sakramenty (prawo kanoniczne)

27.08.08, 21:23
Niech ktoś mądry mi wytłumaczy, co znaczy: "Kan. 845 - § 1. Nie
można powtarzać sakramentów chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, które
wyciskają charakter."

Wyciskają charakter???

    • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 27.08.08, 21:42
      forumaniak napisała:

      > Niech ktoś mądry mi wytłumaczy, co znaczy: "Kan. 845 - § 1. Nie
      > można powtarzać sakramentów chrztu, bierzmowania i kapłaństwa, które
      > wyciskają charakter."
      >
      > Wyciskają charakter???
      >

      KKK 1121: Trzy sakramenty: chrzest, bierzmowanie i sakrament święceń
      kapłańskich, oprócz tego, że udzielają łaski, wyciskają charakter sakramentalny
      (czyli "pieczęć"), przez który chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa
      i należy do Kościoła, odpowiednio do swego stanu i pełnionych funkcji.

      "Character" to łacińskie słowo oznaczające "piętno" oraz urządzenie do
      piętnowania. Kan. 845 § 1. stanowi, że piętno wyciśnięte przez wymienione
      sakramenty jest nieusuwalne, co oznacza, że nie należy ich powtarzać. CIC czyni
      mały wyjątek w sytuacji braku pewności.
      • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 09:37
        A pewnie. Chrzest niemowlaka wyciska piętno! Bierzmowanie dziecka
        wyciska piętno! Na kim ? To może od razu niemowlakowi przyznać
        bierne prawo wyborcze, a co! Nic nie wyciska piętna jeśli człowiek
        przyjmujący sakrament nie jest pewien swojej decyzji i nie jest
        dojrzały emocjonalnie. Jezus jako dziecko nauczał w świątyni, ale On
        był Bogiem. Taka dojrzałość emocjonalna w przypadku dziecka nie jest
        możliwa. Tu raczej chodzi o ilość owieczek, a nie o ich jakość. W
        końcu dzięki temu, że chrzest wyciska piętno - klechy mają więcej
        ( zapisanych ) owieczek. Wtedy mogą pchac sie do władzy i polityki,
        bo reprezentują większość w danym kraju. Kapłaństwo wyciska piętno!
        A pewnie. Szczególnie na ofiarach klechów - pedofili. Te sakramenty
        są potrzebne klerowi, a nie zwykłym ludziom. A jest tak sprytnie
        obmyślane, ale ludzie szajs uznali za coś wartościowego. Popatrzmy
        na aktualne chrześcijaństwo. Chrześcijanie żydowskie niebo uznali za
        godne dla siebie życie po śmierci ;). Ależ Żydzi muszą mieć ubaw.
        Szczególnie z katolików. Co to jednak znaczy marketing!

        Przypomina mi się dowcip ( kłótnia ;)):

        - jesteś osłem
        - a ty nawet osłem nie jesteś
        - co, ja nie jestem osłem?

        • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:20
          krytykantka07 napisała:

          > A pewnie. Chrzest niemowlaka wyciska piętno! Bierzmowanie dziecka
          > wyciska piętno! Na kim ? To może od razu niemowlakowi przyznać
          > bierne prawo wyborcze, a co! Nic nie wyciska piętna jeśli człowiek
          > przyjmujący sakrament nie jest pewien swojej decyzji i nie jest
          > dojrzały emocjonalnie. Jezus jako dziecko nauczał w świątyni, ale On
          > był Bogiem. Taka dojrzałość emocjonalna w przypadku dziecka nie jest
          > możliwa. Tu raczej chodzi o ilość owieczek, a nie o ich jakość. W
          > końcu dzięki temu, że chrzest wyciska piętno - klechy mają więcej
          > ( zapisanych ) owieczek. Wtedy mogą pchac sie do władzy i polityki,
          > bo reprezentują większość w danym kraju. Kapłaństwo wyciska piętno!
          > A pewnie. Szczególnie na ofiarach klechów - pedofili. Te sakramenty
          > są potrzebne klerowi, a nie zwykłym ludziom. A jest tak sprytnie
          > obmyślane, ale ludzie szajs uznali za coś wartościowego. Popatrzmy
          > na aktualne chrześcijaństwo. Chrześcijanie żydowskie niebo uznali za
          > godne dla siebie życie po śmierci ;). Ależ Żydzi muszą mieć ubaw.
          > Szczególnie z katolików. Co to jednak znaczy marketing!
          >
          > Przypomina mi się dowcip ( kłótnia ;)):
          >
          > - jesteś osłem
          > - a ty nawet osłem nie jesteś
          > - co, ja nie jestem osłem?
          >

          Jak to ujął "krytyk Antka 07": "Do pisania na forum nie logika jest potrzebna, a
          intuicja.". I tej "prawdzie" jest wierny! Intuicyjnie wyczuwa, że należy
          wypowiadać się nie na temat. Kiedy mowa jest o niepowtarzalności trzech
          sakramentów wg CIC, to krytyk Antka "intuicyjnie" poruszy:
          1. Wiek chrztu
          2. Boskość Jezusa
          3. Klechów-pedofili
          4. Osły
          i wiele innych rzeczy. Tylko logiki nie poruszy. Bo logika jest niepotrzebna.
          • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:35
            supaari napisał:

            > Jak to ujął "krytyk Antka 07": "Do pisania na forum nie logika
            jest potrzebna, > a > intuicja.". I tej "prawdzie" jest wierny!

            Dokładnie. Bo skoro Ty myślisz logicznie to ja nie muszę. Ja tylko
            wypowiadam sie na temat Twojej logiki.

            >Intuicyjnie wyczuwa, że należy > wypowiadać się nie na temat.

            Przeczytaj uważniej. Wszystko tam jest i nawet więcej

            >Kiedy mowa jest o niepowtarzalności trzech
            > sakramentów wg CIC, to krytyk Antka "intuicyjnie" poruszy:
            > 1. Wiek chrztu
            > 2. Boskość Jezusa
            > 3. Klechów-pedofili
            > 4. Osły
            > i wiele innych rzeczy. Tylko logiki nie poruszy. Bo logika jest
            niepotrzebna.

            Wiek chrztu jest ważny, boskość Jezusa też, bo tylko Bóg w młodym
            wieku wiedział co znaczy rozumieć Boga, sakrament kapłaństwa wynika
            z sakramentu chrztu i bierzmowania oraz innych sakramentów. To jest
            ważne, skoro mamy dzięki nim księży - pedofili. Więc wiara w Jezusa
            nie wymaga dojrzałości emocjonalnej. O osłach to była taka sobie
            odskocznia od tematu, abyś pojął jaki Żydzi muszą mieć ubaw z
            katolików, którzy ich nienawidzą, a razem z nimi koniecznie chcą być
            po śmierci. Jak widzisz Twoje logiczne myślenie nie ma za wiele z
            logiką wspólnego. Prawda życia sie mu wymyka.

            • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:41
              Gdybyś pisała na temat, to zajęłabyś się powtarzalnością sakramentów. Bo o tym
              jest tu mowa.
              No ta, ale koro twym zdanie "do pisania na forum nie logika jest potrzebna, a
              intuicja", to czego oczekiwać?
              • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:46
                Oczekuję logiki od Ciebie. Do czego są potrzebne sakramenty, skoro
                niczego nie wnoszą do myślenia? Ja intuicyjnie czuję, że to kłamstwa
                i manipulacje, które czemuś służą i piszę czemu wg. mnie służą.
                Zwłaszcza ta niepowtarzalność. Brzmi zupełnie jakby człowiek skarb
                znalazł. W tym kontekście to czysty chwyt marketingowy.
                • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:02
                  krytykantka07 napisała:

                  > Oczekuję logiki od Ciebie. Do czego są potrzebne sakramenty, skoro
                  > niczego nie wnoszą do myślenia? Ja intuicyjnie czuję, że to kłamstwa
                  > i manipulacje, które czemuś służą i piszę czemu wg. mnie służą.
                  > Zwłaszcza ta niepowtarzalność. Brzmi zupełnie jakby człowiek skarb
                  > znalazł. W tym kontekście to czysty chwyt marketingowy.

                  1. Obawiam się, że twój wstręt do logiki wynika z jej niedostatku, więc może się
                  okazać, że nie zrozumiesz mojej odpowiedzi.
                  2. Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie wnoszą do myślenia"? Moim
                  zdaniem popełniasz błąd - być może wynikający z niechęci do logiki lub z ignorancji.
                  3. Nie podoba ci się "niepowtarzalność"? Masz ochotę na chrzest co tydzień? Na
                  bierzmowanie co miesiąc? A na pokutę raz w życiu? Wolno ci...
                  • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:12
                    supaari napisał:

                    > 1. Obawiam się, że twój wstręt do logiki wynika z jej niedostatku,
                    więc może si> ę > okazać, że nie zrozumiesz mojej odpowiedzi.

                    Nie obawiaj się. Jeśli nie zrozumiem Twojej wypowiedzi to napiszę co
                    zrozumiałam. Wtedy mi wyjaśnisz. Zacznę od słów: " rozumiem że..."

                    > 2. Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie wnoszą do
                    myślenia"? Moim > zdaniem popełniasz błąd - być może wynikający z
                    niechęci do logiki lub z ignora> ncji.

                    Rozumiem, że wg. Ciebie sakramenty coś wnoszą do myślenia. Np.
                    logikę? ;). Nie potrzebuję żadnych pośredników udzielających
                    sakramentów, aby rozmawiać z Bogiem.

                    > 3. Nie podoba ci się "niepowtarzalność"? Masz ochotę na chrzest co
                    tydzień? Na > bierzmowanie co miesiąc? A na pokutę raz w życiu?
                    Wolno ci...

                    Rozumiem, że powtarzając chrzest za każdym razem w innym kościele,
                    automatycznie jestem wykreślana z tego poprzedniego? A sakramentu
                    pokuty mi nie potrzeba. Rozmawiam sobie z Bogiem. I wiem, co mam
                    robić.

                    • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 13:35
                      krytykantka07 napisała:

                      > supaari napisał:
                      >
                      > > 1. Obawiam się, że twój wstręt do logiki wynika z jej niedostatku,
                      > więc może si> ę > okazać, że nie zrozumiesz mojej odpowiedzi.
                      >
                      > Nie obawiaj się. Jeśli nie zrozumiem Twojej wypowiedzi to napiszę co
                      > zrozumiałam. Wtedy mi wyjaśnisz. Zacznę od słów: " rozumiem że..."

                      "Rozumiem, że..."??? Nie ściemniaj. Twoja intuicja zakazuje ci rozumieć. Zabrała
                      całe miejsce przeznaczone na rozumienie.

