witam

17.08.05, 00:10
Ciszę się, że pojawiły się pierwsze głosy na forum. Mam nadzieję, że się
rozkręci z korzyścią dla pechowców.
Czekam na prawników, którzy się tym zainteresują i będą chcieli Wam pomóc
bezinteresownie - czy to w ogóle możliwe??
W każdym razie, każdy nabiera jakiegoś doświadczenia, które często okazuje
się cenniejsze niż wiedza na temat paragrafów bez odpowiedniej interpretacji.
Trzymam za wszystkich i za siebie też, bo chociaż jeszcze jestem na
powierzchni, to też nie znam dnia ani godziny...
Moja firma (jednoosobowa) walczy od dwóch lat, początki z sukcesem, ten rok
właściwie dramat - spadek obrotów ok 50%, pomimo wprowadzenia nowych
produktów. Rynek jest bardzo trudny, trudno cokolwiek przewidzieć..

pozdrawiam serdecznie
    • step.by.step Re: witam 17.08.05, 12:43
      julka, moje obroty w tym roku spadły o ponad 80%
      pojęcia nie mam co z tym zrobić
      obniżenie cen do poziomu 20% ceny wyjściowej (już o tym pisałam) nic nie
      pomogło..

      do tej pory myślałam, że to kwestia ceny
      w końcu NASZ RYNEK wciąż jest rynkiem ceny, a nie jakości

      przez kilka lat stawiałam na jakość licząc, że w końcu się to zwróci
      efekt - lepiej nie pytać

      skoro więc tak drastyczne obniżenie cen nie przyniosło ŻADNEGO rezulatatu to
      wniosek jest prosty - cena nie gra roli, ludzie nie kupują bo ich nie stać
      Jakby było ichstać to by kupili za pełną cenę
      • julka15 Re: witam 24.08.05, 21:29
        step.by.step,
        wydaje mi się, że obniżanie cen nic nie daje.

        Ludzie nie kupują, bo ich na nic nie stać. A jak już kupują, to każdą złotówkę
        oglądają 10 razy. Kiedyś zapytałam klientkę za ile by kupowała, to rzuciła mi
        15% ceny. Po prostu na tyle ją stać. Czasem też słyszę, że ktoś chce dostawę
        np. po 10-tym bo na ZUS zbiera. Nie mam więcej pytań. Ciągle słyszę mniej
        więcej to samo: jest ciężko, nie ma pieniędzy, towar ładny, ale..

        Strasznie dużo roboty trzeba włożyć, żeby coś sprzedać.
        A ja na dodatek nie cierpię sprzedawać:), ale to już mój osobisty dramat..
        Zwłaszcza jest to przyjemne jak mam w głowie wszystkie niezapłacone "palące"
        rachunki, o debetach i innych pożyczkach nie wspomnę.

        Pozdrawiam serdecznie,
        julka
        • step.by.step Julka 25.08.05, 10:56
          a jesteś pewna, że piszesz o sobie, a nie o mnie ?
          :/

          głupi humor mnie się już trzyma..
          dramatycznie jest
          mamy wyłączone telefony
          ładnie musimy wyglądać..
          • julka15 Re: Julka 25.08.05, 14:04
            A teraz krótka historia o tym, jak można wyglądać:

            Problem:
            handlowaliśmy jako pośrednik ciuchami, zbieraliśmy zamówienia i realizował to
            jeden projektant. Jedno z zamówień, które zrealizowaliśmy,
            zostało "zareklamowane" (jak już odpowiednio długo powisiało w sklepie nagle
            okazało się, że są jakieś wady), dogadaliśmy się i wzięliśmy do poprawy, ale
            niespodzianka: z powrotem nie przyjęli i mieliśmy towar u siebie.
            Ostatecznie część kasy oddaliśmy, na resztę nam brakło (potem już ciągle
            brakowało), więc siłą rzeczy zwlekaliśmy. Chcieliśmy, żeby wzięli inny towar z
            półki naszego dostawcy.
            Nie ważne, koniec końców zgłosiła się do nas firma windykacyjna. (jakieś 2000zł)

            Rozwiązanie:
            Polegało na uświadomieniu, żę firma nie ma nic i mogą się pocałować wiadomo
            gdzie. Niech się szarpią albo wezmą resztę w towarze.
            Oczywiście poskutkowało - klient wziął sobie inny towar.

            Konsekwencje:
            Rok później wchodzę sobie do klientki (innej, inna branża), którą przejęłam po
            moim sprzedawcy. Przedstawiam się, firma taka a taka, teraz to ja będę się z
            Państwem kontaktować itp. A kobieta wyskakuje na mnie, że ta firam to bankrut,
            krzak itp. ! Zostałam dokumentnie zrypana.
            Co się stało? Pani nie miała do nas telefonu i nie mogła go znaleźć, więc
            zapytała męża, który pracuje w windykacji, czy nie ma nas w jakiejś bazie
            danych. No i byliśmy - jako bankrut.
            Fajnie.

