Gość: Marcin
IP: *.dynamic.mm.pl
10.04.14, 01:27
Mam niezapłacony podatek od osób fizycznych za 2009 rok w wysokości 12,900 PLN (na dziś z uwzględnieniem odsetek). Poszedłem do mojego urzędu i uzgodniłem z urzędniczką z działu windykacji (miałem jej nazwisko z pism, które przychodziły do domu) i uzgodniłem spłatę w ratach do końca roku przelewem na konto US - I rata 3,900 a resztę w równych ratach do końca grudnia 2014(mam nową pracę i nie chcę aby pisma z US przyszły do nowej firmy). Już byłem zadowolony, że udało mi się to załatwić, gdy ona spojrzała na adres i stwierdziła, że teraz ktoś inny zajmuje się tą sprawą. Zaprowadziła mnie do tego urzędnika. On zaczął stwarzać problemy. Najpierw musi spotkać się ze mną w miejscu zameldowania - umówiłem się dziś o 15.00. Następnie poinformował mnie, że pierwszą ratę (3,900 PLN) mam mu wpłacić podczas tej wizyty. Następnie mam mu podać w którym banku mam konto a on mi je zajmie. Na moje stwierdzenie, że na konto przychodzi cała moja pensja, to jak on sobie to wyobraża, stwierdził, że ustalimy coś podczas spotkania u mnie w domu. Aha, z urzędniczką rozmawiałem normalnie tak, że inni windykatorzy słyszeli o czym rozmawiamy, a ten typas cały czas mówił bardzo cicho i na moje dalsze pytania odpowiadał, że uzgodnimy to u mnie w domu (mieszkanie jest własnością mojego ojca a ja nie mam żadnego majątku). Strasznie śmierdząca sprawa. Czy ktoś może mi doradzić jak poprowadzić tą rozmowę i co dalej robić - może zwrócić się z oficjalnym prośbą do naczelnika US o rozłożenie spłat na raty? Obawiam się tylko, że on może szybko dowiedzieć się gdzie pracuję (firma odprowadzi za mnie podatek w maju) i wysłać pismo do firmy. Pytanie czy podpisanie jakiegoś porozumienia o rozłożeniu na raty w kwietniu uniemożliwi mu wysłanie pisma do mojej formy o zajęciu pensji?