                      > > 2. Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie wnoszą do
                      > myślenia"? Moim > zdaniem popełniasz błąd - być może wynikający z
                      > niechęci do logiki lub z ignora> ncji.
                      >
                      > Rozumiem, że wg. Ciebie sakramenty coś wnoszą do myślenia. Np.
                      > logikę? ;). Nie potrzebuję żadnych pośredników udzielających
                      > sakramentów, aby rozmawiać z Bogiem.

                      Owszem - wnoszą coś do myślenia, choć bynajmniej nie logikę. A ty nie
                      odpowiedziałaś na moje pytanie.

                      > > 3. Nie podoba ci się "niepowtarzalność"? Masz ochotę na chrzest co
                      > tydzień? Na > bierzmowanie co miesiąc? A na pokutę raz w życiu?
                      > Wolno ci...
                      >
                      > Rozumiem, że powtarzając chrzest za każdym razem w innym kościele,
                      > automatycznie jestem wykreślana z tego poprzedniego? A sakramentu
                      > pokuty mi nie potrzeba. Rozmawiam sobie z Bogiem. I wiem, co mam
                      > robić.

                      Chodzi o to, że nie rozumiesz i widać to gołym okiem. Jak już pisałem - nie
                      rozumiesz z powodu nadmiaru intuicji.
                      • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 14:07
                        supaari napisał:

                        > "Rozumiem, że..."??? Nie ściemniaj. Twoja intuicja zakazuje ci
                        rozumieć. Zabrał> a > całe miejsce przeznaczone na rozumienie.

                        Każdy rozumie jak umie ;)

                        >> Owszem - wnoszą coś do myślenia, choć bynajmniej nie logikę. A ty
                        nie > odpowiedziałaś na moje pytanie.

                        Masz rację. Wnoszą intuicje. Intuicyjnie rozumiesz, że coś jest nie
                        tak. I żadne logiczne wywody Cię nie przekonają. Ech muszę przepisac
                        bo znów sie przyczepisz, że chodzi o Ciebie.
                        Powinno być: " Człowiek intuicyjnie rozumie, że coś jest nie ta i
                        żadne logiczne wywody go nie przekonają "

                        Na jakie pytanie nie odpowiedziałam?

                        >> Chodzi o to, że nie rozumiesz i widać to gołym okiem. Jak już
                        pisałem - nie > rozumiesz z powodu nadmiaru intuicji.

                        Czego nie rozumiem? Czym są sakramenty? Ależ doskonale rozumiem.
                        Sakrament pokuty jest mi niepotrzebny to jak mogę mieć ochotę na
                        pokutę więcej niż raz w życiu? Chrzest i bierzmowanie przyjmuję jako
                        dorosły człowiek i wiem na co się decyduję. Na pewno nie na to, aby
                        należeć do organizacji politycznej pt. KK


                        • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 12:53
                          krytykantka07 napisała:

                          > supaari napisał:
                          >
                          > > "Rozumiem, że..."??? Nie ściemniaj. Twoja intuicja zakazuje ci
                          > rozumieć. Zabrał> a > całe miejsce przeznaczone na rozumienie.
                          >
                          > Każdy rozumie jak umie ;)

                          A jak nie umie, to nie rozumie; i to jest twój przypadek.

                          > >> Owszem - wnoszą coś do myślenia, choć bynajmniej nie logikę. A ty
                          > nie > odpowiedziałaś na moje pytanie.
                          >
                          > Masz rację. Wnoszą intuicje. Intuicyjnie rozumiesz, że coś jest nie
                          > tak. I żadne logiczne wywody Cię nie przekonają. Ech muszę przepisac
                          > bo znów sie przyczepisz, że chodzi o Ciebie.
                          > Powinno być: " Człowiek intuicyjnie rozumie, że coś jest nie ta i
                          > żadne logiczne wywody go nie przekonają "

                          Intuicja i myślenie to dwa odrębne światy. Sakramenty wnoszą do myślenia
                          świadomość, że jest się we wspólnocie z Bogiem.

                          > Na jakie pytanie nie odpowiedziałam?

                          Na pytanie: "Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie wnoszą do myślenia"?

                          > >> Chodzi o to, że nie rozumiesz i widać to gołym okiem. Jak już
                          > pisałem - nie > rozumiesz z powodu nadmiaru intuicji.
                          >
                          > Czego nie rozumiem? Czym są sakramenty? Ależ doskonale rozumiem.
                          > Sakrament pokuty jest mi niepotrzebny to jak mogę mieć ochotę na
                          > pokutę więcej niż raz w życiu? Chrzest i bierzmowanie przyjmuję jako
                          > dorosły człowiek i wiem na co się decyduję. Na pewno nie na to, aby
                          > należeć do organizacji politycznej pt. KK
                          >
                          >

                          Nie rozumiesz czym jest chrzest i wpadasz na pomysł (tfu! znów pochodna "myśli"
                          w odniesieniu do ciebie! Nadużywam ich...), że chrzest w jednym kościele
                          eliminuje chrzest w innym. W kwestii twojego życia nie zamierzam się wypowiadać.
                          Jesteś lepszym ekspertem ode mnie. Ja przyjmuję za prawdę to, co o sobie
                          wypisujesz, chyba że piszesz sprzeczności.
                          • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 13:49
                            supaari napisał:

                            > A jak nie umie, to nie rozumie; i to jest twój przypadek.

                            No to zobaczmy chodząca logiko :P

                            > Intuicja i myślenie to dwa odrębne światy. Sakramenty wnoszą do
                            myślenia > świadomość, że jest się we wspólnocie z Bogiem.

                            Świadomość, że się jest we wspólnocie z Bogiem daje rozmowa z nim i
                            czytanie ze zrozumieniem przypowieści Jezusa. Niczego więcej nie
                            trzeba. A na pewno nie trzeba sakramentów. Umowy z Bogiem ustne sa
                            tak samo wiążące jak i pisemne i umowy z Bogiem bez świadków są tak
                            samo wiążące jak w obecności świadków. Po prostu sam człowiek chce
                            być z Bogiem we wspólnocie. I pośredników nie potrzebuje.
                            Pośrednictwo do Boga to grzech pychy i żaden człowiek kochający Boga
                            nie będzie do tego grzechu sie dokładał przez wspomaganie pychy.

                            >> Na pytanie: "Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie
                            wnoszą do myślenia

                            Proszę bardzo. Bo do myślenia wnosi praca nad sobą.

                            >> Nie rozumiesz czym jest chrzest i wpadasz na pomysł (tfu! znów
                            pochodna "myśli" > w odniesieniu do ciebie! Nadużywam ich...), że
                            chrzest w jednym kościele > eliminuje chrzest w innym. W kwestii
                            twojego życia nie zamierzam się wypowiadać > .

                            Chrzest? Czym może być chrzest? Decyzją, że człowiek chce należeć do
                            Boga, ale nie do wspólnoty ludzi ochrzczonych, którzy tylko udają.
                            To deklaracja Twojej wiary, jeśli potrzebujesz świadków. Jeśli ich
                            nie potrzebujesz, to chrztu nie ma. Zresztą kto mógłby udzielić Ci
                            tego chrztu? Kapłan? A jaki kapłan? Grzeszny? To kpina!

                            > Jesteś lepszym ekspertem ode mnie. Ja przyjmuję za prawdę to, co o
                            sobie > wypisujesz, chyba że piszesz sprzeczności.

                            A widzisz. Ja o Tobie tego co piszesz za prawdę nie przyjmuję, a
                            uważam, że możesz pisać sprzeczności. W końcu od tego jest internet.
                            Dlatego nie odwołuję sie do Twojej osoby, nawet jeśli tak wynika
                            ( na logikę :P ) z moich postów.

                            • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 14:54
                              krytykantka07 napisała:

                              > Świadomość, że się jest we wspólnocie z Bogiem daje rozmowa z nim i
                              > czytanie ze zrozumieniem przypowieści Jezusa. Niczego więcej nie
                              > trzeba. A na pewno nie trzeba sakramentów. Umowy z Bogiem ustne sa
                              > tak samo wiążące jak i pisemne i umowy z Bogiem bez świadków są tak
                              > samo wiążące jak w obecności świadków. Po prostu sam człowiek chce
                              > być z Bogiem we wspólnocie. I pośredników nie potrzebuje.
                              > Pośrednictwo do Boga to grzech pychy i żaden człowiek kochający Boga
                              > nie będzie do tego grzechu sie dokładał przez wspomaganie pychy.

                              1. Dowodzisz, że świadomość wspólnoty z Bogiem "daje rozmowa z nim i
                              czytanie ze zrozumieniem przypowieści Jezusa. Nie zamierzam z tym polemizować.
                              2. Nawet słowem nie próbowałaś dowodzić, że sakramenty nie powodują powstania
                              świadomości wspólnoty z Bogiem.
                              Wniosek - masz niedostatki logiki!!! Posłużę się analogią: Ja twierdzę, że
                              łabędź to ptak. Ty twierdzisz, że nie! "Udowadniasz" to stwierdzając, że ptakiem
                              jest czapla!

                              > >> Na pytanie: "Dlaczego twierdzisz, że sakramenty "niczego nie
                              > wnoszą do myślenia
                              >
                              > Proszę bardzo. Bo do myślenia wnosi praca nad sobą.

                              Znów to samo!!! Pytam dlaczego twierdzisz, że dzik nie jest ssakiem, a ty
                              odpowiadasz, że dlatego, iż ssakiem jest łoś!

                              > >> Nie rozumiesz czym jest chrzest i wpadasz na pomysł (tfu! znów
                              > pochodna "myśli" > w odniesieniu do ciebie! Nadużywam ich...), że
                              > chrzest w jednym kościele > eliminuje chrzest w innym. W kwestii
                              > twojego życia nie zamierzam się wypowiadać > .
                              >
                              > Chrzest? Czym może być chrzest? Decyzją, że człowiek chce należeć do
                              > Boga, ale nie do wspólnoty ludzi ochrzczonych, którzy tylko udają.
                              > To deklaracja Twojej wiary, jeśli potrzebujesz świadków. Jeśli ich
                              > nie potrzebujesz, to chrztu nie ma. Zresztą kto mógłby udzielić Ci
                              > tego chrztu? Kapłan? A jaki kapłan? Grzeszny? To kpina!

                              Znów masa pytań bez większego związku. Czy z twojego rozumienia chrztu wynika,
                              że staje się on niebyły, jeśli uczynisz podobny "gest" w innym miejscu?
                              BTW - jako znawczyni nauki Jezusa... Pokaż mi przykład, w którym ktoś ochrzcił
                              się sam!

