step.by.step
25.08.05, 12:20
czytam Wasze posty i maile przysyłane na priv i nasunęlo mi się takie małe
podsumowanko.
Wyglada mi na to, że problemy każdego z Nas rozpoczęły się od tego samego.
Mianowicie powystawialiśmy faktury, za które albo nigdy nie otrzymaliśmy
zapłaty albo nam te zapłaty cykano po kawałku duuuużo po terminie.
Może opiszę sytuację, od której zaczęły się moje problemy.
Otóż w zeszłym roku był taki miesiąc, który uznałam za bardzo dobry.
Koszty stałe mojej Spółki przy odpoiednim gospodarowaniu to 60tysięcy zł. Jak
zaciskam pasa bezlitośnie (nie płacę sobie i robię oszczędności tzw.
absurdalne) to jest to 40 tysięcy z hakiem.
No więc w tym dobrym miesiącu zafakturowałam brutto ponad 120 tysięcy złotych.
Wbrew przewidywaniom ten dobry miesiąc przerodził się w początek mojej
katastrofy, bo z tych pieniędzy otrzymałam zaledwie 10 tysięcy z kawałkiem.
Resztę otrzymywałam po wielkich bojach z klientami przez kolejne 8 miesięcy
cykaniem. Pewnej części nie otrzymałam do dziś (ok 30 tys).
Ale co stało się w tymże opisywanym miesiącu, a raczej w okresie go
dotyczącym (czyli miesiąc po): starczyło mi na czynsz, teefony i internet.
Nie zapłaciłam ani pensji, ani Vatu (ponad 20 tys), ani dochodowego, ani
ZUS'u.
W kolejnych miesiąch miałam zwyczajny lęk przed wstawianiem faktur - to chyba
znacie.
Oczywiście dług wobec budżetów, który spędzał mi sen z powiek musiał odleżeć
swoje, bo przecież z następnych pieniędzy, które spływały na moje konto jak
krew z nosa trzeba było zapłacić PRZEDE WSZYSTKIM zaległe pensje. Oczywiście
niezapłacone rachunki leżały.
A że pieniadze spływały jakby chciały, a nie mogły, to pracownikom wciąż
wisiałam więcej i więcej. Rachunki płaciłam tylko te co naprawdę musiałam, a
dług wobec budżetów nadal leżał. W końcu US zablokował konto.
No więc nie mogłam już nawet płacić pensji, że o rachunkach nie wspomnę.
Kiedy wreszcie ściągnęli swoje, ja miałam już egzekucję za następne miesiące.
Ale konto tymczasem było odblokowane.
MUSIAŁAM popłacić najważniejsze rachunki (czynsz, tel. internet), kiedy znów
zajęli konto - na szczęście od niższej sprzedaży - jakiś tam 16 tysięcy.
Zmieniłam konto bankowe.
W tym czasie wisiałam już pracownikom duużo. Kazałam im szukać pracy. Nie
istotne w tej chwili.
Oczywiście na to wszystko nałożyła się bryndza na rynku i ogólny spadek
kondycji płatniczej oraz siły nabywczej, bla, bla, bla
A od czego się zaczęło ?
A od tego, że nie zapłacili
A co wbiło mi kołek w dupe (przepraszam za wyrażenie) ?
A to, że musiałam bez mrugnięcia okiem zapłacić duuuże podatki od kasy,
której długo, długo, albo nawet nigdy nie zobaczyłam na oczy.
Amen
a raczej Omen
Panie i Panowie z Rządu - wstyd !