            Plusy:
            Jak ktoś nas będzie windykowałm, to już ma jasność :)



            • andy29 To nie jest tak jak piszecie 27.08.05, 03:26
              Moim zdaniem problemy są ze sprzedażą dlatego , że rynek się zmienia.Ludzie mają pieniądze , co można zauważyć choćby przed hipermarketami.Nikt nie ogląda złotówki dziesięć razy.Kupuje co potrzebne i jedzie do domu.Problem w tym , że są branże zwijające się same z siebie ( np. tradycyjna fotografia , tradycyjny druk offsetowy itd.) i branże gdzie jest bardzo ciężko np. ciuchy.
              Z jednej strony - konkurencja z Dalekiego Wschodu , a z drugiej strony zmienne gusty klientów i moda.Tradycyjny handel też dostaje w d... od marketów.Ale zwalanie wszystkiego na to , że "ludzie nie mają pieniędzy" to chowanie głowy w piasek i nie dostrzeganie sedna problemu.Samookłamywanie i samousprawiedliwianie się nie pomoże w znalezieniu wyjścia z sytuacji w której się znajdujemy.Jadę dziś na zakupy ( na Plac Imbramowski w Krakowie ) i obawiam się , że będzie trudno znaleźć wolne miejsce na parkingu.Niestety , ludzie mają pieniądze i chętnie kupują świeżą dobrą żywność.Potem niestety muszę na giełdę komputerową na Balicką.Tam też tłumy ludzi z pieniędzmi , co kupują co im potrzeba.Niekiedy się nie można przecisnąć.Pamiętam kiedyś moja znajoma otworzyła bar z dobrym polskim jedzeniem. Po jakiś 9 miesiąch splajtowała. Tłumaczyła , że "ludzie nie mają pieniędzy".Było to w latach 1997-1998 czyli w okresie najlepszej koniunktury gospodarczej w Polsce.Potem ten bar odkupił jeden Wietnamczyk.Prosperuje do dziś i otworzył jeszcze kilka innych barów.
              Jakoś nie narzeka.Ale sądzę , że gdy zmienią się gusta ludzi i z obrzydzeniem zaczną patrzyć na chińszczyznę , albo przestaną tam chodzić z tych czy innych powodów - także zacznie narzekać , że "ludzie nie mają pieniędzy".
              Ja sądzę , że mówienie , że "ludzie nie mają pieniędzy" to najprostsze i najgłupsze tłumaczenie własnych niepowodzeń.Błędy leżą po naszej stronie.
              Umieć je nazwać to połowa sukcesu w drugim życiu po bankructwie.Wielu z błędów które popełniliśmy NIE DAŁO SIĘ UNIKNĄĆ .Na przykład nie sprzedając się towaru na kredyt jest się bankrutem od razu , bo sie w ogóle nic nie sprzeda.Zawsze ponosi się ryzyko.Nie ma tu mądrych i wszystkowiedzących.Lepiej nazwać własne błędy i nauczyć się na nich niż uważać , że wszystko było OK tylko niestety "ludzie nie mieli pieniędzy".
              • julka15 Re: To nie jest tak jak piszecie 27.08.05, 11:14
                Częściowo racja, ale (zawsze jakieś jest:):

                Wiem jak rozwijała się sytacja moich klientów na przestrzeni ostatnich kilku
                lat (doświadczenia nie tylko z mojej firmy). Mogę śmiało powiedzieć, że
                zubożeli (zresztą sami o tym mówią).
                Ograniczają zakupy podstawowych produktów, które są, były i będą im potrzebne w
                tych interesach, a to znaczy, że sami też ograniczją swoje możliwości
                sprzedażowe.

                Problem w mojej branży jest taki, że są to produkty wyższej potrzeby, a nie
                bułki czy jarzyny, czy nawet ciuchy. Niestety, kiedy społeczeństwo ubożeje, to
                w pierwszej kolejności odbija się to na takichbranżach.

                Prykłady,które podajesz utwierdzają tylko w przekonaniu, że problem tkwi w
                braku pieniędzy (chociaż zgadzam się z tym, że nie tylko).
                Hipermarkety - walka ceną.
                Zakupy jarzyn na placu - produkty podstawowe (warto przyjżeć się ludziom,
                którzy tam kupują).
                Giełda - dlaczego ci ludzie kupują nielegalne oprogramowanie, kradziony sprzęt -
                chyba nie z nadmiaru kasy?

                Można się też zastanowić nad boomem samochodowym - musimy byc bogaci skoro
                kupujemy tyle aut, szkoda tylko, że większość to trupy z zachodu.

                O Dalekim Wschodzie już nie wspomnę. Za chwilę będziemy bułki z Chin
                sprowadzać.

                Z drugiej strony nie twierdzę, że mój pomysł na interes jest najlepszy.
                Nie mam problemu z tym, żeby szukać błędów po mojej stronie. Staram się
                poprawiać funkcjonowanie mojej firmy na różne sposoby.
                Szukam innych pomysłów - nowych produktów dla moich klentów i nowych klientów
                dla moich produktów. Wiele z tych rzeczy udało mi się zrealizować.
                To jednak nie wystarcza.

                Podstawowe pytanie jakie sobie zadaję to: czy to ma jeszcze sens, czy może
                powinnam zorganizować coś zupełnie innego? No i co by to miało być?