                              > A widzisz. Ja o Tobie tego co piszesz za prawdę nie przyjmuję, a
                              > uważam, że możesz pisać sprzeczności. W końcu od tego jest internet.

                              Innymi słowy domniemywasz, że kłamię, ale nie jesteś w stanie tego wykazać? Miłe.

                              > Dlatego nie odwołuję sie do Twojej osoby, nawet jeśli tak wynika
                              > ( na logikę :P ) z moich postów.

                              To o czyjej mentalności pisałaś w kontekście historyjki o ojcu?
                              • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 17:00
                                supaari napisał:

                                > 2. Nawet słowem nie próbowałaś dowodzić, że sakramenty nie
                                powodują powstania > świadomości wspólnoty z Bogiem.

                                Chcesz powiedzieć, że sakramenty powodują powstanie świadomości
                                wspólnoty z Bogiem? Ja tak nie uważam. Przeciwnie. Próbowałam
                                dowodzić, że sakramenty tego nie powodują. Te szopki są rodem z
                                czasów Jehowy, a nie Boga.

                                > Wniosek - masz niedostatki logiki!!! Posłużę się analogią: Ja
                                twierdzę, że > łabędź to ptak. Ty twierdzisz, że nie! "Udowadniasz"
                                to stwierdzając, że ptakie> m > jest czapla!

                                Hmmmmm ja raczej nie twierdzę, że skoro każdy kot ma ogon, to każde
                                zwierzę, które ma ogon jest kotem ;))). Skoro w KK są ludzie, którzy
                                w nim być nie powinni, to sakramenty jako uroczysta umowa z Bogiem
                                są niewiele warte. Natomiast moja rozmowa z Bogiem i na tej
                                podstawie poczynione deklaracje - są warte tyle ile moje słowo.

                                > Znów to samo!!! Pytam dlaczego twierdzisz, że dzik nie jest
                                ssakiem, a ty > odpowiadasz, że dlatego, iż ssakiem jest łoś!

                                Przykład z innym zwierzątkiem powyżej ;))). Supaari skarbie nie
                                używaj takich określeń jak " znów to samo ". To negatywne myślenie.
                                Postaraj się myśleć pozytywnie. Będziesz miał mniej problemów ze
                                stresem ;))).

                                > Znów masa pytań bez większego związku. Czy z twojego rozumienia
                                chrztu wynika, > że staje się on niebyły, jeśli uczynisz
                                podobny "gest" w innym miejscu?

                                Jeśli będzie mi on potrzebny do czegokolwiek dlaczego mam go
                                nadużywać? Ochrzcić to ja sie mogę tylko raz, jeśli co do osób
                                dokonujących chrztu nie będę mieć żadnych obiekcji. Tak przyjął
                                chrzest Jezus i tak przyjmowali pierwsi chrzescijanie. No i na tym
                                się skończyło, bo później udzielający chrztu byli grzesznikami. A
                                nawet wcale mogę nie przyjąć tego sakramentu. I tak będę we
                                wspólnocie z Bogiem.

                                > BTW - jako znawczyni nauki Jezusa... Pokaż mi przykład, w którym
                                ktoś ochrzcił > się sam!

                                Widzisz Supaari nikt się nie ochrzcił sam, tylko przyjął chrzest z
                                rąk lepszych od siebie lub równych sobie. Nikt nigdy chrztu nie
                                przyjął od gorszych od siebie grzeszników. To byłaby profanacja. Ale
                                gdy KK wypaczył religię tak się stało. Ale to już nie religia Jezusa.

                                > Innymi słowy domniemywasz, że kłamię, ale nie jesteś w stanie tego
                                wykazać? Mił> e.

                                Supaari, co z Tobą? Ja domniemywam, że jesteś lepszy niż piszesz,
                                ale nie mam jak tego wykazać, bo jako osoby Cię nie znam. Dlaczego
                                tak bardzo nie ufasz ludziom i doszukujesz sie w nich zła?

                                > To o czyjej mentalności pisałaś w kontekście historyjki o ojcu?

                                Autora historyjki ;)
                                • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 31.08.08, 13:03
                                  krytykantka07 napisała:

                                  > supaari napisał:
                                  >

                                  > Chcesz powiedzieć, że sakramenty powodują powstanie świadomości
                                  > wspólnoty z Bogiem? Ja tak nie uważam. Przeciwnie. Próbowałam
                                  > dowodzić, że sakramenty tego nie powodują. Te szopki są rodem z
                                  > czasów Jehowy, a nie Boga.

                                  To jest twój komentarz do mojego zarzutu, że nawet nie próbowałaś wykazać, że
                                  sakramenty nie powodują powstania świadomości wspólnoty z Bogiem. Jest
                                  całkowicie nie na temat. Ale skoro zadajesz pytanie, na które już ci
                                  odpowiedziałem, to ponowię, żebyś zapamiętała: TAK. TAK! TAK!!!

                                  > > Wniosek - masz niedostatki logiki!!! Posłużę się analogią: Ja
                                  > twierdzę, że > łabędź to ptak. Ty twierdzisz, że nie! "Udowadniasz"
                                  > to stwierdzając, że ptakie> m > jest czapla!
                                  >
                                  > Hmmmmm ja raczej nie twierdzę, że skoro każdy kot ma ogon, to każde
                                  > zwierzę, które ma ogon jest kotem ;))). Skoro w KK są ludzie, którzy
                                  > w nim być nie powinni, to sakramenty jako uroczysta umowa z Bogiem
                                  > są niewiele warte. Natomiast moja rozmowa z Bogiem i na tej
                                  > podstawie poczynione deklaracje - są warte tyle ile moje słowo.

                                  Dziecko. Sprawdź naszą dyskusję i spójrz krytycznie na własne słowa! Posłużę się
                                  inną analogią...
                                  Ty twierdzisz, że nóż nie jest narzędziem niebezpiecznym ("sakramenty nie wnoszą
                                  niczego do myślenia").
                                  Ja pytam na jakiej podstawie sądzisz, że nóż nie jest narzędziem niebezpiecznym
                                  i wyrażam przekonanie, że popełniasz błąd ("Dlaczego twierdzisz, że sakramenty
                                  "niczego nie wnoszą do myślenia"? Moim zdaniem popełniasz błąd").
                                  Ty próbujesz kpić i sugerujesz, że jest niebezpieczny, bo można go stracić
                                  ("Rozumiem, że wg. Ciebie sakramenty coś wnoszą do myślenia. Np. logikę?")
                                  Ja odpowiadam, że nie dlatego jest niebezpieczny, że może być skradziony,
                                  jednocześnie wskazując, że nie odpowiedziałaś na moje pytanie (Owszem - wnoszą
                                  coś do myślenia, choć bynajmniej nie logikę. A ty nie odpowiedziałaś na moje
                                  pytanie.)
                                  Ty sugerujesz, że rzeczywiście - nie chodzi o możliwość skradzenia, tylko o to,
                                  że można go przerobić na lemiesz i wówczas nie będzie czym chleba kroić! ("Masz
                                  rację. Wnoszą intuicje. Intuicyjnie rozumiesz, że coś jest nie tak. I żadne
                                  logiczne wywody Cię nie przekonają"). Jednocześnie pytasz na jakie pytanie nie
                                  odpowiedziałaś.
                                  Ja odpowiadam, że nóż i materiał, z którego jest wykonany to dwa osobne
                                  zagadnienia, a niebezpieczeństwo noża związane jest z ty, iż można nim zabić
                                  człowieka ("Intuicja i myślenie to dwa odrębne światy. Sakramenty wnoszą do
                                  myślenia świadomość, że jest się we wspólnocie z Bogiem"). Przy okazji
                                  przypominam ci wcześniejsze pytanie.
                                  Ty starasz się odpowiedzieć na pytanie dlaczego nie uważasz noża za narzędzie
                                  niebezpieczne pisząc, że zabić można maczugą lub bronią palną ("Świadomość, że
                                  się jest we wspólnocie z Bogiem daje rozmowa z nim i czytanie ze zrozumieniem
                                  przypowieści Jezusa", "Bo do myślenia wnosi praca nad sobą"). Jednocześnie
                                  stwierdzasz, że nie potrzeba niczego więcej, żeby zabić człowieka, a na pewno
                                  nie noża ("Niczego więcej nie trzeba. A na pewno nie trzeba sakramentów").

                                  I w związku z tym ponawiam moją diagnozę: nawet nie spróbowałaś udowodnić, że
                                  nóż nie jest narzędziem niebezpiecznym ("nie próbowałaś wykazać, że sakramenty
                                  nie wnoszą niczego do myślenia")! Wskazanie, że są inne narzędzia niebezpieczne
                                  nie zmienia faktu, że nóż jest narzędziem niebezpiecznym.


                                  > Przykład z innym zwierzątkiem powyżej ;))). Supaari skarbie nie
                                  > używaj takich określeń jak " znów to samo ". To negatywne myślenie.
                                  > Postaraj się myśleć pozytywnie. Będziesz miał mniej problemów ze
                                  > stresem ;))).

                                  To nie jest negatywne myślenie, tylko wskazanie, że takiego wróbla jak ja nie da
                                  się nabrać na plewy rodem z twojej głowy.

                                  > Jeśli będzie mi on potrzebny do czegokolwiek dlaczego mam go
                                  > nadużywać? Ochrzcić to ja sie mogę tylko raz, jeśli co do osób
                                  > dokonujących chrztu nie będę mieć żadnych obiekcji. Tak przyjął
                                  > chrzest Jezus i tak przyjmowali pierwsi chrzescijanie. No i na tym
                                  > się skończyło, bo później udzielający chrztu byli grzesznikami. A
                                  > nawet wcale mogę nie przyjąć tego sakramentu. I tak będę we
                                  > wspólnocie z Bogiem.

                                  Nie odpowiedziałaś na pytanie. Najpierw pieprzysz głupoty, a później od nich
                                  uciekasz. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak robił.

                                  > Widzisz Supaari nikt się nie ochrzcił sam, tylko przyjął chrzest z
                                  > rąk lepszych od siebie lub równych sobie. Nikt nigdy chrztu nie
                                  > przyjął od gorszych od siebie grzeszników. To byłaby profanacja. Ale
                                  > gdy KK wypaczył religię tak się stało. Ale to już nie religia Jezusa.

