jak dobrze ze jestescie

30.09.05, 15:13
Moj post moglabym zatytulowac podobnie jak izka_74, bo na prawde juz nie wiem,
skad brac sily na kazdy nastepny dzien, na zmagania ze soba,z wlasnymi
slabosciami, strachami i niemoca, a przede wszystkim z sytuacja w jakiej sie
znalezlismy.
Mieszkam od 13 lat za granica. Kiedys wydawalo sie, ze wygralam los na
loterii. Poznalam mojego M. kiedy ten byl jeszcze studentem stomatologii,
wspieralam go w koncowce studiow, bylam dobra motywacja przy zdawaniu
egzaminow, swietowalam z nim zdobycie wymarzonego zawodu. Potem byl jego
staz, asystentura i pierwsza dobrze platna praca w gabinecie znajomego.
Urodzily nam sie dzieci, a my zylismy pieknie, godnie, spokojnie , z glowami
pelnymi marzen. Finansowych nadmiarow nie mielismy nigdy, nie stac nas byla na
kupno czy budowe domu i realizacje bardziej zbytkowych marzen, ale pomimo tego
bylo dobrze i w miare dostatnio. Zawsze starczylo do pierwszego.
Od dwoch lat moj maz prowadzi swoja praktyke dentystyczna. Kupilismy maly,
dosyc przestarzaly gabinet i za namowa finansujacego to przedsiewziecie banku
postaralismy sie o modernizacje i inny wyglad. Moj M. pelen zapalu , ciagle
ksztalcacy sie, z ogromem pomyslow w glowie, ani razu nie pomyslal, ze to nasz
wyrok :-( Pobralismy kredyty na kupno i remont, w listopadzie 2003 roku
otwarlismy podwoje. Od poczatku bylo ciazko. Bo pacjentow malo, na dobre imie
trzeba bylo sobie ciezko zapracowac, do tego od nowego roku reformy w sluzbie
zdrowia kraju w ktorym mieszkamy, w tym roku rowniez.Nasze wydatki rosly, a
przychody byly takie sobie. Poczatkowo bardzo to przezywalam, widzac rosnacy
minus na koncie biezacym nie potrafilam sie z tym pogodzic. Pamietam Boze
Narodzenie 2003 kiedy pol adwentu przechodzilam w wielkiej depresji, bo nie
wiedzialam czy i jak kupie dzieciom cos pod choinke. A ja naiwna, nie
wiedzialam, ze kiedys przyjdzie jeszcze gorzej. Potem nadszedl czas kiedy
wprawdzie nasza sytuacja finansowa nie ulegala zmianie( wiecej wydatkow niz
dochodow) ale ja jakos potrafilam z tym zyc, potrafilam sie z tym pogodzic,
ciagle wierzac, ze kiedys przeciez musi byc lepiej. No i nadszedl lipiec tego
roku.Pamietam , ze poplacialam wszystkie rachunki, jak zwykle ( bo nie
potrafilam byc komus cokolwiek dluzna) a tu po paru dniach przyszedl list z
banku, ze rachunki nie zostaly uwzglednione, a konto nie ma pokrycia. Byl to
dla mnie cios w sam zoladek, poczatek mojego koszmaru, ktory sie do dzis za
mna wlecze. Wtedy jeszcze uratowal nas na jakis czas zwrot z kas chory, ale i
tak na kontach bylo coraz gorzej, coraz ciasniej.Teraz to jedna wielka
tragedia.Sprzedajemy wszystko co mamy, co ma jakakolwiek wartosc.Poprosilismy
tez tesciow o maly kredyt- z tym, ze suma jaka potrzebujemy, ktora by nas
ratowala jest tak dluza, ze w gre wchodzi tylko obciazenie hipoteczne domu
moich tesciow. Spedza mi to sen z powiek :-( Moj M. w tym ostanim roku przezyl
powazne zalamanie nerwowe, od lutego leczy sie u psychologa i bierze leki.
Widze, jak potwornie jest mu ciezko, jak wielki ciezar lezy na jego plecach.
Ja sama ciagne resztka sily. Nie stac mnie juz na pozytywne mysli, na wiare w
lepsze jutro, na odrobine nadziei. Gdzies mi sie to po drodze zagubilo. Za to
w zamian otrzymalam bezsenne noce, nagle budzenie sie z potwornym biciem