                Nie jest to proste, kiedy nie ma kasy na inwestycje.
                Moje doświadczenia z jednym bankrutem mówią mi, że nie można za wszelką cenę
                trzymać się "starego", bo to jest właśnie wykańczające. I rzeczywiście można
                się pogrążyć przez własny bezwład wywołany strachem przed podjęciem nowego
                wyzwania, brakiem pomysłu, lub myśleniem typu: "przecież tyle w to włożyłem
                pracy, kręciło się, nie może paść z dnia na dzień.." - owszem może.

                Tłumaczenie się powszechnym brakiem pieniędzy jest głupotą, jeżeli widzimy w
                tym jedyne źródło naszych niepowodzeń, natomiast nie jest całkowicie pozbawione
                racji.
              • adam022 Re: To nie jest tak jak piszecie 27.08.05, 11:37
                Witam,
                i ja dodam kilka swoich przemyśleń...
                Myslę,że to nie tylko rynek się zmienia, ale też ludzie się zmieniają...Na
                przykładzie mojego klienta, przez którego jestem w dołku...Też się tłumaczył,
                ze nie ma pieniędzy, a...inwestował moje /i nie tylko/ w swoją firmę...Kupił
                nowe auto, ma w firmie nowe komputery...A mnie ciągle ściemnia, że nie ma...I
                nawet jak ja mu nie dam towaru, to znajdzie innego frajera, który mu zrobi na
                baaardzo długi kredyt, i to nieważne, że i on kiedyś padnie, zanim się
                zorientuje w czym rzecz...Psychomanipulacja i nieuczciwość tych, co właśnie
                mają pieniądze robi z nas bankrutów...mam kilka małych firm, ale one zawsze
                płacą w teminie...Jakim cudem ?
                Ja właśnie dałem mu przez 3 lata dłuuuuugi kredyt - płacił po 4 miesiącach, gdy
                inni w branży mieli po miesiącu...I co ? Nie docenił, teraz to ja mam problem,
                bo nie mogę odebrać po dobroci swojej kasy, nie mogę nic zinwestować lub choćby
                popłacic do końca podatki...Nie zawsze wina jest TYLKO po naszej stronie - ja
                popełniłem swój dając właśnie na kredyt :( On kiedys taki nie był, znam go od
                1997 roku i wcześniej problemów nie było...Moim zdaniem rząd jest
                odpowiedzialny za taką sytuację w kraju i to, do czego to doprowadzi...
                Pozdr
                • julka15 Re: To nie jest tak jak piszecie 27.08.05, 11:56
                  Moim zdaniem danie komuś na kredyt jest jedną z najgorszych rzeczy jaką można
                  sobie zafundować.
                  Przypadkiem dałam komuś termin i od trzech miesięcy nie mogę się doprosić moich
                  pieniędzy, nie jest to na szczęście żadna poważna kwota (400zł, zarobek zeżarły
                  same telefony)..

                  Sprzedaję tylko za gotówkę, chociaż miałam propozycje typu: wezmę np za 5000,
                  ale na termin. Na to zawsze odpowiadam: weź za tysiąc, a zapłać gotówką i przy
                  kolejnych transakcjach porozmawiamy o warunkach płatności. Jeszcze nikt na to
                  nie poszedł:)) Tacy są mocni zawodnicy.

                  Wolę nie sprzedawać, niż mieć złudzenie, że zarobiłam. Nawet jak jest mi bardzo
                  ciężko. Dodatkowo, jak komuś dam towar, to muszę go przecież odkupić, jak tego
                  nie zrobię to ograniczam ofertę klientom gotówkowym.

                  Myślę, że wiele osób przyzwyczaiło się do niepłacenia.
                  Najpier może z przymusu (brak kasy), potem może z rozpędu..
                  W końcu człowiek na początku ma dobre zamiary i nawyki, no nie?

                  • andy29 Dawanie na kredyt i inne takie 27.08.05, 13:51
                    Dawanie na kredyt jest oczywistością miedzy firmami o której nawet nie warto
                    dyskutować.30 dni kredytu kupieckiego to oczywistość sama przez się zrozumiała.
                    Problem tkwi w tym , że małe firmy mają za mało własnego kapitału ( i
                    długoterminowego obcego ) aby normalnie funkcjonować - stąd płacenie po terminie.
                    W branżach dynamicznych i wzrostowych płatności nie są większym problemem.Są
                    zyski i coraz większe obroty , coraz więcej rozwojowych odbiorców - więc jest i
                    kasa.Nawet gdy ktoś nie zapłaci ,nie jest to aż tak bardzo odczuwalne.Gorzej
                    jest w branżach które stagnują i się zwijają.Wszystkim naookoło brakuje kasy ,
                    wiele firm aby przetrwać musi żerować na innych.Tworzy się błędne koło.
                    Nie dość , że na gwałt potrzebuję gotówki i jej nie dostaję - to jeszcze muszę
                    ze skromnych środków finansować innych.A dostawcy którzy sami nie mają kasy
                    najchętniej sprzedawaliby za cash i czasem nawet dzwonią aby zapłacic przed
                    terminem bo nie mają na telefon czy prąd.Frustrujące.
                    Są branże gdzie płatności są realizowane bez opóźnień i nikt nie mówi , że
                    ludzie nie mają pieniędzy.
                    • step.by.step Re: Dawanie na kredyt i inne takie 29.08.05, 12:38
                      "ludzie nie mają pieniędzy" to duże uproszczenie
                      zgodze sie z Toba andy, ze LUDZIE to pieniadze maja
                      nie wiem jak to mozliwe, ale dobra konsumpcyjne schodza, tylko FIRMY maj sie
                      coraz gorzej
                      I to FIRMY nie maja pieniedzy, bo:
                      - im nie placa
                      - placa z duzymi opznieniami itp
                      Wezmy chocby przylad mojej firmy - jestesmy zadluzeni po uszy, ale na
                      pracownikow bylo zawsze: osztem podatkow, zaobowiazan itp
                      Efekt - moi pracownicy sobie wymieniaja samochody (w tym roku zrobilo to
                      dwoch), a ja nie mam za co zrec