                                  Prosiłem cię jedynie, żebyś pokazała przykład. Nie byłaś w stanie i jasno to
                                  przyznałaś. Szacunek! Ale nie oceniaj cudzego życia i nie twierdź, że "nikt
                                  nigdy...". Przede wszystkim dlatego, że to Jan ochrzcił Jezusa, choć nie był mu
                                  godzien rozwiązać rzemyka od sandałów. Po drugie dlatego, że bijąc się w cudze
                                  piersi stawiasz się na pozycji faryzeusza z przypowieści o faryzeuszu i celniku.


                                  > Supaari, co z Tobą? Ja domniemywam, że jesteś lepszy niż piszesz,
                                  > ale nie mam jak tego wykazać, bo jako osoby Cię nie znam. Dlaczego
                                  > tak bardzo nie ufasz ludziom i doszukujesz sie w nich zła?

                                  W kim doszukuję się zła? W tobie? Tłumacząc, że uważasz, iż piszę nieprawdę o
                                  sobie, ale nie możesz udowodnić tego? Przecież to proste wytłumaczenie twych
                                  własnych słów.

                                  > > To o czyjej mentalności pisałaś w kontekście historyjki o ojcu?
                                  >
                                  > Autora historyjki ;)

                                  Czyli moim, gdyż to ja jestem autorem historyjki. Znikąd jej nie skopiowałem,
                                  nie popełniłem plagiatu... Piszesz o mojej mentalności.
                                  • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 02.09.08, 11:40
                                    supaari napisał:

                                    > To jest twój komentarz do mojego zarzutu, że nawet nie próbowałaś
                                    wykazać, że > sakramenty nie powodują powstania świadomości
                                    wspólnoty z Bogiem. Jest > całkowicie nie na temat. Ale skoro
                                    zadajesz pytanie, na które już ci > odpowiedziałem, to ponowię,
                                    żebyś zapamiętała: TAK. TAK! TAK!!!

                                    Ależ sakramenty powodują powstawanie świadomości wspólnoty z Bogiem.
                                    Każdy sakrament, to ze strony wierzącego ostrzeżenie: " Bóg jest ze
                                    mną ". To grzech pychy i prawdziwa przyczyna wojen religijnych. Czy
                                    jest więc o co się sprzeczać, skoro sakramenty są przyczyną
                                    powstawania patologii w religii miłości bliźniego?

                                    >> Dziecko. Sprawdź naszą dyskusję i spójrz krytycznie na własne
                                    słowa! Posłużę si> ę > inną analogią...
                                    > Ty twierdzisz, że nóż nie jest narzędziem niebezpiecznym
                                    ("sakramenty nie wnosz> ą > niczego do myślenia").
                                    > Ja pytam na jakiej podstawie sądzisz, że nóż nie jest narzędziem
                                    niebezpiecznym > i wyrażam przekonanie, że popełniasz błąd
                                    ("Dlaczego twierdzisz, że sakramenty > "niczego nie wnoszą do
                                    myślenia"? Moim zdaniem popełniasz błąd").

                                    Analogia z nożem ciekawa. Nóż w ręku człowieka odpowiedzialnego nie
                                    jest narzędziem niebezpiecznym, a pożytecznym. No to teraz znajdź mi
                                    ludzi odpowiedzialnych w KK. Sakramenty mogą być pożyteczne. Ale
                                    tylko pod jednym warunkiem. W KK nie ma ludzi nieodpowiedzialnych. A
                                    doskonale wiemy, że to nieprawda. Dlatego sakramenty owszem i wnoszą
                                    ale patologię i usprawiedliwienie dla patologii. Tak samo jak nóż w
                                    rękach zabójcy wnosi patologię, a prawo usprawiedliwienie dla tejże
                                    patologii: bo sprawca był niepoczytalny...Tak samo kler
                                    usprawiedliwia patologię w KK posłannictwem od Boga. Każda patologia
                                    w imię hasła " Bóg jest z nami " jest usprawiedliwiona.

                                    > Ty próbujesz kpić i sugerujesz, że jest niebezpieczny, bo można go
                                    stracić > ("Rozumiem, że wg. Ciebie sakramenty coś wnoszą do
                                    myślenia. Np. logikę?")

                                    Strasznie to pogmatwałeś. Co ja myśle na temat noża masz napisane
                                    powyżej. Co do zabicia człowieka. O i tu jest ciekawe rozumowanie.
                                    Pewien mój znajomy dostał rentę inwalidzką na podstawie
                                    niepoczytalności, bo pozwolenia na broń nie dostał, jako, że jest
                                    niepoczytalny. Aby zabrać mu rentę trzeba dać mu pozwolenie na broń,
                                    ale dalej nie wiadomo czy poczytalny będzie ;))). No i tak wygląda
                                    przecedzanie komara, a połykanie wielbłąda, bo on niekoniecznie
                                    kogoś musi zabić z broni palnej. Równie dobrze może użyć noża. A
                                    nawet niczego używać nie musi, bo w chwili niepoczytalnosci może
                                    kogoś udusić gołymi rękami. Sam więc przyznasz, że jesli przyjmiemy,
                                    że zabójstwo z broni palnej czy przy użyciu noża to sakrament to
                                    czym jest uduszenie gołymi rękami? Modlitwą i rozmową z Bogiem.
                                    Skutek ten sam. No więc pytam: do czego potrzebny Ci sakrament?
                                    Istnieje do tego niebezpieczeństwo, że pod wpływem sakramentu nie
                                    myślisz samodzielnie, a rozmawiając z Bogiem - samodzielnie myślisz.
                                    Myśląc samodzielnie na pewno będziesz lepszym człowiekiem niż
                                    uczestnicząc w myśleniu grupowym.
                                    Acha, nie odnoś tego do siebie. Ty to nie Ty ;))). To tylko taka
                                    dygresyjka. Zamiast Ty może być ja.

                                    > I w związku z tym ponawiam moją diagnozę: nawet nie spróbowałaś
                                    udowodnić, że > nóż nie jest narzędziem niebezpiecznym ("nie
                                    próbowałaś wykazać, że sakramenty > nie wnoszą niczego do
                                    myślenia")! Wskazanie, że są inne narzędzia niebezpieczne
                                    > nie zmienia faktu, że nóż jest narzędziem niebezpiecznym.

                                    Udowodniłam Ci, że sakrament jest narzędziem niebezpiecznym ze
                                    względu na myślenie grupowe. Sakrament w przypadku rządów ekspertów
                                    opartych na miłości bliźniego narzędziem niebezpiecznym by nie był i
                                    naprawdę wnosiłby wiele do religii. W przypadku marketingu i
                                    manipulacji wnosi patologię.

                                    > To nie jest negatywne myślenie, tylko wskazanie, że takiego wróbla
                                    jak ja nie d> a > się nabrać na plewy rodem z twojej głowy.

                                    Jak na razie to Ty nabierasz sie na plewy rodem z Twojej głowy.
                                    Walczysz z własnymi argumentami...

                                    > Nie odpowiedziałaś na pytanie. Najpierw pieprzysz głupoty, a
                                    później od nich > uciekasz. Nie chciałbym, żeby ktokolwiek tak robił.

                                    Od niczego nie uciekam. To raczej Ty nie rozumiesz moich odpowiedzi.
                                    Pytaj, bo wiesz, że odpowiem. Nie musisz odwoływać sie do swojej
                                    wiedzy o świecie. Raczej o niej zapomnij. Odwołując się do swojej
                                    wiedzy o świecie - odwołujesz sie do tego co wiesz o ludziach,
                                    których znasz. O ludziach ale nie o mnie. Zapomnij o tym. Wtedy
                                    łatwiej pojmiesz, co ja piszę. Rozmawiaj ze mną, a nie z Twoim
                                    obrazem mojej osoby.

                                    > Prosiłem cię jedynie, żebyś pokazała przykład. Nie byłaś w stanie
                                    i jasno to > przyznałaś. Szacunek! Ale nie oceniaj cudzego życia i
                                    nie twierdź, że "nikt > nigdy...".

                                    Nikt nigdy sie nie ochrzcił sam. Jezusa ochrzcił Jan, ale to Jezus
                                    go wybrał.

                                    Przede wszystkim dlatego, że to Jan ochrzcił Jezusa, choć nie był mu
                                    > godzien rozwiązać rzemyka od sandałów.

                                    Jan był bardzo skromnym człowiekiem. Jezus tak o nim nie myślał.
                                    Mało tego. Nie zapominaj, co zrobił Jezus, gdy umył nogi swoim
                                    uczniom. Pokazał pychę, która przyświeca tym, co chrzczą czy
                                    skromnosć i pokorę? Dlatego sakrament chrztu podobnie jak pozostałe
                                    poszedł w złym kierunku.

                                    Po drugie dlatego, że bijąc się w cudze > piersi stawiasz się na
                                    pozycji faryzeusza z przypowieści o faryzeuszu i celniku

                                    Udzielania sakramentów powinno sie zabronić ludziom pysznym. Bo to
                                    oni są faryzeuszami, a nie ci, co mają przyjąć sakramenty. To są
                                    celnicy. Więc jak sam widzisz, tu też jest wypaczenie nauki Jezusa.
                                    Ci co udzielają sakramentów powinni dopłacać, a nie na odwrót.

                                    > W kim doszukuję się zła? W tobie? Tłumacząc, że uważasz, iż piszę
                                    nieprawdę o > sobie, ale nie możesz udowodnić tego? Przecież to
                                    proste wytłumaczenie twych > własnych słów.

                                    Nie tłumacz moich słów. Pytaj czy dobrze zrozumiałeś. Jak na razie
                                    rozumujesz niepoprawnie. To chyba wynika z Twojej niskiej samooceny.
                                    Nie wchodź w polemikę określeniami: " myślałem, że jesteś inna ".
                                    Nie myśl - pytaj. Myślenie, że ktoś jest inny niż jest to
                                    manipulacja i słuzy manipulacji.

                                    > Czyli moim, gdyż to ja jestem autorem historyjki. Znikąd jej nie
                                    skopiowałem, > nie popełniłem plagiatu... Piszesz o mojej
                                    mentalności.

                                    To już było tłumaczone ;))). Piszę o mentalności Supaari jako autora
                                    historyjki, a nie Marka - człowieka w realu. Nie myl tych pojęć. Nie
                                    identyfikuj siebie w realu z sobą w necie. Pisząc historyjkę Ty
                                    piszesz scenariusz, a ja moimi komentarzami ten scenariusz tylko
                                    rozbudowuję. Tak więc razem jesteśmy autorami Twojej historyjki, co
                                    nie zmienia faktu, że upierając sie przy założeniu, że w tej
                                    historyjce ojciec zmanipulował dziecko - popełniasz błąd. Dalsze
                                    szczegóły o tym że ojciec jest alkoholikiem sprawca przemocy i
                                    dziwkarzem tylko to potwierdzają .
    • piwi77 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 27.08.08, 22:06
      Czyli sakrament małżeństwa można powtarzać, widocznie charakteru nie
      wyciska.
      • opornik4 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 27.08.08, 22:58
        piwi77 napisał:

        > Czyli sakrament małżeństwa można powtarzać, widocznie charakteru
        nie
        > wyciska.