serca, nieludzki strach o to, co bedzie jutro, mdlosci, zawroty glowy.
Rozpisalam sie strasznie. Wybaczcie...
Na koniec powtorze jak w tytule mojego postu : jak dobrze, ze jestescie. Ze
zrozumiecie, ze wiecie o czym tu pisze, jak sie czuje, i co jest moim
najwiekszym koszmarem ...
    • roxy Re: jak dobrze ze jestescie 30.09.05, 19:24
      Witaj :)
      Bardzo Ci współczuję...też jestem kobietą i z podobnymi problemami, tyle, że
      jestem samotną mamą :(
      Teraz w Polsce cięzkie czasy - nie problem z zamówieniami tylko z odzyskiem
      płatności :( Mam trochę grosza u klientów, a sama żyję jak kloszard, ledwo
      starcza mi do pierwszego....
      Podobnie jak Twój mąż miałam załamanie nerwowe, od kilku lat nie mogę się
      pozbierać, w czym nie pomaga obecna sytuacja gospodacza w Polsce...
      Tylko klasa rządząca nie żałuje sobie na nic, a ja, i inni podobni do
      mnie "mali biznesmeni" musimy się "szczypać" i oszczędzać na wszystkim...
      Też mam kredyty, bo inaczej już dawno by mnie nie było na rynku pracy, i też
      się boję, czy spłacę...
      Pozdrawiam ciepło :) Może nie będzie tak żle...Trzeba WIERZYĆ !
      • pani-w-domu trzeba WIERZYC ! 01.10.05, 04:57
        Dziekuje Ci Roxy za mile i dodajacy otuchy slowa.
        Masz racje, trzeba wierzyc, nie tracic nadziei i walczyc z determinacja. A sile
        czerpac z piekna swiata, dobrych i zyczliwych nam ludzi czy malenkich kroczkow
        do przodu.
        Zycze Ci by i Tobie sie UDALO !!! I to jak najszybciej! by Twoje zycie jak
        najszybiej stalo sie spokojniejsze, pogodniejsze, mniej stresujace....
        • jbpl1 Re: trzeba WIERZYC ! 03.10.05, 07:49
          Witaj
          szkoda, że i Ty jesteś w klubie . Czasami trzeba dwa kroki zrobić w tył aby
          zacząć jeszcze raz . Nie wiem czy jest taka szansa , musicie jeszcze raz
          przeanalizować waszą sytuację i znaleźć jakiś punkt zero . nie namawiam na
          dalsze kredyty tylko na negocjacje z bankami . Zawsze możecie zacząc jeszce raz
          . Wierz mi nie jest to niemożliwe .
          Cały czs pracuję nad pomysłem grup wsparcja dla takich ludzi jak my .Może urodzi
          się pomysł gdzie MY bankruci będziemy mogli sobie pomagać . Ponieważ nie jest to
          pomysł nośny- medialnie więc trochę cierpliwości i poszukiwania swojego punktu
          zero .
          Trzymam za Ciebie kciuki i jak chcesz to pooglądaj moje niki. pozdrawiam ciepło
          • pani-w-domu dziekuje ! 03.10.05, 14:20
            Ja wiem, ze w gruncie rzeczy pomoc mozemy sobie tylko sami. Odpowiednim
            nastawieniem i wiara w to, ze jak napisales, zawsze mozna zaczac jeszcze raz, na
            nowo. I ze to wcale nie bedzie zyciowa porazka.
            Mam swiadomosc tego, ze dopoki prywatnie jeszcze jestesmy razem i dajemy sobie
            wsparcie, to tak na prawde nic nie jest w stanie nas tak do konca zlamac. Troche
            nadlamac- tak, ale zniszczyc- nie !
            Bardzo sobie cenie obecnosc na tym forum, wsrod WAs, ludzi-ktorzy czuja i mysla
            podobnie, borykaja sie z podobnymi problemami, maja takie same strachy i
            egzystencjonalne leki. A z drugiej strony jeszcze tak do konca chyba nie
            stracili nadziei, ze kiedys wyjda na prosta i odkuja sie za te chude lata :-)