                      do dupy z tym

                      generalnie to wydaje mi sie, ze najlepiej stoja te branze, ktore sprzedaja i
                      wraz z wydaniem towaru dostaja cash - czyli te ktore obsluguja koncowego
                      konsumenta
                      Tam gdzie zaczynaja sie terminy zaczynaja sie tez problemy
                      • andy29 Re: Dawanie na kredyt i inne takie 30.08.05, 21:31
                        Można narzekać na różne takie tam , ale coś robić trzeba.Plajty firm są zwykle takie , że albo ktoś nie zapłaci albo spadają obroty - najpierw się płaci dostawcom I rangi i pracownikom , potem czynsze i leasingi a na samym końcu ZUSy i podatki .Jak się nie poprawi to US i ZUS blokują konta , co skutkuje brakiem kredytu w bankach , niemożnością uregulowania zobowiązań wobec dostawców - nie otrzymywaniem surowców i towarów , co skutkuje dalszym spadkiem obrotów etc.etc.Klasyczna pętla niewypłacalności.Oczywiście gdyby podatki i ZUSy były niższe - byłoby łatwiej dla wszystkich , ale niezapłacenie ZUSu i podatków jest tutaj skutkiem a nie przyczyną.Z moich doświadczeń też wynika , że firmom jest coraz gorzej ( w każdym bądź razie szaleństwo lat 90. się skończyło ) ale wiem też , że w wielu branżach jest dobrze i biznes się kręci.
                        Czasem okazuje się , że "interesiki" jakim się okazywało pogardę kilka lat temu mają się coraz lepiej a my bankrutujemy z hukiem.Jakieś tam sprzedaże telefonów komórkowych , organizowanie imprez , wypożyczalnie żaglówek etc. to dla "poważnego przedsiębiorcy" za jakiego się kilka lat temu uważałem było śmiechu warte.A obecnie z pokorą patrzę na tych co nie myśleli o rozmachu , ale skoncentrowali się na tym co ludzie mogę potrzebować.Oni budują sobie nowe domy a mnie ściga komornik.
                        Ale z drugiej strony jest to optymistyczne , bo inaczej nie byłoby szans aby po bankructwie mieć jakąś nadzieję albo na anstępny biznes albo na otrzymanie pracy.
                        • julka15 Re: Dawanie na kredyt i inne takie 31.08.05, 08:39
                          Masz rację, opisujesz dokładnie to, z czym się zetknęłam - pętla
                          niewypłacalności.

                          Teraz zaczyna to się dziać u mnie. Funkcjonuję dzięki temu, że miałam jeszcze
                          możliwość pożyczenia pieniędzy, co (od początku to wiem) jest najgorszym z
                          możliwych wariantów.

                          Myślę, że próbuję jeszcze pracować w tym systemie, bo wydaje mi się, że ciągle
                          jest coś, co mogę zrobić lepiej (myślę o aktywizacji sprzedaży).

                          No i oczywiście dlatego, że ciągle nie mam konkretnego pomysłu na coś nowego.

                          Ale jeżeli teraz, w ciągu najbliższego miesiąca, dwóch będzie źle (są lepsze w
                          roku), to po prostu zwinę ten interes i koniec.

                          Spróbuję też porozglądać się z większą uwagą za tymi branżami, o których
                          piszesz, że się tak dobrze mają :))

                          Pozdrawiam,
                          julia
                          • andy29 Siedzenie w pie...lniku a życie 31.08.05, 19:36
                            > Myślę, że próbuję jeszcze pracować w tym systemie, bo wydaje mi się, że ciągle
                            > jest coś, co mogę zrobić lepiej (myślę o aktywizacji sprzedaży).
                            >
                            > No i oczywiście dlatego, że ciągle nie mam konkretnego pomysłu na coś nowego.
                            >
                            > Ale jeżeli teraz, w ciągu najbliższego miesiąca, dwóch będzie źle (są lepsze w
                            > roku), to po prostu zwinę ten interes i koniec.

