Miłość

26.10.08, 08:21
www.mateusz.pl/czytania/20081026.htm
"Dyskusja Jezusa z faryzeuszami, którą śledzimy od kilku tygodni w
niedzielnych Ewangeliach, dziś osiąga punkt kulminacyjny: dalej już pójść nie
można. Jezus bowiem powołał się na ostateczną zasadę i prawo regulujące
ludzkie odniesienie do Boga i do człowieka – przykazanie miłości. I albo się
je uznaje, albo nie. Od tego zależy wszystko, całe ludzkie życie, i dlatego,
jeśli ktoś kwestionuje bądź świadomie odrzuca prawo miłości, zarazem odrzuca
wszystko: człowieka, siebie, Boga... Jak trudno wtedy żyć. Popada się w
rozpacz, która stopniowo i na różne sposoby niszczy człowieka.

Albowiem bez miłości nie da się żyć. Człowiek potrzebuje miłości bardziej niż
powietrza, chleba czy wody. Może niekiedy sobie tego nie uświadamiamy, ale gdy
doznamy nieraz braku miłości, odtrącenia, nienawiści czy krzywdy, wtedy
niczego tak nie pragniemy jak bliskiej, kochanej osoby, której możemy w pełni
ufać. Bez kogoś takiego człowiek duchowo umiera. Tak rodzą się zbrodniarze,
narkomani, samobójcy.

Ale miłość potrzebujemy nie tylko przyjmować i doznawać. Człowiek ma także
potrzebę dawania miłości. Jak nieszczęśliwy jest egoista zasklepiony i
zapatrzony tylko w siebie. Choćby opływał we wszystko, prędzej czy później
przekona się, że takie życie nie ma sensu – gdy nie ma się dla kogo żyć.

Właśnie dlatego u źródeł wszystkich zasad postępowania Bóg postawił miłość.

No dobrze, powiemy, ale jak można nakazać miłość? Przecież kochać można tylko
z dobrej woli, a nie pod przymusem czy na siłę. Tak, ale przykazaniue miłości
wcale nie ozacza przymusu, lecz zobowiązanie, powinność, wewnętrzny nakaz,
który nas pobudza do decyzji: chcę kochać! Człowiek jest w stanie taką decyzję
podjąć. Albowiem miłość jest nie tylko uczuciem, lecz także rozumnym aktem woli.

Często o tym zapominamy lub nawet w ogóle nie wiemy. Wydaje się nam, że miłość
musi zrodzić się spontanicznie, sama, i sama musi trwać: gdy potem nasze
uczucia stygną, jesteśmy przekonani, że miłość widocznie się skończyła i nie
ma co dalej zawracać sobie głowę.

A wszystkiemu jest winne podstawowe nieporozumienie: że miłość utożsamiamy z
tylko z uczuciem. Tymczasem co innego jest kogoś lubić, czyli darzyć uczuciem
i doznawać w ten sposób przyjemności; a co innego jest kochać, czyli chcieć
czyjegoś dobra, ale ze względu na niego, a nie na swoją przyjemność. A to już
wymaga decyzji, silnej woli, wytrwałości i konsekwencji. I właśnie dlatego Bóg
mówi: będziesz miłował! Bez względu na okoliczności, samopoczucie, ochotę i
cenę – kochaj! Bo możesz kochać, jeśli tylko chcesz kochać. Miłość jest bowiem
także aktem woli. Bez tego byłaby niemożliwa i wszelkie ludzkie odniesienia, a
przede wszystkim małżeństwo i rodzicielstwo byłyby niemożliwe. Jesteś
odpowiedzialny za tego, kogo oswoiłeś – powie Mały Książę. Gdyby rodzina nie
była zbudowana na fundamencie zobowiązania do miłości, a tylko na uczuciu
miłości, wtedy żadne małżeństwo nie przetrwałoby dłużej niż kilka lat.

Jest jeszcze pewien szczegół, którego często nie zauważamy: mamy kochać
bliźniego jak samego siebie. Wzorem i niejako warunkiem miłości do innych ma
być miłość siebie samego. Dla wielu z nas jest to zaskoczeniem, gdyż miłość
siebie samego kojarzy się nam z samolubstwem czy próżnością. Owszem, fałszywa
miłość siebie tak. Ale tu chodzi o miłość prawdziwą, samoakceptację, pozytywne
nastawienie do siebie takiego, jakim się jest. Skoro Bóg mnie kocha i
akceptuje, to i ja powinienem siebie pokochać. Bo dopiero gdy pokocham siebie,
zechcę coś dla siebie zrobić, zdobyć się na trud przemiany, pracy nad sobą. W
przeciwnym razie ciągle będę żył w wewnętrznym konlikcie, skłóceniu ze sobą, a
w konsekwencji i ze światem. I wtedy na pewno nie potrafię nikogo pokochać."

Ks. Mariusz Pohl
    • tygrys6789 Re: Miłość 08.11.08, 16:46
      Zgoda. Sam tego doswiadczyłem. W nieszczesciu i osamotnieniu, ktore
      jest czesto wynikiem naszego grzechu człowiek nienawidzi sam siebie.
      Ja prosiłem Boga - wez mnie z tego swiata bo nie moge na samego
      siebie patrzec w lustrze. A Bog miał dla mnie inne wyjscie.
      Zcznij czynic dobro sobie i innym- Bog mi powiedział. I Bog miał
      rację i krok po kroku poprowadził nmie do szczęscia.
    • privus Na czym kończy się więc ta miłość? 27.02.19, 19:12
      z2006 napisał:

      > www.mateusz.pl/czytania/20081026.htm
      > "Dyskusja Jezusa z faryzeuszami, którą śledzimy od kilku tygodni w
      > niedzielnych Ewangeliach, dziś osiąga punkt kulminacyjny: dalej już pójść nie
      > można.

      13 marca 2000 r. Kościół przyznaje, że w ciągu wieków popełnił wiele grzechów w dziedzinie praw człowieka i wolności religijnej. O przebaczenie proszeni są m.in. Żydzi, kobiety i ludy tubylcze. Za przebaczeniem nie idą żadne czyny, które mogłyby naprawić lub upamiętnić wyrządzone krzywdy, ale za to wizerunek Kościoła poprawia się w oczach wiernych, bo... wyraził żal za grzechy.
      • dunajec1 Re: Na czym kończy się więc ta miłość? 27.02.19, 22:03
        Milosc...
        "Nie ulega watpliwosci-powiedziala stara Frania-
        lepiej jebac bez milosci niz milowac bez jebania"

        No to nie wiem...
        • pocoo Re: Na czym kończy się więc ta miłość? 27.02.19, 23:52
          dunajec1 napisał:

          > Milosc...
          > "Nie ulega watpliwosci-powiedziala stara Frania-
          > lepiej jebac bez milosci niz milowac bez jebania"
          >
          > No to nie wiem...

          To herezja. Bez miłości mogą trenować młodzi sportowcy.
Pełna wersja