        Nie,nie mozna powtarzac.
        Nigdy tez nie jest powtarzanym.
        Zdarza sie czasem,iz ludzie sobie slubowali,
        ale sakrament nie zaistnial,z roznych przyczyn.
        Podobnie moze byc rowniez w przypadku Sakramentu Kaplanstwa.
        Gosc przyjmuje swiecenia,ale w sposob niewazny,czyli wystepuja
        przeszkody przyjecia tegoz sakramentu.
        W takich razach stwierdza sie niewaznosc przyjetych swiecen.

        PS.Prawo Kanoniczne posluguje sie specyficznym jezykiem,
        w podobny sposob jak Prawo Swieckie - czesto niezrozumialym
        dla laikow.
        • zuq1 jak to jest z małżeństwem? 28.08.08, 09:00
          "Zdarza sie czasem,iz ludzie sobie slubowali, ale sakrament nie
          zaistnial,z roznych przyczyn." - możesz to rozwinąć? Podobno ludzie
          teraz masowo unieważniają małżeństwa - takie "rozwody kościelne".
          Czy dla KRK małżeństwo zawarte w innym kościele chrześcijańskim jest
          małżeństwem?
          • opornik4 Re: jak to jest z małżeństwem? 29.08.08, 03:43
            zuq1 napisał:

            >Podobno ludzie
            > teraz masowo unieważniają małżeństwa - takie "rozwody kościelne".

            Nie uniewazniaja,ale wnosza o zbadanie - czy malzenstwo bylo waznie
            zawartym? Jezeli jedna ze stron zostala przed slubem oszukana,
            nie mozna mowic o waznosci sakramentu.
            Podobnie,jezeli ktos przystepujac do Sakramentu Pojednania,
            swiadomie zatai popelnione zlo lub nie ma zamiaru go naprawic
            - to co nazywamy absolucja,nie wystapi.

            > Czy dla KRK małżeństwo zawarte w innym kościele chrześcijańskim
            jest małżeństwem?

            Malzenstwem jest,ale za sakramentalne jest uznane przez Kk,
            tylko wtedy gdy zostanie zawarte w takim Kosciele,gdzie zwiazek
            dwojga osob (mezczyzny i kobiety)jest sakramentem.


      • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:22
        piwi77 napisał:

        > Czyli sakrament małżeństwa można powtarzać, widocznie charakteru nie
        > wyciska.

        Owszem, można. W przypadku wdowieństwa można zawszeć nowy sakramentalny związek
        małżeński.
        • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:38
          A pewnie. Rozwodów kościelnych nie ma, bo ludzie, którzy zawarają
          ślub kościelny są dojrzałymi chrześcijanami i codziennie dojrzewają
          w miłości do siebie. Gdyby tak było to do kościoła nie musieliby
          chodzić i sakrament pokuty przyjęliby tylko raz. Od tego czasu nad
          sobą by pracowali. Mylisz chrześcijan takich jakimi ich stworzył
          Jezus od takich, którzy są potomkami pogan.
          • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:43
            krytykantka07 napisała:

            > A pewnie. Rozwodów kościelnych nie ma, bo ludzie, którzy zawarają
            > ślub kościelny są dojrzałymi chrześcijanami i codziennie dojrzewają
            > w miłości do siebie. Gdyby tak było to do kościoła nie musieliby
            > chodzić i sakrament pokuty przyjęliby tylko raz. Od tego czasu nad
            > sobą by pracowali. Mylisz chrześcijan takich jakimi ich stworzył
            > Jezus od takich, którzy są potomkami pogan.

            Chodząca intuicjo, ja piszę o powtarzalności sakramentu małżeństwa, a ty o
            rozwodach. Niedostatki logiki?
            • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:48
              Chodząca logiko ;)
              Ty piszesz o niepowtarzalności sakramentu małżeństwa, a czemu służy
              rozwód kościelny? Powtarzalności sakramentu małżeństwa najczęsciej
              wynikającej z niedojrzałości do małżeństwa osoby ochrzczonej,
              bierzmowanej i przyjmującej inne powtarzalne sakramenty !
              • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:04
                krytykantka07 napisała:

                > Chodząca logiko ;)
                > Ty piszesz o niepowtarzalności sakramentu małżeństwa, a czemu służy
                > rozwód kościelny? Powtarzalności sakramentu małżeństwa najczęsciej
                > wynikającej z niedojrzałości do małżeństwa osoby ochrzczonej,
                > bierzmowanej i przyjmującej inne powtarzalne sakramenty !

                1. Nie ma rozwodów kościelnych, więc nie kłam.
                2. Powtarzalność sakramentu małżeństwa wynika jedynie z wdowieństwa.
                • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:22
                  supaari napisał:

                  > 1. Nie ma rozwodów kościelnych, więc nie kłam.

                  Rozumiem, że w Twoim kościele. U katolików ogólnie - są rozwody!
                  Nazywa się to unieważnienie małżeństwa. Skutek ten sam, bo można
                  zawrzeć drugie małzeństwo kościelne, a o to chodzi. Nawet znawca
                  Biblii Opornik napisała jakie warunki trzeba spełnić

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=83157609
                  > 2. Powtarzalność sakramentu małżeństwa wynika jedynie z
                  wdowieństwa.

                  Rozumiem, że w małżeństwach są ludzie emocjonalnie dojrzali.
                  Gratuluję. Czyli nie ma alkoholizmu, przemocy, niedojrzałości i
                  niechcianych ciąż pochodzących z gwałtów w małżeństwie. Nie ma zdrad
                  i jest tylko miłość bliźniego i szacunek oraz warunki życiowe na
                  odpowiednim poziomie. Masz rację. Z takiego małżeństwa tylko idiota
                  chciałby zrezygnować i jeszcze dopłacić, aby go ktoś rozwiódł.
                  No to dlaczego katolicy chcą unieważnienia ślubu kościelnego?



                  • raistek Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:29
                    Krytykantko, ale u katolikow wyglada taki 'rozwod koscielny' w ten sposob, ze
                    prawnik specjalizujacy sie w dziedzinach prawa kanonicznego udowadnia, ze
                    sakrament byl niewazny.

                    Prosty przyklad:
                    kobieta zdradza narzeczonego przed slubem (wiem jestem szowinista stad ten
                    przyklad :P) po czym przed oltarzem przysiega wiernosc, wiedzac ze dalej bedzie
                    zdradzac. Sakrament zawarty zostal niewazny - figuruje w dokumentacji krk, ale w
                    oczach Boga nigdy nie zaistnial. Taki prawnik ma za zadanie udowodnic, ze
                    sakrament byl niewazny.

                    Zawarcie 'kolejnego' slubu koscielnego jest wtedy mozliwe, bo poprzedni
                    sakrament nie zaistnial, o powtarzalnosci wiec nie ma mowy.

                    Skutek oczywiscie jest identyczny jak rozwodu cywilnego.
                    • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:45
                      Genialne! Tak mało wystarczy? A może w myśli do przysięgi
                      małżeńskiej trzeba dodać słowo : " nie " i będzie " nie ślubuję ".
                      Bóg będzie wiedział, że taki sakrament jest nieważny. Wtedy zawsze
                      można go powtórzyć z inną osobą. Że też kobiety, które były zmuszane
                      do małżeństwa na to nie wpadły. Aż szkoda, że dawniej forów nie było
                      i takich genialnych ludzi jak Ty! Zostań ksiedzem i nauczaj w ten
                      sposób, a zobaczysz ile będzie rozwodów kościelnych :P. Zapominasz o
                      tym, że kobieta nie jest wtedy w pełni dojrzałą chrześcijanką i
                      sakrament małżeństwa niczego nie zmieni.
                      • raistek Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 11:52
                        Po tym jak oficjalnie wystapilem z krk i odnotowali to w ksiedzie chrztu obawiam
                        sie, ze uzyskanie swiecen kaplanskich bedzie niemozliwe.

                        Zauwaz, ze nigdzie nie napisalem, ze zgadzam sie z rozumowaniem ktore prezentuje
                        tu krk, tez uwazam to za absurdalne. Nigdy nie przystapie do slubu koscielnego
                        bo uwazam to za bezsens, cywilny mi wystarczy, a i pieniedzy w kieszeni wiecej
                        zostanie.
                        • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 12:01
                          No i sam widzisz jakie absurdy są w tej religii ;). Ale gdyby umarła
                          Twoja żona to mógłbyś wstąpić do jakiegoś zakonu. Powiedziałbyś jak
                          Paweł z Tarsu, że to Jezus Cię oświecił. Wtedy tak jak tamten
                          faryzeusz rozłożyłbyś Kościół od wewnątrz ;))). Najpierw byłbyś
                          zakonnikiem, później księdzem. Wiesz, że Bóg czeka na każdego i w
                          każdej chwili może Cię oświecić :P.
                  • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 13:32
                    krytykantka07 napisała:

                    > supaari napisał:
                    >
                    > > 1. Nie ma rozwodów kościelnych, więc nie kłam.
                    >
                    > Rozumiem, że w Twoim kościele. U katolików ogólnie - są rozwody!
                    > Nazywa się to unieważnienie małżeństwa. Skutek ten sam, bo można
                    > zawrzeć drugie małzeństwo kościelne, a o to chodzi. Nawet znawca
                    > Biblii Opornik napisała jakie warunki trzeba spełnić
                    >
                    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=721&w=83157609

                    Powtarzam: nie ma rozwodów kościelnych. Jest możliwość unieważnienia, ale to nie
                    to samo. Jednak żeby zrozumieć różnicę trzeba posłużyć się logiką, a nie
                    intuicją, więc zapewne nie dasz rady...

                    > > 2. Powtarzalność sakramentu małżeństwa wynika jedynie z
                    > wdowieństwa.
                    >
                    > Rozumiem, że w małżeństwach są ludzie emocjonalnie dojrzali.
                    > Gratuluję. Czyli nie ma alkoholizmu, przemocy, niedojrzałości i
                    > niechcianych ciąż pochodzących z gwałtów w małżeństwie. Nie ma zdrad
                    > i jest tylko miłość bliźniego i szacunek oraz warunki życiowe na
                    > odpowiednim poziomie. Masz rację. Z takiego małżeństwa tylko idiota
                    > chciałby zrezygnować i jeszcze dopłacić, aby go ktoś rozwiódł.
                    > No to dlaczego katolicy chcą unieważnienia ślubu kościelnego?