                            Sam to przechodziłem jakiś czas temu.Powiem krótko nic to nie dało.Najbardziej
                            wkurzające było , że się było tak przywiązanym do tego co się robiło ( nie miało
                            się doświadczenia w czym innym i czasu na coś innego - chocby z tego powodu , że
                            brało się na swoje barki / z powodów oszczędnościowych / coraz więcej zadań ,
                            jak choćby księgowość ) , że nie widziało się innych konkretnych możliwości niż
                            to co robiło się do tej pory.Perspektywa zwinięcia interesu - zapłacenia odpraw
                            pracownikom , VAT-u od zapasów i wizyt w domu róznych komorników i ciągnacych
                            się spraw sądowych - przerażała.Ale świat się nie kończy na jednej branży.
                            Oglądałem kiedyś w niemieckiej telewizji taki reportażyk o kobiecie , co miała
                            jakąś małą firmę konfekcyjną.Firma upadała , a kobieta była coraz bardziej
                            przerażona.Z tego stresu wybrała się na wycieczkę last minute do Tajlandii.
                            Tam idąc po ulicy zaczepił ją jeden krawiec i zaprosił do swojego przyulicznego
                            zakładu jakich tam są setki.Zaproponował za śmieszne pieniądze uszycie jej
                            kostiumu z czystego jedwabiu.Kobieta się zgodziła , bo w Niemczech kosztowałoby
                            to 10 razy tyle i to nie uszyte na miarę.Jak wróciła do Niemiec wielu było
                            zachwyconych fasonem i materiałem i dawało jej duże pieniądze aby coś podobnego
                            im załatwiła.
                            Kobieta oczywiście zamknęła firmę i prowadzi życie o jakim kiedyś marzyła.
                            Wiekszą część roku przebywa w Tajlandii wypoczywając na plaży pod palmami.W
                            Niemczech bodajże siostra która jest krawcową załatwia klientów na tej zasadzie
                            , że dają jej jakiś ciuch który lubią i dobrze na nich pasuje , zdejmuje jeszcze
                            miarę ( najlepsi klienci to faceci , którym szyje garnitury ) wysyła to do
                            Tajlandii spedycją lotniczą , Tajowie szybko i tanio szyją i po 2 dniach ciuchy
                            są odsyłane z powrotem.Garnitur jedwabny kosztuje w Niemczech 2000 € , a one
                            załatwiają go klientowi za 1000 . Już przy kilku klientach miesięcznie ( a mają
                            znacznie więcej ) starczy na dostatnie życie i to bez stresów i żadnych
                            inwestycji , kredytów etc.Klienci płacą konkretne zaliczki z góry i oczywiście
                            nie ma mowy aby ktoś nie chciał zapłacić.Kobieta twierdzi , że nigdy by nie
                            miała takiego życia gdyby kiedyś nie zbankrutowała.Musiałaby tracić życie w
                            stresie i bez perspektyw poprawy.Ile w tym co było pokazane jest prawdy nie wiem.
                            Wydaje mi się że dużo bo i tak kobieta nie ryzykuje niczym , bo żaden klient
                            bezpośrednio nie przyleci aby sobie obstalować ciuch na miejscu ze względu na
                            koszt przelotu i brak wiedzy gdzie najlepiej szyją. A tak to miała jeszcze
                            trochę reklamy.
                            Historia mi się spodobała bo szczerze powiem sam marzę o czymś takim.A sytuację
                            jaką miałem przed zamknięciem interesu , wtedy kiedy oglądałem ten reportażyk ,
                            mogę określić jako jeden z najgorszych okresów w życiu.I nie powiem ten
                            reportazyk dał też mi trochę optymizmu.Bez pracowników , ZUS-ów , VAT-ów mozna
                            żyć i zarabiać , spędzać ciekawe życie , mieć odłożone dobre pieniądze na koncie
                            i wypoczywać większą część roku pod palmami. Czy to nie piękne ? A że takie mało
                            ambitne ? No cóż z ambicji już się wyleczyłem i wcale tego nie żałuję bo nie
                            one się w życiu liczą.
                            • jbpl1 Re: Siedzenie w pie...lniku a życie 01.09.05, 11:22
                              Dzięki za optymizm , jest inspirujący .
                              Szukajmy więc nowych rozwiązań stare traktując jako tylko pozytywne
                              doświadczenie .
                              Łatwo powiedzieć - "wiśta wio" Próbuję już od prawie od 3 lat .Trochę
                              zabrnąłem i potem nie miałem na bilet do miasta .
                              Pozdrawiam
                              • andy29 Re: Siedzenie w pie...lniku a życie 02.09.05, 17:49
                                jbpl1 napisał:

                                > Dzięki za optymizm , jest inspirujący .
                                > Szukajmy więc nowych rozwiązań stare traktując jako tylko pozytywne
                                > doświadczenie .
                                > Łatwo powiedzieć - "wiśta wio" Próbuję już od prawie od 3 lat .Trochę
                                > zabrnąłem i potem nie miałem na bilet do miasta .
                                > Pozdrawiam

