11blondi
15.03.14, 12:13
W sierpniu 2008r. wzięliśmy z mężem kredyt hipoteczny. Raty
kredytu wynosiły miesięcznie po 400zł. Płaciliśmy co miesiąc. W roku 2011 nie zapłaciliśmy 2-ch rat,ponieważ ja byłam w ciąży, ciąża była
zagrożona i musiałam leżeć w szpitalu na potrzymaniu, mieliśmy w tym okresie trochę problemów finansowych dlatego 2 raty są nie zapłacone
chociaż potem nie raz zamiast 400zł wpłacić wpłaciłam 500zł, ale to było za mało. Lipiec czy sierpień 2011 r. przez to że nie zapłaciłam tych
2-ch rat, Bank rozwiązał z nami umowę kredytową. Ja z natomiast we wrześniu 2011r. urodziłam syna, po czym 2 miesiące byłam bez pieniędzy,
czekałam na macierzyński którego ostatecznie nie dostałam ponieważ mój szef nie zapłacił dwóch dni składek, dopiero potem dostałam
kuroniówkę. Nie miałam do niczego głowy, mąż tak samo, dobrze że chociaż on pracował, bo dzięki temu jakoś płaciliśmy raty do banku pomimo
wypowiedzenia kredytu. W między czasie zajęła się nami windykacja. Ci co do nas z windykacji dzwonili to nas tylko zastraszali, krzyczeli, to
były nie miłe telefony, ale pomimo wszystko ja płaciłam raty do banku. Pisałam pismo do banku o umorzenie nam odsetek, wznowienie kredytu,
wydłużenie okresu spłaty kredytu hipotecznego. Chcieliśmy płacić po te 400zł co było na początku uzgodnione że taka jest rata miesięczna, a
wydłużenie kredytu chodziło o to by jak spłacimy kapitał, potem spłacić resztę. Niestety Bank milczał, nie odpisał. Bank zadzwonił do męża
informując go, że odsetek nie umorzy i że chcą byśmy wpłacali do banku po 2tyś.zł miesięcznie. To dla nas nie realna kwota. Próbowaliśmy
rozmawiać z Bankiem ale Bank nie poszedł nam na rękę żądał miesięcznie 2.000,00zł. Sprawa trafiła do komornika sądowego w Giżycku.
My jednak cały czas płaciliśmy do Banku te raty po 400zł, kiedy zajął się nami komornik, wpłaty uiszczałam u komornika,
płaciłam ile mogłam, bo były to mniejsze kwoty, ale płaciłam. W ubiegłym roku były dwie licytacje komornicze i one były bez skuteczne, bo nikt
nie kupił mieszkania. Bank pomimo że otrzymywał od nas wpłaty, to było mało dla nich i jesienią ubiegłego roku przyszło pismo że Bank wchodzi z
nami na drogę sądową. Wtedy poszłam szukać porady u prawników, adwokatów ale oni postawili na mnie krzyżyk i powiedzieli że mieszkanie
Bank nam zabierze. Dzwoniłam do Bank i tam powiedzieli mi że zamierzają zabrać nam mieszkanie i że puki nie zaczną się procesy, możemy
mieszkanie sprzedać za np. 80tyś a resztę rozłożyli by nam na raty, a najlepiej sprzedać za tyle co jest dług. Próbowałam sprzedać mieszkanie
ale nie było kupców chętnych na nie. Ja wtedy już nie wiedziałam co robić bo ja chciałam dalej płacić i mieszkać tu. W między czasie komornik
na prośbę Bank zajął moją wierzytelność, wypłatę. Na domiar złego w grudniu 2013r odbyła się pierwsza sprawa sądową, którą Bank nam
założył za pośrednictwem komornika z giżycka by zabrać nam mieszkanie, druga sprawa odbyła się 5 marca 2014 r. i na tej drugiej sprawie
nastąpiła przebitka lokalu mieszkalnego za cenę 61.680,00zł.Na obu tych sprawach ja z mężem byliśmy, za to nikogo z Banku nie było,
żadnego pośrednika, nikogo od nich nie było. Próbowaliśmy się bronić, ale to na nic, bo sądy i Banki są nie ugięte. Zabiorą mieszkanie, resztę
długu zostanie do spłaty. My przecież cały czas płaciliśmy i do tej pory bank otrzymuje pieniążki nasze bo siedzą mi na wypłacie. Ja chcę się z
nimi dogadać, chcę płacić za mieszkanie choćby nie co większe pieniążki i na dłuższy okres kredytowania, ale chcę płacić tylko niech nam
mieszkania nie zabierają. Gdzie my pójdziemy mieszkać, co mamy robić? Nikogo u nas z banku nie było, nikt z nami nie rozmawiał, to ja nie raz
szukałam z nimi kontaktu bo i do banku chodziłam który się znajduje ( placówka banku) w Giżycku, dzwoniłam do nich nawet wczoraj by jakoś
się ze mną skontaktowali, przyjechali, by porozmawiali, by dojść do jakiegoś kompromisu, by wstrzymać proces egzekucji, bo ja chcę się z nimi
dogadać, by płacić i nie stracić mieszkania, ten Pan powiedział mi na końcu że przeanalizuje to wszystko i się do mnie odezwie, nie
wiem na to wygląda że mnie zignorował, nie wiem. Bank jest nie ugięty, a ja nie wiem jak mam z nimi walczyć, na prawników czy adwokata mnie
nie stać. Boli mnie to wszystko, bo nawet w sądzie nie chciano nas słuchać, bo ja się tam poszłam bronić, ale to na nic się zdało bo nastąpiło
postanowienie o przebitce, na szczęście wyrok nie jest prawomocny i jak otrzymam pismo o postanowieniu z uzasadnieniem odwołam się. Ja
uważam to wszystko jest nie sprawiedliwe, bo ja tylko tych dwóch rat nie zapłaciłam, tylko dwóch rat, a tak cały czas bank otrzymywał od nas
pieniążki, mniejsze większe ale otrzymywał i dalej otrzymuje.Ja nie wiem co robić, do jakich drzwi zapukać z prośbą o pomoc. Ja chce płacić do
banku raty i nie chce stracić mieszkania. Ja nie mam gdzie pójść. Mamy małe dziecko. Nie mam znikąd pomocy, Bank jest nie ugięty, sąd tak
samo, tak jakbym ja nie miała nic do gadania, tak czułam będąc 5 marca na sprawie sądowej w Giżycku. Jestem kłębkiem nerwów, zrozpaczona
i bez radna.Nie wiem co robić, jak ratować siebie i moją sytuację. Potrzebuję pomocy, bo sama nie dam rady. Nie wiem jak walczyć z tak
krwiożerczym, nie ugiętym i bez litosnym Bankiem.
Na domiar tego wszystkiego Bank zaproponował wybór jednej opcji z dwóch. Pierwsza to taka by iść na stancje a oni opłacą czynsz roczny, a potem trzeba sobie samemu radzić. Druga opcja to czekać na eksmisje i na to jest 6 miesięcy po wszystkich sprawach sądowych i jak w tym czasie miasto nie da mieszkania to idziemy do przytułku. Przy obu opcjach zostanie połowe kredytu do spłaty pomimo że mieszkania nie będzie. I w dalszym ciągu Bank nie chce się z nami dogadać, bo Bank koniecznie chce zabrać mieszkanie. Ja już nie wiem co robić. Proszę o pomoc, o jakąkolwiek pomoc.