Gość: m.
IP: *.dynamic.mm.pl
11.08.14, 20:11
Nareszcie przynajmniej jeden z tych bydlaków ma pełne majty.
www.beskidzka24.pl/artykul,prokurator_rozlicza_bielskiego_komornika,22615.html
Komornik z Bielska-Białej usłyszał od bielskich prokuratorów zarzuty popełnienia przestępstwa, za co grożą dwa lata odsiadki. Odpowie za doprowadzenie do sprzedaży nieruchomości mężczyzny, którego z prawdziwym dłużnikiem łączyło tylko to samo imię i nazwisko. Co niezwykłe, za największą ofiarę w tym zamieszaniu uważa się... komornik.
Batalię Wandy i Andrzeja Lisów z Puńcowa o odzyskanie swojej nieruchomości ze szczegółami opisywały na początku roku regionalne tygodniki - Kronika Beskidzka i Głos Ziemi Cieszyńskiej. Dla przypomnienia, pewnego „pięknego” dnia Andrzej Lis na bramie swojej 8-arowej działki położonej w bielskim Lipniku odkrył nieznaną mu pękatą kłódkę.
Gdy żona właściciela, Wanda, udała się do komornika z Bielska-Białej, dowiedziała się, że nieruchomość została sprzedana za 80 tysięcy złotych, bo Andrzej Lis był dłużnikiem pewnego mieszkańca Kęt. Nieruchomość, którą małżonkowie chcieli wkrótce sprzedać... trzy razy drożej. Okazało się, że piramidalna pomyłka to wynik zbieżności nazwisk. Andrzej Lis, owszem, miał długi, ale nie ten z Puńcowa! Nietrudno sobie wyobrazić, ile nerwów kosztowało małżeństwo odkręcanie tej niewiarygodnej komorniczej wpadki.
Sprawie przyjrzała się wnikliwie Prokuratura Rejonowa Bielsko-Biała Północ. Śledczy nie ukrywają, że zabiegali o to pokrzywdzeni. I przyznali im rację! 11 czerwca Ireneusz J., komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym w Bielsku-Białej usłyszał zarzuty. Za nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza i nieumyślne wyrządzenie istotnej szkody grożą mu dwa lata więzienia. - Komornik wyczerpał znamiona przestępstwa. Mógł prawidłowo zweryfikować dane i skierować procedury we właściwą stronę. Ta sprawa zaszła już za daleko i została przerwana tylko na skutek działania sądu - informuje Piotr Borgieł z Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej. - Podejrzany złożył już wyjaśnienia. Nie zastosowaliśmy żadnych środków zapobiegawczych. Jednak powiadomiono m.in. prezesa Sądu Rejonowego i Krajową Radę Komorniczą - dodaje prokurator.
Ireneusz J. jest poruszony działaniami prokuratury. - Nie godzę się z tą dziwną sytuacją. Nie czuję się winny. Jeżeli ktoś uważa, że coś mu się należy, to powinien kulturalnie wystąpić na drodze cywilnej o odszkodowanie, zamiast ostro działać w ministerstwie czy prokuraturze i wielokrotnie nazywać mnie złodziejem - irytuje się komornik. Jak tłumaczy bielszczanin, właściciel nieruchomości nie poniósł straty. Powołuje się na taki fakt, że wprawdzie zapadła już decyzja o przeniesieniu własności nieruchomości, ale została uchylona przez sąd i działka wróciła w prawowite ręce.
Na zarzutach prokuratury kłopoty Ireneusza J. mogą się nie zakończyć, bo puńcowianie zapowiedzieli też walkę o odszkodowanie na drodze cywilnej.
Bielskiego komornika wspiera Rada Izby Komorniczej w Katowicach. - To oczywiste, że każdy komornik powinien być czujny. Jednak w tym wypadku nie mamy do czynienia z nadużyciem uprawnień, a tym bardziej z wystąpieniem istotnej szkody. Egzekucję nieruchomości nadzorował sąd, który niczego złego się nie dopatrzył. To naprawdę incydentalny przypadek. Moim zdaniem zarzuty nie są uprawnione, tym bardziej, że nieruchomość nie zmieniła właściciela i wszystko zostało odkręcone. Jednak oceni to sąd - komentuje Piotr Sikorski, rzecznik prasowy Rady Izby Komorniczej w Katowicach.
Jakim cudem w ogóle doszło do tak fatalnej pomyłki? Komornik nie przyznaje się do błędu. Jak wyjaśnia, winny jest... system. Bo gdy starał się uzyskać informacje o Andrzeju Lisie, to on miał w ręku jego prawidłowy pesel, ale nie miały go systemy wydziału geodezji bielskiego ratusza i wydziału ksiąg wieczystych bielskiego sądu. - Dzisiaj już tego rodzaju pomyłka nie jest możliwa - dodaje. - Gdy przyszedł do mnie „właściwy” pan Lis, to pot spłynął mi po plecach - przyznaje Ireneusz J.
Bielski komornik uważa, że to nie poszkodowani puńcowianie są największymi ofiarami całego zamieszania, bo odzyskali swoją własność, ale... on sam. - Wszystkie możliwe konsekwencje tej sprawy ponoszę tylko ja. I to ja czuję się poszkodowany. W ciągu pół roku postarzałem się o 10 lat - mówi komornik z 17-letnim stażem.