                                Ja z kolei zawsze starałem się w interesach stać na dwóch nogach.Przydało mi się to w 1996 gdy mając "drugą nogę" - czyli działając w innej branży mogłem się przebranżowić spłacając ( co było bolesne ) zadłużenie z tej poprzedniej działalności. Gdy otrząsnąłem się część zarobków ładowałem w rozkręcenie czegoś innego , co mi się obecnie przydało.Oczywiście aby wejść w coś innego trzeba mieć czas i spokój i oczy otwarte oraz trochę kapitału , a nie chwytać za pierwszą lepszą okazję.Tak że w moim przypadku plajta oznaczała odrzucenie gnijącego strupa i danie nurka pod powierzchnię oraz ucieczkę przed komornikiem.Niestety zarobki z tej obcnej branzy nie starczyły aby w krótkim czasie spłacić poprzednie zobowiązania.Oczywiście poprzednią działalność prowadziłem ( jak ostatni jeleń ) pod własnym nazwiskiem , a obecnie mam spółkę zoologiczną.Zarabiam jakieś pieniądze i zastanawiam się nad czymś dodatkowym tak - niestety komornicy mnie ścigają i muszę się "ukrywać".
                                • jbpl1 Re: Siedzenie w pie...lniku a życie 02.09.05, 20:02
                                  Andy witaj w klubie .
                                  Jest to elitarny klub i dostanie się do niego jast już nobilitacją . Jesteśmy
                                  otwarci i gotowi nieść sobie pomoc w miarę naszych zbankrutowanych sytuacji .
                                  Kraków wita Kraków , ale to tu nie ma znaczenia .
                                  Jeżeli ktoś może Cię zrozumieć to tylko klubowicz
                                  pozdrawiam
                                  • andy29 Elitarny klub bankrutów 02.09.05, 21:04
                                    Nie wiem , czy dostanie się do klubu bankrutów można uważać za nobilitację , ale jest to mimo wszystko pouczające przeżycie.Po pierwsze , w momencie bankructwa spłynął na mnie wewnętrzny spokój.Skończyły się nieprzespane noce bo się stało co się miało stać.To tak jak wybuch wojny.Kończy się nerwowe oczekiwanie i niepokój przed nieznanym a zaczyna walka w innych warunkach.
                                    Spłynęło na mnie poczucie nieznanej wcześniej wolności.Cały czas prowadząc firmę obawiałem się , że urzędnicy mogą w każdej chwili wszystko zabrać za jakieś wydumane nieprawidłowości.Urzędników , przepisy itd. mam teraz w pewnym miejscu i mogą mi za przeproszeniem naskoczyć.Kiedyś o urzędniczych wymysłach czytałem z niepokojem , teraz jak uchwalą jakiś zaje..sty przepis to mnie to śmieszy.Najwspanialsza sprawa to to , że mam wspaniałą rodzinę która przeszła trudne chwilę i zawsze była ze mną.Bankructwo ma też dobre strony.Nie mając nic jest się bardziej wolnym człowiekiem.Wiem też , że przepisując wszystko na rodzinę już teraz zaoszczędziłem dla nich spraw spadkowych , kosztów i podatków w przyszłości.A że trzeba było zejść oficjalnie do podziemia i nie rzucać się nikomu w oczy ? Trzeba się do tego przystosować albo "zginąć"."Zginąć" oznacza dla mnie pójść do jakiejś frajerskiej roboty zo parę stówek na miesiąc i być popychadłem jakiegoś chama lub czyścić kible w Anglii i mieszkać w zagrzybionej ruderze w pokoju z trzema innymi Polakami.Jak na razie to jest mi ciężko , ale i tak nieporównywalnie lżej , niż gdy się zmierzało do bankructwa i nie mogło spać po nocach nie wiedząc co przyniesie przyszłość.Ta "przyszłość" już jest i nie jest wcale taka straszna jak się o niej myslało jakiś czas temu.
                            • step.by.step Re: Siedzenie w pie...lniku a życie 01.09.05, 14:10
                              andy29 napisała:

                              > A że takie mało
                              > ambitne ? No cóż z ambicji już się wyleczyłem i wcale tego nie żałuję bo nie
                              > one się w życiu liczą.

                              mogę się pod tym podpisać obiema rękami
                              sto razy się zastanawiałam po co mi były studia i lata szarpania skoro ludzie
                              po podstawówce zarabiają krocie na głupim stadionie
                              podobno za dobrych czasów podorabiali się tam domów i majątków
                              nie wiem ile w tym prawdy, ale powoli dochodzę do wniosku, że ambicja niczemu
                              dobremu nie służy..
                        • step.by.step Re: Dawanie na kredyt i inne takie 31.08.05, 10:56
                          andy29 napisała:

                          > Czasem okazuje się , że "interesiki" jakim się okazywało pogardę kilka lat
                          temu
                          > mają się coraz lepiej a my bankrutujemy z hukiem.Jakieś tam sprzedaże
                          telefonó
                          > w komórkowych , organizowanie imprez , wypożyczalnie żaglówek etc. to
                          dla "powa
                          > żnego przedsiębiorcy" za jakiego się kilka lat temu uważałem było śmiechu
                          warte
                          > .A obecnie z pokorą patrzę na tych co nie myśleli o rozmachu , ale
                          skoncentrowa
                          > li się na tym co ludzie mogę potrzebować.Oni budują sobie nowe domy a mnie
                          ścig
                          > a komornik.
                          > Ale z drugiej strony jest to optymistyczne , bo inaczej nie byłoby szans aby
                          po
                          > bankructwie mieć jakąś nadzieję albo na anstępny biznes albo na otrzymanie
                          pra
                          > cy.