            Dziekuje za kciuki ! Z mojej strony rowniez przesylam duzo wsparcia!
            Trzymajmy sie razem! W kupie razniej :-)

            napisales : " jak chcesz to pooglądaj moje niki "
            gdzie ? :-)))
    • izka_74 Re: jak dobrze ze jestescie 03.10.05, 09:18
      Współczuję Ci, naprawdę :( Najgorsze jest to, że człowiek się stara, pracuje,
      nie obija się, nie żyje ponad stan, nikogo nie okrada ani nie oszukuje, a mimo
      to – a może właśnie dlatego :( - wpada w takie bagno. Chciałabym Ci
      powiedzieć, że będzie lepiej – bo staram się w to wierzyć, aby nie zwariować.
      Pewnie nie nadejdzie to szybko, ale na pewno przyjdzie taki dzień, że się
      wszystko ułoży. Tylko raczej swojego interesu już nikt nie założy, ze strachu
      i z koszmarnych wspomnień. Trzymajcie się razem, bo najgorsze co mogłoby być
      efektem takiej sytuacji, to gdyby ucierpiał Wasz związek.
      Pozdrawiam Cię serdecznie
      Iza
      • pani-w-domu Re: jak dobrze ze jestescie 03.10.05, 14:21
        Izko, juz w moim wczesniejszym poscie napisalam, ze pod wieloma Twoimi slowami
        moge sie podpisac! Grunt to nie tracic nadziei, reszta predzej czy pozniej jakos
        musi sie ulozyc !!!
        Pozdrawiam Cie mocno!!!
        • julka15 Re: jak dobrze ze jestescie 03.10.05, 19:21
          Witam Cię,
          nie będę pisać, że trzeba jakoś trzymać fason, bo to już wiesz :)
          Myślę jednak, że trzeba , jak pisał jbpl znaleźć punkt zero - czyli jakąś
          możliwość odbicia (sama tego szukam:) - samo nic się nie wyklaruje, a nawet
          jeśli, to chyba nikt z obecnych tutaj osób nie ma komfortu bezczynnego
          oczekiwania na lepsze czasy. Z czegoś żyć trzeba (byle nie z kredytu - jestem
          mądrala, a sama tak robię:)).

          Myślna pewno jest coś, co możesz robić!

          Pozdrawiam Cię serdecznie,
          Julia
      • andy29 Z ostatniego "Newsweeka" 04.10.05, 22:44
        izka_74 napisała:

        > Współczuję Ci, naprawdę :( Najgorsze jest to, że człowiek się stara, pracuje,
        > nie obija się, nie żyje ponad stan, nikogo nie okrada ani nie oszukuje, a mimo
        > to ? a może właśnie dlatego :( - wpada w takie bagno.

        W ostatnim 48/2005 Newsweeku - artykuł "Hipoteczne szaleństwo"

        "Małgorzata Bartoszewska ( kierownik sprzedaży ) :
        W 1998 roku wzięła 84.000 zł kredytu Alicja w PKO BP na kupno mieszkania(...).
        Mimo , że kredyt spłacała regularnie zadłużenie po trzech latach wzrosło do 124.000 zł.Wtedy przewalutowała kredyt na euro. Miała pecha , bo kurs euro poszedł do góry.Dwa lata temu znów zmieniła walutę tym razem na franki.Dzisiaj pozostało jej do spłacenia 70.000 złotych.Miesięczna rata to 1400 zł."