                    Odbiegasz od tematu. Bez względu na to jak wygląda małżeństwo - jeśli jest
                    zawarte w sposób właściwy, według KK jest nierozerwalne. I choćbyś całą swą
                    intuicję zaprzęgła do roboty - nie zmienisz tego.
                    • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 14:12
                      supaari napisał:

                      > Powtarzam: nie ma rozwodów kościelnych. Jest możliwość
                      unieważnienia, ale to ni> e > to samo. Jednak żeby zrozumieć różnicę
                      trzeba posłużyć się logiką, a nie > intuicją, więc zapewne nie dasz
                      rady...

                      Ja powtarzam: nie ma możliwości i nie ma potrzeby unieważniania
                      małżeństw, w których jest miłość bliźniego. Zapewniam Cię, że gdyby
                      było takie jak mówił Jezus -nikt by mnie nie rozwiódł, bo takiej
                      potrzeby by nie było. Gdyby było takie jak mówił Paweł sama bym się
                      rozwiodła, gdybym zobaczyła, że w moim małżeństwie nie ma miłości
                      bliźniego.

                      > Odbiegasz od tematu. Bez względu na to jak wygląda małżeństwo -
                      jeśli jest > zawarte w sposób właściwy, według KK jest
                      nierozerwalne. I choćbyś całą swą > intuicję zaprzęgła do roboty -
                      nie zmienisz tego.

                      Nie ma określenia : " bez względu ". Wiadomo jakie ma być to
                      małżeństwo. Jeśli jednak dopuścimy grzech i sakrament pokuty to
                      trzeba dopuścić rozerwalność małżeństwa! Zamiast sakramentu pokuty -
                      ekskomunika! Wtedy nie będzie innych ślubów niż cywilne.

                      • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 12:37
                        krytykantka07 napisała:


                        > Ja powtarzam: nie ma możliwości i nie ma potrzeby unieważniania
                        > małżeństw, w których jest miłość bliźniego. Zapewniam Cię, że gdyby
                        > było takie jak mówił Jezus -nikt by mnie nie rozwiódł, bo takiej
                        > potrzeby by nie było. Gdyby było takie jak mówił Paweł sama bym się
                        > rozwiodła, gdybym zobaczyła, że w moim małżeństwie nie ma miłości
                        > bliźniego.

                        1. Ona i on. Są już razem od 3 lat. Kochają się wzajemnie baaardzo, można
                        powiedzieć, że między nimi jest "miłość bliźniego" (zgodnie z twoim warunkiem).
                        Mały szkopuł - on 3 lata temu pozostawił żonę z dwójką dzieci. Nowe "małżeństwo"
                        jest twym zdaniem ważne i nie ma ani potrzeby, ani możliwości uznania, że jest
                        nieważne?
                        2. Jezus o małżeństwie mówił jednie, że jest nierozerwalne dając (wg Mateusza)
                        wyjątek związkom bezprawnym. O zasadach życia domowego więcej napisał Paweł (np.
                        w 3. rozdziale Listu do Galatów). Jak rozumiem nie lubisz sytuacji, w której mąż
                        ma miłować żonę i nie być dla niej przykrym? A może nie podoba ci się wezwanie
                        skierowane do zon, by były poddane mężom? W zasadzie nie podobają ci się zapewne
                        oba wezwania, gdyż jedynie ich łączne spełnienie można określić mianem
                        małżeństwa takiego, "jak mówił Paweł".

                        > > Odbiegasz od tematu. Bez względu na to jak wygląda małżeństwo -
                        > jeśli jest > zawarte w sposób właściwy, według KK jest
                        > nierozerwalne. I choćbyś całą swą > intuicję zaprzęgła do roboty -
                        > nie zmienisz tego.
                        >
                        > Nie ma określenia : " bez względu ". Wiadomo jakie ma być to
                        > małżeństwo. Jeśli jednak dopuścimy grzech i sakrament pokuty to
                        > trzeba dopuścić rozerwalność małżeństwa! Zamiast sakramentu pokuty -
                        > ekskomunika! Wtedy nie będzie innych ślubów niż cywilne.
                        >

                        Otóż znów bredzisz. Otóż właśnie jeśli dopuścimy sakrament pokuty, dopuszczamy
                        możliwość naprawienia życia (w tym małżeństwa). Jeśli dopuszczamy rekoncyliację
                        stoimy na gruncie nauki Jezusa.
                        • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 14:16
                          supaari napisał:

                          > 1. Ona i on. Są już razem od 3 lat. Kochają się wzajemnie
                          baaardzo, można > powiedzieć, że między nimi jest "miłość bliźniego"
                          (zgodnie z twoim warunkiem). > Mały szkopuł - on 3 lata temu
                          pozostawił żonę z dwójką dzieci. Nowe "małżeństwo > " > jest twym
                          zdaniem ważne i nie ma ani potrzeby, ani możliwości uznania, że jest
                          > nieważne?

                          Piękny przykład ale o czymś zapomniałeś. Mówimy o religii
                          chrześcijańskiej. On zostawił żonę i dzieci. A on tego zrobić nie
                          miał prawa. Jeżeli rozumie naukę Jezusa, to dlaczego w jego
                          poprzedniej rodzinie nie było miłości bliźniego?
                          Nie miał prawa ot tak dla kaprysu zostawić dzieci i płacić im tylko
                          alimenty. Nie jest chrześcijaninem takim jak powinien być i nic tego
                          nie zmieni. Jego drugie małżeństwo nie jest ważne, bo to on zostawił
                          rodzinę. No i do tego teraz ją okrada. Chyba mi nie powiesz, że jego
                          partnerka utrzymuje go, a on daje byłej żonie tyle samo pieniędzy,
                          co do tej pory i z dziećmi spędza tyle samo czasu? Religia Jezusa
                          mówi o odpowiedzialności. W jego przypadku odpowiedzialności za
                          rodzinę - nie ma. Zamiast nad sobą pracowac i nad własną rodziną -
                          zostawił ją. Więc skazał ją na gorsze niż do tej pory życie. Nie ma
                          dla niego usprawiedliwienia. W sytuacji gdy bierze ślub kościelny -
                          o tym wie. W sytuacji gdy przyjmuje chrzest jako dorosły człowiek -
                          też wie. W sytuacji, gdy się nawraca - wie na pewno, więc gdy się
                          nawraca to wraca do rodziny.

                          > 2. Jezus o małżeństwie mówił jednie, że jest nierozerwalne dając
                          (wg Mateusza)> wyjątek związkom bezprawnym.

                          Chyba coś pomieszałeś. Jezus mówił o świadomych ludziach, bo tylko
                          tacy mieli wyznawać Jego naukę. Więc mowy o związkach bezprawnych
                          nie było.

                          >O zasadach życia domowego więcej napisał Paweł (np> . > w 3.
                          rozdziale Listu do Galatów). Jak rozumiem nie lubisz sytuacji, w
                          której mą> ż> ma miłować żonę i nie być dla niej przykrym? A może
                          nie podoba ci się wezwanie > skierowane do zon, by były poddane
                          mężom? W zasadzie nie podobają ci się zapewn> e oba wezwania, gdyż
                          jedynie ich łączne spełnienie można określić mianem > małżeństwa
                          takiego, "jak mówił Paweł".

                          Oczywiście, że nie podoba mi się bełkot Pawła. Dlaczego coś trzeba
                          dodawać do miłości bliźniego i odpowiedzialności za rodzinę? Komu
                          potrzebne było jakieś tam wezwanie i do tego w kontekście
                          przypomnienia grzechu pierworodnego? Tym samym Paweł z Tarsu
                          pokazał, że nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Zero nakazów i
                          zakazów i tylko dobrowolne wyznawanie tej religii i praca nad sobą.

                          > Otóż znów bredzisz. Otóż właśnie jeśli dopuścimy sakrament pokuty,
                          dopuszczamy > możliwość naprawienia życia (w tym małżeństwa). Jeśli
                          dopuszczamy rekoncyliację > stoimy na gruncie nauki Jezusa.

                          Nie ma możliwości naprawiania życia, którego naprawiać nie trzeba. O
                          tym mówił Jezus. Od tego trzeba wyjśc jeśli chodzi o Jego naukę. A w
                          małżeństwie najważniejsza jest szczerość, ale przede wszystkim
                          szczerość wobec samego siebie. Jeśli ktoś się okłamuj to okłamuje i
                          innych i szuka dla siebie usprawiedliwienia. Temu służy sakrament
                          pokuty. Tak naprawdę dzięki niemu okłamuje się Boga.

                          To co poniżej nie odnosi się do Ciebie, ale już nie chce mi się
                          poprawiać. Taki mam styl pisania, że adresuję do rozmówcy, ale nie
                          mam jego na myśli. Tak jest mi łatwiej przekonywać. Za kazdym razem
                          piszę o hipotetycznej sytuacji odnosząc sie do rozmówcy, a nie do
                          mojej o nim wiedzy. Pozwolisz, że tak będę pisać

                          Zapominasz, że nie z daną osobą zawarłeś umowę tylko z Bogiem. I co?
                          Chcesz mu tłumaczyć, że umowy nie dotrzymasz, bo Ci się odwidziało?
                          To dlaczego Go okłamywałeś, że nad sobą będziesz pracował?
                          Zapamiętaj. Łamiąc umowy nawet nie pisane Ty nie okłamujesz
                          bliźniego. Okłamujesz przede wszystkim Boga, bo właśnie w bliźnim
                          masz zobaczyć Boga. Zapamiętaj też jedno " umysł, który raz się
                          otworzy na nowe idee już nigdy nie powróci do poprzednich
                          rozmiarów ". To znaczy tylko tyle: jeśli pokochałeś Boga to Jego nie
                          potrafisz oszukać wmawiając sobie, że oszukujesz bliźniego. Nie
                          potrafisz w ten sposób myśleć. Dlatego sakrament pokuty nie będzie
                          Ci potrzebny. I dlatego niczego naprawiał nie będziesz, bo niczego
                          nie zepsujesz. Zanim zepsujesz - pomyślisz. A grzeszy się już myślą.