                          mam dokładnie to samo
                          przyglądam się tym ludziom i własnym oczom nie wierze !
                          w swoje frajerstwo nie wierze
    • spzoo Re: witam 23.08.05, 16:03
      > Czekam na prawników, którzy się tym zainteresują i będą chcieli Wam pomóc
      > bezinteresownie - czy to w ogóle możliwe??

      Będę szczery. Porady na forum sprawdzają się pod warunkiem, że dotyczą drobnych
      problemów prawnych. Moim zdaniem tylko w takich sprawach możliwa jest
      bezinteresowna i zarazem SKUTECZNA pomoc na forum. Poważne sprawy można
      rozwiązać tylko „w realu”. Ocalenie majątku osobistego, uniknięcie
      odpowiedzialności, czy organizacja "drugiego życia gospodarczego" Dłużnika z
      pewnością nie należą do spraw drobnych. Są to sprawy wymagające PRAKTYKI, b.
      dobrej znajomości prawa i odrobiny szaleństwa:).

      Jestem prawnikiem z kilkuletnią praktyką w sprawach gospodarczych i
      mieszkaniowych. Z powodów, o których wyżej była mowa, bezinteresownie udzielam
      na forach gazety bądź na priv jednak tylko drobnych porad. Żeby nie być
      gołosłownym – ta opinia o uczciwym, skutecznym i niedrogim prawniku (sic!) na
      forum NIE DAJ SIĘ DEWELOPEROWI jest o mnie:) Tamtą sprawę też dało się załatwic
      tylko "w realu".

      A wracając do Dłużników. Sprawa każdego Dłużnika wymaga indywidualnego
      podejścia. Działania prewencyjne (przed) czy ratunkowe (po) powinny być podjęte
      jak najszybciej. To tak, jak z rakiem. Ratunkiem może być poddawanie się
      okresowym badaniom lekarskim (przed) lub natychmiastowe poddanie się operacji
      (po), a nie "samoleczenie internetowe". Dlatego forum traktowałbym jako miejsce
      gdzie można porozmawiać o swoich problemach, ale nie miejsce gdzie można uzyskać
      konkretną pomoc. Proszę tego źle nie odebrać. NIE NEGUJĘ DOBRYCH INTENCJI
      założycieli wątku. Chcę tylko powiedzieć, że „chcieć pomóc” niekoniecznie
      oznacza „móc pomóc”.

      Pzdr 90% Dłużników, tzn. tych prawdziwych.
      • jbpl1 Re: witam 24.08.05, 15:14
        Odrobina szaleństwa to jedyne czesto co nam zostało . Te 90 % to ludzie z krwi
        i kości , często zapomnieni przez najbliższych - kwazi przyjaciół i
        potrzebujący wsparcia tak jak powietrza . Nawet jeżeli nie możemy im pomóc
        rzeczywiście / pozdrawiam Adam022 / .Myślę tutaj o tych którzy chcą dalej
        walczyć ale i takich którzy stanęli przed wyborem być czy może skonczyć te
        kłopoty brutalnie .Każdy z nas stał przed taką opcją bliżej lub dalej ,
        świadomie lub tylko w zamroczeniu alkoholowym .
        Teraz wiem jak bardzo może to pomóc w k r y t y c z n e j chwili .
        Dzięki za zrozumienie , masz wiadomośc na priv .
      • julka15 Re: witam 24.08.05, 21:50
        Spzoo,
        bardzo się cieszę, że napisałeś.

        Nie liczę na to, że ktoś zgłosi się z charytatywną obsługą prawną w full
        zakresie, ale nawet informacja o Tobie, że jest ktoś taki - to dużo.

        Pomoc w drobnej sprawie to też dużo -drobne sprawy też potrafią
        nieźle "poprawić" perystaltykę jelit... A jak się ma np 1,27 zł na rachunku i
        tyle samo w portfelu to po prostu nie wyrobisz.

        Szukałam kiedyś prawnika, bliska mi osoba miała(ma) problem - firma padła.
        Problem z tym był. Nikt nie reklamuje się pomocą w organizacji "drugiego życia
        gospodarczego". Do dziś facet jest w podziemiu. Wyjście z dołka jest dla niego
        podstawą, ale sam nie da rady.
        Nawiasem mówiąc dlatego właśnie założyłam to forum.

        Pozdrawiam serdecznie,
        Julka

        • step.by.step Re: witam 25.08.05, 10:58
          julka15 napisała:

          > A jak się ma np 1,27 zł na rachunku i
          > tyle samo w portfelu to po prostu nie wyrobisz.

          5,35
          jestem od Ciebie bogaaaatsza !!!!