        Jak czyta, takie ( na razie bez skutków takich jak u nas ) historie to zastanawiam się , gdzie tkwił błąd.Czy ta pani zrobiła jakiś błąd , popełniła jakąś irracjonalność za którą każe ją życie ? Nie normalnie wzięła kredyt ( sprawy w swoje ręce ) i chciała go uczciwie spłacać.Nie popełniła żadnego błędu ani żadnego przestępstwa.Okazało się , że 7 lat wyrzeczeń poszło de facto na marne.Gdyby miała pecha i np. straciła ( nawet na kilka miesięcy pracę ) , komornik zabrałby jej mieszkanie , sprzedał za bezcen , dług by pozostał , a ona mieszkałaby pod mostem.A gdyby kiedykolwiek znalazła inną pracę to komornik zabierałby lwią część zarobków.

        • pani-w-domu :-((( no wlasnie .... 06.10.05, 10:37
          nie obijamy sie, nie zyjemy ponad stan, a wrecz przeciwnie, jestesmy uczciwi,
          nie oszukujemy, a mimo to .... :-(
          urabiamy sobie rece po lokcie, niczym innym nie zyjemy, tylko gabinetem
          gowno, wielkie gowno, mowie Wam

          a przeciez sa dzieci, jestesmy my jako rodzina, i my jako malzenstwo
          na zwykle ludzkie uczucia- tak malo miejsca, bo wszystko zabija dziki strach
          kazda radosc, kazda malenka przyjemnosc

          a moze rzucic tym wszystkim w trzy diably ? niech sie banki martwia, co z tym
          zrobic
          • jbpl1 pomoc nadejdzie 15.10.05, 20:27
            Witam rodaków za granicami!!!!!!!!!!!!
            pomoc nadejdzie , przyjedzie do Ciebie prędzej niż myślisz - czy to nie
            fantastyczne że najpierw myśl a potem czyn . Dwójka obcych ludzi a taka łatwość
            i tak dużo szczęścia.Wiesz o czym piszę .
            Trzymaj się i uzbrój jeszcze w cierpliwość . Damy radę.
            Pozdrowienia od przyjaciół. Miłego
            • pani-w-domu Re: pomoc nadejdzie 16.10.05, 08:11
              Ja sie tylko domyslam :-)))

              Zycie jest pelne niespodzianek, pelne zbiegow okolicznosci ,a moje ostatnio
              jeszcze pelne wdziecznosci za to najwieksze, co moge obecnie dostac -NADZIEJE !!!

              DZIEKUJE i pozdrawiam z calego serca !

              Do milego!
    • dluznik11 Re: jak dobrze ze jestescie 22.08.13, 15:31
      Działa już Stowarzyszenie Osób Zadłużonych
      Celem Stowarzyszenia jest pomaganie swoim członkom w wydobyciu się z trudnej sytuacji życiowej, której jedną z przyczyn jest utrata płynności finansowej i narastające długi.

      Celami stowarzyszenia w szczególności są:
      a) spłacanie długów podlegających egzekucji komorniczej,
      b) poradnictwo w sprawach toczących się postępowań egzekucyjnych,
      c) reprezentowanie swoich członków wobec kancelarii komorniczych, firm windykacyjnych, banków,
      d) mediacja i negocjacje (większość dłużników nie ma szans osobiście negocjować z firmami windykacyjnymi i bankami),
      e) powyższe cele realizuje poprzez zgromadzone środki (fundusz składkowy)......

      fragment regulaminu stowarzyszenia zwykłego. po rejestracji w krsie dojdzie do tego współpraca z kancelarią prawniczą, fundacjami, tzw. granty i dotacje UE. Uruchomimy fundusz BANK DLA UBOGICH, a ja osobiście chcę uruchomić spółdzielnię socjalną.
      Osoby zainteresowane przystąpieniem do stowarzyszenia zapraszam do kontaktu
      tadusz03@gmail.com

      Proszę o przekazanie tej informacji dalej. Czym więcej nas będzie tym większą będziemy stanowić siłę.
Pełna wersja