie za łatwo
orzekają, że małżeństwo było nieważnie zawarte, opierając się na
kanonie 1095. To właśnie ten kanon, nazywany przez niektórych
furtką, mówi o niezdolności do podjęcia obowiązków małżeńskich z
powodów psychicznych.
Po kilkunastu latach praktyki w Sądzie Metropolitalnym w Gnieźnie
ks. dr Aleksander Sobczak zapewnia, że niewiele spraw jest w stanie
go zaskoczyć. Nadal jednak bulwersuje go tempo, w jakim rozpadają
się niektóre małżeństwa. - O godzinie 15 odbył się ślub w kościele,
o godzinie 16.30 pannę młodą przyłapano in flagranti ze świadkiem -
wspomina ks. Sobczak. - Stwierdzenie nieważności ślubu nie było
skomplikowane. Wystąpił tu przypadek tak zwanej symulacji zgody
małżeńskiej. Kobieta wyszła za mąż z powodów materialnych i nie
miała zamiaru dotrzymywać przysięgi.
- Rozwód cywilny to pół godziny i po strachu. Proces kościelny to
zupełnie coś innego. Przypomina długą sesję u psychoanalityka, mówi
35-letnia Ewa, właścicielka prywatnej firmy. - Procedura w trybunale
jest raczej nieprzyjemna. W kaloszach do alkowy. Trudno inaczej
nazwać przesłuchanie, jakiemu zostałam poddana. Sferę intymną
zbadano szczegółowo. Może i ginekolog powstrzymałby się przed
drążeniem pewnych kwestii. A forma pytań była brutalnie obcesowa.
Sentencja wyroku sądu kościelnego, przesądzająca o nieważności od
początku związku małżeńskiego, wywołuje u wielu zakłopotanie. Przez
lata wierzą, że "małżeństwo zawarte dopełnione nie może być
rozwiązane żadną ludzką władzą i z żadnej przyczyny, oprócz
śmierci". Potem muszą intelektualnie i emocjonalnie zmierzyć się z
tym, że wprawdzie małżeństwa nie można rozwiązać, ale można uznać,
że właściwie go nie było, pisze "Rzeczpospolita".