          :)))
          • julka15 Re: witam 25.08.05, 14:06
            Dostałam dzisiaj od mamusi stówkę, ha ha ha
            • step.by.step Re: witam 25.08.05, 16:20
              julka15 napisała:

              > Dostałam dzisiaj od mamusi stówkę, ha ha ha

              nienawidze Cie


              :)))))))))))))
              :)))))))))))))
              :)))))))))))))
              • grazioso Puk, puk - czy mozna? 27.09.05, 03:54
                Się zapisać..? Po forach internetowych żeglowałem od lat, wymądrzajac się tu i
                tam, tracać czas na plotki i wirtualne bicie piany. Teraz ja potrzebuję
                wsparcia i tak odnalazłem to forum. Zapisałem je oczywiście do ulubionych, by
                poczytać ze zrozumieniem. Moze sobie i Wam opomogę?

                Jest w w pierwszych Gwiezdnych Wojnach (tych pierwszych/pierwszych z 1977 roku)
                scena walki Dartha Vadera i Obi-wana Kenobiego. Ten ostani mówi do swego byłego
                ucznia-padawana - obecnie wroga: "Powalisz mnie a wstanę jeszcze silniejszy!"
                Czego i Wam i sobie życzę
                Grazioso
                • adam022 Re: Puk, puk - czy mozna? 27.09.05, 12:21
                  Witamy serdecznie na forum ;)
                • julka15 Re: Puk, puk - czy mozna? 03.10.05, 10:33
                  Jasne, że można :)
                  Szkoda, że nie jesteśmy klubem dyskutującoym przykładowo nt "szybkie bryki -
                  którą kupić". Każdy nowy głos na forum z jednej strony cieszy, z drugiej -
                  wiadomo jak jest - znowu ktoś "w dołku"..

                  Zgadzam sie z tym, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Widzę te zmiany w
                  sobie oraz w bliskiej mi osobie. Jesteśmy "po przejściach", a teraz właśnie za
                  przeproszeniem zesrywa się nasz tzw. druga szansa.

                  Problem w tym, że najpierw to on padł prowadząc jednoos.dz.gosp., a teraz ja
                  jestem na "dobrej" drodze również prowadząc jednoos.dz.gosp. Jak nie zrobimy
                  jakiegoś szybkiego ruchu, to nie dośc, że nie mamy z czego żyć, to jeszcze
                  zostaje fura długów (jakieś 60-70tys) na moim koncie. A w trójkącie nie
                  jesteśmy, więc wariantu już nie powtórzymy - z zakładaniem nowej firmy.

                  Oczywiście , jak życie pokazuje, jednoosobowa działalność gosp. to najgorszy
                  wariant z możliwych, ale teraz i tak już za późno na ruchy..

                  A Ty Grazioso? W jakim dziadostwie siedzisz?

                  Tak jeszcze a propos "bicia piany" - tutaj jak na razie nic kostruktywnego się
                  nie wykroiło, ale może..

                  Pozdrawiam i trzymaj się!
                  Julia
                  • doremi15 Re: Puk, puk - czy mozna? 11.10.05, 10:53
                    Witajcie,
                    jestem w podobnej do Was sytuacji.
                    Ciesze sie, ze powstaje "grupa wsparcia", ciesze sie, ze tu trafilam.
                    Ja rowniez mam za soba kilka lat koszmaru.
                    Co myslicie o tym, aby procz udzielania sobie psychicznego wsparcia wspomagac
                    sie rowniez wiedza i doswiadczeniem? Przeciez kazdy z nas ma jakis zawod? Moze
                    moglibysmy troche pomoc tym, co jeszcze zipia (moze przy okazji wymyslic dla
                    siebie jakis sposob na zycie "po"?).

                    pozdrawiam serdecznie
                    doremi15

    • dluznik11 Re: witam 22.08.13, 15:31
      Działa już Stowarzyszenie Osób Zadłużonych
      Celem Stowarzyszenia jest pomaganie swoim członkom w wydobyciu się z trudnej sytuacji życiowej, której jedną z przyczyn jest utrata płynności finansowej i narastające długi.

      Celami stowarzyszenia w szczególności są:
      a) spłacanie długów podlegających egzekucji komorniczej,
      b) poradnictwo w sprawach toczących się postępowań egzekucyjnych,
      c) reprezentowanie swoich członków wobec kancelarii komorniczych, firm windykacyjnych, banków,
      d) mediacja i negocjacje (większość dłużników nie ma szans osobiście negocjować z firmami windykacyjnymi i bankami),
      e) powyższe cele realizuje poprzez zgromadzone środki (fundusz składkowy)......

      fragment regulaminu stowarzyszenia zwykłego. po rejestracji w krsie dojdzie do tego współpraca z kancelarią prawniczą, fundacjami, tzw. granty i dotacje UE. Uruchomimy fundusz BANK DLA UBOGICH, a ja osobiście chcę uruchomić spółdzielnię socjalną.
      Osoby zainteresowane przystąpieniem do stowarzyszenia zapraszam do kontaktu
      tadusz03@gmail.com

      Proszę o przekazanie tej informacji dalej. Czym więcej nas będzie tym większą będziemy stanowić siłę.
Pełna wersja