                          • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 15:17
                            krytykantka07 napisała:

                            >
                            > Piękny przykład ale o czymś zapomniałeś. Mówimy o religii
                            > chrześcijańskiej. On zostawił żonę i dzieci. A on tego zrobić nie
                            > miał prawa. Jeżeli rozumie naukę Jezusa, to dlaczego w jego
                            > poprzedniej rodzinie nie było miłości bliźniego?
                            > Nie miał prawa ot tak dla kaprysu zostawić dzieci i płacić im tylko
                            > alimenty. Nie jest chrześcijaninem takim jak powinien być i nic tego
                            > nie zmieni. Jego drugie małżeństwo nie jest ważne, bo to on zostawił
                            > rodzinę. No i do tego teraz ją okrada. Chyba mi nie powiesz, że jego
                            > partnerka utrzymuje go, a on daje byłej żonie tyle samo pieniędzy,
                            > co do tej pory i z dziećmi spędza tyle samo czasu? Religia Jezusa
                            > mówi o odpowiedzialności. W jego przypadku odpowiedzialności za
                            > rodzinę - nie ma. Zamiast nad sobą pracowac i nad własną rodziną -
                            > zostawił ją. Więc skazał ją na gorsze niż do tej pory życie. Nie ma
                            > dla niego usprawiedliwienia. W sytuacji gdy bierze ślub kościelny -
                            > o tym wie. W sytuacji gdy przyjmuje chrzest jako dorosły człowiek -
                            > też wie. W sytuacji, gdy się nawraca - wie na pewno, więc gdy się
                            > nawraca to wraca do rodziny.

                            Zapytuję jeszcze raz: ważny czy nieważny związek? Krótko proszę! Bez wodolejstwa.


                            > > 2. Jezus o małżeństwie mówił jednie, że jest nierozerwalne dając
                            > (wg Mateusza)> wyjątek związkom bezprawnym.
                            >
                            > Chyba coś pomieszałeś. Jezus mówił o świadomych ludziach, bo tylko
                            > tacy mieli wyznawać Jego naukę. Więc mowy o związkach bezprawnych
                            > nie było.

                            Patrz powyższy przykład! Czy "nowa żona" jest żoną tego bigamisty? BTW - cwanie
                            się urządził!!! Teraz możesz wnioskować, że go podziwiam, że uważam, iż należy
                            go naśladować itp.

                            >
                            > Oczywiście, że nie podoba mi się bełkot Pawła. Dlaczego coś trzeba
                            > dodawać do miłości bliźniego i odpowiedzialności za rodzinę? Komu
                            > potrzebne było jakieś tam wezwanie i do tego w kontekście
                            > przypomnienia grzechu pierworodnego? Tym samym Paweł z Tarsu
                            > pokazał, że nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Zero nakazów i
                            > zakazów i tylko dobrowolne wyznawanie tej religii i praca nad sobą.

                            Stwierdziłaś, że "gdyby było takie jak mówił Paweł sama bym się rozwiodła,
                            gdybym zobaczyła, że w moim małżeństwie nie ma miłości
                            bliźniego". Pokazałem ci jakie wg Pawła ma być małżeństwo. Ono ci się nie
                            podoba? Uważasz, że nie ma w nim miłości?


                            > Nie ma możliwości naprawiania życia, którego naprawiać nie trzeba. O
                            > tym mówił Jezus. Od tego trzeba wyjśc jeśli chodzi o Jego naukę. A w
                            > małżeństwie najważniejsza jest szczerość, ale przede wszystkim
                            > szczerość wobec samego siebie. Jeśli ktoś się okłamuj to okłamuje i
                            > innych i szuka dla siebie usprawiedliwienia. Temu służy sakrament
                            > pokuty. Tak naprawdę dzięki niemu okłamuje się Boga.

                            Kochanie... Napisałaś: "jeśli jednak dopuścimy grzech i sakrament pokuty to
                            trzeba dopuścić rozerwalność małżeństwa". Wykazałem, że to absurd. Dopuszczenie
                            pokuty to możliwość naprawienia; z dopuszczenia pokuty nie wynika dopuszczenie
                            rozerwalności małżeństwa. BRE-DZI-ŁAŚ!


                            > Zapominasz, że nie z daną osobą zawarłeś umowę tylko z Bogiem. I co?
                            > Chcesz mu tłumaczyć, że umowy nie dotrzymasz, bo Ci się odwidziało?
                            > To dlaczego Go okłamywałeś, że nad sobą będziesz pracował?
                            > Zapamiętaj. Łamiąc umowy nawet nie pisane Ty nie okłamujesz
                            > bliźniego. Okłamujesz przede wszystkim Boga, bo właśnie w bliźnim
                            > masz zobaczyć Boga. Zapamiętaj też jedno " umysł, który raz się
                            > otworzy na nowe idee już nigdy nie powróci do poprzednich
                            > rozmiarów ". To znaczy tylko tyle: jeśli pokochałeś Boga to Jego nie
                            > potrafisz oszukać wmawiając sobie, że oszukujesz bliźniego. Nie
                            > potrafisz w ten sposób myśleć. Dlatego sakrament pokuty nie będzie
                            > Ci potrzebny. I dlatego niczego naprawiał nie będziesz, bo niczego
                            > nie zepsujesz. Zanim zepsujesz - pomyślisz. A grzeszy się już myślą.
                            >

                            Moja droga, skąd pomysł, że zakładam, iż będę łamał umowy? Skąd pomysł, że nie
                            pracuję nad sobą? Czy Bóg nakłada na człowieka ciężar, którego sam nie ma ochoty
                            nosić?
                            • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 17:23
                              supaari napisał:

                              > Zapytuję jeszcze raz: ważny czy nieważny związek? Krótko proszę!
                              Bez wodolejstw> a.

                              Oczywiście, że nieważny. Dlaczego? napisałam.

                              > Patrz powyższy przykład! Czy "nowa żona" jest żoną tego bigamisty?

                              Nie jest żoną. W oczach Boga na pewno nie. Zresztą on w oczach Boga
                              nie jest chrześcijaninem, a ona chrześcijanką. Aby byli szczęśliwi
                              ktoś musi cierpieć. Tak chrześcijaninowi myśleć nie wolno. Ta
                              religia jednak czegoś wymaga.

                              BTW - cwanie > się urządził!!! Teraz możesz wnioskować, że go
                              podziwiam, że uważam, iż należy > go naśladować itp.

                              No wiesz, cwanie to on się nie urządził, bo stracił niebo. I on o
                              tym wie. Inna sprawa jeśli w niebo nie wierzy.

                              > Stwierdziłaś, że "gdyby było takie jak mówił Paweł sama bym się
                              rozwiodła, > gdybym zobaczyła, że w moim małżeństwie nie ma miłości
                              > bliźniego". Pokazałem ci jakie wg Pawła ma być małżeństwo. Ono ci
                              się nie > podoba? Uważasz, że nie ma w nim miłości?

                              Oczywiście, że nie ma miłości bliźniego w małżeństwach, o jakich
                              mówi Paweł. W miłości i małżeństwie nie ma nakazów i zakazów dlatego
                              dobierają sie osoby, które sie uzupełniają. A później codziennie
                              wzrastają w miłości do siebie i Boga. Jak mogą być nakazy i zakazy u
                              chrześcijan skoro ich postępowanie jest wynikiem miłości bliźniego.
                              Nie ma podległości i osoby sprawującej władzę. To wyklucza miłość.
                              Takie coś to w sektach, a nie w religiach. Bóg, który jednakowo nie
                              traktuje facetów i kobiet to nie Bóg tylko bożek sekty. Nie ma
                              żadnej zasługi faceta w tym, że jest facetem, ani żadnej winy
                              kobiety w tym, że jest kobietą. Tylko sekciarze tego nie pojmują...

                              > Kochanie... Napisałaś: "jeśli jednak dopuścimy grzech i sakrament
                              pokuty to > trzeba dopuścić rozerwalność małżeństwa". Wykazałem, że
                              to absurd. Dopuszczenie > pokuty to możliwość naprawienia; z
                              dopuszczenia pokuty nie wynika dopuszczenie > rozerwalności
                              małżeństwa. BRE-DZI-ŁAŚ!

                              Skarbie, jeśli dopuścimy grzech i sakrament pokuty to dopuścimy
                              odstępstwo od nauk Jezusa. Kościoła Jezusowego bramy piekielne miały
                              nie przemóc, czyli grzech nie miał do niego dostępu. Jeśli jest
                              grzech, to jakie znaczenie ma wtedy nierozerwalność małżeństwa?
                              Tylko takie, że kogoś zmuszasz aby był męczennikiem za nieswoje
                              poglądy. Jeden grzech i tak zastępujesz innym i to z tej samej puli
                              i takiego samego kalibru. Chrześcijanie w małżeństwie to ludzie
                              dojrzali emocjonalnie więc nie grzeszą.

                              > Moja droga, skąd pomysł, że zakładam, iż będę łamał umowy? Skąd
                              pomysł, że nie > pracuję nad sobą? Czy Bóg nakłada na człowieka
                              ciężar, którego sam nie ma ochot> y > nosić?

                              Bóg nie nakłada na człowieka żadnego ciężaru. Ciężar nakładają inni
                              ludzie. Jeśli każdy obieca Bogu i dotrzyma obietnicy to małżeństwo
                              będzie nierozerwalne. Jeśli dopuścimy grzech czyli łamanie umowy z
                              Bogiem, to nie można sie upiearć przy nierozerwalności małżeństwa.
                              Ono i tak nie będzie święte. A tylko takie ma być! Komu potrzebne
                              jest małżeństwo chrześcijanki z poganinem, który nie zamierza sie
                              nawrócić? Dlaczego chrześcijanka w imię nieswoich poglądów ma
                              ryzykowac własne zdrowie i życie, tylko dlatego, że w oczach KK jej
                              mąż jest katolikiem i do Kościóła należy? Dlaczego z takiego związku
                              mają rodzić sie dzieci? To nie jest małżeństwo, które uznał Bóg, bo
                              mąż zakpił sobie z Boga i dobrze o tym wiedział. Dlatego z takiego
                              małżeństwa dzieci ma nie być. Jest ono nieważne w oczach Boga.

                              • supaari Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 31.08.08, 14:05
                                krytykantka07 napisała:

                                > Oczywiście, że nieważny. Dlaczego? napisałam.

                                I masz prosty przykład nieważności małżeństwa w KK.

                                > Nie jest żoną. W oczach Boga na pewno nie. Zresztą on w oczach Boga
                                > nie jest chrześcijaninem, a ona chrześcijanką. Aby byli szczęśliwi
                                > ktoś musi cierpieć. Tak chrześcijaninowi myśleć nie wolno. Ta
                                > religia jednak czegoś wymaga.

