quriousmind
08.03.14, 20:14
W listopadzie zeszłego roku odebrałam na poczcie dwie wielkie koperty, których nadawcą był komornik z Łodzi/Widzew. Po zapoznaniu się z treścią, kopiami dokumentów potwierdzających zajęcie wszystkich kont bankowych oraz pensji nadal nie miałam pojęcia czego sprawa dotyczy! Następnego dnia z rana zadzwoniłam do kancelarii komorniczej i dowiedziałam się, że chodzi o dług, należący do firmy Vindexus i spławiono mnie jak pospolitego złodzieja, z którym nie warto podejmować konstruktywnego dialogu. Firma Vindexus też nie miała wiele do powiedzenia poza tym, że jestem im winna pieniądze za jakiś dług w firmie Play z 2007 roku. Na moje argumenty, że nie wiem o co chodzi i że nie miałam pojęcia, że jest prowadzone jakiekolwiek postępowanie wobec mnie i że gdybym wiedziała to przynajmniej mogłabym zapobiec sytuacji w której się znalazłam Pan w telefonie reagował praktycznie śmiechem... Uznałam, że nic nie wskóram sama i zadzwoniłam do prawnika, który jak usłyszał o sytuacji postanowił zainterweniowować w Sądzie elektronicznym w Lublinie (wyrok był wydany zdanie...).
Juz w grudniu komornik zawiesił postępowanie egzekucyjne, co oczywiście nie stanowiło umożenia sprawy a jedynie spowodowało niemożność podjęcia przez niego środków do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Na moją prośbę o dostarczeniu odpowiedniej informacji do pracodawcy i banków (niesłuszna egzekucja komornicza była mi wyjątkowo nie na rękę...) odmówił. Na zapytania pracodawcy o tym czy w przypadku zawieszenia postępowania i o podejrzeniu popełnienia przestępstwa jest zobligowany do zapłaty komornik nie reagował. Pracodawca uznał, że weźmie pieniądze w depozyt i poczeka na odpowiedź komornika i rozstrzygnięcie sprawy.
Przez kilka miesięcy był spokój. Opróżniłam zajęte konta, pensja była przekazywana w gotówce. Niestety mój pracodawca przez pomyłkę przelał dwa miesiące temu wynagrodzenie na zajęte konto bankowe. Ku mojemu zdziwieniu byłam w stanie wypłacić całość w bankomacie (nie wiedziałam co to jest kwota wolna od zajęcia... ).
Z początkiem lutego przyszedł wyrok sądu, w którym orzekł utratę mocy nakazu zapłaty w całości (komornik otrzymał kopię). Zadzwoniłam do kancelarii komorniczej pytając kiedy mój pracodawca oraz banki otrzymają postanowienie o umorzeniu zajęć. Dowiedziałam się, że na wniosek jednej ze stron (... zajęcie kont na wniosek sądu zajęło mu kilka dni... ale odkręcenie to już inny proces???) Napisałam odpowiednie pismo, na które do tej pory nie otrzymałam odpowiedzi.
W tym tygodniu mój pracodawca, który wiedział o wyroku sądu i chciał zakończyć sprawę skutecznie wyegzekwował pismo od komornika o umorzeniu pensji - w rozmowie poinformował ze jest termin wypłaty i że jest mi winny pieniądze więc może czas coś oficjalnie wysłać.... udało się... niestety ;) tak myśle od dwóch dni...
Pensja wraz z depozytem zostały wysłane przelewem na zajęte konto... pracodawca myślał, że jest po sprawie..
Tego samego dnia z automatu bank przelał CAŁOŚĆ, którą byłam winna komornikowi (wraz z kosztami postępowania)... oczywiście dowiedziałam się, że bank nie dostał odpowiedniego pisma...
Moje pytanie - czy to było działanie z premedytacją? czy specjalnie komornik przesłał fax do pracodawcy jak dowiedział się że planuje wypłacić wynagrodzenie? wiedząc że nie zwonił kont??
Czy otrzymam zwrot w całości? czy zostanę obciążona kosztami mimo wyroku sądu???