                                Boże prawo obowiązuje nie tylko chrześcijan, choć łatwo mogę przyznać, że
                                niechrześcijanie będą traktowani łagodniej na sądzie. Dodatkowo jak możesz
                                oceniać ją, skoro nie wiesz czy nie została wprowadzona w błąd??!! Masz tu
                                ewidentną sytuację uznania przez KK związku za nieważny. Nie jest to rozwód! Oni
                                byli szczęśliwi, była "między nimi miłość bliźniego" (twój warunek!!!), ale od
                                samego początku związek był bezprawny! Był nierządny!

                                > No wiesz, cwanie to on się nie urządził, bo stracił niebo. I on o
                                > tym wie. Inna sprawa jeśli w niebo nie wierzy.

                                Hihihihi... A skąd pewność, że wie? Może przy okazji jest ateistą, który w życie
                                wieczne nie wierzy, a świadectwo chrztu sfałszował? Miał ochotę na panienkę,
                                okazała się "twardą sztuką", to uwiódł ją "na małżeństwo".

                                > Oczywiście, że nie ma miłości bliźniego w małżeństwach, o jakich
                                > mówi Paweł. W miłości i małżeństwie nie ma nakazów i zakazów dlatego
                                > dobierają sie osoby, które sie uzupełniają. A później codziennie
                                > wzrastają w miłości do siebie i Boga. Jak mogą być nakazy i zakazy u
                                > chrześcijan skoro ich postępowanie jest wynikiem miłości bliźniego.

                                Jakie nakazy i zakazy? Nie żartuj! Poczytaj Ewangelię!

                                > Nie ma podległości i osoby sprawującej władzę. To wyklucza miłość.
                                > Takie coś to w sektach, a nie w religiach. Bóg, który jednakowo nie
                                > traktuje facetów i kobiet to nie Bóg tylko bożek sekty. Nie ma
                                > żadnej zasługi faceta w tym, że jest facetem, ani żadnej winy
                                > kobiety w tym, że jest kobietą. Tylko sekciarze tego nie pojmują...

                                Dziecinko, pisałaś, że Pawłowy model małżeństwa jest dla ciebie nie do
                                przyjęcia. Za Pawłowy model uważam sytuację, w której żona jest poddana mężowi,
                                a mąż miłuje żonę i nie jest dla niej przykrym. Jeśli uważasz, że taka sytuacja
                                jest niewłaściwa z powodu "poddaństwa", to znaczy, iż akceptujesz jednostronną
                                miłość i dbałość ze strony męża. Jeśli jednak akceptujesz ową miłość i dbałość,
                                i uważasz ją za właściwą, to co ci szkodzi być poddaną miłującemu? Czy równie
                                ochoczo będziesz walczyć z poddaństwem wobec miłującego Boga?

                                > > Kochanie... Napisałaś: "jeśli jednak dopuścimy grzech i sakrament
                                > pokuty to > trzeba dopuścić rozerwalność małżeństwa". Wykazałem, że
                                > to absurd. Dopuszczenie > pokuty to możliwość naprawienia; z
                                > dopuszczenia pokuty nie wynika dopuszczenie > rozerwalności
                                > małżeństwa. BRE-DZI-ŁAŚ!
                                >
                                > Skarbie, jeśli dopuścimy grzech i sakrament pokuty to dopuścimy
                                > odstępstwo od nauk Jezusa. Kościoła Jezusowego bramy piekielne miały
                                > nie przemóc, czyli grzech nie miał do niego dostępu. Jeśli jest
                                > grzech, to jakie znaczenie ma wtedy nierozerwalność małżeństwa?
                                > Tylko takie, że kogoś zmuszasz aby był męczennikiem za nieswoje
                                > poglądy. Jeden grzech i tak zastępujesz innym i to z tej samej puli
                                > i takiego samego kalibru. Chrześcijanie w małżeństwie to ludzie
                                > dojrzali emocjonalnie więc nie grzeszą.

                                Dziecinko, mylisz się! U podstaw twego błędu leży mniemanie, że ludzie muszą być
                                bez bezgrzeszni, żeby być chrześcijanami. Egzemplifikacją tego błędu jest twoje
                                gołosłowne twierdzenie, że Jezus wprawdzie wybaczył Piotrowi trzykrotne zaparcie
                                się, ale tylko dlatego, że miało miejsce przed Zmartwychwstaniem. Podobne
                                zdarzenie po Zmartwychwstaniu oznaczałoby twoim zdaniem bezpowrotne odrzucenie
                                Piotra (o ile dobrze pamiętam). Otóż z twego twierdzenia i innych elementów twej
                                "nauki" wychodzi, że Piotr nie dostąpił łaski zbawienia, gdyż uległ "herezji
                                Pawłowej".
                                W KK obowiązuje nakaz przebaczenia. Jeśli małżonek w jakikolwiek sposób niszczy
                                związek małżeński, to należy mu wybaczyć. Nie oznacza to, że nie można odejść w
                                trosce o dobro własne i dzieci, ale że należy wybaczyć tak, jak chcemy, aby nam
                                wybaczono. Jeśli ktoś twierdzi, że jest bez grzechu - łudzi samego siebie. Jeśli
                                ktoś twierdzi, że grzech małżonka rozwiązuje małżeństwo - łudzi samego siebie:
                                ważna jest własna przysięga, a nie cudza. To twoja przysięga ciebie obowiązuje,
                                a nie cudza.

                                > > Moja droga, skąd pomysł, że zakładam, iż będę łamał umowy? Skąd
                                > pomysł, że nie > pracuję nad sobą? Czy Bóg nakłada na człowieka
                                > ciężar, którego sam nie ma ochot> y > nosić?
                                >
                                > Bóg nie nakłada na człowieka żadnego ciężaru. Ciężar nakładają inni
                                > ludzie. Jeśli każdy obieca Bogu i dotrzyma obietnicy to małżeństwo
                                > będzie nierozerwalne. Jeśli dopuścimy grzech czyli łamanie umowy z
                                > Bogiem, to nie można sie upiearć przy nierozerwalności małżeństwa.
                                > Ono i tak nie będzie święte. A tylko takie ma być! Komu potrzebne
                                > jest małżeństwo chrześcijanki z poganinem, który nie zamierza sie
                                > nawrócić? Dlaczego chrześcijanka w imię nieswoich poglądów ma
                                > ryzykowac własne zdrowie i życie, tylko dlatego, że w oczach KK jej
                                > mąż jest katolikiem i do Kościóła należy? Dlaczego z takiego związku
                                > mają rodzić sie dzieci? To nie jest małżeństwo, które uznał Bóg, bo
                                > mąż zakpił sobie z Boga i dobrze o tym wiedział. Dlatego z takiego
                                > małżeństwa dzieci ma nie być. Jest ono nieważne w oczach Boga.
                                >

                                1. Nie odpowiedziałaś na moje pytania. Ponowię: "Skąd pomysł, że zakładam, iż
                                będę łamał umowy? Skąd pomysł, że nie pracuję nad sobą?
                                2. Kto nakłada obowiązek przebaczania 77 razy?
                                3. Jeśli chrześcijanka świadomie wychodzi za poganina to powinna być wierna
                                swojej przysiędze małżeńskiej. To samo - gdy wychodzi za kogokolwiek innego. Bóg
                                jest wierny swojej przysiędze mimo wiarołomstwa ludzi. Czerpmy z tego inspirację!
                                4. Jeśli ryzykujesz życie lub zdrowie w małżeństwie - odseparuj się! Ale nie
                                uznawaj, że małżeństwo nie istnieje.

                                Nie chcę ci niczego imputować, ale odnoszę wrażenie, że twoje obecne poglądy są
                                efektem jakiegoś nieudanego związku, który ci ciąży, i który masz za rozwiązany,
                                choć wg KK taki nie jest. Stąd szukanie ratunku w "obrzezaniu" Pisma: "odrzucam
                                ST, listy Pawła, inne listy (jako inspirowane przez Pawła) i Ewangelię Jana.
                                Zostawiam sobie >>przypowieści Jezusa<<". Nie musisz prostować! Właśnie poczułem
                                przypływ intuicji, więc nie uwierzę, że tak nie jest! ;-))
              • kolter_hugh1 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 18:31
                krytykantka07 napisała:

                > Chodząca logiko ;)
                > Ty piszesz o niepowtarzalności sakramentu małżeństwa, a czemu służy
                > rozwód kościelny?

                To stadko hipokrytów nie uznaje słowa rozwód u nich czegoś takiego nie ma!! jest
                tylko unieważnienie ,czyli rozwód po prostu ::)))))
                • lumpior Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 19:34
                  my tu gadu-gadu o formalnosciach,swistkach,a noc poslubna? No i co,
                  kto za to "beknie"? A moze "skutki" powroca po "kasacji"slubu????
                  • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 19:46
                    Masz rację. Nocy poślubnej unieważnić się nie da. Czyli ktoś
                    powinien zapłacić za rekonstrukcję błony dziewiczej ;))). No i co
                    wtedy z dziećmi tej pary, która ma rozwód kościelny? Czy to będzie
                    wtedy niepokalane poczęcie? ;))).
                    • lumpior Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 20:12
                      krytykantka07 napisała:

                      > Masz rację. Nocy poślubnej unieważnić się nie da. Czyli ktoś
                      > powinien zapłacić za rekonstrukcję błony dziewiczej ;))). No i co
                      > wtedy z dziećmi tej pary, która ma rozwód kościelny? Czy to będzie
                      > wtedy niepokalane poczęcie? ;))).
                      Same "straty",a jaki wstyd.Dzieci?A co to kogo z KK obchodzi,poza
                      nastepnymi platnymi sakramentami.A byt to juz sprawa urzedow panstwa
                      Ale co z kosztami wesela,gorzala,kilometry kielbas i inne zarlo?
                      • opornik4 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 29.08.08, 03:54
                        lumpior napisał:
                        .A byt to juz sprawa urzedow panstwa
                        > Ale co z kosztami wesela,gorzala,kilometry kielbas i inne zarlo?

                        W cywilizowanych krajach,mozna pozwac do sadu strone,ktora popelnila
                        oszustwo i zadac odszkodowania za poniesione straty.
    • piwi77 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 09:59
      forumaniak napisała:

      > Wyciskają charakter???

      No tak, wyciskają z człowieka charakter. Po przyjeciu takiego
      wyciskowego sakramentu, charakteru ubywa.
      • krytykantka07 Re: sakramenty (prawo kanoniczne) 28.08.08, 10:09
        No nie do końca. W przypadku kapłaństwa i małżeństwa wyłazi
        prawdziwy charakter ;)))
        • lumpior "specjalistow" maja wybitnych. 29.08.08, 08:57
          wiadomosci.onet.pl/1815437,11,item.html
Pełna wersja